– Prawa noga
wyżej, bo zaraz oberwiesz. Przeciwnik wykorzysta ten minimalny błąd i będzie po
tobie – zawołała Agnieszka, obserwując, jak Sonia męczy się w pojedynku z
robotem. Po dwóch tygodniach treningów bez problemu zauważyła, że dziewczynka
jest zwinniejsza, szybsza i bardziej wytrzymała, niż wskazywała na to jej
drobna budowa ciała. Z wypracowaniem siły były problemy, ale to się dało
zastąpić techniką, najprostszymi wynalazkami. Musiała wyrobić w dziecku
refleks, który byłby w stanie ratować jej życie, a nie coś, co wystarczy
podstawić odpowiednim urządzeniem.
– Sonia,
szybciej!
Dziewczynka
zaczęła poruszać się w ciut większym tempie niż do tej pory, ale nadal coś ją
hamowało. Agnieszka była zdziwiona, ponieważ zazwyczaj nie miała problemu z
dotrzymaniem kroku temu robotowi. Dzisiaj była jakby strapiona, myślami
odlatywała daleko stąd, a ciało nie potrafiło utrzymać skupienia bez nadzoru
umysłu. Miało być zupełnie na odwrót.
– Uważaj!
Dziesięciolatka
nie zauważyła ruchu robota. Upadła na ziemię po tym, jak ten uderzył ją prosto
w brzuch. Przewodnicząca sektora Szóstego wyłączyła urządzenie i podbiegła do
dziewczynki. Przyklękła przy niej, pomagając usiąść.
– Ej, nic ci
nie jest?
Sonia
pokiwała tylko przecząco głową. Trzymając się za brzuch, zaczęła płakać.
Agnieszka nie wiedziała, co ma zrobić. Nie sądziła, że ta reakcja wzięła się z
bólu, ponieważ ten robot nie miał na tyle siły, żeby zrobić większą krzywdę.
Przysunęła się do swojej uczennicy, chcąc spojrzeć jej w oczy. Zauważyła, iż
coś jest nie tak. Mierzejewska nie była dzieckiem, które płakało z byle powodu
– w końcu wychowywała się wśród agentów Diabła, tam najmłodszym nie pozwalano
na okazywanie słabości. Musiało ją coś gnębić.
– Co się
dzieje?
Sonia znowu
pokiwała delikatnie głową, ale nadal uparcie milczała. W jej załzawionych
oczach było widać przerażenie. Odgłosy spazmatycznego oddychania odbijały się
echem od ścian sali treningowej, powodując współczucie w tak nieczułym sercu
bezwzględnej nauczycielki.
– Przecież
wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko. Niezależnie od tego, co to będzie. Ja
nikomu nigdy nie zdradzę.
– No bo… -
jęknęła dziewczynka po dłuższej chwili niezręcznej ciszy, oplatając kolana
swoimi wątłymi rękami. Przewodnicząca sektora Szóstego cierpliwie czekała, aż
zacznie mówić. – To wszystko jest takie skomplikowane.
– Co jest
skomplikowane? Przecież nie zajęcia.
– Nie, nie
mówię o treningach.
– Więc… - zamruczała Agnieszka, chcąc wymusić na niej, aby zaczęła mówić. Sonia odetchnęła głęboko.
– Więc… - zamruczała Agnieszka, chcąc wymusić na niej, aby zaczęła mówić. Sonia odetchnęła głęboko.
– Diabeł
powiedział Damianowi, że jak nie zdobędzie dla niego kilku informacji, zabije
mnie i naszych rodziców. On się starał zrobić to bez żadnych szkód. Raz włamał
się nawet do waszych systemów, ale Zarząd ma bardzo dobre zabezpieczenia.
Weronika, Adrian i Tomek powiedzieli, że mu pomogą. Od zawsze się przyjaźnili.
Tomek chciał wkraść się do agencji, jednak po wstępnym rozeznaniu okazało się,
iż to praktycznie niemożliwe. Dlatego postanowili dostać się w łaski Zarządu.
Diabeł wskazał im informacje, które mogą zdradzić ISAYSS, a jemu nie zaszkodzą,
część zmodyfikował. Nadal wszystko brzmiało jednak wiarygodnie. Teraz agencja
ma wielki problem, bo plan Diabła jest całkowicie inny niż ten, który
otrzymaliście. Inny, ale gorszy. To, co zdradził wam Damian, jest niczym. To
jego stary plan, przed modyfikacjami. Zanim udało mu się dokończyć ostatni
sterownik…
Dziewczynka
mówiła tak szybko, że Agnieszka z trudem wyłapywała poszczególne informacje.
Zrozumiała jednak, co Mierzejewska próbuje jej przekazać – to są zdrajcy, ale
nie do końca Diabła – ich. Podwójni szpiedzy, perfekcyjnie zamaskowani przed
Zarządem nieprawdziwymi informacjami, które nie miały żadnego znaczenia.
– Czekaj,
czekaj, czekaj – przerwała jej Aga, kładąc palec na bladoróżowych ustach
dziecka. – Co dokładnie kazał przekazać Diabeł?
– Ty nie
wiesz?
– Jest pewna
różnica pomiędzy prawdą, tym co kazał przekazać, a tym co przekazali.
– No bo… Tak
naprawdę, wcale nie chodzi o ten pocisk.
