W
ciągu ostatnich kilku lat nie organizowano narad na taką skalę.
Chociaż Diabeł od długiego czasu zakłócał normalne
funkcjonowanie świata, nigdy nie było potrzeby zbierania
najważniejszych ludzi z sześciu kontynentów w jednym miejscu i
podejmowania jakichś znaczących decyzji. Agencja przyzwyczaiła się do tego,
że Lucyfer ciągle coś kombinował. Każdy konflikt rozwiązywano
lokalnie, w obrębie danego wydziału. Próbowano nie wplątywać
niepotrzebnie zbyt wiele państw. Z jednej strony była to kwestia
wygody: częste teleportacje męczyły, a podróże do miejsc w innych
częściach globu zabierały dużo czasu. Z drugiej – chodziło o
bezpieczeństwo. Nikt w końcu nie chciał, aby wszyscy wiedzieli o
sekretach oraz prywatnych działaniach poszczególnych siedzib.
Bliska współpraca wydziałów skutkowała znajomością poufnych
danych, dostępem do wiedzy, którą ktoś niekoniecznie miał ochotę
się dzielić. Oznaczało to utratę niezależności, wyciek wielu
ważnych i zarazem tajnych informacji, zachwianiem pozycji ISAYSS na świecie, a autorytet w
dzisiejszych czasach dawał Międzynarodowej Tajnej Agencji Młodych
Służb Specjalnych władzę.
Mierzejewski
miał nieodparte wrażenie, że popełnił błąd, mówiąc Robertowi
o robotach, szczególnie o ich konstruktorze. Szef Polskiego Wydziału
ISAYSS przekazał tę informację tylko jednej jedynej osobie –
Juliette. Obaj łudzili się, iż Szefowa Wszystkich Szefów okaże
się łaskawa i nie uzna za konieczne przekazanie tych rzeczy
szerszej publiczności. Piętnaście minut przed rozpoczęciem
zebrania... Wiedział już każdy członek Zarządu. Poproszono
Roberta, aby zabrał zdrajcę Diabła ze sobą do Siedziby Głównej,
gdzie zadecydują, co z nim zrobić.
Nie
wiedział, czego powinien się spodziewać. Jego nowy szef również
nie chciał nic mówić i uparcie milczał podczas drogi do Głównej.
Nie odpowiedział na żadne pytanie młodego agenta, nie udzielił
żadnych wskazówek. W napiętej i nasiąkniętej niepewnością
ciszy podążali w kierunku największej sali zebraniowej na całej
wyspie. Mierzejewski nie dostrzegał nawet, w jak niesamowitym
miejscu się znalazł.
Siedziba
Główna Światowego ISAYSS umiejscowiona była na jednej z wysepek
na Oceanie Spokojnym. Dookoła niej rozciągnięto niezwykle silne
pole magnetyczne, które zakłócało sygnały wszelkich radarów
znajdujących się w odległości kilku kilometrów. Dzięki temu
Zarząd nigdy nie obawiał się, że ktokolwiek odkryje siedzibę
organizacji. Można się było do niej dostać tylko za pomocą
wewnętrznych teleportacji albo środkami transportu ze specjalnie
wbudowanymi radarami umożliwiającymi dokładną lokalizację
obiektu. Aby chronić wyspę, zabezpieczano ją coraz to nowszymi
rozwiązaniami technologicznymi, a każde kolejne miało pozwolić
istnieć agencji przez wiele, wiele lat. Stacje kontrolne i całe
centrum dowodzenia ukryto w tropikalnym lesie, co dodatkowo pomagało
ochronie.
Wysoki
na kilkadziesiąt pięter, jako jedyny wystający poza gigantyczne
drzewa budynek, w którym teraz się znajdowali, był ogromny, jednak
Robert szedł korytarzami tak pewnie, jakby robił to codziennie. Nie
zgubili się ani razu. Doszli do auli na pięć minut przed
rozpoczęciem zebrania.
Im
mniej czasu zostawało do jego początku, tym bardziej Damian był
zdenerwowany. „Zastanowimy się, co z nim zrobić, i damy znać
na miejscu”, powiedział posłaniec z Siedziby
Głównej, kiedy jeszcze znajdowali się w Polskim Wydziale. Nie brzmiało to
zachęcająco. Obawiał się czegoś niezbyt przyjemnego – w końcu
wcześniej pracował dla Diabła. Słyszał nieraz, co Zarząd robi z
każdym człowiekiem współpracującym z jego poprzednim szefem.
Kolejni naukowcy tworzący dla Lucyfera nowe technologie, kolejni
informatycy piszący kody, kolejni pracownicy oraz biznesmeni
pomagający przetrwać Imperium Diabła... Wszyscy znikali w
tajemniczych okolicznościach, nawet sam Lucyfer nie potrafił
zapewnić im bezpieczeństwa, chociaż zawsze to obiecywał. ISAYSS
pozbywało się osób, które przeszkadzały w ich interesach i tych zagrażających bezpieczeństwu świata. Miał
nadzieję, że nie zaczęli go za kogoś podobnego uważać.
–
Jeśli będą cię o coś pytać, w co wątpię – zaczął Robert,
wskazując Damianowi miejsce niedaleko wejścia. Zawahał się
jednak. Miał nadzieję, że nie zwalili całej winy na niewinnego
chłopaka, chociaż wiedział, iż jest to całkiem prawdopodobne.
Zarząd musiał znaleźć sobie kozła ofiarnego, aby rządy
poszczególnych krajów nie uznały ISAYSS za zbędną organizację.
Już sobie wyobrażał tych wszystkich ludzi, na których mieli
zacząć się wyżywać. – Odpowiadaj, ale uważaj. Każde zdanie
może zostać wykorzystane przeciwko tobie. Znajdą takie podteksty,
o jakich nam się nawet nie śni. Im więcej lakonicznych i prostych
odpowiedzi, tym większa szansa, że jednak nic ci nie zrobią.
Damian
pokiwał jedynie głową.
