Rozdział 1 - Psycholog


Możesz otworzyć oczy.
Dziewczynka nie zareagowała od razu. Gdyby to zrobiła, Rafał skarciłby ją za brak ostrożności, a karą byłby tygodniowy trening z nowymi rekrutami. Niedobrze jej się robiło na samą myśl o takich siedmiu dniach i patrzeniu na nieokiełznanych rówieśników.
Wzięła głęboki wdech i delikatnie uniosła lewą powiekę.
W pomieszczeniu paliły się długie ledowe lampy, które rzucały blade, mdłe światło na poustawiane wzdłuż dwóch ścian panele komputerowe. Na ekranach pojawiały się niezrozumiałe dla dziecka wykresy, setki linijek zakodowanych informacji. Podziwiała starszych agentów za umiejętność ich odczytywania. Szklane drzwi odbijały wiązki niczym idealne lustro, a podłoga lśniła jak lodowisko. Pośrodku przestronnego pokoju stał duży stół. Obok niego, na niewygodnym krześle, siedziała mała dziewczynka.
Po chwili otworzyła drugie oko.
Cóż to za ostrożność zaśmiał się Rafał, piętnastoletni przewodniczący sektora Szóstego. Stał po jej prawej stronie, opierając się nonszalancko o jeden z komputerów. Na jego przystojnej twarzy tkwił uśmiech, który był jednak wyrazem dumy, a nie rozbawienia. Dziewczynka, w duchu, odetchnęła z ulgą. Cieszyła się, że Rafał nie postrzega jej jako rozwydrzonej siedmiolatki z ADHD, ale ma o niej tak pochlebne zdanie i prowadzi rozmowy całkiem poważnie.
Sam tego wymagasz wtrącił się profesor Wykuszyński, stając przed dzieckiem i pokazując palcem zasłoniętą przez czerwoną kurtynę gablotę. A teraz...
Jest skończony? zawołała podekscytowana dziewczynka. Niezależnie od tego, jak należało panować nad swoimi emocjami, nie potrafiła teraz tego zrobić. W końcu, nareszcie, po dwóch latach, Zarząd zgodził się na przyznanie jej statusu pełnoprawnej agentki. Trening przygotowawczy ukończyła już rok temu, jednak młody wiek nie pozwalał na przyjęcie do któregokolwiek sektora. Nie była zdziwiona, bo tak naprawdę nie powinno jej tu być. Normalny tryb rekrutacji zakładał, że do Międzynarodowej Tajnej Agencji Młodych Służb Specjalnych mogą być przyjęte dzieciaki mające ukończone siedem lat. Specjalni przedstawiciele Zarządu – instytucji stojącej na czele agencji – przemierzali co roku cały świat, szukając dzieci, które wyróżniały się na tle innych rówieśników w różnych aspektach: inteligencji, sprawności ruchowej czy dojrzałości emocjonalnej. Po długich rozmowach z rodzicami wybranych i ich zgodach, zaczynali treningi przygotowawcze trwające do ósmych urodzin dziecka. Jeśli końcowy test został zaliczony, przydzielano młodego agenta do jednego z piętnastu sektorów. Z nią było inaczej. Miała pięć lat, kiedy Robert zabrał ją na treningi przygotowawcze. Wykształcona została pomimo zakazu Siedziby Głównej. Nikt nie potrafił zrozumieć, dlaczego przyjęto aż dwa lata młodszą dziewczynkę. Robert Anusiak – Szef Polskiego Wydziału ISAYSS* a zarazem najważniejszy w nim człowiek – tłumaczył wybór niezwykłymi umiejętnościami pięciolatki. Ona sama z czasem zaczynała w to wierzyć. Teraz miało się wszystko zmienić. Polski Zarząd zgodził się na przeprowadzenie końcowego testu. Przeszła go idealnie, więc nadano jej status pełnoprawnej agentki.