– Jaki
pocisk? – spytała Agnieszka, krzywiąc się lekko. Nie wiedziała o tych
najtajniejszych informacjach. Nikt nie wiedział. Zarząd planował zwołać
szczegółowe spotkanie dopiero pod koniec lipca, kiedy wszystko miało się
unormować, jednak Kuba zdradził jej wcześniej, że wcale nie zamierzają
przekazać im wszystkiego. Chłopak był pewny, iż obawiają się wypuszczenia w
środowisko agentów niektórych wiadomości, aby nie zostały wykorzystane
przeciwko władzy. Po części rozumiała zachowanie ludzi w Zarządzie. Na ich
miejscu pewnie też obawiałaby się reakcji niezadowolonych podwładnych. Jednak z
drugiej strony, zostawianie ich w niepewności było głupotą. Większość potrafiła
sama zdobyć informacje i niekoniecznie potrzebowali do tego zgody Zarządu.
Sonia
Mierzejewska odetchnęła głęboko, chcąc się uspokoić. Była zdenerwowana. Ślepe
zaufanie Agnieszce nie należało do dobrego wyboru, ale teraz nie miała już
innego wyjścia. Łudziła się, iż dziewczyna im pomoże.
– A więc…
Diabeł kazał im przekazać Zarządowi, że ukończył pewien pocisk. Broń ta miała
mieć swój własny inteligentny system, który znajdowałby się w wszczepionym
genie w samym Diable….
– Diabeł jest
mutantem, więc nie miałby z tym problemu.
– Tak,
dokładnie. W ten sposób byłby w stanie kontrolować nie jedną, ale wiele takich
maszyn, które po kolei niszczyłyby świat. Siła rażenia rakiety miała być
kilkadziesiąt razy większa niż bomba atomowa.
– Zrujnowałby
Ziemię – dopowiedziała sobie Agnieszka, na co Sonia pokiwała delikatnie głową.
– To fałszywe
informacje. W rzeczywistości Diabeł stworzył armię maszyn, robotów, które jest
w stanie kontrolować przez zaprojektowany wcześniej procesor. Caluteńki,
ogromny system. Emituje on niesamowitą moc, przez co potrafi zapanować nad
każdym olbrzymem, niezależnie od tego, na jakim kontynencie się on znajduje.
Ten wstrząs elektromagnetyczny pojawił się w momencie uruchomienia systemu. ISAYSS
wmówili, że jeden z pocisków został wystrzelony na Antarktydzie, aby sprawdzić,
czy działa. Z racji tego, iż Diabeł był wtedy w Polsce, bez problemu uwierzyli
w tę bajeczkę, bo wstrząs pochodził nie od samej rakiety, ale jej centrum
kontroli.
Agnieszka
była pod wrażeniem. Trudno było jej przyznać, że sposób, w jaki owinęli sobie
Zarząd wokół palca, był perfekcyjny, bez żadnych minusów, wyrachowany i
schludny. Chociaż właściwie… Minusy były, dokładnie cztery. Miały nawet imiona.
W jej głowie zaczął powstawać plan, który mógł zostać przez nią zrealizowany.
Kluczem do wszystkiego byli zdrajcy. Znali wszystkie wersje, wszystkie
szczegóły. Sonia należała do osób rewelacyjnie poinformowanych – Agnieszka była
pewna, że to przez jej starszego brata – ale
nie pracujących.
– Dlaczego to
twój brat miał zdobyć dla Diabła jakieś informacje? Jakie informacje?
– Należy do
jego najbliższych ludzi. Zresztą, to Damian stworzył ten procesor i pomógł ze
sterownikiem…
– Ze
sterownikiem? – wyszeptała Agnieszka. – Jak to sterownikiem?
– Przecież
powiedziałam już wcześniej. Podobno, dzięki Damianowi, udało mu się go
skończyć. Nie wiem, co miał się dowiedzieć. Tego chyba nie jest pewny nikt
oprócz samego Damiana. Aczkolwiek, coś nie wyszło. Podczas testu przy
uruchomianiu sterownika, okazało się, że nie są w stanie tego zrobić. Diabeł
był wściekły. Wtedy właśnie mnie porwał i zaczął szantażować Damiana. O tym, co
było dalej, już opowiadałam.
Agnieszka
schowała twarz w dłoniach. Dobrze wiedziała, dlaczego nie mogli go uruchomić.
Przez całe swoje życie, właściwie, odkąd zrozumiała, jaka odpowiedzialność na
nią spadła, bała się, kiedy ktoś nareszcie odkryje, czym są sterowniki. Rafał
zawsze jej powtarzał, że nieważne, co się stanie – o tym nie może dowiedzieć
się nikt. Nawet Zarząd nie znał wszystkich szczegółów, nie był dobrze
poinformowany. Zdawał sobie jednak sprawę, iż od nich zależy istnienie tej
planety.
Więc to naprawdę sterownika szukali tamci
faceci, którzy cię napadli? Skąd oni w ogóle wiedzieli? Skąd Diabeł wiedział?
Przecież zostały ukryte, wszystkie. Nikt nigdy nie dowiedział się, gdzie jest
dziewiątka z nich…
– Ósemka.
Słucham?
– Nie rozumiesz? On naprawdę ma sterownik.