Robert
odszedł, zostawiając go samego. Mierzejewski usiadł na wskazanym
przez szefa miejscu i zaczął rozglądać się po ogromnym
pomieszczeniu. Przypominało gigantyczną salę kinową, gdzie każdy
przedstawiciel kraju miał swój własny kąt. Widział flagi z
państw, których nigdy nie posądziłby o członkostwo w ISAYSS. Na
samym dole dostrzegł miejsce dla Szefowej Wszystkich Szefów, a
nieopodal – ludzi z polskiego wydziału, w tym właśnie
siadającego Roberta oraz prezydenta Rzeczpospolitej. Dopiero wtedy
zrozumiał, że to nie jest jedynie zebranie ludzi związanych z
agencją; to nie o to chodziło w spotkaniu nadzwyczajnym. Po
dłuższych oględzinach obecnych osób ujrzał prezydenta Stanów
Zjednoczonych, premiera Wielkiej Brytanii i kanclerza Niemiec. Na
sali byli obecni wszyscy najważniejsi politycy świata. Osobistości,
które rządziły Ziemią w dwóch aspektach – jawnym i tajnym.
Naradę
rozpoczęto punktualnie. Początkowa przemowa Juliette opisująca sytuację, która miała miejsce na Niebieskiej
Planecie, trwała bardzo długo. Chociaż Mierzejewski wiedział, że
powinien uważać, bo w każdej chwili może zostać poruszona jego
sprawa – zaczynał się nudzić. Kolejne zdania Szefowej Wszystkich
Szefów nie świadczyły o tym, iż ma zamiar powiedzieć cokolwiek
na temat konstruktora robotów. Powoli się uspokajał. W sercu
pojawiała się nadzieja, mały promyczek słońca wśród burzowych
chmur. Do pewnego momentu...
–
Mierzejewski, co ty tutaj kurwa robisz?
Odwrócił
głowę, zaskoczony. Agnieszka stała zaraz za nim, zaciskając palce
na oparciu fotela, na którym siedział. Nigdy wcześniej nie
ucieszył się tak na jej widok. Nawet to, iż wyglądała na
porządnie zdenerwowaną go nie przeraziło.
–
Ty żyjesz...
–
Tak, niestety. Chociaż dla ciebie to raczej dobrze – warknęła,
nie spuszczając z niego wzroku. Nie podobało jej się to wszystko.
Rozumiała, że Robert mógł obawiać się iść sam na tak ważne
spotkanie, zawsze wolał mieć przy sobie kilku agentów z Polskiego
Wydziału, ale obecności Mierzejewskiego nie mogła w tym momencie
zrozumieć.
O
zebraniu dowiedziała się w momencie, kiedy siedziała w skrzydle
szpitalnym, a lekarz opatrywał jej ranę na brzuchu. Nie zdążyła
nawet przebrać się w agencyjny strój. Gdy wszystkie szwy zostały
założone i pielęgniarka skończyła owijać talię bandażem,
wyszła z pomieszczenia, kierując się w stronę teleportatora.
Słyszała, jak kobieta woła ją, aby wróciła, że jest za słaba
na spacery, ale nie posłuchała. Po kilkukrotnym zatrzymaniu się
z powodu czarnych plam przed oczami dotarła do celu.
–
Chodź ze mną – powiedziała cicho. Na początku Damian się
zawahał. Nie chciał opuścić ani jednej minuty przemówień
członków Zarządu, bo nie miał pojęcia, kiedy padnie jego
nazwisko. Wiedział natomiast, że Agnieszka nie będzie czekała.
Powoli
podniósł się z fotela i ruszył za dziewczyną. Czarnoskóry
ochroniarz przy drzwiach popatrzył na nich z zaskoczeniem, ale
skinął tylko delikatnie głową. Nie byli pierwszymi osobami, które
wyszły z dzisiejszego spotkania. Lasowska pchnęła skrzydło i
znaleźli się na białym, dobrze oświetlonym
korytarzu. Nie wiedział, dokąd prowadziła go agentka. Wolał jednak
iść i nie pytać o nic, ponieważ niejednokrotnie już od niej
oberwał. Nie darzyła go sympatią, nie miała żadnych skrupułów
przy robieniu mu krzywdy, więc nauczył się, kiedy powinien mówić,
a kiedy nie.
Weszli
do windy.
–
Gdzie jedziemy? – spytał chłopak, postanawiając przerwać ciszę.
Nie podobało mu się to, że tak bardzo oddalali się od audytorium.
Agnieszka spojrzała na niego.
–
Gdzieś, gdzie nikt nie będzie nas podsłuchiwał – odparła
krótko i zamilkła. Oszklona winda ruszyła do góry. Zostawiali za
sobą kolejne piętra ogromnego budynku. Małe pomieszczenie raz po
raz przejeżdżało obok wielkich szyb, dzięki czemu mogli zobaczyć,
jak wysoko się znaleźli. Chociaż chłopak nie cierpiał na lęk
wysokości – miał wrażenie, że może się to zmienić.
Kiedy
winda stanęła, a blachy się rozsunęły, Lasowska wyszła. Damian
nie do końca wiedział, co powinien zrobić, gdyż musiała
przytrzymywać się ściany, aby nie upaść. Była w fatalnym
stanie.
–
Może lepiej będzie, jak wrócisz? Albo zaprowadzę cię do lekarza?
–
Nie trzeba, zaraz przejdzie. To chwilowe – odparła tylko. Stała
przez kilka sekund, oddychając głęboko. Po chwili ruszyła przed
siebie, prowadząc chłopaka do pomieszczenia na samym końcu
zielonego korytarza. A raczej do tego, co znajdowało się za tamtymi
drzwiami.
Byli
na tarasie. Damian nie wiedział dokładnie, na którym znajdowali się
piętrze, ale widok robił imponujące wrażenie. Wody lazurowego
oceanu oblewały piaszczyste plaże wyspy, a pomiędzy drzewami
tropikalnego lasu połyskiwały dachy nowoczesnych budynków.
Gdzieniegdzie przez wielkie liście prześwitywała granatowa droga,
po której z zastraszającą prędkością poruszali się agenci na
specjalnych rolkach, dwukołowcach lub samochodach transportowych.
