Rozdział 12 - Próbka

– Musisz zrozumieć, że większość ludzi z sektora Trzynastego nie będzie chciała cię wysłuchać – powiedziała Agnieszka, prowadząc Damiana przez kolejne korytarze podziemi ISAYSS. Wszystkie wyglądały identycznie. Stalowe ściany, sufity pokryte lustrami, długie lampy. Podłoga wyłożona metalowymi, czarnymi płytami, na których rozprowadzono najbardziej wytrzymałe tworzywo świata – grafen. Niekiedy przechodzili obok przeszklonych drzwi prowadzących do poszczególnych części agencji, jednak dziewczyna szła dalej, nie zwracając kompletnie uwagi na swojego towarzysza. Ani razu się nie zatrzymała. – Stefek jest wyrozumiały, ale tylko do pewnego stopnia. Gdybyś poszedł tam sam, to nikt nie zapytałby cię nawet o powód wizyty.
– Tacy podejrzliwi? – spytał Mierzejewski, próbując dotrzymać jej kroku. Nie chciał się zgubić. Agnieszka pokonywała kolejne rozwidlenia bez zastanowienia, a on sam miał wrażenie, że kręcili się w kółko. Nie wiedział, iż droga do części agencji zajmowanej przez Sektor Trzynasty będzie taka trudna do zapamiętania.
– Podejrzliwi? Nie. Nazwałabym to raczej inteligencją. Nie wpuściliby cię do swojego raju na ziemi.
– No tak, w końcu jestem tym złym, bo pracuję dla Diabła.
Agnieszka gwałtownie się zatrzymała i odwróciła w jego stronę. Nie zwrócił nawet na to uwagi. Wpadł na dziewczynę, czując, jak delikatnie odpycha go od siebie.
– Patrz jak chodzisz.
– Jakbyś nie zatrzymywała się bez zapowiedzi... Tak, tak, wiem, sprawdzasz mój refleks... – westchnął przeciągle, na co Lasowska prychnęła.
– Nie tym razem. Mam raczej zastrzeżenia dotyczące poprzedniej wypowiedzi.
Damian na początku nie zrozumiał, o co chodziło dziewczynie. Dopiero po krótkiej chwili przypomniał sobie ostatnie słowa. Odetchnął głęboko.
– Posłuchaj mnie, Mierzejewski – zaczęła Agnieszka powoli. – Nie ufam ci. Mówisz co innego, robisz co innego i myślisz co innego. Zdecyduj wreszcie, dla kogo chcesz tak naprawdę pracować, ponieważ twoje dziwne aluzje na temat możliwości powrotu do Lucyfera oraz niepewność związana z robotą dla ISAYSS zaczynają mnie męczyć. Zrozumiałeś?
– Nie chcę wracać do Diabła, nie wiem, skąd w ogóle takie bzdety przychodzą ci do głowy – odparł chłopak, patrząc jej prosto w oczy.
– Nawet gdybyś chciał, to i tak nie wrócisz. Jeśli nie pomożesz mi zniszczyć tego systemu, który dowodzi robotami, a co za tym idzie – Diabła – osobiście skręcę ci kark. To już mówiłam. Naprawdę nie mam ochoty powtarzać się przy każdej pieprzonej okazji.
– Rozumiem – warknął cicho.
Przewodnicząca Sektora Szóstego nie odpowiedziała. Odwróciła się i ruszyła dalej. Mierzejewski podążał za nią, słuchał jej słów, ale myślami był daleko stamtąd. Wiedział, że od czasu ustalenia z Juliette warunków ugody ciągle go pilnowała. Nie osobiście, gdyż, jak sama twierdziła, miała ważniejsze sprawy na głowie niż piętnastoletni agent, który przez własną głupotę został skazany na śmierć za zdradę Międzynarodowej Tajnej Agencji Młodych Służb Specjalnych. Spędzała z nim sporo czasu, próbując wytrenować najlepiej jak potrafiła, dowiedzieć się wielu potrzebnych informacji, zapoznać go z sytuacją wewnętrzną ISAYSS, jednak większość dnia nadzorował go Eldery. Dzięki temu wiedziała, co dokładnie robi, gdzie jest, z kim rozmawia. Czuł się nieswojo. Praktycznie nie istniała chwila, żeby ktoś go nie obserwował. Rozumiał kwestie bezpieczeństwa – w końcu, Agnieszka pilnowała swojego własnego życia, aczkolwiek trochę przesadzała. Nie odważył się jednak jej tego powiedzieć; sam Eldery również mu to odradził. Teraz, kiedy ciągle gdzieś znikała, opuszczając agencję ze względu na powierzone jej misje, nie było szans na spokojną rozmowę.
Chociaż potrafiła sprawić, że żałował swoich decyzji, że czasami chciał wrócić do Diabła, że miał ochotę udusić ją własnymi rękami na każdym następnym treningu – zaczynał ją lubić. Na pewno była wyjątkowa. Na co dzień nie spotykał dziewczyn z takim podejściem do życia, stalowymi nerwami, a jednocześnie słabością do kilku najbliższych jej sercu osób. Niewiele przedstawicielek płci pięknej w podobnym wieku pracowało dla Lucyfera. Wybierał jedynie wybitnie inteligentne jednostki, które działały w obszarach naukowych. Tutaj, jak stwierdził sam Tomek, dla facetów był raj.
Pierwszy raz dostrzegł bardziej ludzką część Agnieszki, kiedy trochę wcześniej przyszedł na trening. Nie wiedział, że młodsza siostra dziewczyny jeszcze była w agencji. Eldery, z którym zdążył się zaprzyjaźnić, zdradził mu, iż przeprowadzono pierwsze testy pełnej teleportacji na Proximę. Zakończyły się one sukcesem, dzięki czemu zorganizowano już dwa przerzuty ludzi na obcą planetę. Rodzinę Lasowskiej wpisano na trzeci. Dziewczyna dość często znikała z polskiej siedziby ISAYSS, aby spędzić ostatnie dni z rodzicami w Głównej, a siostrę zabierała ze sobą.
Przez jakiś czas obserwował tamten trening. Nie przypominał on żadnych innych prowadzonych przez Agnieszkę. Kasia należała do szybkich i bardzo zwinnych dzieci; Damian był pewny, iż do służby w agencji przygotowywano ją od dłuższego czasu. Jednak w przeciwieństwie do innych agentów, dziewczynkę nie zmuszała do niczego. Ośmiolatka robiła co chciała, wykonywała prośby, a nie polecenia starszej siostry. Jeśli nie miała ochoty biegać – nikt jej nie kazał tego robić.
Miał wrażenie, że wtedy po raz pierwszy zobaczył szczery uśmiech na twarzy Przewodniczącej Szóstki. Nie wyglądała na smutną, zdenerwowaną, a wręcz przeciwnie – była wyjątkowo spokojna, rozluźniona, wesoła. Tak nienaturalnie szczęśliwa.
Ze strony Agnieszki nie pojawiły się jednak żadne oznaki chociażby minimalnej sympatii. Nie widziała potrzeby traktowania Mierzejewskiego jak kolegę, przyjaciela, nie miała zamiaru darzyć go jakimkolwiek ambitniejszym uczuciem niż „w ostateczności niech sobie żyje, ale trzyma się z daleka”. Gdzieś tam nadal była na siebie zła za tę chwilę słabości okazanej na pierwszym treningu z chłopakiem, za te dziwne myśli, które wtedy pojawiły się w jej głowie. Długo pamiętała o swoich błędach, a tamta sytuacja, według niej, niewątpliwie do takich należała.