Musiał go mieć od samego początku, stworzyć po tym, jak reszta została ukryta.
Ciągle nad nim pracował. Nie potrafił jednak sam go dokończyć, widocznie miał
tylko pojedyncze części, które brał z poprzednich sterowników.
A one zniknęły.
– Właśnie. W takim razie rozumiem, dlaczego
Mierzejewski został wplątany w to wszystko. W końcu, skoro pracował nad sterownikiem,
wie, jakie jest zagrożenie. Diabeł w ten sposób nie musi werbować innych
agentów, wystarczy mu ten jebany zdrajca.
Sonia powiedziała…
– Że nie mogli go uruchomić. Oczywiście, że
nie mogli, przecież to wiesz. Dlatego właśnie szukali mnie. Diabeł zawsze
wiedział o tym, iż to ja mam jeden z dziesięciu.
Co teraz?
– Agnieszka?
Uniosła głowę
i zobaczyła, że Sonia uważnie się jej przypatruje.
– Posłuchaj
mnie – zaczęła, kiedy ochłonęła po natłoku informacji. – Niezależnie od tego,
co się wydarzy, nigdy, ale to przenigdy, nie możesz nikomu powiedzieć o tym,
jaka jest prawda, rozumiesz? Nikt nie powinien znać tych szczegółów, to zbyt
niebezpieczne.
Dziewczynka
pokiwała delikatnie głową.
– Pomóż mi,
pomóż nam. Diabeł się ciebie boi. Masz cały ISAYSS pod sobą, potrafisz go
pokonać. Jeśli Damian czegoś nie zrobi, on nas pozabija. A my tego nie
chcieliśmy, nie mieliśmy wyboru...
– Cii –
wyszeptała Agnieszka, przytulając do siebie roztrzęsione dziecko. Dziewczynka
znowu zaczęła płakać, mocząc przy okazji koszulkę przewodniczącej sektora
Szóstego, ale Lasowska jakby tego nie zauważała. Wpatrywała się tępo w jeden
punkt na ścianie, próbując ułożyć sobie wszystko w głowie. Znała ryzyko. Jeżeli
cokolwiek poszłoby nie tak, Lucyfer zabiłby nie tylko Sonię – Damian zginąłby
razem z nią. Nie mogła pozwolić na to, aby stracić jedyną osobę związaną ze
sterownikiem. Możliwe, że Mierzejewski nie był mu już potrzebny, a jego życie
stało się kwestią przypadku. Dla niej natomiast, w takich okolicznościach,
żywot tego chłopaka był najważniejszą rzeczą z możliwych.
– Obiecuję
Ci, że nikomu nic się nie stanie. Nie pozwolę, żeby Diabeł wam cokolwiek
zrobił, rozumiesz?
Usłyszała
tylko przytłumione yhy.
Niezależnie od tego, jak bardzo Damiana
Mierzejewskiego nienawidzisz, potrzebujesz go. Nie możesz pozwolić, aby zginął.
Po raz
pierwszy z życiu zrozumiała, że ten irytujący głosik w jej głowie ma całkowitą
rację.
Elegancko
ubrana, wysoka kobieta przechadzała się tam i z powrotem przed długim stołem,
za którym zasiadali inni przedstawiciele Zarządu. Odgłos stykających się z
podłożem obcasów wyprowadzał mówiącego Stefka z równowagi, ale ona zdawała się
tego nie zauważać. Wodziła spojrzeniem po obecnych na specjalnym zebraniu
agentach, próbując dowiedzieć się czegokolwiek z ich twarzy. Nie było to łatwe
zadanie, ponieważ idealnie wytrenowani szpiedzy rewelacyjnie kontrolowali swoje
emocje. Musiała przyznać, iż w tym zakresie szkoleń polski wydział nie miał
sobie równych.
– Przepraszam
bardzo, że ci przeszkodzę – powiedziała, zatrzymując się przed czwórką zdrajców
Diabła. Nie odwróciła się do swojego rozmówcy, który w tym momencie widział
jedynie jej plecy. – Adnotacja o zawieszonej karze śmierci została dodana przez
was, a nie Zarząd, więc tego nie można uznać jako dowód w głosowaniu.
– Świetnie
zdaję sobie z tego sprawę, ale nie bez powodu ta adnotacja została tam dodana –
odparł spokojnie Stefek. Małgorzata Koszycka odwróciła się w jego stronę.
– Jaki był
ten powód?
Wytrzymał
spojrzenie kobiety. Nie rozumiał jednak, jak można być aż tak ślepym, żeby
niczego nie zauważyć. Diabeł robił marionetki z instytucji, które jako jedyne
były w stanie go zatrzymać. Na afrykańskich pustyniach trenował swoją armię
przestępców, w Himalajach ukrywał zakłady produkujące najnowocześniejszą broń
świata, a oni nic z tym wszystkim nie robili. Gdyby Zarząd przestał dbać o
swoje interesy, już dawno pozbyliby się każdej z niebezpiecznych inwestycji
Lucyfera i na świecie byłoby o wiele spokojniej. Ale nie, przecież Zarząd
przestałby tyle zarabiać. Przypadkiem zniszczyłoby się letnie rezydencje w
Tajlandii czy na Karaibach, a przecież dom mający mniej niż pięćset metrów
kwadratowych był upokorzeniem. Stefka przerażało to, jak bardzo zależy im na
pieniądzach. Potrafili poświęcić wszystko dla kolejnego miliona.