Tak, jest skończony potwierdził mężczyzna i uśmiechnął się, widząc, jak oczy dziewczynki lśnią z podekscytowania. Kiwnął głową, wskazując na gablotę.
Zeskoczyła z krzesła i podbiegła do profesora. Złapała za koniec czerwonej zasłony.
Ej, spokojnie, księżniczko. Rafał położył dłoń na jej ramieniu. Odwróciła się w jego stronę, zaskoczona reakcją nauczyciela. Nie ucieknie.
Ja chcę... zaczęła, ale profesor przerwał, zanim zdążyła wyrazić swoją niecierpliwość.
Zobacz go powiedział krótko.
Nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Jednym sprawnym ruchem ściągnęła płachtę. Błękitnym oczom dziecka ukazał się... strój. Dla większości ludzi na świecie były to zwykłe części garderoby. Ot, biały top, czarne spodnie i bluza z nadrukowaną na plecach szóstką...
Poważnie? wyszeptała dziewczynka, wpatrując się w tę jedną cyfrę. Tak niewiele, a dla niej wszystko. Wszystko, o czym marzyła od dwóch lat. Wszystko, o czym śniła. Wszystko, o czym bez przerwy trajkotała. Po prostu wszystko.
Spojrzała na Rafała.
To jakiś sen.
Nie, to nie jest sen odparł i zaśmiał się. Młoda wyglądała uroczo z tą otwartą ze zdziwienia buzią i szokiem ukrytym w dużych oczach. Robert długo się zastanawiał, czy umieszczenie cię w Szóstce tak od razu będzie odpowiednie. Ale w końcu... Musisz kształcić się od początku...
Nie dała mu dokończyć. Rzuciła się na niego, obejmując go w pasie.
Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję!
 Radość w jej sercu była niczym wielki wybuch fajerwerków. Sądziła, że najpierw przydzielą ją do jakiegoś mniej ważnego sektora: do dziewiątki albo jedynki. Tam jedynie pomagałaby starszym agentom i uczyła, jak funkcjonuje cały kompleks podziemnych labiryntów ISAYSS. A tutaj? Od razu najważniejszy z możliwych! Szóstka była tym specjalnym. Przyjmowano do niego najczęściej starsze dzieci z innych części wydziału, które zdobyły już jakieś doświadczenie. Rzadkością był tam agent poniżej dziesiątego roku życia. Zadania powierzane tym ludziom należały po prostu do najtrudniejszych i nie dawano ich tym niewytrenowanym.
Rozpierała ją euforia, nie docierały kolejne słowa starszego nauczyciela. Uśmiech tkwił na twarzy dziewczynki i nie mógł z niej zejść.
Księżniczko, słyszysz mnie?
Nie słyszała. Jej myśli były zajęte przez tworzenie barwnych obrazów dotyczących wielu lat, które spędzi w Szóstce...
Słuchasz mnie?

