Jego
ruchy były niezwykle silne. Szybkość, z jaką trafiał w obrany cel,
dezorientowała nawet system robota. Maszyna nie potrafiła dotknąć chłopaka, bo
za każdym razem unikał ciosu. Gdy w pewnym momencie podcięła mu nogi i upadał,
nareszcie zaświeciła się zielona kontrolka sygnalizująca, że zagrożenie minęło.
Chwilę później jednak całkowicie zgasła, ponieważ chłopak, wykorzystując
upadek, po prostu ją wyłączył.
Sala
treningowa należała do tych najtrudniejszych, przeznaczonych na
indywidualne ćwiczenia agentów, którzy chcieli pracować nad swoimi
umiejętnościami. Składała się z trzech części. Po jednej stronie pomieszczenia
znajdowały się wysokie, wąskie, metalowe belki, na których ćwiczyło się
pojedynek z równowagą. Trzeba było jednocześnie zachować pełną koncentrację i
nie upaść z wysokości oraz pokonać przeciwnika. Architekci wnętrza nie raczyli
ułożyć materacy pomiędzy wystającymi z podłogi palami, przez co upadek nie
należał do najprzyjemniejszych. Po drugiej stronie, tej, na której ćwiczył chłopak,
na pierwszy rzut oka znajdowała się zwykła podłoga. Dopiero po bliższym
przyjrzeniu można było zauważyć delikatne linie układające się w pewien wzór…
To nie zagadka dla agentów. Kreski te wyznaczały granice podnoszącej się
podłogi. W momencie włączenia całego mechanizmu, krawędzie zaznaczonego obszaru
unosiły się, tworząc olbrzymi prostopadłościan o idealnie gładkich ścianach,
pochylonych pod kątem czterdziestu pięciu stopni w stosunku do dolnej
powierzchni bryły. Jeżeli agent zdążył się zorientować, wysuwały się uchwyty
przypominające te na ściankach wspinaczkowych, dzięki czemu ratował się od
spotkania z dnem. Stanowiła go płaska, betonowa podłoga, a uderzenie w nią
skutkowało poważniejszymi obrażeniami niż w przypadku pierwszej części
pomieszczenia. Ostatnia zabawka w sali była stosunkowo prostym
mechanizmem. Poziome belki, które
poruszały się zgodnie z wyznaczoną wcześniej sekwencją, miały kształtować w
ćwiczącym zmysł orientacji, przewidywania sytuacji, logicznego myślenia. Następne
ruchy powtarzały się seriami, więc wystarczyło zauważyć konkretną kolejność,
aby móc bez problemu unikać uderzeń ciężkimi pałkami.
Obserwowała
poczynania chłopaka, chociaż musiała przyznać, że Dominika miała rację – jego
odsłonięta klatka piersiowa ciut ją dekoncentrowała. W tym wieku posiadał zaskakująco
i wyjątkowo rozwinięte wizualnie predyspozycje fizyczne, jak to naukowo
nazwała jej przyjaciółka. Skrzywiła się nieznacznie i potrząsnęła delikatnie
głową. Ostatnią rzeczą, do jakiej by się zniżyła, było podziwianie agenta
Diabła. Pomimo tego, że już tak naprawdę nim nie był i miał pracować wyłącznie
dla niej, nadal pozostawał Dzieckiem Lucyfera. Obawiała się, iż raczej nic nie
miało zmienić jej podejścia.
Próbowała
ocenić jego umiejętności. Dostała polecenie od Roberta, żeby osobiście
sprawdzić poczynania i postępy Mierzejewskiego. Na początku się wściekła. Z
własnej woli miałaby zająć się nadzorowaniem Synusia Lucyfera? Nigdy. Ale
później doszła do wniosku, że… Nie, nie doszła do żadnego wniosku. Była jeszcze
bardziej wkurzona na wszystkich dookoła, przyszła na salę treningową wyłącznie
dlatego, iż Robert dał jej kilka dni więcej urlopu w zamian za dostarczenie mu
raportu o umiejętnościach Damiana. Jak dla niej – układ w miarę dobry, więc
dlaczego miałaby się nie zgodzić? Problemem okazała się druga część rozmowy.
Wtedy dopiero Robert raczył poinformować ją o jego prawdziwych planach. Na
raporcie nie miało się skończyć. Chciał, aby dziewczyna zajęła się
wytrenowaniem chłopaka w duchu ISAYSS, a nie imperium Diabła. Nad tym musiała
się lepiej zastanowić. Nie miała najmniejszej ochoty spędzać czasu na uczeniu
piętnastolatka logicznego myślenia, aczkolwiek zauważyła, że jest to idealna
okazja do pozyskania pewnych informacji.
Patrzyła,
jak chłopak przenosi się na część z belkami. W panelu wybrał losową sekwencję.
Przez kilka sekund obserwował poruszające się pałki, a po chwili bez żadnego
problemu wszedł pomiędzy ich części i bezbłędnie się wśród nich poruszał. Nie
usłyszał kroków. Agnieszka bezszelestnie podeszła do klawiatury przy ścianie i
zmieniła kolejność. Damian nie był na to przygotowany.
– Mierzejewski, orientuj się – powiedziała i, zanim zaskoczony zdążył
cokolwiek zrobić, przewrócił się na ziemię, gdy wskazana przez Agnieszkę belka
zwaliła go z nóg. Zatrzymała system, czekając, aż coś powie.
– Powiedziałam, żebyś się orientował. – Powtórzyła ruch belką, tym razem
znajdującą się w miejscu, gdzie upadł. Znowu nie zdążył. Usłyszała tylko głośne
przekleństwo.
Dziewczyna
westchnęła.