Pomimo tego, że reszta świata była niszczona przez roboty, tutaj
życie toczyło się swoim własnym tempem. W agencji ISAYSS robili to,
co do nich należało, wykonywali swoje obowiązki, czekając na
jakieś ważniejsze rozkazy od swoich przełożonych.
Dziewczyna
stała zaraz przy szklanej balustradzie. Ręce splotła na piersiach.
Była zdenerwowana, ale zmęczona jednocześnie. Koszulkę miała
poplamioną krwią, cienka blizna na skroni wyglądała na świeżą.
–
Co ty tutaj robisz? – spytała po chwili, przerywając ciszę.
–
To skomplikowane – odparł Damian, wkładając ręce do kieszeni.
–
Mam dużo czasu – powiedziała Przewodnicząca Sektora Szóstego. –
Nie potrzebuję wracać na zebranie, nie dowiem się z niego nic
nowego, więc możemy być tutaj tak długo, aż zakończysz swoją
pasjonującą bajkę.
Mierzejewski
odetchnął głęboko. Wiedział, że musiał powiedzieć jej o
wszystkim. Zdradził Agnieszce wiele ważniejszych rzeczy związanych
z Diabłem, więc nie był to już dla niego problem. Potrzebował
jedynie czasu, potrzebował wrócić na zebranie i dowiedzieć się,
co chcą z nim zrobić, potrzebował spokojnego wytłumaczenia całej
sytuacji, a nie krótkiej opowiastki z nic nieznaczącymi
szczegółami. Ona nie potrafiła tego zrozumieć. Przekonał się
wcześniej, iż dostaje zawsze to, czego chce. Nie czekała na żadne
wyjaśnienia – Lasowska pytała, on miał jej odpowiedzieć. Przewodnicząca Sektora Szóstego wybierała
zawsze te informacje, które mogły się do czegoś przydać. Cała
reszta była w jej mniemaniu zbędna. Męczyła go do momentu
poznania wszystkich potrzebnych wiadomości. Bywała brutalna,
agresywna, aczkolwiek zaczynał się przyzwyczajać. Nie wiedział, w
której sekundzie swojego monologu oberwie, a ona wytłumaczy to
sprawdzaniem refleksu chłopaka. Nie czekała na nic. Chciała go
wytrenować jak jej nakazano.
–
Robert mnie tu zabrał.
–
Zdążyłam zauważyć, ale dlaczego?
–
No bo... – urwał. Rozglądnął się niepewnie dookoła, unikając spojrzenia dziewczyny. Próbował zawiesić
wzrok na jakimkolwiek innym elemencie, jednak Agnieszka samą
obecnością go rozpraszała.
–
Mierzejewski...
–
To ja skonstruowałem te roboty – rzekł szybko i zamilkł, nadal
nie patrząc dziewczynie w oczy.
Przewodnicząca
Sektora Szóstego otworzyła usta, aby coś powiedzieć, ale od razu
je zamknęła. To co właśnie usłyszała przekroczyło jej
najśmielsze oczekiwania. Sama nie wiedziała, czego się spodziewała
po jego obecności na tak ważnym spotkaniu. W ISAYSS był teraz
zwykłym agentem – nikim dla ludzi z Zarządu i polityków świata.
Pojęcie zdrajca Diabła też nie robiło na nikim żadnego
wrażenia, wzbudzało jedynie zainteresowanie i rodziło pytania:
dlaczego go zdradził? Kwestia skonstruowania robotów wyglądała
zgoła inaczej. Obawiała się, że nie bez powodu poproszono o
przybycie Damiana. Ostatnim razem, kiedy chcieli przedyskutować
sprawę jednego z francuskich agentów, który dopuścił się
włamania do tajnej bazy informacji, zorganizowali jego publiczną
egzekucję.
Potrząsnęła
delikatnie głową.
–
Nie spodziewałam się – powiedziała cicho. Damian prychnął.
–
Podobno nikt się nie spodziewał. Jestem na tym zebraniu, bo...
–
Mają się tobą na nim zająć? To radzę tam nie wracać –
przerwała mu, dając jasno do zrozumienia, że nie żartuje.
Mierzejewski
zamknął oczy i odetchnął głęboko
–
Nie wiem, co mam zrobić. Nie wiem, po co kazali mi tu przyjechać –
powiedział, wpatrując się w swoje stopy. Nie potrafił podnieść
głowy. Nie potrafił spojrzeć na dziewczynę. Miał wrażenie, że
zawiódł wszystkich – zaczynając od Agnieszki, przez jego
rodzinę, aż po samego siebie.
–
Ale ja wiem – odpowiedziała, podchodząc do niego.
Dopiero wtedy na nią popatrzył. Nie wyglądała na zdenerwowaną.
Cała złość widoczna jeszcze chwilę wcześniej wyparowała z jej
twarzy. Teraz była spokojna – zaskakująco spokojna.
–
To znaczy?
–
Damian – zaczęła powoli – oni chcą cię zabić. Pracowałeś
dla Diabła. Juliette zażądała wywalenia was z agencji, jak tylko
dowiedziała się, że u nas jesteście. Nie jest jednak
morderczynią, ona potrafi zrozumieć wszystko, dlatego pozwoliła
Robertowi na zatrzymanie zdrajców. Nie wiem po co. Nadal twierdzę,
iż nie powinno was tu być, ale czasu nie da się cofnąć. O ile
oni są wyrozumiali, Zarząd nie. Dla nich wystarczy jedno małe
wykroczenie, żeby pozbyć się zagrażających obiektów. Teraz,
kiedy wiedzą, że stworzyłeś te roboty, usuną cię stąd.
Potraktują jako zdrajcę, którego nie da się już nawrócić.
–
Przecież ja nic nie zrobiłem... – wyszeptał chłopak.
–
Teraz ja to wiem, Robert też, ale czy reszta?
–
Nikt mi nie uwierzy, że nie skonstruowałem ich po to, aby
zaatakowały świat – rzekł chłopak po chwili napiętej ciszy.
Dotarło do niego, w jak beznadziejnej sytuacji się znalazł. Słowa
Agnieszki zrobiły na nim niemałe wrażenie. Nie spodziewał się,
że Zarząd potrafi posunąć się do morderstwa za nic.