Słuchasz mnie?
Agnieszka uniosła głowę i natknęła się na natarczywe spojrzenie pani psycholog. Ciemnobrązowe tęczówki kobiety lustrowały twarz nastolatki, próbując przebić się przez niezwykle gruby mur obojętności. Nie potrafiła dostrzec tego, co się za nim kryło. Miała do czynienia z wieloma trudnymi przypadkami, ale zawsze udawało jej się wyciągnąć uczucia schowane gdzieś w sercu. Natomiast ta dobrze jej znana z poprzednich wizyt dziewczyna nie wpuszczała w swój świat emocjonalny nikogo. Takie przynajmniej psycholog odnosiła wrażenie.
Pacjentka wytrzymała spojrzenie kobiety. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby opuściła wzrok w tych niemych pojedynkach Ewelina Skoczyńska nie miała najmniejszych szans. Teraz też nie było inaczej. Ciemnobrązowe oczy przeniosły się na kartki trzymane w dłoniach właścicielki, zanim nastolatka się złamała.
Ja rozumiem. Wydaje ci się, że masz ważniejsze sprawy na głowie, ale gwarantuję, iż to ja mam się niektórymi zająć.
Urwała i spojrzała ponownie na Agnieszkę.
Ta nie odpowiedziała od razu. Zaczęła rozglądać się po przytulnym gabinecie, co chwila zatrzymując spojrzenie na innym przedmiocie. Pomieszczenie nie było duże, ale wystarczające do ustawienia dwóch wygodnych foteli w kolorze intensywnego szkarłatu, drewnianej biblioteczki zapełnionej książkami i szklanego stoliczka ze stertą gazet na wierzchu. Bose stopy dziewczyny powolutku przesuwały się po miękkim dywanie, tworząc ciemniejsze ścieżki wśród czerwonego włosia.
Jej czoło przecięła delikatna zmarszczka, a niepewność widoczna na  twarzy dawała starszej kobiecie do myślenia. Okoliczności dzisiejszego spotkania były wyjątkowe. Stąd brała się pewność, że nastolatka musiała się nad nimi poważnie zastanawiać, obejrzeć z każdej strony, a w jej umyśle trwała zażarta walka różnych, niekoniecznie zgadzających się z rzeczywistością przyczyn. Cóż, pani psycholog była w wielkim błędzie, bowiem Agnieszka nie miała w głowie nic dosłownie! Czuła się, jakby umiejętność racjonalnego myślenia uleciała wraz z jednym wydechem. Echo umysłowego wysiłku odbijało się od ścian czaszki, sprawiając, że zaczynała odczuwać ból w skroniach. Miała po prostu dość, chciała wrócić do domu, położyć się spać. Rozmowę z psycholog uważała za zbędną.
Da mi pani gwarancję na ile? Dwanaście miesięcy? spytała dziewczyna, uśmiechając się kpiąco. Skoczyńska była jednak zadowolona. Sarkazm oraz czarny humor oznaczał powrót pacjentki do rzeczywistości.
Kilkadziesiąt godzin.
Dlaczego?
Czekam, aż zaczniesz mówić.
I przeznaczyła pani na to kilkadziesiąt godzin?
Dało się usłyszeć lekkie zdziwienie w głosie nastolatki.
Tak odparła kobieta spokojnie. To była jej praca. Jeśli faktycznie tak wiele czasu będzie wymagała pomoc dla stanu emocjonalnego Agnieszki mogła go poświęcić. Należała do osób cierpliwych; potrafiła znieść ataki złości swoich pacjentów, wyzwiska, nawet agresywne zachowanie. Od lat zdobywała potrzebną wiedzę, spotykając się z bardzo trudnymi przypadkami agentów z ISAYSS. Widząc, jak kilka lat służby potrafi zniszczyć najbardziej odporne emocjonalnie osoby, często zastanawiała się, czy ich życie jest naprawdę trudne. Im więcej czasu przebywała z tą jedną dziewczyną, utwierdzała się w przekonaniu, że tak.