Nosiek nie
odpowiadał. Nie był pewny, ile informacji powinien przekazać. Dzieci Lucyfera
na pewno wiedziały, że będą musiały się bronić, kłamać, tłumaczyć swoje zamiary
cholerną troską o dobro świata…
– Przepraszam
szanowny Zarząd za spóźnienie, ale mamusia do mnie zadzwoniła.
Agnieszka,
nie zwracając uwagi na zniesmaczone miny członków Zarządu, trzasnęła z całej
siły drzwiami i skierowała się w stronę długiego stolika, przy którym siedział
Kuba, a Stefek stał, próbując wymyśleć w miarę krótką, aczkolwiek treściwą
odpowiedź na zadane wcześniej pytanie. Rozsiadła się wygodnie na krześle i
wyłożyła nogi na stół.
– Nie jesteś
u siebie w domu – warknął jeden z członków Zarządu na widok aroganckiego gestu
dziewczyny. Ta uśmiechnęła się kpiąco.
– Fakt,
jestem na spotkaniu z Zarządem. Dla mebli w domu mam większy szacunek niż dla
was.
-–Możemy
kontynuować? – mruknął Robert, nie czekając na kolejną reprymendę.
– Tak, jasne,
czy ja wam w czymś przeszkadzam? – spytała Agnieszka, szturchając lekko łokciem
Stefka, żeby mówił.
– Ach, tak –
mruknął chłopak, patrząc ponownie na Małgorzatę Koszycką. – Włamaliśmy się do
ukrytej bazy danych Diabła. Według informacji tam zawartych, nikt z tej czwórki
nie został skazany na śmierć, nikogo nie zdradzili, a aktualnie przebywają na
misji.
Robert uniósł
głowę i spojrzał z zaskoczeniem na przewodniczącego sektora Trzynastego. Nie
spodziewał się takiego obrotu sprawy. Wiedział, że mogą dociekać prawdy, ale
nie, iż dojdą do niej tak szybko. Wśród członków Zarządu dało się zauważyć małe
poruszenie. Zaczęli szeptać między sobą, wymieniając się uwagami.
– Chcesz nam
powiedzieć – zaszczebiotała Koszycka – że popełniliśmy błąd, przyjmując ich do
agencji?
Agnieszka
westchnęła ze zrezygnowaniem.
– Nie, Stefek
chce przez to powiedzieć, że miał wczoraj za słoną zupę na obiad – mruknęła na
tyle głośno, żeby kobieta usłyszała. Popatrzyła na nią z dezaprobatą, jednak
nic nie odpowiedziała. Stefek nie był pewny, czy ta nagła cisza, która zapadła
na sali, przerywana jedynie cichymi szeptami rozmawiających ze sobą członków
Zarządu, miała świadczyć o zainteresowaniu tej bandy idiotów.
– Panie
Nosiek – zaczął starszy mężczyzna, siedzący po lewej stronie Roberta. – Nie
możemy bez żadnych dowodów uwierzyć we wszystko, co będziecie mówić…
– Mamy dowody
– wtrącił się Kuba, wstając z krzesła i podchodząc do stolika Zarządu. W jego
dłoni znajdowały się akta ściągnięte z tajnego dysku Lucyfera. Kiedy podał je
zaskoczonemu mężczyźnie i wrócił na swoje miejsce, Agnieszka postanowiła się
wtrącić.
– Czy
nareszcie możemy się dowiedzieć, jakie informacje uzyskał Zarząd od tej
zdradzieckiej czwórki?
Wszystkie
spojrzenia skierowały się w jej stronę. Niezbyt przejęta tym, że znowu jest w
centrum uwagi, wskazała palcem na Weronikę.
– Od niej –
dodała, uśmiechając się sztucznie.
Czarnowłosa
dziewczyna patrzyła niepewnie to na nią, to na Roberta, to na resztę Zarządu,
nie wiedząc, co ma robić. Nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Przecież
nie było żadnych problemów. Dlaczego teraz jakiekolwiek się pojawiły? I te
akta… Mężczyzna, który otrzymał je od przewodniczącego sektora Dwunastego,
wyglądał, jakby poważnie się nad czymś zastanawiał. W momencie, kiedy Robert
wyrwał mu je z ręki i sam zaczął czytać, Weronika wstała.
– Jeśli mogę…
Modliła się w
duchu, żeby ktoś jej zabronił. Jednak wiedziała, że tak nie będzie. Pomimo
upłynięcia prawie trzech tygodni od zdradzenia wszystkich informacji Zarządowi,
nawet przewodnicząca sektora Szóstego nie dostała każdej. Jedynie małe, nic nie
znaczące wzmianki o rzeczach, które były jej świetnie znane. Teraz miała się
wydać cała reszta.
– Tak,
oczywiście – odparł Robert, odkładając na bok plik kartek i patrząc na
dziewczynę. Z jego twarzy nie dało się wyczytać nic.
Weronika
odetchnęła.
– Od
dłuższego czasu Diabeł, to znaczy ludzie Diabła, pracują nad bardzo
zaawansowanym technicznie systemem. Na początku nikt nie wiedział po co.