Dotarli do drzwi na końcu korytarza. Duży napis na jednym ze skrzydeł informował agentów, że trafili do krainy robotów, konstrukcji i magii zaklętej w odpowiednio zaprojektowanych maszynach, co dopisał sam Stefek, kiedy został Przewodniczącym Trzynastki. Agnieszka przejechała identyfikatorem po standardowym czujniku znajdującym się również przy wejściu do każdego innego sektora. Światełko zamigało trzy razy na czerwono, po czym drzwi automatycznie się otworzyły.
– Właź  – mruknęła Lasowska, chowając plakietkę z powrotem do kieszeni. Damian ruszył przed siebie.
Pierwszym elementem, który rzucał się w oczy po przejściu przez próg, stanowił kolor ścian. Tutaj korytarze pokryto ciemnozielonymi płytami, a co kilka metrów powieszono lustro. Sufit znajdował się o wiele wyżej; samo przejście było znacznie szersze niż w innych sektorach, aby mogły przemieszczać się po nich wszystkie rodzaje robotów. Panował półmrok, lampy niezbyt dobrze oświetlały drogę.
Nie musieli iść długo. Po kilkunastu sekundach doszli do gigantycznej hali będącej sercem Trzynastki. Znajdowało się w niej wszystko – zaczynając od komputerowych stanowisk, przy których pracowali skupieni agenci, przez małe, przeźroczyste tunele i pędzące w nich minirobociki, aż po wielkie, gotowe lub dokańczane maszyny. W różnych częściach ogromnego pomieszczenia zaczynały się schody kierujące ludzi do kolejnych pokoi oraz korytarzy Trzynastki; niektóre spiralne prowadziły do sufitu i sal będących ponad nim. W przypadkowych miejscach, nawet pomiędzy poszczególnymi biurkami, umieszczono szyby windowe, w których w zastraszającym tempie poruszały się mniejsze lub większe kabiny. Wszystko wyglądało jak jeden wielki bałagan, aczkolwiek Damian miał wrażenie, że dane elementy idealnie do siebie pasowały, tworzyły system podobny do zegarka. Taki kontrolowany, niemający prawa się zepsuć nieporządek, ustalony przez kogoś ważniejszego i przyjęty przez każdego agenta. Perfekcyjnie pracująca maszyna z dokładnie obliczonymi elementami w postaci uzupełniających się ludzi oraz robotów.
– Napatrzyłeś się?
Damian potrząsnął głową, rozumiejąc, że od dłuższej chwili stał bez ruchu i próbował ogarnąć jakoś wszystko to, co właśnie widział.
– Tak, to znaczy... Niesamowite – dodał zafascynowany.
– Mówisz niczym robot, który nie odmienia poprawnie niektórych polskich słów – powiedziała Agnieszka, ale umilkła, zauważając, iż naprawdę zrobiło to na nim niemałe wrażenie.
– Możemy iść – rzekł Damian po niecałej minucie. Lasowska przewróciła teatralnie oczami.
– Dziękuję ci, jaśnie panie, za to pozwolenie.
Chłopak zaśmiał się cicho i ruszył dalej za Agnieszką. Kierowali się w stronę najbliższej windy, na wejściu której ktoś napisał czarnym markerem „wasz ukochany i szanowany król Stefek”.
Nie pytaj – powiedziała dziewczyna, widząc zaskoczenie na twarzy Damiana. – To jego prywatna winda, jeśli chcesz dostać się do Stefka – zrobisz to tylko w ten sposób. Nosiek ma też dość wygórowane mniemanie o sobie, więc niejeden podobny napis jeszcze znajdziesz. Przytrzymaj się barierki.
Dosłownie sekundę później, po tym, jak posłuchał jej rady, kabina ruszyła. Prędkość nie przypominała jednak żadnych mu znanych. Była porównywalna raczej do szybkości lecącego samolotu. Na miejscu znaleźli się zaraz po tym, gdy otworzył oczy po mrugnięciu.
– Podobała się przejażdżka? – spytał wesoło Stefek. Stał zaraz obok windy, opierając się o metalową futrynę.
– Nawet – odparł Damian, rozglądając się po pomieszczeniu. Kształtem przypominało kulę, nie standardowy pokój. Naprzeciw windy chłopak dostrzegł drzwi prowadzące do sypialni Stefka. Oprócz krzesła, biurka oraz porozmieszczanych po całym pokoju stolików z maszynami, nad którymi Przewodniczący Trzynastki aktualnie pracował, i kilkudziesięciu różnych klawiatur na podłodze, nie było tam nic. I pewnie nie robiłoby takiego wrażenia, gdyby nie jeden znaczący fakt – gabinet Stefka usytuowano na dnie morza. Przez przeźroczyste ściany Mierzejewski widział ryby pływające nad ich głowami. Promienie słoneczne nigdy nie docierały do pomieszczenia, dlatego wielka, niebieska lampa pośrodku gabinetu stanowiła jedyne źródło światła.
– Nie boisz się, że coś ci kiedyś jebnie w sufit? – spytał Mierzejewski, podając rękę Stefkowi. – Damian jestem – dodał.
– Stefek Nosiek, miło mi. Raczej nie. Nadajniki na szybie tworzą takie fale magnetycznie, iż wizualnie kopuła rozmywa się wraz z drganiami wody, nie widać jej...
– Błagam – przerwała mu Agnieszka. – Potem sobie podyskutujecie na podobne tematy. Teraz interesuje nas coś innego.
– Ciebie interesuje, nie nas.
– Nie byłabym tego taka pewna – warknęła dziewczyna, siadając na biurku Stefka. – Mierzejewski  przygotował ci projekt tych robotów. Musicie je jakoś rozpracować czy co tam z nimi zrobić...
– Nie rozpracować – wtrącił Damian, wsuwając ręce do kieszeni. – Nie potrzeba, to i tak nic nie da.
– Prawda, przekonaliśmy się już – potwierdził Stefek, kiwając głową. – Chodzi nam bardziej o zielone światło, które wystrzeliwuje z tego mniejszego oka na robocie. Mamy nagrania, na których widać, że to dziadostwo niszczy przeróżne przedmioty. Metale są palone, nasza broń w ich pobliżu po prostu przestaje działać, a ludzie... No cóż, nie chcielibyście oberwać.
– Zabija?
– Nie do końca zabija – mruknął Nosiek. Sam nie rozumiał, co działo się z istotą ludzką trafioną zielonym promieniem. Współpracowali nad tym razem z sektorem Dwunastym, gdzie zaangażowano najbardziej inteligentne osoby do znalezienia odpowiedzi. Nikt jednak nie potrafił stwierdzić, dlaczego działo się tak a nie inaczej.
– Nie do końca? – Agnieszka spojrzała na niego.
Rozwala jest trafniejszym określeniem. Promień przechodzi przez ludzkie ciało i rozsadza je od środka, ale tylko w jednym jedynym przypadku – kiedy natrafi na mózg. Jeśli oberwałabyś, załóżmy, w nogę, byłabyś co najwyżej porządnie poparzona, bolałaby cię przez kilka dni. Znaleźliśmy właśnie tak pokrzywdzonego mężczyznę, narzeka teraz, że czasami mu drętwieje, aczkolwiek to tyle. Natomiast w przypadku, gdy promień, ta substancja, natrafia na centrum nerwów, komórki mózgowe – wybucha.