Agnieszka Lasowska zaśmiała się wesoło.
Coś pani siebie przecenia.
To znaczy? Poczuła się lekko urażona, ale nie powiedziała na ten temat nic. Nie chodziło w końcu o jej dumę, a uregulowanie psychiki nastolatki.
Naprawdę sądzi pani, że wystarczy kilkadziesiąt godzin? Nie bez powodu mówiłam o dwunastu miesiącach.
Ich spojrzenia się spotkały.
Nie dasz rady. Nikt nie potrafi tak długo milczeć.
Nie byłabym tego taka pewna. W końcu, robię to prawie od pięciu lat.
Agnieszka zaczynała się irytować. Przysłali dziewczynę tutaj na siłę Robert chciał, aby spróbowała porozmawiać z kimś doświadczonym. Zgodziła się tylko dlatego, iż koniecznie ją do tego zmuszał. Zresztą, to jej rodzice naciskali. Ona nie potrzebowała psychologa. Świetnie sama sobie radziła ze swoją psychiką, nawet, jeśli jej zachowanie na to nie wskazywało.
Lekarze w berlińskiej klinice nie pozwolili na powrót do agencji, zadecydowała o tym sama. Jakiś czas temu straciła przytomność, nie wiadomo z jakiego powodu. Nie był to ani udar słoneczny, ani przemęczenie, ani cokolwiek innego wynikającego z bodźców środowiska. Podejrzewali coś poważniejszego, aczkolwiek dziewczyna nie chciała przyjmować tego do świadomości. Jej organizm wytrzymał wiele. To, że zaczynał szwankować, nie było dla niej zaskoczeniem. Nawet najdoskonalszy system kiedyś się przegrzewał. Ciało ludzkie było słabe i nie potrafiło stuprocentowo zaakceptować obcych elementów. Ona cała była takimi wypełniona. Nic dziwnego, iż mózg zaczął się buntować.
Może przestaniesz myśleć o niebieskich migdałach i odpowiesz mi w końcu na pytanie?
Agnieszka uniosła głowę i spojrzała na kobietę. Podziwiała panią psycholog za jej opanowanie. Ani razu nie podniosła głosu, ani razu nie było widać zniechęcenia. Dziewczyna wiedziała, że Skoczyńska powoli traci cierpliwość, ale potrafiła to zamaskować fałszywą mimiką. Aczkolwiek, starsza pani nie była agentką. Twarz mówiła co innego aniżeli oczy, a Aga – od lat w tym trenowana – dostrzegała w ciemnobrązowych tęczówkach kobiety więcej zrezygnowania, niż ta to sobie wyobrażała.
Nie lubię niebieskiego. Przejadł mi się i źle kojarzy. Szare, fioletowe,  ewentualnie czarne migdały bardziej w tej sytuacji pasują.
Psycholog westchnęła cicho.
Niech będzie. Więc przestaniesz?
Nie myślałam o migdałach, ale o ciastkach.
Ewelina Skoczyńska zaczynała się załamywać. Tej dziewczyny nie dało się do niczego przekonać, nie dało się z nią rozmawiać, nie dało się jej opanować. To było kolejne spotkanie z rzędu, kiedy konwersacja do niczego nie prowadziła. Dwie godziny i ani jednej szczerej wypowiedzi nastolatki.
Czym były te ciastka w twoich myślach? – zapytała, zakładając za ucho wystający kosmyk włosów.
Zaskoczona dziewczyna spojrzała na panią psycholog. Zmęczony umysł przetwarzał zadane pytanie, nie wiedząc, co powinien odpowiedzieć. Skłamać? Za dużo z tym zachodu, musiałby się porządnie wysilić, żeby kobieta uwierzyła. Nie miała siły na realistycznie brzmiące historyjki, a Skoczyńska była doświadczoną terapeutką. Oszustwo byłoby widoczne na twarzy Lasowskiej zbyt dobrze. Powiedzieć prawdę? Dla jej ambicji zbyt proste… Chociaż, dlaczego nie.
Wspomnieniem.