– Powtarzam ostatni raz – warknęła. Tym razem jednak Damian był
przygotowany. Zanim belka zdążyła go przewrócić po raz trzeci, uskoczył w bok i
wyszedł z zagrożonego obszaru. Odwrócił się w stronę miejsca, w którym jeszcze
sekundę wcześniej stała przewodnicząca sektora Szóstego. Z zaskoczeniem
stwierdził, że jest puste.
– Czyżbyś kogoś szukał?
Jej
głos rozległ się za nim. Jednak i tym razem nikogo nie zauważył. Na jego
przystojnej twarzy pojawił się uśmiech.
– Bawimy się w kotka i myszkę, tak?
– Może
być, ale zauważ, że to ty jesteś myszką.
Dźwięk
jej głosu dobiegał jakby zewsząd. Odbijał się echem od ścian, sprawiając, iż
nie był w stanie zlokalizować gdzie jest. Do momentu, w którym nie poczuł
silnego uderzenia w brzuch. Nie miała na sobie stroju zadaniowego i zabójczej
rękawicy. Złapał jej dłoń i okręcił tak, że trzymał ją za nadgarstki, tyłem do
siebie. Usłyszał cichy, melodyjny śmiech.
– Tylko na tyle cię stać? Prawie wyrwałam ci rękę, a ty nie jesteś w
stanie zrobić mi krzywdy.
Poruszała
się niezwykle szybko. W jednej chwili wykręciła się z wciąż trzymanymi dłońmi i
dość brutalnie przycisnęła go do ściany, wyrywając ręce z mocnego uścisku.
Złapała jego podbródek i pociągnęła tak, że patrzył jej w oczy. Na chwilę
straciła wątek, gdy zorientowała się, iż nie ma wcale niebieskich, a zielone -
najprawdziwsze, zielone tęczówki…
– Słuchaj
no, panie Mierzejewski. – Zła na siebie, że na chwilę straciła kontakt,
postanowiła nie dać mu żadnej taryfy ulgowej. – Nie jestem porcelanową
laleczką. Lekcja pierwsza brzmi: nie możesz patrzeć na płeć przeciwnika. Gdybym
była facetem, nie traktowałbyś mnie tak delikatnie, już dawno byś takiemu
przypierdolił, a mi nic nie zrobiłeś z tego względu, że jestem dziewczyną.
– Lekcja pierwsza? – spytał zaskoczony.
– Masz siłę, masz refleks, masz dziwne magiczne sztuczki, ale nie masz
techniki. Ja mam to zmienić. Skoro jesteś agentem ISAYSS, musisz nauczyć się,
że nie możesz polegać tylko na intuicji, bo czasami i ona zawodzi.
Puściła
go.
– Zadanie pierwsze: złap mnie.
Uważał,
że będzie łatwo. Nigdy wcześniej tak strasznie się nie pomylił. Banalne
polecenie, niemożliwe do wykonania. Miał ją tylko dotknąć, złapać, powalić na
ziemię, a na początku nie był w stanie nawet jej dostrzec. Poruszała się
pewnie, szybko, wręcz niewidzialnie. Nie miała na sobie profesjonalnego stroju
– była ubrana w czarny top z czerwoną szóstką na plecach i zwykłe, materiałowe
spodnie – więc był w szoku. Nic specjalnego, a potrafiła zniknąć.
– Technika jest czymś, czego Diabeł was nie nauczył. Potraficie polegać na
intuicji, pójść na żywioł, jesteście gotowi oddać życie. Tylko po co? Nie macie
planu, koncepcji, nie potraficie w kilka sekund wymyślić, co powinniście
zrobić. Jesteście robotami pozbawionymi wyobraźni. Pójście na żywioł nie jest
kreatywne, jest po prostu idiotyczne. Jako agent ISAYSS masz być w stanie w
sekundę zaplanować swoje ruchy na najbliższą godzinę. Ten plan ma być wyryty w
twojej głowie, a potem masz nie myśleć, co robisz, realizować kolejne punkty
swojej listy ruchów, nie zdając sobie z tego sprawy. Kontrolować czyny wcześniej,
a potem je wcielać w układ ruchów ciała.
Miała
niezwykle hipnotyzujący głos. Mówiła niesamowicie, mimowolnie słuchał, nie
chcąc uronić ani jednego słowa. Zaczynał rozumieć jej opinię, reputację, nawet
strach Diabła.
– Jesteś porządnie wyszkolony, ale w sytuacjach nieprzewidywalnych nie
wiesz, co masz robić. Zacinasz się, potem idziesz na żywioł. Myślisz o
wykonywanych ruchach, a tak nie powinno być. Masz wyczyści ten durny łeb ze
wszystkich zboczonych myśli dotyczących szkolnych koleżanek i oglądanych pornoli,
ze wszystkich myśli dotyczących swojej rodziny, ze wszystkich myśli dotyczących
strachu…
Uniósł
głowę i dostrzegł, że stoi na wprost niego, niecałe cztery kroki dalej. Dotarło
do niego, że jest… piękna. Miała w sobie coś, co go intrygowało, chociaż nie
wiedział dlaczego. Jej bezwzględność oraz umiejętności seryjnej morderczyni
sprawiały, iż była znana na całym świecie w towarzystwie osób związanych z
tajnymi służbami. Prezydenci poszczególnych krajów zapraszali ją na rozmowy i
słuchali jej rad. Lucyfer każdą swoją misję podporządkowywał sytuacji, w której
przewodnicząca sektora Szóstego mogłaby mu przeszkodzić. Ludzie się jej bali
pomimo faktu, że miała zaledwie piętnaście lat. Zabijała z zimną krwią, nie
patrząc na to, czy powinna, czy nie. Słyszał plotki, iż specjalnie wychowywano
ją po to, aby mordowała dla ISAYSS. Cóż, po tym co widział, wcale nie uważał te
plotki za bujdy. Wręcz przeciwnie – coraz bardziej utwierdzał się w
przekonaniu, że to szczera prawda.