Dostali tylko plany i rozkaz wykonania konstrukcji, która była na nich
widoczna. Po dokończeniu samej obudowy okazało się, że energia emitowana przez
cały labirynt prądu, rozbijanych w poszczególnych wnętrzach atomów oraz
specjalnie dobranych pierwiastków znacznie przewyższa jakiekolwiek normy. Nikt
nie spodziewał się aż tak potężnej mocy. Gdyby nie była kontrolowana,
zniszczyłaby pół Azji przy samym uruchomieniu. Siła rażenia jest kilkaset razy
większa niż przy najbardziej niebezpiecznej bombie będącej w posiadaniu Obrony
Narodowej Stanów Zjednoczonych…
– Starczy –
powiedziała Agnieszka, na co Weronika zamilkła. Przewodnicząca sektora Szóstego
wstała i, omijając stolik, stanęła pomiędzy nim a tym, przy którym zasiadała
czwórka zdrajców.
– Chciałaś
znać te informacje, więc daj jej dokończyć… - zaczęła Koszycka, ale dziewczyna
przerwała jej słowotok jednym machnięciem ręki. Nikt nie chciał przerywać
powstałej ciszy. Wszyscy wpatrywali się w Agnieszkę, nie wiedząc, o co tak
naprawdę chodzi.
Urządzenie o nieprawdopodobnej mocy, które
zniszczyłoby Azję. O wiele silniejsze niż bomba atomowa. Nie do końca chyba to
Diabeł chciał przekazać ISAYSS, prawda?
– Nie powiedzieli Zarządowi tego, co mieli.
Zdradzili znacznie więcej informacji, a Diabeł nawet nie zdaje sobie z tego
sprawy. Im naprawdę zależy na tym, aby ISAYSS ochroniło ich przed tym gnojem.
To, co powiedziała ci Sonia oraz to, czego
właśnie się dowiedziałaś… To ci wystarcza, prawda? Widzę, iż zrozumiałaś.
– Powiedzmy, że wszystko układa się
idealnie.
– Co napędza
system?
– Napędza? –
spytała Weronika, całkowicie zbita z tropu.
– To nie było
pytanie do ciebie. On jest fizykiem – dodała, wskazując kiwnięciem głowy na
Damiana. Chłopak wydawał się zaskoczony tym pytaniem. Do momentu, w którym
zrozumiał. W jego głowie pojawiła się jedna myśl: ona wie. To wystarczyło, żeby w zielonych oczach, zamiast pewności
siebie i powierzchownego zdziwienia, pojawił się smutek oraz zrezygnowanie.
– Halo, nie
słyszałeś pytania? Mam powtórzyć? – zaszczebiotała słodko dziewczyna, splatając
ręce na wysokości klatki piersiowej. Chłopak jednak milczał.
Agnieszka
niebezpiecznie zazgrzytała zębami. Zaczynała się irytować.
Naprawdę
rozumiała, dlaczego to zrobili. Sama była w stanie wytrzymać wszystko, znieść
każdy ból, ale nie ten, który pojawiał się, gdy cierpiała jej najbliższa
rodzina. Na ich miejscu zrobiłaby dokładnie to samo. Jednak, żeby dotrzymać
obietnicy danej Sonii, musiała jakoś wydobyć z nich kilka informacji przy
Zarządzie. Ta banda ciołków potrzebowała zrozumieć, że jest wiele więcej
rzeczy, o których muszą wiedzieć, aby wyrwać się spod szponów Diabła. Nie mogła
powiedzieć im tego sama, ponieważ po prostu by jej nie uwierzyli. Szczególnie,
iż nienawidziła Lucyfera i jego ludzi.
– To będzie
pytanie czysto profilaktyczne, ale naprawdę muszę: ta wielka moc, którą
dysponuje zbudowany przez Diabła system, ma źródło w jego wnętrzu czy może
właściwa siła pochodzi z zewnątrz? Z jakiejś bardzo blisko powiązanej energii,
na przykład.
– Co
sugerujesz? – spytała Małgorzata Koszycka, wymieniając porozumiewawcze
spojrzenia z poszczególnymi członkami Zarządu. Tylko Robert nadal wpatrywał się
w swoją agentkę, nie racząc kobiety jakimkolwiek zainteresowaniem. Natomiast
Agnieszka miała w dupie powstałe zamieszanie. Wpatrywała się w Damiana, który
powoli, bardzo powoli, ledwo dostrzegalnie, skinął twierdząco głową. Tyle jej
wystarczyło.
– Sugeruję,
iż powinniście spiąć swoje szanowne cztery litery i zacząć cokolwiek robić.
Macie informacje, których nigdy byście bez nich nie zdobyli. Wiecie, że Diabeł
planuje atak. Wiecie, że ten wstrząs elektromagnetyczny to jego sprawka.
Wiecie, że pochodzi ze zbudowanego przez Diabła systemu. Wiecie nawet, że jest
gdzieś w Polsce. Jeżeli niczego nie zaczniecie robić, moi agenci przestaną
przejmować się waszymi rozkazami, będą działać wyłącznie pod moją komendą.
Stracicie cały polski wydział, który będzie robił to, co uważa za słuszne, a
nie to, co zabezpieczy wasze pieprzone interesy.
– Hamuj się
ze słowami – warknęła Koszycka.