Psycholog milczała. Czekała, aż dziewczyna będzie kontynuować. Dopiero po dłuższej chwili nieprzyjemnej ciszy, Agnieszka przeniosła wzrok na swoje stopy, a z jej ust płynęły kolejne słowa układające się w całość.
Wspomnieniem dnia, którego dowiedziałam się, dlaczego przyjęto mnie wcześniej do agencji. Wtedy przydzielono mnie do sektora Szóstego i dostałam ste… strój – poprawiła się Lasowska. – Uważałam, że to najpiękniejszy dzień mojego życia. Nie wiedziałam, iż kilka lat później, siedząc u pani psycholog w gabinecie, tak strasznie będę go przeklinać.
Minęło osiem lat twojej służby…
Prawie trzy tysiące dni, które kocham i zarazem nienawidzę. Z jednej strony oddałabym wszystko, żeby cofnąć czas, nie zgodzić się na treningi, aby mnie wywalili – urwała. Szczupłe palce zacisnęły się na miękkim materiale fotela. Odetchnęła cicho i uniosła głowę. – Ale z drugiej nie oddałabym nawet tych najgorszych wspomnień za nic na świecie.
Dlaczego?
Bo mam przynajmniej miliony powodów do zemsty – odparła, patrząc psycholog prosto w oczy.
Nie o to mi chodziło… powiedziała kobieta, odkładając notatnik i długopis na stolik. – Dlaczego mi to teraz mówisz? Po tylu godzinach rozmów nagle dotarło do ciebie, że będzie ci lżej na sercu, jak komuś się wygadasz, czy masz w tym jakiś interes?
Agnieszka uśmiechnęła się smutno.
Zna mnie pani.
Od pięciu lat jestem twoim psychologiem, zdążyłam poznać tę cholernie upartą Agnieszkę Lasowską, która wcale nie jest taka silna, jak wszystkim się wydaje.
Są ludzie gotowi zapłacić za wymienienie moich lęków grube miliony. Dziwię się, że jeszcze pani nic nie wygadała.
Skoczyńska pokiwała delikatnie głową. Rozumowanie dziewczyny nie miało nic wspólnego z tematem dzisiejszej rozmowy, ale tak dawno nie słyszała od niej szczerych słów, że aż miło było posłuchać nawet głupot.
Czego potrzebujesz?
Urlopu, miesięcznego urlopu ze wskazaniem wybycia do Siedziby Głównej ISAYSS. Potrzebuję profesora Wykuszyńskiego. Jeśli zgodziłabym się na ten od lekarza, nie miałabym wstępu do żadnej z agencji, a tak spędzę trzydzieści dni na spokojnie wracając do siebie. Zero szkoły, zero obowiązków, zero zmartwień. Jedynym problemem będzie Rafał i jego docinki, ale tutaj wystarczy jakiś środek usypiający…
Agnieszka! – przerwała jej Skoczyńska, kiwając z niedowierzaniem głową. Ta tylko się zaśmiała.
Żartowałam przecież, będzie mi jeszcze przez jakiś czas potrzebny.
Jakiś czas?
Więc jak będzie? – Udała, że nie dostrzegła lekkiego zaniepokojenia na twarzy Eweliny Skoczyńskiej. Kiedy jednak jej na czymś zależało, potrafiła uciec się do najbardziej nietypowych dla niej samych metod. Przed kobietą otwierała się rzadko. Raz na ruski rok stwierdziła, że fajnie by było poznać reakcję obcej osoby na jej chore sny i myśli. Opowiadała wtedy o prawdziwych koszmarach, które ją nawiedzały; uczuciach, które towarzyszyły zabijaniu ludzi; poczuciu winy, którego nigdy nie było przy patrzeniu na martwe ciało, a tak strasznie go wyczekiwała; swoich chorych słabościach i lękach, których nie znał nikt inny... Skoczyńska zawsze wysłuchiwała wszystkiego w skupieniu, powoli analizując strach co jakiś czas pojawiający się w jej głosie. Wtedy bywała szczera.
Masz załatwiony ten urlop. Nie myśl jednak, iż za każdym razem będę się zgadzać.
Agnieszka uśmiechnęła się szeroko.
Ależ oczywiście.