– Po
co tu przyszłaś? – zapytał, obserwując reakcję Lasowskiej. Dziewczyna
ani razu nie oderwała wzroku. Zachowywała się tak, jakby w ogóle jej nie
przeszkadzało, iż cała sytuacja wygląda dość nienaturalnie, a sam chłopak jest
skrępowany. W końcu nie wytrzymał: spuścił wzrok, próbując zawiesić go na
jakimkolwiek innym elemencie w pomieszczeniu.
Agnieszka
zaśmiała się cicho.
– Przekonać się, czy naprawdę jesteś tak utalentowany jak mówią – odparła.
– Jakieś wnioski? – Spojrzał na nią ponownie i uśmiechnął się delikatnie.
No dobra, dziewczyna musiała przyznać, że rozumiała, dlaczego połowa
przedstawicielek płci pięknej tak bardzo chciała, aby oni zostali w agencji.
Zaczynając od aroganckiego, aczkolwiek cholernie seksownego Tomka, przez
Adriana z niesamowitym poczuciem humoru i podejściem do życia, kończąc na
morderczej wersji faceta idealnego w postaci Damiana Mierzejewskiego. Od tych
słodkości i zalet chciało jej się wymiotować, ale…
Przystojny
jest, co nie?
– Ej, ty uosabiasz się kobietą czy mężczyzną? Bo zawsze myślałam, że jako
mój wkurwiający głosik jesteś facetem, a teraz mi tu wyjeżdżasz z pochwałami na
temat jego wyglądu.
Zauważ,
iż ja tylko wyrażam twoje własne myśli.
– Ano, też prawda. Dobra, wybaczam, ale hamuj się trochę.
Dziewczyna
nie musiała się zbyt długo zastanawiać.
– Jesteś beznadziejny.
Usta
chłopaka rozciągnęły się w jeszcze szerszym, uwodzicielskim uśmiechu.
– Dlaczego tak twierdzisz?
– Do
momentu, w którym nie uda ci się mnie zaskoczyć, wygrasz ze mną i na tym
ucierpię, będę tak uważać. A z racji tego, iż ty wręcz boisz się uderzyć
dziewczynę… Cóż, może to potrwać dłużej niż ci się wydaje.
Damian
pokręcił delikatnie głową, ale przestał się uśmiechać.
– Nie boję się uderzyć dziewczyny…
Podeszła
do niego.
– Doprawdy? Udowodnij to.
Spoliczkowała
go. Był przyzwyczajony do fizycznego bólu, takie uderzenie nie robiło na nim
wrażenia, jedynie go zapiekło. Spojrzał jednak na nią, zaskoczony. Poczuł, jak
Lasowska łapie go za podbródek i siłą zmusza, żeby popatrzył jej w oczy.
– Posłuchaj mnie uważnie. Nikt nie będzie się z wami cackał. Jesteście
tutaj pomimo sprzeciwu dwóch bardzo ważnych sektorów. Dla mnie istniejecie
tylko po to, aby dostarczać mi informacje o działaniach Diabła. Zrobicie coś
nie tak, a znikniecie. Waszym najważniejszym zadaniem jest na razie trening.
Macie być wyszkoleni jak agenci ISAYSS. Mnie, nie wiem dlaczego, kazano zająć
się tobą. Gwarantuję, że jak nie będziesz się przykładał… Żałować możesz na
innym świecie.
Nie
wyglądała, jakby żartowała. Jej kolejne uderzenie w brzuch też tego nie
potwierdzało. Miał tego dość.
Odparował
uderzenie, atakując.
– Nareszcie – warknęła Agnieszka, unikając ciosu.
Miała
wrażenie, że ich ruchy powoli zaczynały się uzupełniać. Chłopak jakby
dostrzegał, kiedy próbuje go uderzyć i sprawnie się cofał. Szkoda tylko, iż nie
zauważał pewnego malutkiego szczegółu… Agnieszka, wykorzystując jego całkowite
skupienie się na powaleniu jej na ziemię, bez problemu skierowała go w stronę
tej części pomieszczenia, która unosiła się, tworząc prostopadłościan. Gdy
znaleźli się na zaznaczonym obszarze, dziewczyna jednym sprawnym ruchem
wyciągnęła z kieszeni plastikową lotkę i rzuciła ją w kierunku przycisku
włączającego cały mechanizm. Nigdy nie chybiała.
Końce
zaczęły się unosić wyjątkowo szybko. Agnieszka złapała za jeden z wysuniętych
uchwytów, ratując się tym samym przed dość nieprzyjemnym spotkaniem z podłożem.
Nie raz Rafał testował w ten sposób na niej koncentrację, próbował nauczyć ją,
że nie może skupiać się wyłącznie na pojedynku, bo w każdej chwili ktoś
wykorzysta to przeciwko niej. Podzielność uwagi należała do umiejętności, którą
musiał posiadać każdy wysyłany w teren agent ISAYSS, niezależnie od tego, czy
miał dziesięć lat, czy siedemnaście.
Damian
nie był na to przygotowany, dokładnie tak jak ona, kiedy Rafał
niespodziewanie włączał maszynę. Upadł na betonowy fragment, uderzając w niego
plecami. Lasowska spokojnie go obserwowała, zastanawiając się, czy już ma dość,
czy jeszcze chce się z nią bawić.
Przez
dobre kilka minut nie był w stanie się poruszyć. Ból, jaki pojawił się
po uderzeniu, sparaliżował go całkowicie. Czuł, jakby każda część ciała jakoś
się przesunęła. Głowa niebezpiecznie pulsowała, sprawiając, iż przed jego
oczami pojawiały się ciemne plamki. Musiał zamrugać kilka razy, zanim normalnie
zaczął widzieć. Z wielkim trudem przewrócił się na brzuch, podpierając
obolałymi łokciami.