– Nie, to wy
hamujcie się w waszymi pierdolonymi zachciankami.
– A co z
nimi? – wtrącił Kuba, wskazując na czwórkę Dzieci Lucyfera. Agnieszka
przeniosła spojrzenie na nadal stojącą Weronikę. Gdy natknęła się na jej wzrok,
wiedziała, co powinna zrobić.
– Zostają w
agencji – powiedziała, na co dało się usłyszeć okrzyki zaskoczenia wśród
członków Zarządu. – Potrzeba mi ludzi, którzy pracowali dla Diabła.
– Zostają?
Agnieszka
spuściła głowę, chcąc uniknąć spojrzenia zdziwionego Roberta.
– Przecież...
To ty chciałaś drugiego głosowania, tak? – spytała brązowowłosa kobieta z
Zarządu, kręcąc delikatnie głową. – Ulegliśmy z racji tego, że miałaś
przedstawić dowody. A teraz, tak po prostu, zgadzasz się z poprzednią decyzją?
Przewodnicząca sektora Szóstego uniosła wzrok, mierząc członkinię Zarządu morderczym spojrzeniem.
– Tak, właśnie. Miałam wtedy okres. Różne dziwne rzeczy krążyły po mojej głowie. Nazwijmy to napięciem miesiączkowym.
Przewodnicząca sektora Szóstego uniosła wzrok, mierząc członkinię Zarządu morderczym spojrzeniem.
– Tak, właśnie. Miałam wtedy okres. Różne dziwne rzeczy krążyły po mojej głowie. Nazwijmy to napięciem miesiączkowym.
Zaraz po
wyjściu z pomieszczenia, zamiast dotrzymać towarzystwa wściekłym na nią
kolegom, ruszyła w całkowicie innym kierunku, za osobą, której teraz
potrzebowała. Kiedy nareszcie został sam, zaraz przed wejściem do pracowni
fizycznej, złapała go za materiał koszulki i pociągnęła delikatnie tak, żeby
móc powiedzieć mu do ucha kilka warunków ugody.
– Chcę mieć
wszystkie informacje o tym systemie. Nie wiem, jak to zrobisz, ale je
zdobędziesz.
Damian był
zaskoczony. Nie słyszał, iż ktoś za nim idzie. Pokiwał jednak głową, rozumiejąc,
o co chodzi.
– Justyna
Chmielewska z sektora chemicznego, Ósmego tak dla uściślenia, ma gotowe
dwadzieścia dawek antidotum na tego waszego wirusa. Przekonać nie było łatwo,
więc przynajmniej po części doceńcie. Będzie robiła odtrutki do momentu, w
którym uda jej stworzyć substancję całkowicie usuwającą to syntetyczne gówno z
organizmu. Pytając o dyżury, tłumacz się, że pracujesz z nią nad płynem do
robotów statystycznych. Ona wie, wszystko już jej powiedziałam…
– Dlaczego? –
spytał chłopak. W jego głosie dało się słyszeć zaskoczenie, ale też ulgę
zarazem. Dziewczyna zawahała się. Na czym jej właściwie zależało? Ach, tak,
na zniszczeniu Diabła, jak mogłam zapomnieć.
– Chciałabym
cię jednak ostrzec – powiedziała, nie odpowiadając na poprzednie pytanie. – Nie
waż się nigdy więcej spotkać z Diabłem bez mojego pozwolenia. Jesteście na
misji, ciągle kontrolowani przez ISAYSS, odtrutkę macie, więc już nie
potrzebujecie tego chuja. Zrób coś, co mu pomoże, a nie tylko pozwolę, żeby
wasi rodzice poumierali.
– Pozabijasz
nas? – zapytał spokojnie, na co Agnieszka zaśmiała się cicho.
– Ba, zdradzę
nad czym pracowałeś z Diabłem – wyszeptała do jego ucha. Miała wrażenie, że
Damian zamarł, słysząc to. – Uwierz mi skarbie, nie macie dużego pola manewru.
Teraz pracujecie dla mnie. Nie dla Zarządu czy Diabła. Wykonujecie moje
rozkazy, zdobywacie informacje. Nie będę was torturować, nie martw się. Jeśli
pomożesz mi powstrzymać swojego byłego pracodawcę, już nigdy nie będziesz się
musiał martwić o życie swojej rodziny. To mogę zagwarantować. Rozumiemy się?
Odsunęła się
od niego.
– Tak,
rozumiemy się.
Uśmiechnęła
się delikatnie. Nie chciała niczego więcej. Odwróciła się na pięcie i ruszyła z
powrotem. W pewnym momencie jednak przypomniała sobie o jeszcze jednej rzeczy.
– A właśnie,
Mierzejewski – zawołała. Chłopak spojrzał na nią. – Podziękuj siostrze za bycie
tak cudownie szczerą ze swoją nową nauczycielką.
*****
To, co jest
pochyłą czcionką, to rozmowy z jej irytującym głosikiem. Pojawiać się będą
praktycznie w każdym rozdziale, więc nie bądźcie zdziwieni. Bez myślnika jest
zawsze wypowiedź głosika, z myślnikiem – Agnieszki. Ona jest normalna, to nie
to, że słyszy jakieś głosy. W ten sposób, za pomocą rozmów z tym irytującym
czymś, naturalniej wychodzą myśli dziewczyny.