*****
*ISAYSS – International Secret Agency Young Special Services – Międzynarodowa Tajna Agencja Młodych Służb Specjalnych – to po prostu skrót pełnej nazwy agencji, będzie używany teoretycznie w każdym rozdziale.

*****
Rozdział został trochę rozbudowany: kilka kwestii dotyczących ISAYSS zostało zawartych w samej treści, a nie w zakładce. Chciałam również połączyć to wspomnienie z rozmową z psycholog, żeby nie było takie oderwane od rzeczywistości. No i tak – ta retrospekcja to dopiero pierwsza część. Pojawią się jeszcze dwie w przyszłości, które będą dotyczyć tego samego dnia, tej samej sytuacji, ale przekazywania Agnieszce innych rzeczy. Czego? Cóż, zobaczycie.


16 komentarzy:

  1. Hm. Ciekawie się zapowiada. Początkowo przeczytałam pięciolatka, a nie piętnastolatka, więc byłam w lekkim szoku, bo w końcu trudno ją powstrzymać od zabijania.
    Dobrze napisane. Naprawdę fajnie. Czekam na następny rozdział :D
    ominous-reflection

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy nowy rozdział?
    bleachowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na początku bardzo chciałbym ci podziękować za odwiedzenie mojego bloga i pozostawienie po sobie tak miłego komentarza, który mnie jeszcze bardziej zmotywował :)
    Wpadłam oczywiście do ciebie i powiem ci, że już sam opis opowiadania mi bardzo przypadł do gustu. Science Fiction? Tego chyba jeszcze nie czytałam, jeśli chodzi o blogi. A jeszcze z domieszką kryminału, romansu, a czasem komedii - no no, z tego może wyjść coś dobrego.
    Prolog jest bardzo pomysłowy. Szczególnie ta rozmówka z głosikiem.
    Rozdział pierwszy nie mówi zbyt wiele, niestety, ale to dobrze. Jest tajemniczo, bardzo tajemniczo - cóż za sekret przed nami ukrywasz, hm? :) Jestem tego naprawdę ciekawa, może też głównie przez to, że nie czytam tak na co dzień SF i nie wiem czego mogę się spodziewać. Podoba mi się również to, że już wiesz mniej więcej jak ma wyglądać twoja bohaterka i chcesz się tego trzymać. Cenię to, sama nie wiem czemu, ale po prostu cenię, kiedy autor wie, jak chce kreować swą postać.
    Jedyne, co ci mogę poradzić to byś pisała dłuższe rozdziały :D I ja bym bardziej zaznaczyła w spisie treści "prolog", "rozdział 1" itd. - wiesz o co mi chodzi? Bo trochę to ginie, jak dodajesz pod tym kawałek tekstu.
    Pozdrawiam i czekam na nowy! Gdybyś mogła to informuj mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za odwiedziny :)
      Fajnie się czyta takie miłe komentarze, to fakt. Jeśli chodzi o długość rozdziałów to kolejny jest o wiele dłuższy, więc plany są xd a spis treści - wiem, ale to Blogspot nie zmienia wielkości. Nie wiem, dlaczego.

      Usuń
    2. Tzn? Jak to nie zmienia? ;>
      To świetnie!:D Czym dłużej, tym lepiej ;]

      Usuń
    3. Pomimo tego, że zaznaczam większy rozmiar i w panelu to widać, to gdy wchodzę na bloga sprawdzić, czy jest dobrze, okazuje się, iż nadal wygląda tak samo :[ ale pracuję nad tym xd

      Usuń
  4. Szczerze powiedziawszy, weszłam na twojego bloga z zamiarem umieszczenia tu mojej bezczelnej reklamy, ale jakoś zahaczyłam kątem oka o pierwszy akapit rozdziału... I nie mogłam sobie odmówić. Choć zazwyczaj dyskwalifikuję blogi obyczjowe, twój jest bardzo dobry. Czy też może - bardzo dobrze się zapowiada, bo na razie czuję duży, duży niedosyt! Będę wpadać.
    Rozmowa pani psycholog z Agnieszką była świetnie przeprowadzona - aż ją słyszałam. Widziałam tę dziewczynę i starania rozmówczyni. I już ją lubię (Agnieszkę, nie psycholog, naturalnie).

    Ale i tak zostawię reklamę - radzę ci założyć sobie zakładkę "Spam" albo "spamownik". Przydaje się.