– Nie możesz aż tak bardzo koncentrować się na pojedynku. Masz wykonywać
kolejne ruchy mechanicznie, a większość uwagi ma być zwrócona na świat dookoła,
zagrożenia wynikające ze zbytniego zaangażowania. Jeden przeciwnik będzie
chciał odwrócić twoją uwagę, drugi cię zabije.
Dopiero
po chwili zrozumiał, o czym mówiła. Właśnie spadł z wysokości ponad
dwóch metrów wprost na plecy, musiał zaciskać zęby, żeby nie jęknąć z bólu, a
ona jeszcze próbowała go pouczać. Był wściekły.
Uniósł
delikatnie głowę, patrząc, jak dziewczyna z gracją schodzi po kolejnych
uchwytach i podąża w jego stronę. Odetchnął głęboko, chcąc schować gdzieś w
głowie ten tępy ból, którym pulsowało całe ciało chłopaka, zapomnieć, nie
dopuścić umysłu do zapoznania się z tą wiedzą. Potrzebował jednego przypływu
adrenaliny, tylko jednego…
– No
dalej, Mierzejewski. Taki z ciebie cudowny agent, a jedno uderzenie i zaczynasz
płakać? – mruknęła Agnieszka drwiąco, zatrzymując się zaraz przed nim. –
Trzeba umieć przewidywać ruchy przeciwnika.
– No
właśnie – warknął Damian. Zacisnął zęby i błyskawicznie się podniósł,
jednocześnie ręką podcinając jej nogi. Zauważył z zaskoczeniem, że próbowała
zachować równowagę, ale przez to, iż się niczego nie spodziewała, trudno było
jej zapanować nad sytuacją. Zanim upadła, zaliczając betonowe dno, tak jak on
chwilę wcześniej, zdążył się podnieść i złapać ją, ratując tym samym przed
upadkiem. Przyciągnął ją do siebie, jedną ręką trzymając jej dwie dłonie, żeby
nie mogła się ruszyć, a drugą przytrzymując w pasie. Spodziewał się napadu
złości, porządnego uderzenia jako zemsty albo czegoś w tym stylu, aczkolwiek
żadne nowe bolące miejsce jego ciała się nie pojawiło. Spojrzał na nią.
Dziewczyna oddychała spokojnie, miarowo, jakby nic kompletnie się nie
wydarzyło, a na jej twarzy można było zobaczyć zaskoczenie, niepewność, ale
pewną dozę satysfakcji zarazem. Miał odczucie, że na niej nic nie zrobiło
żadnego wrażenia.
Natomiast
Agnieszka była bardzo zadowolona. Nie spodziewała się, iż po takim
upadku będzie w stanie się podnieść, a co dopiero zwalić ją z nóg. Sama nie raz
zaliczyła uderzenie o ten beton, przy jednym z takim kość ramienia wypadła jej
ze stawu i nie była w stanie kontynuować treningów przez dłuższy czas.
Domyślała się, jak bardzo bolą go plecy, ale nic nie powiedziała. Współczucie
nie było w jej stylu.
Przez
cienki materiał swojej koszulki czuła ciepło jego ciała. Słodki oddech
chłopaka na jej policzku sprawiał, że myśli w głowie zaczynały się plątać, nie
znajdując logicznego wytłumaczenia. Od dotyku jego dłoni miała ciarki na całym
ciele.
Nazwałbym
to po imieniu, ale mi się oberwie.
– Zamknij się.
Nie
chciała tego usłyszeć. Nie chciała nazywać tego po imieniu. Nie
chciała nawet myśleć w ten sposób. Nie rozumiała niczego, co działo się z jej
głową… Zaraz, zaraz, zaraz. Ona go nienawidziła. Pracował z Diabłem nad
sterownikami. Pomagał mu. Przez kilka lat był w stanie oddać życie za Lucyfera.
Poświęcał swoje wolne chwile na stworzenie maszyny będącej w stanie zniszczyć
świat. Lasowska spędziła pół swojego życia na próbach zgładzenia Diabła, a
teraz to.
– Co to to to nie.
Oj
daj spokój, nie możesz…
– Prędzej oderwę mu łeb, niż kiedykolwiek go polubię.
– Kto by pomyślał – wyszeptała, nie dając odpowiedzieć swojemu natrętnemu
przyjacielowi. – Nie spodziewałam się, że będziesz udawać, jaki ty męski
jesteś. Proponuję udać się do lekarza, bo stan twoich pleców nie należy do
najlepszych. Gratuluję… Ekhm… kreatywności – dodała, uśmiechając się kpiąco.
Chciała wyswobodzić swoje dłonie z uścisku jego ręki, ale miał niezwykle silny
chwyt. Wściekła się.
– Czego się tak niecierpliwisz? – spytał, a w jego głosie pobrzmiewała
złość. Agnieszka spojrzała na niego z zaskoczeniem. Po chwili jednak pokiwała
głową.
– Cóż,
jestem w szoku – wyszeptała, przestając się wyrywać. – Nie spodziewałam się po
grzecznym chłopcu takiej… brutalności, jeśli nie obrazisz się, jak to nazwę w
ten sposób. Poznęcałabym się nad tobą jeszcze jakiś czas, ale nie chcę dawać ci
możliwości zrobienia czegoś bardzo, bardzo nieodpowiedniego.
– Na
przykład? – spytał Damian.
