– Możesz otworzyć oczy.
Dziewczynka nie zareagowała od razu. Gdyby
to zrobiła, Rafał skarciłby ją za brak ostrożności, a karą byłby tygodniowy
trening z nowymi rekrutami. Niedobrze jej się robiło na samą myśl o takich
siedmiu dniach i patrzeniu na nieokiełznanych rówieśników.
Wzięła głęboki wdech i delikatnie uniosła
lewą powiekę.
W pomieszczeniu paliły się długie ledowe
lampy, które rzucały blade, mdłe światło na poustawiane wzdłuż dwóch ścian
panele komputerowe. Na ekranach pojawiały się niezrozumiałe dla dziecka
wykresy, setki linijek zakodowanych informacji. Podziwiała starszych agentów za
umiejętność ich odczytywania. Szklane drzwi odbijały wiązki niczym idealne
lustro, a podłoga lśniła jak lodowisko. Pośrodku przestronnego pokoju stał duży
stół. Obok niego, na niewygodnym krześle, siedziała mała dziewczynka.
Po chwili otworzyła drugie oko.
– Cóż to za ostrożność – zaśmiał się Rafał,
piętnastoletni przewodniczący sektora Szóstego. Stał po jej prawej stronie,
opierając się nonszalancko o jeden z komputerów. Na jego przystojnej twarzy
tkwił uśmiech, który był jednak wyrazem dumy, a nie rozbawienia. Dziewczynka, w
duchu, odetchnęła z ulgą. Cieszyła się, że Rafał nie postrzega jej jako
rozwydrzonej siedmiolatki z ADHD, ale ma o niej tak pochlebne zdanie i prowadzi
rozmowy całkiem poważnie.
– Sam tego wymagasz – wtrącił się profesor
Wykuszyński, stając przed dzieckiem i pokazując palcem zasłoniętą przez
czerwoną kurtynę gablotę. – A teraz...
– Jest skończony? – zawołała podekscytowana
dziewczynka. Niezależnie od tego, jak należało panować nad swoimi emocjami, nie
potrafiła teraz tego zrobić. W końcu, nareszcie, po dwóch latach, Zarząd
zgodził się na przyznanie jej statusu pełnoprawnej agentki. Trening
przygotowawczy ukończyła już rok temu, jednak młody wiek nie pozwalał na
przyjęcie do któregokolwiek sektora. Nie była zdziwiona, bo tak naprawdę nie
powinno jej tu być. Normalny tryb rekrutacji zakładał, że do Międzynarodowej
Tajnej Agencji Młodych Służb Specjalnych mogą być przyjęte dzieciaki mające
ukończone siedem lat. Specjalni przedstawiciele Zarządu – instytucji stojącej
na czele agencji – przemierzali co roku cały świat, szukając dzieci, które
wyróżniały się na tle innych rówieśników w różnych aspektach: inteligencji,
sprawności ruchowej czy dojrzałości emocjonalnej. Po długich rozmowach z
rodzicami wybranych i ich zgodach, zaczynali treningi przygotowawcze trwające
do ósmych urodzin dziecka. Jeśli końcowy test został zaliczony, przydzielano
młodego agenta do jednego z piętnastu sektorów. Z nią było inaczej. Miała pięć
lat, kiedy Robert zabrał ją na treningi przygotowawcze. Wykształcona została pomimo
zakazu Siedziby Głównej. Nikt nie potrafił zrozumieć, dlaczego przyjęto aż dwa
lata młodszą dziewczynkę. Robert Anusiak – Szef Polskiego Wydziału ISAYSS* a
zarazem najważniejszy w nim człowiek – tłumaczył wybór niezwykłymi
umiejętnościami pięciolatki. Ona sama z czasem zaczynała w to wierzyć. Teraz
miało się wszystko zmienić. Polski Zarząd zgodził się na przeprowadzenie
końcowego testu. Przeszła go idealnie, więc nadano jej status pełnoprawnej
agentki.
– Tak, jest skończony – potwierdził
mężczyzna i uśmiechnął się, widząc, jak oczy dziewczynki lśnią z
podekscytowania. Kiwnął głową, wskazując na gablotę.
Zeskoczyła z krzesła i podbiegła do
profesora. Złapała za koniec czerwonej zasłony.
– Ej, spokojnie, księżniczko. – Rafał
położył dłoń na jej ramieniu. Odwróciła się w jego stronę, zaskoczona reakcją
nauczyciela. – Nie ucieknie.
– Ja chcę... – zaczęła, ale profesor
przerwał, zanim zdążyła wyrazić swoją niecierpliwość.
– Zobacz go – powiedział krótko.
Nie trzeba było tego dwa razy powtarzać.
Jednym sprawnym ruchem ściągnęła płachtę. Błękitnym oczom dziecka ukazał się...
strój. Dla większości ludzi na świecie były to zwykłe części garderoby. Ot,
biały top, czarne spodnie i bluza z nadrukowaną na plecach szóstką...
– Poważnie? – wyszeptała dziewczynka,
wpatrując się w tę jedną cyfrę. Tak niewiele, a dla niej wszystko. Wszystko, o
czym marzyła od dwóch lat. Wszystko, o czym śniła. Wszystko, o czym bez przerwy
trajkotała. Po prostu – wszystko.
Spojrzała na Rafała.