– Macie to nagrane? – zapytał Damian cicho. Nie podobało mu się to. Nie potrafił sobie przypomnieć, żeby ktokolwiek u Diabła pracował nad podobną rzeczą. Spędził w Imperium Lucyfera lata, a jednak o czymś takim słyszał pierwszy raz w życiu. O ile większość agentów nie mogła pochwalić się znajomością pilnie strzeżonych informacji, on wiele ich znał. Zapewniły mu to służba zaraz przy swoim pracodawcy oraz kontrolowanie jego systemu mutanta. Podczas rutynowych aktualizacji organizmu wyciągał z umysłu szefa wiele wiadomości, które Diabeł kazał zabezpieczyć, więc wiedział naprawdę dużo. To nie przypominało niczego, nad czym pracowały Bachory Lucyfera.
– Niestety tak. Zabezpieczyliśmy materiał, Kuba ma go w swoim komputerze, gdyż... Nie należy to do przyjemnych widoków – powiedział Stefek, patrząc na Agnieszkę. Dziewczyna pokiwała głową. Chciała to zobaczyć. Nie bała się, że film wzbudzi w niej obrzydzenie, gdyż sama niejednokrotnie w brutalny sposób zabijała ludzi. Musiała jednak znać wszystkie szczegóły, wiedzieć, z czym dokładnie ma do czynienia. Nie było możliwości przeżycia, walcząc przeciwko robotom, jeżeli nie usłyszało się wcześniej każdej informacji na ich temat.
– To nie jest od Diabła – powiedział Damian po chwili napiętej ciszy. Stefek i Agnieszka spojrzeli na niego. – Agenci Lucyfera nie pracowali nad czymś takim. On by wiedział, czyli ja też. Musiał dostać gotowca, ktoś inny stworzył to gówno i wyniki pracy oddał Diabłu.
– Ty też byś wiedział? – Lasowska patrzyła mu prosto w oczy, czekając, aż odpowie. Podrapał się w tył głowy.
– No, powiedzmy. Diabeł to mutant, ciągle przemieniony. Normalnie te genetyczne stwory nie potrzebują aktualizacji, ponieważ bardzo rzadko pokazują swoje prawdziwe oblicze. Natomiast  Lucyfer doładowuje się dosyć często – urwał, upewniając się, że zarówna Aga, jak i Stefek, rozumieją, o co mu chodzi. – Byłem przy każdym z nich, kiedy tam pracowałem. Jego wiedza jest w pewien sposób gromadzona na osobnym komputerze, ten dysk nosi ciągle ze sobą, ale dzięki temu nie ma zwarć z powodu przerostu informacji.
– Potrzebuje zwalniać miejsce na następne – wtrącił Nosiek.
– Tak, dokładnie. Widziałem, co w postaci danych tam zapisuje. Nie ma szans, żeby ukrył tak ważną i podejrzaną jednocześnie rzecz.
Agnieszka milczała. Wpatrywała się w morze za przeszkloną ścianą, uświadamiając sobie, co Damian właśnie powiedział. Diabeł potrzebował aktualizacji. Utrzymanie systemu mutanta genetycznego przez cały czas musiało być męczące, bez odpowiednich partii mocy dostarczanych do reaktora nigdy by tego nie dokonał. Istniały więc dni, podczas których był słabszy, łatwiejszy do zlikwidowania.
Mutanty genetyczne zabroniono tworzyć po tym, jak u jednego chłopczyka wykryto nieprawidłowości. Cały system zaczął ujawniać się nawet, jeśli był wyłączony. Poskutkowało to tym, że inteligencja robota zawładnęła mózgiem dziecka. Diabeł należał jeszcze do legalnych stworzeń, nie miał żadnych błędów. Jako niemowlak wszczepiono mu w ciało kilometry ledwie widocznych kabli, łącząc je oraz ludzki organizm w jeden idealnie funkcjonujący system. Nad wszystkim panował reaktor – stanowił on pewnego rodzaju baterię umieszczoną pomiędzy odcinkiem lędźwiowym a krzyżowym kręgosłupa. Bez niej stwór nie miałby szans na przeżycie, uszkodzona lub zniszczona oznaczała śmierć. Człowiek-mutant wyglądał normalnie, rozwijał się jak każdy przedstawiciel homo sapiens. Umiejętności maszyny nie przechodziły na istotę ludzką, nie stawała się ona super silna, super szybka i super wytrzymała. Do momentu włączenia systemu. Komputer można było uruchomić tylko w jeden sposób – podłączając się do prądu. Wśród agentów ISAYSS istniało też przekonanie, iż strzał z pistoletu kinetycznego prosto w reaktor również włączał system. Potwierdzali to dorośli absolwenci agencji, jeszcze legalne mutanty, których zapraszano, aby pomagali młodszym przygotowywać się do ewentualnych starć ze stworami tego typu, ponieważ jedynie ISAYSS zabroniło ich tworzenia – Diabeł nadal przeprowadzał eksperymenty, robiąc coraz to nowocześniejsze genetyczne deformacje.
Uruchomiony mutant przypominał człowieka jedynie z kształtu ciała. Po włączeniu systemu przeźroczyste, teoretycznie niewidoczne wcześniej kabelki, na skutek działania prądu przybierały zieloną barwę. Co za tym szło – również naskórek zmieniał kolor. Taki stwór był bestią bezwzględną, maszyną do zabijania. Niewyobrażalna siła i prędkość, brak podatności na zmęczenie czy rany – ich nie dało się tak łatwo zniszczyć. Mózg stawał się nieistotnym organem, pamięć człowieka zanikała. Samo wyłączenie reaktora wymagało wielkich umiejętności, ogromnej wiedzy na temat działania i budowy mutantów. Zniszczenie takiego źródła mocy należało do trudnych, żeby nie powiedzieć niemożliwych rzeczy. Mutant umierał, jeśli rozsadziło się ludzki mózg, ponieważ wtedy nic nie kontrolowało już nerwów, lub ostrożnie i poprawnie rozpracowało się reaktor.
Słabszy Diabeł był więc okazją do pozbycia się go raz na zawsze.
– Przydałoby się zdobyć próbkę. Gdybyśmy mieli trochę tej substancji, można by było przeprowadzić testy, sektor chemiczny odkryłby, co to w ogóle jest – zamruczała Agnieszka, przeglądając stertę papierów na biurku przyjaciela.
– Można spróbować, mamy materiały, których nic nie jest w stanie zniszczyć. Odpowiednie pudło, probówka, jakiś reaktor i możemy działać. – Stefek wystukał coś na jednej z wielu klawiatur w gabinecie. Przed ich oczami pojawił holograficzny obraz jakiegoś pomieszczenia. Dopiero po chwili Mierzejewski zrozumiał, że patrzy na pokój wypełniony tworami ludzi z sektora Trzynastego.
– Może jakiś diamentowy kondensator? – zaproponował Damian.