– Wykonania jednego z poleceń Diabła – odparła pewnie. Wykorzystując jego
zdezorientowanie po tych słowach, wyrwała swoje dłonie. – Jutro o szesnastej,
tutaj. Nie obchodzi mnie to, iż plecki będą cię boleć. Jeśli chcesz zasłużyć
sobie na pomoc, masz udowodnić mi, że ci zależy.
Od
tamtego dnia ich rozmowa podczas treningów nigdy nie zeszła na temat
Diabła. Damian ani razu nie skarżył się na brutalność dziewczyny, obrywając
jednak coraz rzadziej. Agnieszka zaczynała po prostu doceniać jego poświęcenie,
chociaż głośno nigdy by tego nie powiedziała. Dla niej nadal pozostawał agentem
związanym z Diabłem, a przeszłości nie dało się w końcu wymazać w żaden ze
znanych sposobów. Nie licząc usunięcia pamięci, jednak nie chodziło o
zniszczenie mózgu chłopaka. Lasowska próbowała zerwać jego wszystkie kontakty z
Lucyferem. Nie zależało jej na tym, aby psychicznie czuł się dobrze, lecz żeby
sama miała z tego korzyści. Była egoistką i dbała zazwyczaj tylko o siebie.
Nawet Mierzejewskiemu przestało to z czasem przeszkadzać.
– Rusz tą ręką jeszcze raz, a do twojej dupy ci ją wsadzę – warknęła,
przerywając ciszę. Usłyszała cichy śmiech chłopaka, jednak żadnej odpowiedzi.
Wiedziała, że nauczył się wyczuwać momenty, w których powinien odpowiadać, w
których nie. Pasowało jej coś takiego, ponieważ ona nie traciła swoich nerwów
na znienawidzonego ucznia, a ten nie lądował w skrzydle szpitalnym agencji tak
często, jakby mógł.
Kolejne
kilkanaście minut upłynęło w cudownej ciszy. Siedzieli w małym,
multimedialnym pomieszczeniu, gdzie każda ściana była w rzeczywistości ekranem.
Pojawiały się na nich zdjęcia najpiękniejszych miejsc świata, które miały
wprowadzić nastrój melancholii. Przez pierwsze czterdzieści minut milczenia
Mierzejewski nie robił problemów. Wiedział, po co siedzą po turecku i próbują
się wyciszyć, jednak po prostu zaczynał się nudzić. Agnieszka miała idealnie
wyczulony słuch i nawet, będąc usadowioną przed nim, potrafiła bezbłędnie
odczytać ruchy jego ciała, pomimo tego, że ich nie widziała.
Podziwiał
ją za to wszystko: za to, kim była; za to, jak poświęcała się, chcąc ratować
cały świat; za to, jak potrafiła sprzeciwić się Zarządowi jako jedyna w całym
ISAYSS… Naprawdę to doceniał. On tylko nie potrafił jej zrozumieć.
Dlaczego
narażała swoje życie dla czegoś, czego nikt nie był w stanie opanować? W
końcu, nie bez powodu tak pilnowane jest rozmieszczenie sterowników na całym
świecie.
Dlaczego
Diabłu tak bardzo zależało na jej śmierci? W końcu, nie była jedyną
agentką z ISAYSS, która w pewien sposób mu się naraziła, a jednak tylko o niej
ciągle gadał.
Dlaczego
on jeszcze żyje? W końcu, na razie złamała mu tylko jedno żebro i
zaledwie cztery razy krwawił po jej treningach, więc nie było tak źle.
Za
dużo myślisz, za mało uważasz stwierdziła Weronika, kiedy próbowała
zatamować krwotok z nosa, po jednym ze szkoleń z przewodniczącą sektora
Szóstego. Aczkolwiek, on nie potrafił nie myśleć. Nurtowało go zbyt dużo
pytań, za wiele chciał wiedzieć. Każde nieodpowiednie kończyło się uderzeniem,
więc przestał zadawać je samej Agnieszce. Do wszystkiego dochodził powoli, ale
nadal brakowało mu mnóstwo informacji.
– Długo
jeszcze? – zapytał, otwierając oczy.
– Minęły niecałe dwie godziny – usłyszał odpowiedź. – Jakbyś wyczyścił łeb
z myśli, to nie zastanawiałbyś się, ile jeszcze.
– Nie potrafię tyle usiedzieć.
Zaśmiała
się głośno.
– Rączki
świerzbią?
– A
co, tobie też się znudziło?
Odetchnęła
głęboko, unosząc powieki i zaciskając dłonie w pięści. Damian oraz Tomek byli
idealnymi przykładami typowych denerwujących ją facetów. Pozwalali sobie na
więcej niż powinni, a większość docinek miała znaczenie czysto seksualne. Coraz
ciężej było jej znosić ich towarzystwo.
– Możesz
wyjść, nikt ci nie broni. Oszczędź mi tylko tego obrzydlistwa – warknęła
głośno. Damian zaśmiał się wesoło. Nie zdążył jednak nic odpowiedzieć, bo do
pomieszczenia wpadła zdyszana agentka z sektora dziewiątego.
– Wstrząsy elektromagnetyczne – wysapała – w setkach miejsc na całym
świecie.
*****
To
ósmy… Ósmy, tak. Em, nie wiem, co mogłabym napisać. Na pewno dziękuję za
wszystkie poprzednie komentarze, nie tylko właściwie komentarze, ale te kilka
opinii, które dostałam na gg również. Bardzo motywują.
Nie
uwierzycie, ale… w następnym rozdziale coś się wydarzy. Dziwnie brzmi,
c’nie? W tym opowiadaniu prawie nic się nie dzieje, a tu nagle coś będzie. Ano,
znudziły mnie właściwie te moje mdłe pod względem akcji rozdziały. Będzie duża
zmiana.