–
Jestem wredna, okrutna, bez sumienia, brutalna i mam ADHD, ale nie
jestem taka tępa. Sama nie wiem dlaczego, aczkolwiek ci wierzę.
Obiecałam coś twojej siostrze, a ja nigdy nie łamię danego słowa.
–
Sonii?
–
Masz jedną siostrę, więc nie zadawaj głupich pytań – warknęła.
–
Co jej obiecałaś? – zapytał cicho, patrząc prosto w jej
błękitne oczy. Zazwyczaj wyglądały jak skute lodem, zimne,
pozbawione wszelkich uczuć. Czasami przypominały wzburzone morze, wielki sztorm, kiedy zaczynała się denerwować. Teraz jednak były
spokojne, trochę niepewne, zrezygnowane.
Agnieszka
nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Współczucie i zrozumienie nie
leżało w jej naturze. Uległa dziesięcioletniej
dziewczynce, gdyż miała słabość do małych dzieci. Sonia za
bardzo przypominała jej siostrę, żeby ją olała, udawała, że
nie słyszy błagalnych próśb o pomoc. Nie była z tego dumna,
chciała zapanować nad swoimi słabymi punktami, ale nawet terapie z
profesorem Wykuszyńskim nie przynosiły wyczekiwanych efektów.
„Widziałaś, jak cierpi osoba, którą bezgranicznie
kochasz. W momencie, kiedy ktoś przypomina ci Kasię, nie jesteś w
stanie jej nienawidzić, bo automatycznie masz wrażenie, że to
twoja siostra. Nie widzę w tym niczego dziwnego.”, mawiał nauczyciel,
uśmiechając się do niej zawsze, kiedy miała z tym problemy.
Nienawidziła siebie za to. Tyle lat poświęciła na dążenie do
pozbycia się wszelkich lęków i słabości, ale nie potrafiła tego
dokonać. Czasami chciała stać się robotem bez uczuć, jednak raniła
wtedy wszystkich, na których jej zależało. Błądziła pomiędzy
chęcią zostania agentką idealną a miłością do swojej rodziny,
nie wiedząc, co powinna wybrać. Znała ludzi, którzy umieli
zniszczyć każdą najmniejszą emocję pojawiającą się w ich
sercu, rozmawiała z nimi, próbowała się czegoś podobnego
nauczyć. Jednak, kiedy chciała przełożyć teorię na praktykę,
załamywała się. Bolało ją to. Była osobą zbyt przywiązaną do
swoich bliskich, żeby w ten sposób ich ranić. Potrafiła zabić
obcego człowieka, potrafiła skręcić komuś kark, potrafiła robić
najbardziej nieludzkie rzeczy, jakie można sobie wyobrazić, ale
nie potrafiła nie odebrać telefonu od własnej matki. Takie
niezdecydowanie ją męczyło, ulegała w najmniej spodziewanym
momencie. Jednym z takich była rozmowa z Sonią.
–
Jej się zapytaj.
–
Ona mi nie powie – odparł chłopak, uśmiechając się lekko. –
Za bardzo cię lubi.
– I
dlatego ci nie powie?
– Będzie się bała, że wygadała coś nie tak. To dziwne
dziecko.
–
Inteligentne dziecko, nie dziwne. Dziwny to jesteś ty – mruknęła
Agnieszka. Westchnęła przeciągle, widząc zaskoczenie na twarzy
Damiana. – Obiecałam jej, że nie pozwolę, aby ktoś was
pozabijał. Powoli zaczynam tego żałować, więc radzę siedzieć
cicho i nie komentować – warknęła, odwracając się do niego
tyłem i kierując w stronę drzwi. – Chodź, muszę obgadać sprawę z Juliette, a teraz znajdę ją tylko na zebraniu.
Mierzejewski milczał. Stał przez chwilę w tym samym miejscu, nie wiedząc, co powinien zrobić. Nie spodziewał się tego. O ile życie Sonii dla niego samego było cholernie ważne i rozumiał, dlaczego chciała ochronić ją, to nie docierała do niego jedna część jej wypowiedzi: aby ktoś was pozabijał. Chodziło też o niego, być może nawet resztę zdrajców Diabła. To nie było do niej podobne. Albo naprawdę tak bardzo zależało jej na zabiciu Lucyfera, albo koniecznie ich potrzebowała do czegoś innego. Wolał jednak nie roztrząsać, po co mogliby się przydać słynnej Przewodniczącej Sektora Szóstego. Wszystkie scenariusze nie wyglądały bowiem kolorowo.
Mierzejewski milczał. Stał przez chwilę w tym samym miejscu, nie wiedząc, co powinien zrobić. Nie spodziewał się tego. O ile życie Sonii dla niego samego było cholernie ważne i rozumiał, dlaczego chciała ochronić ją, to nie docierała do niego jedna część jej wypowiedzi: aby ktoś was pozabijał. Chodziło też o niego, być może nawet resztę zdrajców Diabła. To nie było do niej podobne. Albo naprawdę tak bardzo zależało jej na zabiciu Lucyfera, albo koniecznie ich potrzebowała do czegoś innego. Wolał jednak nie roztrząsać, po co mogliby się przydać słynnej Przewodniczącej Sektora Szóstego. Wszystkie scenariusze nie wyglądały bowiem kolorowo.
Podczas
drogi powrotnej na zebranie Agnieszka opowiadała mu o Zarządzie
ISAYSS, o tym, co potrafili zrobić, aby osiągnąć swój cel.
Słyszał o całej organizacji wiele, ale ciekawie było dowiedzieć
się tylu rzeczy ze strony osoby, która związana była z agencją
od prawie dziesięciu lat. Lasowska wiedziała bardzo wiele. Damian
był pewny, że nie znalazłby innej osoby tak rewelacyjnie
poinformowanej o działaniach i funkcjonowaniu ISAYSS jak ona. W
końcu, co sama stwierdziła, coś przez ten cały czas musiała
robić.