– Też o nim pomyślałem, ale obawiam się, że temperatura tego zielonego światła jest za wysoka, spali się. Zresztą, tak naprawdę nie wiemy, czy jest to fala, czy substancja. Ta pierwsza rozwali diament, grafen i całą resztę.
– Łącznik turpejowy*?
– Holofit* – wtrąciła Agnieszka.
Stefek pokiwał głową.
– I to, i to. Pojemnik z turpei łatwiej dostaniemy, kondensator z holofitu będzie cholernie trudny do zdobycia. Nie dadzą nam tego.
– Sami sobie weźmiemy – odparła Lasowska, wzruszając ramionami. Ani Nosiek, ani Mierzejewski nie wątpili, że nie mogłaby tego nie dokonać. – Z tego co wiem, nasz wydział był w posiadaniu dziesięciu takich. Jeden wysłano na Proximę, jeden jest zajęty przez próbki fali barycznej*, ale cała reszta jest wolna. Pogadam z Grześkiem.
– Czyli materiał mamy. Wiemy, że albo trzeba unieruchomić robota i dobrać się do zielonego oka, albo musimy złapać to gówno w locie – podsumował Stefek, uśmiechając się delikatnie. Nie sądził, że tak szybko uda im się znaleźć jakiekolwiek wyjście z tej beznadziejnej sytuacji. Miał tylko jedną, ale najważniejszą wątpliwość. – Kto pójdzie?
Agnieszka zamyśliła się. Gdyby nie to, że aktualnie testowała nowe środki przeciwbólowe, które skutecznie osłabiały całe jej ciało, poszłaby sama. Musiała jednak znaleźć na swoje miejsce osobę na tyle godną zaufania, iż wróciłaby ona po wykonaniu zadania... Albo bojącą się jej.
– Znalazłam chętnego – powiedziała Przewodnicząca Sektora Szóstego, kierując wzrok na Damiana. Chłopak zrobił krok do tyłu. Nie spodziewał się, że dziewczyna będzie chciała posłać jego. Nie podobało mu się to.
– Nie jestem przekonany – odparł szybko.
– Może być – mruknął Stefek – ale sam nie pójdzie.
– Zabierze swojego przyjaciela, Czubskiego, a żeby nie zachciało im się uciec, dołożę Dominikę. Poradzicie sobie w trójkę, prawda?
– To chyba nie jest dobry pomysł... – zamyślił się Nosiek. Dwóch zdrajców Lucyfera i zastępczyni Agnieszki nie stanowili wymarzonej grupy do tego zadania. Nie wątpił w  umiejętności Tomka, ponieważ miał okazję widzieć je na arenie. To, że Lasowska trenowała Damiana, świadczyło, iż musiał się do czegoś nadawać, a Dominika Krasicka należała do jednych z najlepszych agentek w wydziale, aczkolwiek Stefek nadal nie potrafił wyobrazić sobie ich współpracy.
– Jak to nie? – zaszczebiotała dziewczyna, uśmiechając się kpiąco. – Pójdą, cała trójka. Dominika narzekała, że jej się nudzi, więc dostanie coś do roboty. Przyda się niekontrolowany skok adrenaliny we krwi. A on – urwała, wskazując głową na Damiana – i jego best friend Czubski, czy jak on tam ma na nazwisko, nie są amatorami. Nie pracowaliby dla Diabła, gdyby byli do kitu. Przestań więc pierdolić, iż grupa ci się nie podoba. Poszłabym sama, ale czuję się jak po flaszce wódki i siedmiu nieprzespanych nocach.
– Może dostajesz za dużą dawkę?
– Nie, jest idealna. Testowałam nawet możliwości niwelowania bólu, pierdolnęłam się z całej siły nogą o ścianę i nic nie poczułam. – Dziewczyna wzruszyła ramionami. Widząc minę Nośka, westchnęła. – Stefek, na poważnie mówię. Umiejętności Czubskiego nie są takie straszne, żeby sobie nie poradził. Dominika to Dominika, tutaj nic nie trzeba tłumaczyć. Ten tutaj, który myśli, że teraz zacznę wychwalać, jaki to on nie jest rewelacyjny i w ogóle, jest bądź co bądź moim uczniem, a to zobowiązuje.
– Skromność – mruknął Mierzejewski.
– Odważny jesteś – zaśmiał się Stefek, patrząc na chłopaka. – Zazwyczaj nikt nie komentuje tego, co mówi.
– Odważny albo głupi. Stawiałabym bardziej na to drugie...
Nikt nic nie odpowiedział. Agnieszka zaczęła czytać przypadkowy miesięczny raport sektora Trzynastego, a Stefek pokazywał Damianowi wszystkie możliwości, jakie dawał Przewodniczącemu Sektora Trzynastego jeden, mały komputer.
Kolejne linijki tekstu składały się w całkiem sensownie brzmiące akapity. Setki różnych nazwisk naukowców z całego świata, maszyn, których nazwy słyszała pierwszy raz w życiu i to znajomo brzmiące imię...
– Kojarzycie Chantelle Laroux? – zapytała głośno, kiedy dotarło do niej, dlaczego zwróciła na nią uwagę.
– Taka wysoka, zajebista, czarnowłosa laska, która od lat pracuje dla Diabła i załatwia mu wszystkie centra naukowe, jakich tylko potrzebuje? No raczej – powiedział Damian. Stefek uśmiechnął się szeroko.
– Czyli mówimy o tej samej.
– Faceci – mruknęła Agnieszka, kręcąc z niedowierzaniem głową. Zainteresowała się jednak wypowiedzią zdrajcy Lucyfera. Potwierdził on tylko jej przypuszczenia.
Jeśli Damian faktycznie mówił prawdę i nie mylił się w związku z poinformowaniem Diabła o dokończeniu pracy nad zielonym światłem, ktoś musiał się tym zajmować. Ich wróg nie był głupi, wiedział, że może zaufać wyłącznie określonym współpracownikom – tym najbardziej wpływowym, mającym najwięcej do powiedzenia. Tylko oni mogli dać mu to, czego potrzebował do rozpoczęcia Trzeciej Wojny Światowej. Pieniądze stawały się kwestią drugoplanową. Tą najważniejszą okazała się być technologia, której zaczął teraz używać. Chantelle Laroux zasiadała w radzie nadzorczej największego centrum naukowego na świecie. Co prawda ISAYSS posiadało bardziej rozwinięte maszyny, ale agencja nie do końca wiedziała, nad czym pracują poszczególne części organizacji w San Francisco. Kobieta była podejrzana o współpracę z Diabłem od wielu, wielu lat.
– Poczekaj – powiedział Damian. – Była u niego.
– Chantelle?
– Tak, jestem pewny. Spotkali się w kwietniu...
– Czyli jeszcze przed twoim odejściem – mruknął Stefek. Mierzejewski pokiwał głową.
– Zaraz po ostatniej aktualizacji Lucyfera.
Agnieszka spojrzała na chłopaka.
– Ostatniej?
– Jego naukowcy wszczepili mu jakieś nowe geny, zaraz przed właśnie tym spotkaniem. Od tamtej pory Diabeł zastrzegał, że nie potrzebuje już doładowań, chociaż chodził coraz słabszy. Raz powiedział, iż sam sobie poradzi i faktycznie wyganiał wszystkich, kiedy się za to zabierał.
– Czyli... Jest prawdopodobne... – Agnieszka przerwała Stefkowi.
– Że znaleźliśmy panią o bardzo dobrym sercu, która za cel postawiła sobie wspomóc Diabła w niszczeniu Ziemi tak rzetelnie, jak tylko mogła.