A
rozdział chciałam dedykować… (o brawo, moja druga dedykacja), Inez,
o tak, bo bez niej większość notek wyglądałaby o wiele gorzej. Dlatego ten
rozdział, ponieważ jest w nim dużo tego twojego fizycznego geniusza, soł :D
Krótka zapowiedź rozdziału 9 już w ramce obok.
Najmniej
zmian ze wszystkich rozdziałów, właściwie w ogóle ich nie było. Ten post
wyjątkowo podobał mi się w takiej formie, w jakiej był wcześniej, kilka
literówek zostało poprawionych jedynie.
Damian <3
OdpowiedzUsuńHa, czuję, że serce zimnej pani L. zmięknie dla pewnego pana M.
Wiesz, Twoje opowiadanie jest na tyle ciekawe, że mi całkiem nie przeszkadza brak większej akcji. Owszem, z chęcią przeczytam następny rozdział, bo ciekawa jestem, co dalej będzie z Agnieszką i Damianem oraz zastanawiam się, o co chodzi z tymi wstrząsami, no i mam nadzieję, że będzie więcej Diabła i że okaże się, czy Dzieci Diabła serio są po stronie agencji, czy jednak trzymają stronę Lucyfera (trochę się pogubiłam i nie jestem pewna co do tej kwestii).
Jej, liczę, że mnie nieziemsko zaskoczysz ^^
Ja naprawdę, naprawdę nie chciałam, żeby to tak wyszło, ale... No, jakoś tak wyszło :D a przy "Damian <3" to się zgodzę xD
UsuńAgnieszka i Damian... to w najbliższych rozdziałach raczej nie będzie temat numer 1, nie tak, jak w tym. Natomiast wstrząsy będą szczegółowo wytłumaczone, nad obecnością Diabła jeszcze się zastanowię, a Dzieci Diabła... To jest skomplikowane. Na początku, gdy dostały się do ISAYSS, to nadal szpiegowały dla Lucyfera, pomimo tego, że idealnie grały role poszkodowanych zdrajców. Ale od poprzedniego rozdziału jednak pracują dla agencji... tzn. Agnieszki i nie wiem, czy będę to jeszcze bardziej mieszać.
Ja też liczę, że będziesz zaskoczona xD
Damian&Agnieszka = Damieszka albo Agnian. Ono będą razem, ona w końcu zacznie darzyć kogoś prawdziwym uczuciem... Rozmarzyłam się. Znając twoje możliwości, spieprzysz to specjalnie, coś się będzie musiało wydarzyć. A te 'seksualne podsteksty'... Wiesz, jakby mi taki facet jak Damian wyskakiwał z podobnymi to bym się kuźwa cieszyła, oj tak <3
OdpowiedzUsuńSetki wstrząsów? Był jeden jedyny, a teraz setki? Coś się wydarzy, nie mogę się doczekać, dodawaj szybko! :D
Ja nie spieprzę niczego specjalnie. Nie będę musiała się wysilać, samo się wszystko zepsuje xd a na ten twój wniosek to nie odpowiem, nie chcę ci mieszać we łbie.
UsuńTak, setki wstrząsów, zobaczysz :D
Hahahaha, Geniuszu mój Ty kochany (teraz o Tobie jest, Świstaczku) <3
OdpowiedzUsuńDziękuję za dedykację (troszke bez sensu, bo co ja niby takiego robię?), nie spodziewałam się :>
Huehuehue, zaczyna się *Izi podskakuje jak głupia* Zaczyyyyyyyyyyyyna się <3
Taaak, wiem.
Damian - typowy-typowy facet, którego ubóstwiam :D
Aga - normalnie jakbym siebie widziała, nie licząc kondycji ;p
Słoneczko, a spróbuj mi dodać kolejną notkę bez podkładu muzycznego, to uduszę -.- Zdajesz sobie sprawę, jakie to irytujące?
Meh, wstawiaj ten rozdział, bo ja już chce (God, zabrzmiałam jak pięcioletnie dziecko XD)
Weny ;*
jesteś moim natchnieniem, nie musisz tego rozumieć, ważne, że ja mam takie odczucia, o! <3
UsuńJa po prostu zapominam o tej muzyce. Powinnam w czerwcu ogarnąć już podkłady muzyczne do wszystkich rozdziałów, ale sama nie wiem, jak to będzie. Następny w połowie czerwca bejb, poczekasz :D
Och moja kochana Nersi, to jest cudowne!
OdpowiedzUsuńMuszę powiedzieć, że jak dla mnie to ty możesz pisać z gorączką, ponieważ ufff nadrabiam zaległości i choć przeczytałam poprzednie rozdziały to ten zdecydowanie należy do moich faworytów!
Och i Damian <3 Czytając twoje opisy rozpływałam się nad jego sylwetką :D I co gorsze jego imię przypomina mi trylogię OMEN!!!!!!!!!!!! Czy to jakiś znak? :>
Normalnie popatrz na jaką złą drogę mnie prowadzasz! :D
Weny moja kochanieńka<3
Pozdrawiam!
Taaaaaaak, udało mi się Cię zachwycić, mogę umierać xd
UsuńEj, ale wiesz, że jakoś się tak łatwiej pisało :O poważnie, bardziej się rozmarzyłam, za bardzo fantazjowałam i wyszło coś takiego.
Odnoszę wrażenie, że obie lubimy facetów w opowiadaniach... W wizualnym znaczeniu, myślę, iż domyślisz się, o co mojej łepetynce chodzi xd
Dziękuję <3
Widocznie musisz częściej robić maślane oczy i marzyć :)
UsuńA ja idę kolejny dzień umierać z migreną do roboty
Nawet nie wiesz jak bardzo uwielbiamy naszych wyidealizowanych facetów! Mam nadzieję, że dasz mi więcej tego Damiana :D
Wiem co ci po tej łepetynce chodzi :)
Proszę <3
Też mi się tak wydaje :D
UsuńBędzie dużo Damiana, on jest jednym z głównych bohaterów, więc nie raz jeszcze się pojawi <3
A ty zdrowiej z tej migreny *-*
Pierwsza rzecz o której napiszę to też ta, która jako pierwsza została zauważona - nowy szablon! Nagle zrobiło się dużo bardziej mrocznie... Nowy cytat na belce też jest świetny.