Nic
nie wskazywało na to, aby obrady posunęły się do przodu. Różnica
była jedynie taka, że wypowiadał się teraz prezydent Stanów
Zjednoczonych, a na sali brakowało kilku ważnych polityków.
Agnieszka nie zeszła na dół, nie zajęła miejsca obok Roberta,
gdzie powinna, tylko została razem z Damianem na samym szczycie. Nie
chodziło jej o dotrzymanie mu towarzystwa – wolała po prostu sama
dopilnować swojego informatora, żeby dotrwał do końca w miarę
jak najnormalniejszym stanie. Wiedziała, że i tak nie dałaby rady
czegokolwiek zrobić, była zbyt słaba, a leki przeciwbólowe powoli
przestawały działać, aczkolwiek zawsze istniało inne rozwiązanie.
–
Kto to jest? – spytał Mierzejewski, kiedy tajemniczy mężczyzna z
Zarządu stanął przy mównicy. Jego głęboki, mocny głos rozniósł
się echem po całym pomieszczeniu, a chłopak miał nieodparte
wrażenie, że wszyscy bardzo uważnie go słuchają.
Agnieszka
skrzywiła się nieznacznie.
–
Szef Kanadyjskiego Wydziału ISAYSS, Harry Bloomson. Podejrzany gość.
–
Dlaczego?
–
Kanadyjski Oddział nie do końca współpracuje z całą resztą
świata – powiedziała Lasowska cicho. – Jest liczniejszy od
innych, rekrutują więcej agentów niż zakładają normy, co Zarząd
niejednokrotnie potępił. Sama Juliette chciała odwołania faceta, ale musi przestrzegać praw. Chociaż wydawałoby się, że rządzi całym ISAYSS, nie jest w stanie go usunąć. Zarząd trochę boi się Bloomsona, przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie.
–
To genetyczny mutant – skwitował Damian. Agnieszka spojrzała
na niego.
–
Nie, Bloomson nie jest mutantem. Skąd coś takiego wpadło ci do
głowy?
–
To przecież słychać po głosie – szepnął Mierzejewski,
wpatrując się w rosłą postać na środku sali. – Nieczysty, są
zbyt wyczuwalne drgania, identyfikator ci pewnie teraz szaleje.
Spojrzał
na dziewczynę, oczekując, aż ta wyciągnie plakietkę i upewni
się, że to prawda. Zrobiła dokładnie to, czego się spodziewał.
Wpatrywała się tępo w kawałek plastiku i raz po raz znikające na
nim dane.
–
To niemożliwe, nie ma go na liście mutantów.
–
Jest taka lista?
–
Ilu spotkałeś mutantów do tej pory? – przerwała mu. Chłopak
wzruszył ramionami.
–
Diabła oczywiście, pracowałem przy nim. Oprócz tego tworzy ciągle
nowe, ale nie wychodzą. Nie potrafi stworzyć reaktora.
–
Po wszystkich było widać, że to mutanty?
–
Lucyfer jest ciągle w swojej postaci, reszta to błędy genetyczne, widać
na pierwszy rzut oka... Po co się o to pytasz?
Agnieszka
zawahała się.
– Temat mutantów nie został do końca zamknięty. Jest mnóstwo
takich w agencji, tych starszych, stworzonych przed zakazem, ale nikt
nigdy nie wiedział, że Bloomson do nich należy. Może się pomyliłeś...
– A
ma to jakieś znaczenie?
–
Wydział, który powoli odchodzi od ISAYSS, podejrzany o
współpracę z Lucyferem, a na jego czele genetyczny mutant? Nie
sądzisz, że to brzmi niepokojąco?
–
Teoretycznie – zaczął ostrożnie Damian, nie chcąc jednak
kontynuować tematu związanego z Diabłem. Wystarczyło mu sześć
lat spędzonych w jego Imperium, nie potrzebował rozważań
dotyczących działań swojego byłego pracodawcy.
Agnieszka
milczała. Nie ufała mu, nie ufała teoretycznie nikomu. Zazwyczaj
opierała się na swoich własnych przemyśleniach, informacjach
zdobytych i potwierdzonych samodzielnie. Nikt jednak nigdy nie mówił
o Szefie Kanadyjskiego Wydziału jako o mutancie. Była pewna, że
większość nie ma o tym bladego pojęcia, jeśli oczywiście
Mierzejewski miał rację.
Nie
zwróciła uwagi, kiedy ludzie zaczęli opuszczać pomieszczenie.
Błądziła pomiędzy myślami, próbując przypomnieć sobie, czy
słyszała, żeby Kanada wznowiła prace nad mutantami. Dopiero
porządne szturchnięcie chłopaka przywróciło ją do
rzeczywistości.
–
Powiesz mi, dlaczego większość wyszła, a zostali tylko ci, którzy
niekoniecznie zwiastują coś dobrego?
Lasowska
spojrzała na dół. Brązowe oczy Juliette wpatrywały się w
dziewczynę, dając jej jasno do zrozumienia, że na nich czekają.
–
Chodź – mruknęła cicho do Mierzejewskiego.
Schodził
przed nią powoli, widziała, iż się wahał. Wolała nie słyszeć
teraz jego myśli. Niektóre mogłyby się jej naprawdę nie
spodobać. Szczególnie te dotyczące Diabła.
Juliette,
Robert, kilka ważniejszych osób z Zarządu, Bloomson, szef FBI...
Za
dużo ważnych ludzi, już po Damianie.
–
Jestem tu po to, aby do tego nie dopuścić.
Agnieszka,
nie oszukujmy się. W najlepszych razie postawią ultimatum, każą dokonać mu
niemożliwego, a potem i tak zabiją.
–
Mógłbyś się schować gdzieś i dać mi się skupić?
–
Podjęliśmy decyzję – zaczęła Juliette, patrząc na Damiana.
Mówiła po polsku, co lekko zaskoczyło młodego agenta. Niekiedy słychać było francuski akcent, ale bez problemu ją
rozumiał. – Zarząd chce skazać cię na śmierć.
–
Rewelacja – warknęła Agnieszka na tyle głośno, żeby wszyscy ją
usłyszeli. – Osobiście niczego innego się nie spodziewałam.