Dominika nie mogła uwierzyć, że dała się wrobić w misję razem z dwoma zdrajcami Diabła. Kiedy Agnieszka zdradziła jej plany, na początku ją wyśmiała. Dopiero po chwili, gdy zorientowała się, iż przyjaciółka nie żartuje i wszystko zostało już wcześniej porządnie ustalone – wkurzyła się. O ile możliwość wyjścia z podziemi bardzo przypadła jej do gustu, ponieważ ostatnio ciężko było znaleźć jakieś sensowne wytłumaczenie wypadów poza polską siedzibę agencji, to możliwość spędzenia w towarzystwie dwóch irytujących facetów niezbyt jej się podobała.
– Większość dziewczyn cieszyłoby się na twoim miejscu. Możesz przez kilka godzin poudawać heteroseksualną i zachwycać się nad nimi tak samo, jak cała reszta agentek w ISAYSS – powiedziała Agnieszka chwilę przed wyjściem. Krasicka zaserwowała przyjaciółce porządną wiązankę bardzo poetycko brzmiących epitetów, ale nie miała wyboru. Chociaż większość prywatnych kłótni z Lasowską wygrywała, sprawy związane z robotą były zgoła inne. Agę ustawiono wyżej w hierarchii i musiała się dostosować.
Znaleźć maszyny nie było szczególnie trudno. Pierwszą złapali niecałe pół godziny po opuszczeniu agencji, jednak Tomek źle odebrał stwierdzenie zabrać się za robota. Cały system szlag trafił po uderzeniu bombą elektryczną. Chmara żelaznych kolegów pojawiła się bardzo szybko. Chociaż na początku wyklinali Czubskiego, po chwili zorientowali się, iż całkiem dobrze zrobił, bowiem maszyny wydawały się być zagubione po zniszczeniu androida. Damian długo zastanawiał się, dlaczego. Do głowy przychodziły mu różne wytłumaczenia, różne wersje zdarzeń – na początku myślał, że rdzeń miał jakąś awarię, potem przed oczami stanął mu Diabeł, a na koniec doszedł do wniosku, którym od razu podzielił się z towarzyszami.
– To był oryginalny robot. Z niego stworzono część klonów, dlatego reszta zaczęła głupieć.
– Diabeł musiał to zauważyć – skwitowała Dominika, ciągnąc Tomka za tył kombinezonu. – Chodźże tu, bo zaraz cię trafi.
Czubski nie odpowiedział. W dłoni trzymał małe pudełko zrobione z półprzezroczystego materiału. Patrząc na nie pod różnymi kątami, widziało się inne barwy. Żeby zdobyć to małe opakowanie, Agnieszka musiała przez prawie dwie godziny tłumaczyć jakiejś rudowłosej agentce, że jak tylko dostaną to, czego chcą, opróżnią sześcianik i oddadzą na miejsce. Nie spodziewała się, iż dotrzyma słowa, ponieważ raz uszkodzonego holofitu nie dało się już naprawić.
– Zniszczyliśmy trzy roboty. Nie możemy wydobyć tego czegoś z samego oka.
– Trzeba złapać. No to leć. – Dziewczyna uśmiechnęła się zachęcająco, na co Tomek prychnął.
– Chyba cię popierdoliło. To, że pracuję dla ISAYSS nie oznacza, iż będę ryzykował dla agencji życie.
– Doprawdy? Widzę, że przydałoby się zmienić twoje nastawienie – warknęła Krasicka, zaciskając dłoń w pięść.
– Hej, dajcie sobie spokój – zawołał Damian, patrząc z niedowierzaniem to na blondwłosą agentkę, to na swojego najlepszego przyjaciela. Odkąd tylko opuścili ISAYSS, musiał słuchać ich beznadziejnych rozmów, które z czasem zaczęły przeradzać się w agresywne kłótnie. Nie potrafili się dogadać. Był pewny, że sam zrobiłby to znacznie szybciej. – To kilka sekund i... – urwał, wpatrując się w jeden punkt przed sobą. Zostawił ich i pobiegł w tamtym kierunku.
– Damian, co ty robisz? – krzyknął zaskoczony Tomek, ale przyjaciel go nie słuchał. Był pewny, że zobaczył agenta Diabła, a nie mógł pozwolić, żeby doniesiono do Lucyfera o tym, co robili. Nie pomylił się. Za zakrętem wpadł na zamaskowanego, młodego mężczyznę z charakterystycznym czerwonym znakiem jego byłego szefa na piersi. Problem pojawił się, kiedy ściągnął kask.
– Krystian?
– Mierzejewski? Czyli te plotki to prawda? Pracujecie dla ISAYSS – zapytał chłopak. Damian nie odpowiedział. Był wściekły, że wpadł akurat na swojego przyjaciela. Powinien pozbyć się wszystkich świadków, aczkolwiek nie wyobrażał sobie zamordowania kolegi. Odetchnął głęboko.
– Jesteśmy w ISAYSS na polecenie Diabła...
– Taaaa, jasne – odparł Krystian, oddychając szybko. Był zmęczony, chyba długo biegł.
– Poważnie mówię. Zapytaj się go, jak mi nie wierzysz. Ja, Tomek, Weronika i Adrian jesteśmy tutaj, bo Lucyfer nakazał nam to jako misję. Nie pracujemy dla nich.
– Dlaczego ja ci nie wierzę?
– Chuj mnie to obchodzi – warknął Damian, tracąc powoli cierpliwość.
– Dobra, wyluzuj – mruknął Krystian, cofając się trochę. – Niezbyt mnie obchodzi, nie dbam o to, dla kogo pracujecie.
– Więc w czym masz problem?
– Pilnowaliśmy androida – odparł młody mężczyzna. – Każdy oryginalny jest chroniony, tylko że nawet nie zwróciliśmy uwagi na to, co robicie. Mamy przejebane.
– Wymyśl coś innego, w to nie wierzę.
Krystian nie odpowiedział. Damian miał wrażenie, iż przyjaciel był trochę zmieszany, zagubiony, jakby nie wiedział, co powinien dalej zrobić. Wtedy Mierzejewski zrozumiał, dlaczego agenci ISYASS, szczególnie Agnieszka, mają takie, a nie inne zdanie na temat trenowania ludzi Diabła. Nie potrafili sami myśleć. Jeszcze jakiś czas temu sam miałby z tym problem, ale trafił na Przewodniczącą Sektora Szóstego, która potrafiła nauczyć go własnego toku rozumowania i podejmowania decyzji w zaskakująco krótkim czasie. Miał dużo szczęścia.
– Mogę udawać, że nikogo nie spotkaliśmy – mruknął Damian. Był wściekły sam na siebie. Teoretycznie nie powinien wypuszczać przyjaciela, ale nie potrafił niczego mu zrobić. Wyobrażał sobie, jak zbulwersowana będzie Agnieszka, kiedy się dowie, aczkolwiek w tamtym momencie nie chciał o tym myśleć.
Krystian pokiwał delikatnie głową.
– Tak, nie widziałem cię, nie wiem, co się z tobą stało, nie obchodzi mnie to. Miłego szpiegowania ISAYSS – powiedział mężczyzna, zakładając z powrotem na głowę kask. Odwrócił się i podążył w swoją stronę, nie odwracając się do Damiana. Ten jednak miał nieodparte wrażenie, że jeszcze się spotkają.