Pojawiły się
sterowniki… Celowo nie wytłumaczyłam, o co chodzi. Dlaczego? Dlatego, że to
wokół sterowników będzie kręciła się teoretycznie cała fabuła opowiadania. I
tak ta informacja to dużo, więc nie pytajcie… Co jakiś czas będą zdradzane
dodatkowe informacje o sterownikach, powodzie, dlaczego są takie ważne,
dlaczego Diabeł tak strasznie ich potrzebuje, dlaczego Damian pomagał je
stworzyć, dlaczego Agnieszka ma jeden z nich… Wszystko w swoim czasie ;)
Pozdrawiam
<3
Zmian
drastycznych nie ma, dodane jest kilka fragmentów, żeby zwiększyć liczbę opisów
w tym rozdziale (których było trochę mało). Fabularnie nic się nie zmieniło,
chociaż wstawiłam troszeczkę więcej informacji o sterownikach.
Właśnie zastanawiałam się, czy przeoczyłam jakiś fragment, bo totalnie nie wiem, o co chodzi z tymi sterownikami, ale notką na końcu rozwiałaś wszystkie moje wątpliwości.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że nie obrazisz się - chcę być z Tobą szczera. Ten rozdział jakoś, hm, nie należy do moich ulubionych. Tak jak wspomniałam pod poprzednim rozdziałem, lepiej mi się coś czyta "na raz". Jak czytam jeden rozdział na półtora tygodnia, to zanim zdążę się dobrze wkręcić, on już się kończy i przy publikacji następnego rozdziału emocje powstałe przy poprzednim tekście już nie istnieją i muszę w głowie sobie tworzyć tę całą atmosferę.
Niemniej jednak, jestem ciekawa, o co chodzi z tymi sterownikami i co dokładnie stanie się z Dziećmi Diabła, jaka będzie ich rola w tym wszystkim.
Ten pomysł z głosikiem w głowie bardzo przypadł mi do gustu.
Na samym początku rozdziału, kiedy Agnieszka pokazała swoją opiekuńczość, zdziwiłam się. Przecież stale opisywałaś ją jako zimną i obojętną osobę, a tu nagle pokazała swoje, hm, drugie oblicze. Poza tym, mam takie małe wrażenie, że bohaterka czasami przypomina mi mnie. Ale tylko czasami ;D
Cóż, czekam na ósmy rozdział i życzę weny ;D
Dlaczego miałabym się obrazić? Twoje zdanie, zresztą, lubię, jak ludziom coś nie pasuje, no mam nad czym pracować, a tak... Nudno jest xd
UsuńTo nie do końca jest "drugie oblicze". Ta jej opiekuńczość wzięła się z tego, że ma młodszą siostrę, a Sonia z czasem zacznie ją jej przypominać. Jedynymi osobami, których Agnieszka nie będzie w stanie zabić, są właśnie dzieci. Jakaś taka słabość, nie mogła nie mieć żadnych :D
Dziękuję za informację o nowym rozdziale. Wiem, że nigdy nie komentowałam pod postem, a na GG, ale nie mam już laptopa (nie pytaj, bejb), więc jestem odcięta od gadulca na dłuższy czas :D
OdpowiedzUsuńCo to sterownik? Wiem, że mi nie wytłumaczysz, ale kuźwa co to jest? Zapewnia panowanie nad światem czy coś w tym stylu? Bo jak tak, to ja chętnie jakiś u siebie przetrzymam :D
Od dzisiaj nazywam się Mierzejewska, nie ma bata. Takiego faceta to tylko chcieć, robić z nim, co się rzewnie podoba (to było jednoznaczne skarbie, nie wymyślaj sobie nie wiadomo czego). Chociaż właściwie... Ja nadal pałam miłością do Matta (loooooool). On też jest idealny i teraz mam dylemat, bo nie wiem, czy wolę Damiana czy Matta... To żeś kuźwa narobiła, widzisz? :D
A tak w ogóle: Rafał pojawi się jeszcze w opowiadaniu? Tak go lubiłam, a ty mi go tutaj nie pokazujesz.
dla ciebie Cassendrey skarbie <3
jak założę konto na bloggerze to nie będzie problemu z podpisem
Ojej, co żeś zrobiła?
UsuńWiesz, że nie wytłumaczę. To zbyt ważne, żeby zdradzać wszystko tak szybko. Weź coś na uspokojenie i czekaj.
Zdajesz sobie sprawę, że Damian i Matt to dwie całkowicie różne postacie? Nie powinnaś mieć problemu z wyborem. XD
Pojawi się, pojawi, za jakiś czas. Nie panikuj.
dla mnie jesteś zdrajcą, tego Nicku nie powinnaś przy mnie używać :|
Zepsułam go i muszę czekać na jakąś okazję, jak dostanę nowego :D
UsuńWiem, że są inni. Matt to typ złego chłopczyka, taka nawet Agnieszka w męskim wydaniu ;o chociaż nie,taka mieszanka Agi i Damiana, o. Mierzejewski jest dla mnie za miły, ale wydaje się taki opiekuńczy, ciepły. Matt też taki jest, aczkolwiek... No, czymś się różnią Nie potrafię określić, czym, ale się różnią.
wymyśliłaś to imię, mi się spodobało, a to, że postać jest taka, a nie inna, to już nie moja wina :D
Sierota.