–
Agnės, poczekaj. – Szefowa Wszystkich Szefów przycisnęła
delikatnie palec do swoich ust, chcąc uświadomić jej, że to nie
wszystko. Dziewczyna zamilkła, wpatrując się ze złością w
starszą przełożoną. – Osobiście nie zgadzam się z tą
decyzją. Nie uważam, że zrobiłeś coś złego.
–
Skonstruował roboty, które teraz niszczą świat – wtrącił
Bloomson po angielsku, po tym, jak automatyczny tłumacz w jego
słuchawce zamienił polski na język, który rozumiał. – Ty nadal
twierdzisz, iż nie zrobił nic złego?
–
Od długiego czasu nie pracuje już dla Diabła, nie uważam, żeby
miał jakikolwiek interes w tym całym ataku.
–
Doprawdy?
–
Zamknij się już, daj jej mówić – mruknął George Turner, szef
FBI. Kanadyjczyk spojrzał na niego, ale nic nie powiedział.
–
Nie mogę jednak tak tego zostawić. Zostaniesz aresztowany i
zamknięty w więzieniu tutaj na wyspie do momentu zakończenia wojny
z Lucyferem. Nie mogę ryzykować. Jeśli nadal współpracujesz z
Diabłem, jesteś dla nas zagrożeniem.
–
Pojebało was wszystkich – warknęła Agnieszka, nie zważając na
to, do kogo mówi.
–
Aga... – zaczął Robert cicho, ale dziewczyna nie miała zamiaru
go słuchać.
–
Powinnaś iść się położyć. Słyszałem, że poważnie
ucierpiałaś podczas ataku robotów.
Słowa
Harry'ego Bloomsona całkowicie wytrąciły ją z równowagi. Musiała
zamknąć oczy, żeby się uspokoić i nic mu nie zrobić. Chociaż
szacunkiem go nie darzyła, wiedziała, jak duże miałaby problemy,
gdyby nie wytrzymała, przypadkowo uszkadzając jego spokojną buźkę.
–
Tylko Damian wie, jak zniszczyć te roboty – skłamała, patrząc
Juliette prosto w oczy. – Potrzebuję go do tego. Mogę obiecać,
że to zrobimy, ale dajcie mi czas. No i jego.
–
Co ty gadasz? – zdziwił się Mierzejewski, nie rozumiejąc do
czego zmierza. Agnieszka spojrzała na niego wściekła.
–
Ratuję ci życie, baranie, a ty jeszcze masz jakieś wąty?
–
Nie mogę... – zaczęła kobieta, ale Lasowska jej przerwała.
–
Wiem, dlatego wezmę jego karę śmierci na siebie, doliczcie ją do
tego mojego rachunku życiowego. Ręczę za niego. Obiecuję, że nie
zacznie stanowić żadnego zagrożenia niezależnie od tego, jak
długo będzie trwała wojna. Jeśli zrobi coś nie tak – osobiście
skręcę mu łeb.
Mierzejewski
słuchał jej słów, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszy.
Agnieszka Lasowska – Przewodnicząca Sektora Szóstego,
najważniejsza agentka w polskim ISAYSS i zarazem jedna z najlepszych
na świecie – właśnie wzięła na siebie jego karę śmierci.
Uratowała mu życie, ręcząc, że będzie go pilnować i nie
dopuści, aby zdradził agencję. Nie sądził, iż dziewczyna na
serio tak na poważnie obiecała to Sonii.
Nie
słuchał reszty rozmowy. Docierały do niego jedynie pojedyncze
słowa. Kilka razy uniósł głowę i natknął się na badawcze
spojrzenie Roberta. Nie powiedział jednak nic, raz kiwnął jedynie,
a na jego twarzy chłopak dostrzegł uśmiech. Zrozumiał, że
Juliette wystawia warunki, jakie on sam oraz Agnieszka muszą
spełnić, aby wszystko poszło zgodnie z jakimś wymyślonym przez
Lasowską planem. Nie rozumiał jednak, jak poważnym problemem stała
się cała sytuacja – jeżeli on zrobiłby coś źle, to dziewczyna
miała za niego zginąć.
*****
Spóźniłam
się, wiem, przepraszam. Miałam opublikować go tydzień temu, ale
dziesięć godzin matematyki w tygodniu potrafi nieźle wykończyć.
Nie robię nic innego niż zadania z matmy, od początku roku
skończyłam już 924, a będzie ich więcej i więcej. Nie mogę
obiecać, kiedy pojawi się następny rozdział, planuję gdzieś za
dwa tygodnie i mam nadzieję, że się uda. Na temat rozdziału nie
powiem nic. Ogólna koncepcja i jego założenie wyszły, ale nie do
końca podoba mi się ta ostatnia rozmowa. Chyba jeszcze kiedyś nad
nią popracuję. Pozdrawiam i bardzo dziękuję za to, że jesteście
;)
Moja droga Nersi, zupełnie nie rozumiem, dlaczego twierdzisz, że ostatnia rozmowa ci nie wyszła. Była niejasna, ale to właśnie jest świetne. Ja osobiście kilku kwestii nie zrozumiałam, jednak dzięki temu mam wrażenie, że odczuwam to samo co Damian - a to jest świetne. Matematyki w tygodniu współczuję, ja na biol-chemie mam po 6 godzin jednego i drugiego, i wysiadam powoli, ale 10 godzin matmy to faktycznie muszą być tortury. Dasz radę, musisz dać, bo kto dokończy opowiadanie? Tego, co siedzi w tej twojej łepetynce nie wie nikt, więc ciężko by to było komukolwiek kontynuować <3
OdpowiedzUsuńTen cały Bloomson mi się nie podoba. Na początku dziwiłam się, że nikt wcześniej nie zauważył, że jest mutantem, ale z drugiej strony... Damian może mieć większe doświadczenie. Tak sobie ładnie wydedukowałam, że skoro spędził tyle lat w towarzystwie Diabła (mutanta) to musiał być przyzwyczajony do jego głosu (bo to w końcu po tym poznał tego Harry'ego). Teraz, kiedy już nie jest przy Lucyferku, mógł po prostu zauważyć różnicę, a tutaj - buuuum i znowu słyszy podobny do Lucyferka głosik. Te moje rozmyślania wyszły tak mądre, że po prostu musiałam to tu napisać, musiałam! XD
No i ten, no, Agnieszka i Damian... Nic mu nie zrobiła w tym rozdziale, gratuluję! :D Ba, poświęca swoje życie za jego błędy, to odważne. Nadal go nie lubi, nie ufa mu, nie zależy mu na nim, ale mam wrażenie, że Damian coraz bardziej zaczyna myśleć o niej jako o, no wiesz, ekhm, KIMŚ WIĘCEJ. Jak już odkryje, że jest w niej zakochany (wmawiam to sobie i wmawiam, więc w końcu w to zaczęłam wierzyć) to będzie cud :D
Pozdrawiam kochanie i weniuni (loool) życzę, bo nie mogę się doczekać następnego <33
Nie do końca wyszła tak jak chciałam, nie potrafię się zadowolić hahahaha xD biednaś, nienawidzę biologii, dla mnie byłyby to tortury, a matma nie jest taka zła :)
UsuńMooondre to, ale zua jestem na ciebie. Ja chciałam to tłumaczyć dopiero później, a tu już wszyscy ogarnęli sytuację. Bleeeeee.