OdpowiedzUsuńIiii... wracam do fabuły. Też na początku byłam przekonana, że serce najtwardszej agentki coś zmięknie do naszego Damiana, ale w atmosferze ogólnych spisków zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno. I doszłam do wniosku, że nie, bo to by było zbyt oczywiste. Z drugiej strony to też łatwo wywnioskować, więc może właśnie będą parą. Tylko jeśli... Zgubiłam się. Przestaję spekulować na temat ich współnej przyszłosci, bo przyprawia mnie to o ból głowy.
Za to bardzo plastycznie opisałaś salę do ćwiczeń na początku. Mam jej bardzo wyraźny obraz w głowie. W ogóle rozdział był świetny i bardzo przyjmenie się o ich treningu czytało.
malcadicta-fantasy.blogspot.com
Tak, jakoś tak tamten mi się już znudził. Czasami potrzeba zmian ;)
UsuńCóż, skoro komuś zaczęło wydawać się to skomplikowane, to ja się cholernie cieszę! Niby banalnie i łatwo, a jednak nie do końca. Jestem z siebie dumna xD
Och, fajnie, że mogłaś to sobie wyobrazić. Czasami trudno ogarnąć rzeczy, osoby, pomieszczenia, których nie jesteśmy w stanie dostrzec w rzeczywistym świecie. Ale na szczęście nie jest tak źle.
Kurde, uwierz, ale mój pierwszy komentarz, jaki o mało nie powiedziałam na głos, było o ja pierdo..le. Zostałam tak zaskoczona faktem, że to już koniec, że aż poczułam gniew i złość na ciebie, bo usadowiłam się, tak, aby dalej dobrze mi się czytało, a tu proszę witają mnie Twoje słowa "To ósmy… Ósmy, tak. Em...". Tak przyjemnie czytało mi się tę część, że naprawdę czuję taki niedosyt, a to zaś powoduje frustrację i mimo iż cieszę się, że przeczytałam rozdział, jestem zła na jego długość i na Ciebie, że przerwałaś w takim momencie.
OdpowiedzUsuńPo prostu uwielbiam, kiedy takie wątki, gdzie hormony górują i zostaje to opisane w taki subtelny sposób. Osobiście nie przepadam za zbyt wyraźnymi miłosnymi sytuacjami, jakimiś zauroczeniami itp., ale ty stworzyłaś taki piękny klimat i napięcie, tak miałam wrażenie, że zaraz coś się wydarzy i nie będzie to uderzenie w twarz, że nie mogłam oderwać wzroku. To naprawdę był dobry wątek, mam nadzieję, że pojawią się jeszcze takie, aż dziwne, że mówię to ja, ta która przepada za walkami i krwią, ale oczarowałaś mnie, naprawdę.
Rozdziały 9 już nie mogę się doczekać. Skoro ma być jakaś grubsza akcja, to warto poczekać, mam nadzieję, że niedługo.
Kurde, nie spodziewałam się, że długość może kogoś wkurzyć, łagodnie to ujmując. Ale cieszę się, że tak cię wciągnęło, baaaaaaaardzo się cieszę :D
UsuńNie chciałam, aby było zbyt romantycznie, bo sama nie lubię za bardzo widocznego uczucia w tekstach. Zresztą, to ma się dopiero zacząć, nie mogą od razu wyznawać sobie miłości xD
Motyla noga, mogłaś chociaż wpaść i napisać, nawet nie komentując, że jest rozdział ósmy!!! >.<
OdpowiedzUsuńJestem ostatnia :(
Zdecydowanie jeden z lepszych, jeśli nie najlepszy rozdział. Bardzo fajnie opisałaś walkę i całe to zajście między Agnieszką a Damianem.
No właśnie, Damian... <3 *_* Uwielbiam go i wątek miłosny przydałoby się baaardzo rozwinąć (wiem, niepoprawna ze mnie romantyczka xD). Bardzo subtelnie na razie sprawy się mają, ale to doskonale, takie budowanie napięcia.
Nie mogę się doczekać nowego rozdziału!!!
Jeśli byś mogła, to powiadom mnie proszę, bo ja zawsze zapominam, żeby spojrzeć... -.-
Aaa, przeczytałam datę ;) To będę czekać... :)
UsuńWiesz... Ja szczerze mówiąc, sama zapomniałam ostatnio porozsyłać info o nowym rozdziale, więc moja wina :| ale następnym razem nie zapomnę, obiecuję! <3
Usuńrozwinę, rozwinę, jak będziecie cierpliwie czekać to wszytko będzie dobrze :D
Chyba powinnam Cię bardzo, baaaaardzo przeprosić za wieczne obiecywanie komentarza, który pojawi się dopiero... dzisiaj. Niestety. Głupio mi strasznie, że tyle zwlekałam, ale wiecznie mi coś wypadało, wiecznie nie miałam czasu wypowiedzieć się na temat dalszego ciągu, co skutkowało tym, że nazbierało mi się kilka rozdziałów do nadrobienia. Ale jestem i mam nadzieję, że teraz będę bardziej systematyczna.