*****

*łącznik turpejowy, holofit – przypadkowe słowa, które gdzieś tam pojawiły się w mojej głowie, specjalnie na tę okazję; to nazwy materiałów używanych do tworzenia wielu urządzeń w ISAYSS, nie widzę jakiejś szczególnej potrzeby tłumaczenia tego bardzo dokładnie, raczej się nie przyda;
*fala baryczna – są fale elektromagnetyczne i jakieś tam inne, a tutaj jest taka baryczna; ona zostanie wytłumaczona niedługo, ponieważ pojawi się jeszcze kilka razy, nazwa jest nieprzypadkowa;

*****
Końcówka nie tak miała wyglądać w pierwotnym zamyśle. Damian miał zabić Krystiana i mieć potem wyrzuty sumienia, Agnieszka miała wysłać go do profesora Wykuszyńskiego, żeby rozpoczął naukę mordowania ludzi (takie tam brutalne szkolne zajęcia)... Jednak zmieniła się koncepcja w trakcie pisania, pojawił się w mojej chorej główce całkiem niecny plan związany z tym oto panem Krystianem i stwierdziłam, że nie mogę tego zmarnować. Końcóweczka jest więc taka trochę z dupy wzięta, no ale... Zdarza się xD


20 komentarzy:

  1. Piękna! Tyle trudnych słów i nowych informacji, że jestem zaskoczona, iż mojemu łebkowi udało się to wszystko ogarnąć - a udało, musisz mi uwierzyć xD Mutanty wydają się być ciekawymi stworzonkami, takie tak bestyjki, tylko nagle wszystko zaczęło układać mi się w jedną, wielką, idealnie pasującą całość, ale nie będę teraz tutaj pisała, bo ktoś mnie jeszcze zabije za te domysły hihi
    No i Damian awwww <33 I tak właśnie wydawało mi się, że kiedyś wcześniej wspomniałaś, że Dominika jest lesbijką, i szukałam tego, i znalazłam :D Do takiego zespołu złożonego z Damiana i Tomka to ja bym się sama na ochotniczkę zgłosiła.
    A ten fragment:
    "– Kojarzycie Chantelle Laroux? – zapytała głośno, kiedy dotarło do niej, dlaczego zwróciła na nią uwagę.
    – Taka wysoka, zajebista, czarnowłosa laska, która od lat pracuje dla Diabła i załatwia mu wszystkie centra naukowe, jakich tylko potrzebuje? No raczej – powiedział Damian. Stefek uśmiechnął się szeroko.
    – Czyli mówimy o tej samej."
    mnie rozpierdolił hahaha
    kochana, czekam na następny rozdział, chociaż myślę, że napiszę do ciebie wcześniej, bo ta sprawa związana z mutantami jest bardzo nurtująca
    kocham i pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. POSŁUCHAJ TY MNIE UWAŻNIE, niezależnie od tego, co przyszło do tego twojego małego łebka, nie waż się pisać tego tutaj, ostrzegam, bo jak coś mi zepsujesz, jak okaże się, że to baaaardzo ważna rzecz, to cię znajdę, bój się ;D
      Za opinię dziękuję, cieszę się, że ci się podoba (chociaż, czy ty kiedykolwiek napisałaś, iż coś ci się nie podoba?) i też pozdrawiam. A jak chcesz napisać i masz jakieś domysły, to pisz na maila, najszybciej odpowiem :D
      Też kocham <3

      Usuń
  2. Uwielbiam wszystkie sceny, w których pojawia się Agnieszka! Po prostu uwielbiam. Nawet zrozumiałam aspekty techniczne ich rozmowy!
    Mutanty są ciekawe, w sumie, to jestem prawie pewna, że gdzieś przeprowadzisz Diabła przez tę transformację... Chociaż jednak nie jestem. Albo jestem. Albo nie...