Odpitol sie od relacji Aga-Damian, to będzie później.
Dziękuję :D
Jakie szczęście, że sprawdziłam maila;)
OdpowiedzUsuńDziesięć godzin matmy? Jesteś w mat-fizie? W mat-fiz-inf? Czy czym podobnym? To interesowne pytanie, bo właśnie się dostałam do mat-fizu (i to takiego, że ho, ho), więc się zastanawiam, jak ja to przeżyję... Da się?
I wreszcie Agnieszka i Damian! Tak, jestem kolejną osobą, która musi zoabczyć ich razem. Jak nie, to cię namierzę i zmuszę do zmiany fabuły. Strzeż się...
Ten wydział Kanadyjski mi śmierdzi, już wymyśliłam dziwne teorie o tym Bloomsonie, ale wolę się na razie nie przyznawać.
No i tego... No nie spodziewałam się tego po Agnieszce! Rzucisz im pewnie jeszcze kłody pod nogi przez tę obietnicę, prawda?
A jeden błąd zauważyłam, ha! Dumna z siebie jestem!
"Gdzieniegdzie słychać było francuski akcent, ale bez problemu ją rozumiał."
Chyba raczej niekiedy. Albo jakoś tak. Bo przy gdzieniegnie mam wizję, że on słyszy akcent jak jest przechylony w lewo, ale przejdzie dwa kroki w prawo, to już nie;)
Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy. Chyba jedyne si-fi, które tak długo czytam (online w sensie).
Ja jestem na mat-geo xD u mnie w szkole na mat-fiz jest mniej godzin matmy, 8 chyba. Ale nie jest źle, gościa mam fajnego, dobrze tłumaczy, więc da się jakoś przeżyć.
UsuńBloomson ma być podejrzany. O relacji A&D milczę, jak zwykle, a za błędzik dziękuję, rozdział nie jest jeszcze.poprawiony przez betę, więc jakieś inne też się pewnie zdarzyły :)
Huh, wdech-wydech.
OdpowiedzUsuńDamian, Ty cholerny, nienormalny, mójullubiony geniuszu fizyczny, dziękuj Agnieszce jak tylko Ty potrafisz!
Dobra, lepiej mi.
Sonia jest genialna, kocham to, że wykorzystałaś ją do ratowania Damiana. Ale Aga doprowadza mnie niekiedy do szału. OCZYWIŚCIE, że rodzina ważniejsza niż ISAYSS, dziecino droga.
Bloomson współpracuje z Luckiem. Nice idea, Nersi. A dlaczego nasze małe Diablątko zauważyło, że to mutant jest? Ja tam wnioskuję, że jego geniusz i lata spędzone przy Lucyferze przyzwyczaiły go do takiego głosu, teraz dłuuugi czas przebywał wśród normalnych ludzi, a tu nagle BUM - "ej, zaraz, co jest grane?"
Agnes? SERIO? ;P
Trzymajta się, pokonajta matmę i dodaj rozdział, a Inezka będzie sooo happy! ;*
A Wenę Ci podeślę!
Agnieszka być dziwna, nic nienormalnego w jej rozmyślaniach nie widzieć xD
UsuńWy wszyscy jesteście za mondrzy, foch :p
Agnes z akcentem nad e, czyli francuska wersja Agnieszki :) Juliette jest Francuzką, trudno jej wymówić imię Agnieszka, a od zawsze woli do niej "anies" mówić (tak jak do mnie mówią w klasie, looool. Jest "kocie" albo "anies", więc korzystam xD)
Oj tam oj tam, kocie, wiesz, co miałam na myśli ;P
UsuńNo to teraz weź pomyśl: Tacy mądrzy? To dopieprzę im taką zagadkę, że nie skapną się za nic, o co w tym wszystkim biega ;D
Hahahahahaha, padłam xD Ale nie ukrywam, że chciałabym tak zrobić. Chociaż, nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale zrobiłam - jak ktoś rozkmini czym dokładnie są sterowniki to Nobla dam i Oskara gratis ;D hyhy
UsuńPhi, sterowniki, PHI! xd
UsuńE tam, Nobel jest, Oskar spokojnie siedzi na półce. Wymyśl ciekawszą nagrodę xD
+
http://www.youtube.com/watch?v=43mkjZ_m7rk - ta piosenka non stop mi grała w głowie, jak czytałam rozdział, czemu? ;P
Ha, no właśnie, sterowniki hyhy
UsuńNie wiem, dlaczego ci grała, ja jej nie słyszałam nigdy wcześniej :D
Ojejuniu, ale się dzieje. Rozdział przeczytałam już wczoraj, ale dopiero teraz komentuje. Cały czas kiedy to czytałam byłam tak skoncentrowana i nadal nie ogarniam wszystkiego. Dla mnie to bardziej zakręcone niż zadanie z matmy. :) Och, Aga się otwiera :D I to przed Damianem. Ja nadal chce żeby oni byli parą. To całe zebranie wydaje mi się taaakie naciągane i ten cały mutant pewnie jeszcze namiesza w życiu bohaterów, nie?