OdpowiedzUsuńZacznijmy może od tego, że cholernie mnie wciągnęło. Nersi, jesteś po prostu wspaniała. Piszesz w tak przyjemny sposób, tak lekko się to czyta, i w dodatku zaciekawiasz czytelnika z każdym kolejnym postem coraz bardziej. No jestem oczarowana Twoją twórczością. Tak, chwalę Cię i chwalę, ale co innego mi pozostaje, skoro spotykam się z tak dobrym i oryginalnym opowiadaniem? Wielkie gratulację za wymyślenie tak spójnej, intrygującej i niespotykanej fabuły. Naprawdę należą Ci się same pochwały.
Jednakże przejdźmy do rzeczy. Pojawiło się kilka błędów, ale były one tak błahe, że nie warto się nimi przejmować. Dla przykładu tylko podam kilka, gdyż nie zapisywałam ich – przepraszam, ale czytając, nie zwracałam na nie aż tak dużej uwagi. Głównie to maleńkie literówki typu: "Czuł się, jakby przeżył jakiś wypadek samochody." Albo źle postawiony przecinek, np. "Nie do końca jednak chciała wiedzieć, co." Jest on tam zbędny, gdyż nie mamy żadnego orzeczenia, a i to 'co' odnosi się bezpośrednio do 'wiedzieć'. Poza tym widziałam raz błędne wyrażenie „tylko i wyłącznie” oraz … coś jeszcze, ale teraz nie mogę sobie tego przypomnieć. W każdym razie jest tego tak mało, że absolutnie nie odbiera temu opowiadaniu niczego.
Jeśli chodzi jednak o sprawy związane z przebiegiem akcji, to miałam maleńki problem z rozszyfrowaniem o kogo w danej chwili chodzi. Czasami piszesz tak, że czytelnik musi się domyślić, o kim teraz mowa, a i bohaterowie nie są znowu aż tak wyraźnie zarysowani. Na razie widać, że skupiasz się na Agnieszce, którą po prostu uwielbiam – a jej tekst w stylu „Niee, Stefkowi chodziło o to, że miał słoną zupę na obiad” i w dodatku wypowiedziany z irytacją w głosie, jest po prostu klasykiem. Uwielbiam ją, normalnie ją uwielbiam. Sam Damian również mi przypadł do gustu, zwłaszcza po tym treningu. Czyżby zrodziło się wkrótce między nimi jakieś uczucie? Ciekawie by było, acz na razie z chęcią poczytałabym o tych sterownikach, Diable i wszystkim, co związane z zagładą świata. A propos Diabła – niby prosto go nazwałaś, ale moim zdaniem idealnie wkomponowuje się w treść, jego 'pseudo' spełnia wszystkie wymagania, jest pospolite, ale wcale nie nudne. Ach, i jeszcze bardzo podobał mi się fragment w Zarzewiu. Genialnie opisany, mogłam sobie wszystko wyobrazić. Intryga nam się zresztą szykuje niezła, aż mnie ciekawość zżera, cóż dalej nam kochana zaserwujesz. Podejrzewam jednakże, że będzie to coś równie dobrego jak poprzednie notki.
Ale żeby nie było tak kolorowo – uważam, że nieco mało opisujesz resztę bohaterów. Być może chcesz to zrobić później, ale sądzę, że nie będzie to zbyt dobre rozwiązanie. Czytelnik musi mieć świadomość kto jest kim, a ja takowej nie miałam, myliłam osoby, musiałam się domyślać – ale prawdopodobnie to moja pamięć jest taka lichutka, więc tam Lenką się zbytnio nie przejmuj.
Pozdrawiam serdecznie i czekam na nowy rozdział :)
Osz matko, ty żyjesz xD Bardzo mnie to cieszy <3
UsuńJa natomiast zacznę od tego, że za bardzo mi schlebiasz, a ja się z tym czuję trochę dziwnie. Pewnie mam buraka na twarzy, jak zwykle. Błędy lecę poprawić (dziękuję!).
A opisy reszty bohaterów... Wiem, staram się ogarniać resztę i pracuję nad wplątywaniem większej ilości informacji o innych w te rozdziały. Mam nadzieję, że z czasem będzie widoczna poprawa. Dziękuję, dziękuję, dziękuję za opinię <33
A żyję, żyję ;D
UsuńOch, niepotrzebnie. Zasługujesz na pochwały, to i pochwały dostajesz. Nie powinnaś się zawstydzać czy Bóg wie co jeszcze, bo rzeczą normalną jest to, że dobre opowiadanie otrzymuje pozytywne opinie :)
Ach, jeszcze zapomniałam wspomnieć w poprzednim komentarzu - szeroka lista w ogóle nie działa ;(
Jak to nie działa? Mi normalnie wszystko się w niej pokazuje, może to kwestia przeglądarki? -.-
UsuńTak sobie wchodzę na Twojego bloga, czytam sobie rozdziały po raz setny i nagle nasuwa mi się takie jedno pytanie: to Aga ma ten sterownik, tak? Ona, że ona, że trzyma go sobie pod poduszką? Bo było, iż Diabeł chciał ją zabić, ale po to, żeby zdobyć sterownik? Drugi, tak (jeden już ma, Damian pomógł mu go skończyć). W takim razie: po co mu drugi sterownik? Masło maślane masłem polane, wiem, ale dlaczego ona ma jeden sterownik i po co Diabły drugi?
OdpowiedzUsuńbtw, dzisiaj 15, rozdział poproszę
btw, czytasz moje opowiadanie po raz setny? Naprawdę nie masz nic innego do roboty, skarbie? ;o
UsuńTak, to było napisane: ona ma sterownik. Nie było nic wspomniane (tak mi się wydaje przynajmniej), że Diabeł chce zabić ją, aby go zdobyć. Zresztą, muszę sama to ogarnąć.
Dlaczego ma drugi sterownik dowiecie się za jakiś czas. Drugie pytanie - ta sama odpowiedź :D
Wiem, że nie cię wkurzam, no ale... <33