    Podpisuję się pod Cassendrey - ten kawałek mnie zupełnie rozwalił.

    A ja jestem ciekawa jak Damian wyjaśni tę sytuację innym... I co okropneg zrobisz Krystianowi;)

    Przy okazji - akurat napisałaś rozdział, kiedy miałam odrabiać zadanie. Odciągasz mnie od nauki;)

    Pozdrawiam i weny życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli mam być szczera, to nie planowałam sytuacji, w której Damian wyjaśni całe spotkanie z Krystianem komukolwiek, nawet Agnieszce. Na pewno nie teraz, a czy kiedykolwiek? Zobaczy się. Cieszę się, nawet nie wiesz jak, że strona techniczna nie jest aż tak skomplikowana, żeby nikt się nie połapał. To jest ciągle w mojej głowie i idealnie w niej wygląda, ale jak mam to zamienić w zrozumiały dla kogoś innego oprócz mnie tekst, wszystko zaczyna się walić. Strasznie trudno to czasami opisać.
    Ach, jeszcze będę miała wyrzuty sumienia, że przeze mnie się nie uczysz :D
    Pozdrawiam, dziękuję i nawzajem! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. *rozgląda się naokoło, próbując wypatrzyć Nersi* Ej, ej, ej, Nersi, od kiedy to powiadamiasz w Spamowniku o notkach? Nawet bym się nie zorientowała! ;P

    Co do rozdziału:
    Masz rację, rozmowa na końcu wyszła taka trochę sztywna. Może jakbyś trochę nad tym pogłówkowała to by wyszło lepiej, ale i tak "Zawsze mogło być gorzej!" ;]

    "– Nie boisz się, że coś ci kiedyś jebnie w sufit? – spytał Mierzejewski, podając rękę Stefkowi. – Damian jestem – dodał.
    – Stefek Nosiek, miło mi. Raczej nie. Nadajniki na szybie tworzą takie fale magnetycznie, iż wizualnie kopuła rozmywa się wraz z drganiami wody, nie widać jej...
    – Błagam – przerwała mu Agnieszka. – Potem sobie podyskutujecie na podobne tematy. Teraz interesuje nas coś innego.
    – Ciebie interesuje, nie nas.
    – Nie byłabym tego taka pewna" - Ten fragment wygrał internety, c'nie? xD
    http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2012/06/4dd374f912d9b370c4c3c398ef492fc5.jpg?1339575713

    Nigdy więcej nie waż się przetrzymywać nas w tak długim czasie bez rozdziału, bo rączki poucinam <3
    Pozdrowionka od Chorowitej Mua ;-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie mam dostępu do GG to powiadamiam w spamie, wyjątkowo nie miałam, więc wiesz xD Taaaak, właśnie, zawsze mogło być gorzej, dokładnie! Podoba mi się twój tok myślenia.
      hahahahahaha, obrazek mnie rozjebał XD
      dwa tygodnie, obiecuję :D
      zdrowiej kochanie <3

      Usuń
  5. Padłam jak to przeczytałam!
    Nie jestem pewna czy wszystko zrozumiałam, ale ten rozdział dużo wyjaśnił. Trochę szkoda mi Diabła. Ja sama bym chyba wolała być zwykłym człowiekiem niż mutantem zależnych od innych. Bo w końcu musi mieć zaufanych ludzi, którzy tak jakby go zresetują. A to nie jest chyba, ani łatwe, ani przyjemne. Ciekawe by to mogło wyglądać gdybyś to opisała. Taaaaak, ja cię do niczego nie namawiam :P
    Och, Aga i Damian to ciekawa para. Właśnie do mnie dotarło to będzie się działo jak oni będą razem (innej opcji nie ma) no chyba, że na końcu to Aga będzie krzyczała do Damiana "trzymaj mnie"
    Moja wyobraźnia już to wszystko wymyśliła. Ona nad przepaścią i jej krzyk, przekleństwa i przerażenia w głosie. Damian nie może jej utrzymać i ona spada ciągnięta przez te roboty-zabójcy. Taaa i opisane przez Nersi ^^ To jest to :D
    Ten przyjaciel Damiana to może jeszcze namieszać i to nawet dużo. Bo jeśli się połapię, że ta ściema z tym zadaniem szpiegowania agencji to będzie akcja :)
    Ale podoba mi się twój pomysł wysłania Damiana na klozetkę do doktorka, jeszcze bardziej mi się podoba.
    Pozdrawiam, weny życzę i zapraszam na moje blogi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, w rozdziale było dużo informacji, więc nic dziwnego, że niektóre rzeczy mogę zostać troszeczkę niezrozumiałe :) Na temat Diabełka i przemiany PRZEMILCZĘ, ale pomysł całkiem, całkiem :D Twoja wizja jest... hm... na pewno sytuacja byłaby ciekawa, naprawdę, ale jednak nie do końca o to będzie chodzić hyhy
      Dziękuję! <3

      Usuń
  6. Dotrwałam do końca pomimo ciężkiego dnia!!!
    Dla ciebie wszystko kochanie moje! Więc i ja się cieszę, że mogłam tutaj zawitać i chwilowo się oderwać :)
    Było tutaj tyle rzeczy, że chwilowo moja bolesna głowa początkowo nie ogarniała sytuacji o co kaman.
    Damien ( jak w Omenie normalnie xD, za dużo się go naoglądałam) i Aga, a obiecałaś mi więcej gołych torsów :P
    Mimo to stanowią ciekawą parę. I faktycznie w końcówce dialogów jakby czegoś zabrakło takiego malutkiego spięcia, uczuć, ale znając ciebie jestem więcej niż pewna, że oddasz mi pałeczkę u mnie!
    Pozdrawiam i weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojeeeeeej, tak mi się miło zrobiło, że pomimo bolącej główki to przeczytałaś! dziękuję <33
      gołe torsy jeszcze będą, już niedługo, nawet u tych starszych agentów hyhy
      <3