OdpowiedzUsuńCzy Aga totalnie zwariowała!! Przejmować jego wyrok i pewnie będzie udawać, że nic się nie stało.
Ciekawe czy powie o tym Sonii, Damian albo ktokolwiek inny.
Pozdrawiam, weny życzę i zapraszam na moje blogi ;)
Powodzenia w zadaniach z matmy, ja tak będę miała w przyszłym roku.
Nie martw się, wszystko zostanie wytłumaczone, na pewno żaden element nie pozostanie niejasny :) na pierwszy ogień jest ciężko
UsuńNamiesza, namiesza, nie on jedyny :P
Ooooo kochana jestem z ciebie dumna! :*
OdpowiedzUsuńStęskniłam się za Tobą bardzo, bardzo! Mam nadzieję, że u ciebie wszystko w jak najlepszym porządku? :)
Jest Damian, za którym nie powiem brakowało mi :) On i rozmowa z Agą. No woooow, potrafią rozmawiać jak ludzie xD Nie ukrywam, że w niektórych momentach czytałam po kilka razy ponieważ moja głowa nie wszystko ogarniała, ale zwalam to na przeziębienie :)
Rozdział cudny :* Pozdrawiam!
W porządku, w porządku, grafik napięty, ale da się przeżyć :D
UsuńJa na twoim miejscu nie do końca zwaliłabym to na przeziębienie, bo wiem, że są fragmenty, które wyszły niejasno. A to będzie chyba jedna z niewielu rozmów, podczas której będą rozmawiać ze sobą "jak ludzie" XD
Dziękuję <33
Przyznam szczerze: kiedy zaczęłam czytać to opowiadanie, nie spodziewałam się, że to wszystko potoczy się w tym kierunku. Zaciekawił mnie szablon, bo jest taki minimalistyczny, nie ma zbędnych zdjęć, miliona obrazków i innych bzdetów, same najważniejsze i najpotrzebniejsze rzeczy na blogu, a to zachęca, aby pozostać. Tak tu wszystko masz ułożone, widać, że ci zależy na estetyce. To jest bardzo fajne. Zaczęłam czytać prolog i nie wiedziałam, czego mam się dalej spodziewać. Jakaś dziewczyna rozmyślała sobie o śmierci i bałam się, iż to kolejne opowiadanie o zagubionej nastolatce, której jedynym ratunkiem od problemów wydaje się żyletka. Zostałam dlatego, bo zauważyłam małą adnotację na głównej - że to science-fiction. Stwierdziłam, iż jestem durna, że wcześniej tego nie zauważyłam. Osobiście wielbię takie opowiadania i żałuję, że jest ich tak mało w internecie. Wszystkie rozdziały przeczytałam w jeden dzień, po kolei, ponieważ tak cholernie wciągnęła mnie cała historia. Nigdy wcześniej z czymś takim się nie spotkałam. Na pewno wychodzi wszystko oryginalnie, unikatowo, nie znajdzie się drugiego takiego tworu o jakiejś agencji, Diable i rozpoczętej wojnie robotów. Bohaterowie są świetni: czasami gubiłam się, nie wiedziałam, kto jest kim, ale tylko w początkowych rozdziałach, kiedy oni wszyscy na raz się pojawili. Teraz mam wrażenie, że powoli zajmujesz się każdą z postaci i to cholernie mi się spodobało. Agnieszka jest fenomenalna! Inna od wszystkich. Widać, jak bardzo wpłynęły na nią wydarzenia z jej przeszłości, ile w swoim krótkim życiu przeszła i wycierpiała. Podoba mi się, że to nie jest charakter stworzony tak o - nie wymyśliłaś sobie, iż będzie okrutna, bo tak, tylko wpłynęły na to nieprzyjemne i nieludzkie sytuacje, na które musiała patrzeć. I to, że bardzo zależy jej na rodzinie jest piękne. Damian jest taki asdfghjkjhgfdsdf :D Z jednej strony trochę zagubiony w tej nowej rzeczywistości, nie wie, co ma ze sobą zrobić, daje sobą manipulować, trochę podciągamy pod naiwność, ale z drugiej - jest świetny, ponieważ nie wychodzi na idealnego. On wydaje się taki miękki, trochę wrażliwy, pod tym względem całkowicie inny niż Agnieszka. Ale pasują do siebie. Widzę, że każdy zatruwa ci głowę, że oni powinni być razem. Nie będę inna, widać, że coś się pomiędzy nimi rodzi, a wzięcie na siebie jego kary śmierci na pewno pomoże rozwinąć relację pomiędzy nimi. Chociaż bardzo podoba mi się to, że Lasowska nadal twierdzi, iż go nienawidzi i robi wszystko tylko dla Sonii. Robert to przebiegła bestia. Myślałam, że tylko z Agnieszki zrobisz taką sprytną istotkę, a tu Szef wykiwał wszystkich. Cała reszta postaci też budzi sympatię. Nawet Diabeł, chociaż jest tym złym, gdzieś tam budzi podziw. Sam rozpoczął wojnę robotów. No i jest jakimś mutantem genetycznym. Nie mogę się doczekać, kiedy to wszystko nam wytłumaczysz.
OdpowiedzUsuńZ niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. Pozdrawiam! ;)
kathleen.
Przepraszam za wszelkie błędy i powtórzenia, ale wolę napisać wszystko co chcę przekazać autorowi, niż patrzeć na interpunkcję i stylistykę ;)
UsuńOjej, ojej, ojej, zaczerwieniłam się, kiedy czytałam te wszystkie komplementy. Naprawdę nie wiem, co powinnam napisać. Tak cholernie mi miło, gdy jakiś kolejny czytelnik wyraża swoje zdanie, gdy komuś nowego podoba się opowiadanie. Dziękuję za wszystkie motywujące i ciepłe słowa, postaram się nie zawieść! <33
Usuń