    Przepraszam za spam.
    Mal właśnie ułożyła sobie życie. Z poważnym trudem. Ma kochającą rodzinę, świetną siostrę, nowe przyjaciółki, na dodatek możliwe, że pójdzie na dyskotekę z chłopakiem, w którym podkochuje się odkąd go zoabczyła.
    Ale jak sobie poradzi, jeśli jej życie wywróci się do góry nogami i zacznie stać na rękach, jej dawna opiekunka umrze, a śmierć zacznie za nią podążać? Jeśli kilka niepożądanych osób zacznie się nią interesować, a ktoś spróbuje ją zabić? Na dodatek z niewiadomych powodów nikt nie chce jej powiedzieć, o co tu właściwie chodzi…

    Zajrzyj na malcadicta-fantasy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miły komentarz, bardzo się cieszę, że rozdział przypadł do gustu :]
      Zakładka SPAM jest w menu, może po prostu ją przeoczyłaś. Z chęcią wpadnę do Ciebie, pozdrawiam <3

      Usuń
  5. Oj, faktycznie przeoczyłam:) Przepraszam, ale chyba już niedowidzę. No dobrze, rzeczywiście niedowidzę, bo noszę okulary ze szkłami jak denka od słoików (kiedy kończą się soczewki), ale to raczej efekt kilku godzin przed komputerem:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś pisałam o podobnej tematyce. Jestem jak najbardziej za. Strasznie mi się podoba. Dziewczyna jest taka, jak chciałam być kiedyś. Okrutna, bezwzględna, skryta. Polubiłam ją. Naprawdę!

    OdpowiedzUsuń
  7. Podoba mi się! :D
    Pewnie minie jeszcze trochę czasu, gdy ogarnę te wszystkie sektory i inne twoje wymysły, ale podoba mi się. :P
    Wiesz, że aż podskoczyłam (nawet nie wiem czemu xDD) gdy skończyłaś pisać kursywą, a zaczęłaś tym prostym? Wiesz, o co mi chodzi?
    - Słuchasz mnie?

    - Słuchasz mnie?
    O ten moment, sorry, że kopiowałam.
    Bardzo ładnie opisujesz emocje bohaterki. Mam bogate słownictwo i widać, że lubisz pisać. Dobrze ci to wychodzi. :)
    lecę czytać dalej :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystkie sektory i informacje znajdują się w zakładce Fabularnie. Na pewno pomoże :)
    Starałam się, aby to wspomnienie było jakoś tak płynnie wplątane. Fajnie, że tak wyszło :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, wiem. Już odwiedziłam tą zakładkę.
      postaram się szybko przeczytać resztę rozdziałów, ale musisz mi wybaczyć.
      na razie Inwokacja z Pana T. jest ważniejsza - life is brutal ;/

      Usuń
  9. Kurczę, zapowiada się naprawdę ciekawie! Science-fiction to coś, co lubię, chociaż nie w każdej odsłonie. Mam jednak wrażenie, że spodoba mi się Twoje opowiadanie - nie wiem czemu, ale jakoś tak mnie wciąga. Nawet bohaterka, która wydaje się nieco bucowata, nie wzbudza we mnie niechęci. Może dlatego że ma terapeutę? >.< Niesamowite jak psycholog w życiorysie wpływa na odbiór postaci!
    Na chwilę obecną więcej powiedzieć nie mogę, bo rozdział jest wielce enigmantyczny, toteż pędzę do następnych.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie wiem dlaczego, ale osobiście uwielbiam, kiedy bohater książki/opowiadania/filmu ma jakieś bliżej nieokreślone problemy psychiczne i potrzebuje stałego terapeuty. Kurde, takie zboczenie :D

      Usuń

Cieszę się, że postanowiłeś/aś zostać dłużej na moim blogu. Bardzo Ci za to dziękuję! Jeśli masz chwilę wolnego czasu, byłabym dozgonnie wdzięczna, gdybyś zostawił/a po sobie komentarz, a w nim szczerą opinię na temat przeczytanego rozdziału. Miłego dnia!