      Usuń
  7. Oczywiście cały czas czytuję tego bloga, tylko nie lubię komentować z dotykowego :/

    Fajnie, że taki długi rozdział <3
    Postaram się dodać następny komentarz dłuższy i lepszy xD
    Życzę weny i czekam na następny - cicha obserwatorka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam to samo, dotykowe ekrany i pisanie na nich dłuższych tekstów to zuuuuo ;D

      Usuń
  8. Bardzo, bardzo dobry rozdział! Naprawdę lubię twoje opisy, nie miałam większego problemu z wyobrażeniem sobie gabinetu Stefka i jakoś tak niebiesko mi się przed oczami zrobiło ;) Ale to wina takiej ilości wody. Jestem ciekawa, na dnie jakiego morza jest gabinet Stefka? Bo, teoretycznie, siedziby ISAYSS umiejscowione są nie wiadomo gdzie, gdzieś głęboko w ziemi, a tutaj tak trochę zdradziłaś lokalizację. Gdzieś przy morzu, w takim razie. Albo przewodniczący trzynastki jest taki sprytny i to tylko sztuczny obraz morza XD
    Damian, Agnieszka, te ich rozmowy, achhhh, cudne wychodzą! Mam wrażenie, że ich konwersacje są takie bardzo naturalne, prawdziwe, w słowach dziewczyny można wyczuć całą tą niechęć do chłopaka, chociaż my wiemy, że oni będą razem :D To znaczy, chciałybyśmy, aby byli, stworzyliby nieziemską mieszankę wybuchową, chociaż Mierzejewski taki ciamajdowaty i naiwny się przy niej wydaje.
    Popieram poprzednie czytelniczki - te mutanty to fajna rzecz, na pewno wprowadzą sporo zamieszania. No i Diabeł jako mutant genetyczny... Ciekawe, bardzo ciekawe. To dlatego Agnieszka nigdy nie potrafiła go zabić, tak? W takim razie, aby pozbyć się Diabła, musieliby rozpracować go od środka, a Aga ma Damiana, więc teoretycznie mogłoby się jej to udać. Chociaż... Taka bestia to niebezpieczna trochę.
    Czekam na następny rozdział, bo rozwaliła mnie rozmowa w zapowiedzi rozdziału 13 "panie przystojny" haha
    Pozdrawiam Nersi, i weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niebiesko! Tak <333 A wiesz, że nawet o tym nie pomyślałam. Jeśli chodzi o taką dokładną lokalizację polskiego wydziału ISAYSS to nie myślałam nad tym, jednak to po prostu nie jest konieczna wiedza :D
      Bardzo cieszy mnie to, że ktoś widzi tą pewnego rodzaju naiwność Damianka, naprawdę ;D
      Mutanty... Kilka informacji gratis będzie w następnym rozdziale ;)
      Dziękuję <3

      Usuń
    2. Wiesz, myślę, że to zależy od tego, jak kto idealizuje bohaterów :D Teoretycznie, takiego Damiana to ja bym sama schrupała na kolację (oczywiście po tym, jak przez dłuższy czas bezwstydnie bym się na niego gapiła XD), ale jednak nie wygląd jest najwazniejszy... To takie filozoficzne hyhy
      Nie mogę się doczekać <3

      Usuń
    3. Tak, szczególnie to "schrupałabym" i "bezwstydnie się na niego gapiła" zabrzmiało strasznie filozoficznie :D Ale muszę się zgodzić, czasami niektórzy dodają bohaterom za wiele zalet, za mało wad i, niestety, w odebraniu czytelników wychodzi to za bardzo wyolbrzymione.

      Usuń
  9. Tak, tak, w końcu dotarłam. Nie ukrywam, że musiałam nadrobić zaległości, ale przeczytałam wszyściutko :D
    Powiem Ci szczerze, że coraz bardziej mi się podoba ta historia. Wszystko stało się takie przejrzyste, lekkie i w prosty sposób docierające do czytelnika - bomba!
    Cały czas głowię się, o co w końcu chodzi z tym Mierzejewskim i resztą Dzieci Diabła. Czy to, co powiedział Krystianowi, to ściema, czy po prostu cały czas kłamie Agnieszce i całemu ISAYSS? Kocham zagadki, ale jeszcze bardziej lubię znajdywać na nie odpowiedzi, a tu mogę tylko przypuszczać i mieć nadzieję na pełną zawirowań i nieufności współpracę Mierzejewskiego z agencją :D
    Teraz coś, co nie daje mi spokoju... Czytając ostatnie trzy rozdziały, często zadawałam sobie pytanie "Na jakim ona [czyt. TY :D] jest profilu?". Kurcze, niektóre kawałki brzmiały jak z mojego podręcznika od chemii :D Podziwiam Cię, że masz tyle chęci, by tak dokładnie to wszystko opisywać, te wszystkie nowinki techniczne, roboty i jakieś inne wynalazki...
    Czekam na następny rozdział, mam nadzieję, że nie przeczytam go w opóźnionym terminie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wow, jestem zaskoczona, że tak to zaczynasz odbierać :D ja osobiście mam wrażenie, iż jest coraz więcej bardziej skompikowanych informacji i nie wychodzi jakoś szczególnie przejrzyście, ale może to tylko moje dziwne odczucia.
      Ano, myślę, że kwestia Damiana i całej reszty wyjaśni się już w kilku następnych rozdziałach. W końcu, to już 12, a przydałoby się wprowadzać jakieś takie elementy wtajemniczenia albo coś :D
      Ja jestem, ekhm, nie śmiać się, na profilu matematyczno-geograficznym. Nie mam chemii, nie mam fizyki, nie mam biologi :) Fizyka interesuje mnie tylko w tych tematach, których nie uczyliśmy się w szkole, a jeśli chodzi o chemię - lubiłam zawsze chemię, sama nie wiem, dlaczego :D

      Usuń
    2. Tak się trochę wcinam, ale Nersi, 12 i trzeba wyjaśniać powiadasz? XD U mnie jest, zaraz, OSIEMNASTY rozdział i nic nie wyjaśniam XDDD <3

      Usuń
    3. NO ALE ja mam jeszcze tyle nowości dla was, że przydałoby się ogarnąć poprzednie skompilowane rzeczy, więc wiesz :D

      Usuń

Cieszę się, że postanowiłeś/aś zostać dłużej na moim blogu. Bardzo Ci za to dziękuję! Jeśli masz chwilę wolnego czasu, byłabym dozgonnie wdzięczna, gdybyś zostawił/a po sobie komentarz, a w nim szczerą opinię na temat przeczytanego rozdziału. Miłego dnia!