UsuńSzczerze? Nie potrafię określić, czym oni się różnią xd nie pytaj, po prostu nie wiem. Są inni, ale dlaczego... Może później jakoś będzie to bardziej widoczne :D
Cassendrey jest straszna -_- taka suka. Nie bierz tego sobie do serca, ale jej nie lubię. Wolałam, jak podpisywałaś się Demi :P
Moja droga Nersi,
OdpowiedzUsuńwidzę, że wena Ci dopisuje na całego! :D
Powiem tak, że w tym rozdziale czuć było inny klimat, niż w poprzednich rozdziałach. Próbowałam się zastanowić dlaczego i przepraszam, że ci nie uzasadnię, po prostu nie wiem.
Co nie znaczy, że ten rozdział jest gorszy, beznadziejny itp. Nic z tych rzeczy, po prostu czegoś mi zabrakło :)
Co do naszej bohaterki i rozmów ze samą sobą, ja nie miałam z tym problemów, wręcz przeciwnie, lubię kiedy takie rzeczy pojawiają się w opowiadaniach :) Próbuję ogarnąć sytuację ze sterownikami ^^
Może wrócę wieczorem do przeczytania raz jeszcze tego rozdziału, ponieważ wróciłam z zajęć i jakaś taka otępiała jestem :)
Mimo wszystko rozdział bardzo mi się spodobał, lubię twój styl pisania, który nie czarujmy się, nigdy choćbym chciała, nie będę tak pisać jak ty. (ze względu na mój niedosłuch - jest to filozofia bardzo obszerna do wytłumaczenia...)
Jesteś obłędna i kochana! Ale ty to już wiesz <3
Pozdrawiam i weny słoneczko!
Chwilowy napływ weny, niestety chwilowy :(
UsuńSzczerze? Nie wiem, skąd może wynikać jego "inność". Może za dużo informacji na raz? Muszę nad tym popracować.
Weź, bo się zarumienię :D
Bardzo podoba mi się Twój styl pisania, historia ogólnie jest ciekawa. Btw. nominuję Cię do Liebster Awards.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że przypadła go gustu. Za nominację dziękuję :)
UsuńJestem... Co tak szybko?! Matko, z ciekawości wchodzę, a tu rozdział... :)) Ale oczywiście, dla mnie bomba.
OdpowiedzUsuńNie rozpisuję się dziś na temat fabuły, bo znając życie mi net za chwilę siądzie przez te burze ;/ Oby udało się wysłać chociaż.
Muszę tylko wspomnieć, że poprzednie rozdziały były "cięższe", ten jakoś inaczej się czytało.
A i pisz, pisz, bo ciekawam co z tymi sterownikami. Takie ważne będą? Hm, zobaczymy w następnych rozdziałach co dalej.
P.S.
Ja tam pałam wielką sympatią do Damiana. Świetny jest, albo opisujesz sceny z nim świetnie xD
Wyszło wyjątkowo szybko, to fakt.
Usuńjoj, dlaczego wszyscy lubią Damiana? Ja też go lubię, ale nie spodziewałam się xd
Bradzo dobrze, że nie zaradziłaś czym są sterowniki! Ten zagadkowy motyw nieźle namieszał mi w uczuciach. Jestem naprawdę cholernie ciekawa czym to jest, a jak widać jest tego wiele. I do tego jeszcze ma być motyw przewijający się przez całe opowiadanie, to krytycznie podkręciło moją ciekawość. Nie sądziłam, że opowiadanie pójdzie w tę stronę. Znaczy, ogólnie nie spodziewałam się, że to może być aż taką intryga, ale lubię to. To stawia opowiadanie w naprawdę dobrym świetle, przynajmniej ja widzę w nim jeszcze więcej elementów przyciągających mnie.
OdpowiedzUsuńZebranie zarządu - pierwsza klasa. Agnieszka to fajna postać z reszta innej przewodniczącej bym sobie nie wyobrażała. No i dzieci Diabła owinęła sobie wokół palca, czego chcieć więcej? Tutaj robi się coraz gęściej i cieplej, niebezpieczniej. Coraz lepiej, a więc czekam na nowy rozdział.
Hyhy, sterowniki miały namieszać, oj miały. Cieszę się bardzo, że ten niecny plan się udał, naprawdę.
UsuńPowiedzmy, iż będzie coraz cieplej, jak to już ujęłaś. Aczkolwiek... Już niedługo szczegóły ;)
I namieszały. Nutka niedomówień zawsze dobrze wypływa na czytelnika :P
UsuńChociaż nie przepadam za zbyt dużym ciepłem u Ciebie na pewno będę go wyczekiwać.
Znalazłam to opowiadanie i pomyślałam sobie "a co tam, przeczytam pierwszy rozdział może będzie fajne".
OdpowiedzUsuńNo cóż, jak widać doszłam do siódmego rozdziału.
A swoją opinię wyrażę w dwóch słowach:
- ZAJEBISTE OPOWIADANIE :D
Teraz z wielką ciekawością, niecierpliwością i zainteresowaniem, czekam na kolejne rozdziały * . *
Hm, cóż, dziękuję Anonimku, kimkolwiek jesteś :) krótko i treściwie, jak widać xd
Usuń