– To jakiś sen.
– Nie, to nie jest sen – odparł i zaśmiał się. Młoda
wyglądała uroczo z tą otwartą ze zdziwienia buzią i szokiem ukrytym w dużych
oczach. – Robert długo się zastanawiał, czy umieszczenie cię w Szóstce tak od
razu będzie odpowiednie. Ale w końcu... Musisz kształcić się od początku...
Nie dała mu dokończyć. Rzuciła się na niego,
obejmując go w pasie.
– Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję!
Radość w jej sercu była niczym wielki
wybuch fajerwerków. Sądziła, że najpierw przydzielą ją do jakiegoś mniej
ważnego sektora: do dziewiątki albo jedynki. Tam jedynie pomagałaby starszym
agentom i uczyła, jak funkcjonuje cały kompleks podziemnych labiryntów ISAYSS.
A tutaj? Od razu najważniejszy z możliwych! Szóstka była tym specjalnym.
Przyjmowano do niego najczęściej starsze dzieci z innych części wydziału, które
zdobyły już jakieś doświadczenie. Rzadkością był tam agent poniżej dziesiątego
roku życia. Zadania powierzane tym ludziom należały po prostu do
najtrudniejszych i nie dawano ich tym niewytrenowanym.
Rozpierała ją euforia, nie docierały kolejne
słowa starszego nauczyciela. Uśmiech tkwił na twarzy dziewczynki i nie mógł z
niej zejść.
– Księżniczko, słyszysz mnie?
Nie słyszała. Jej myśli były zajęte przez
tworzenie barwnych obrazów dotyczących wielu lat, które spędzi w Szóstce...
– Słuchasz mnie?
– Słuchasz
mnie?
Agnieszka
uniosła głowę i natknęła się na natarczywe spojrzenie pani psycholog.
Ciemnobrązowe tęczówki kobiety lustrowały twarz nastolatki, próbując przebić
się przez niezwykle gruby mur obojętności. Nie potrafiła dostrzec tego, co się
za nim kryło. Miała do czynienia z wieloma trudnymi przypadkami, ale zawsze
udawało jej się wyciągnąć uczucia schowane gdzieś w sercu. Natomiast ta dobrze
jej znana z poprzednich wizyt dziewczyna nie wpuszczała w swój świat
emocjonalny nikogo. Takie przynajmniej psycholog odnosiła wrażenie.
Pacjentka
wytrzymała spojrzenie kobiety. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby opuściła
wzrok – w tych niemych pojedynkach Ewelina Skoczyńska nie miała najmniejszych
szans. Teraz też nie było inaczej. Ciemnobrązowe oczy przeniosły się na kartki
trzymane w dłoniach właścicielki, zanim nastolatka się złamała.
– Ja
rozumiem. Wydaje ci się, że masz ważniejsze sprawy na głowie, ale gwarantuję,
iż to ja mam się niektórymi zająć.
Urwała i
spojrzała ponownie na Agnieszkę.
Ta nie
odpowiedziała od razu. Zaczęła rozglądać się po przytulnym gabinecie, co chwila
zatrzymując spojrzenie na innym przedmiocie. Pomieszczenie nie było duże, ale
wystarczające do ustawienia dwóch wygodnych foteli w kolorze intensywnego
szkarłatu, drewnianej biblioteczki zapełnionej książkami i szklanego stoliczka
ze stertą gazet na wierzchu. Bose stopy dziewczyny powolutku przesuwały się po
miękkim dywanie, tworząc ciemniejsze ścieżki wśród czerwonego włosia.
Jej czoło
przecięła delikatna zmarszczka, a niepewność widoczna na twarzy dawała
starszej kobiecie do myślenia. Okoliczności dzisiejszego spotkania były
wyjątkowe. Stąd brała się pewność, że nastolatka musiała się nad nimi poważnie
zastanawiać, obejrzeć z każdej strony, a w jej umyśle trwała zażarta walka
różnych, niekoniecznie zgadzających się z rzeczywistością przyczyn. Cóż, pani
psycholog była w wielkim błędzie, bowiem Agnieszka nie miała w głowie nic –
dosłownie! Czuła się, jakby umiejętność racjonalnego myślenia uleciała wraz z
jednym wydechem. Echo umysłowego wysiłku odbijało się od ścian czaszki,
sprawiając, że zaczynała odczuwać ból w skroniach. Miała po prostu dość,
chciała wrócić do domu, położyć się spać. Rozmowę z psycholog uważała za
zbędną.
– Da mi pani
gwarancję na ile? Dwanaście miesięcy? – spytała dziewczyna, uśmiechając się
kpiąco. Skoczyńska była jednak zadowolona. Sarkazm oraz czarny humor oznaczał
powrót pacjentki do rzeczywistości.
– Kilkadziesiąt
godzin.
– Dlaczego?
– Czekam, aż
zaczniesz mówić.
– I
przeznaczyła pani na to kilkadziesiąt godzin?
Dało się
usłyszeć lekkie zdziwienie w głosie nastolatki.
– Tak –
odparła kobieta spokojnie. To była jej praca. Jeśli faktycznie tak wiele czasu
będzie wymagała pomoc dla stanu emocjonalnego Agnieszki – mogła go poświęcić.
Należała do osób cierpliwych; potrafiła znieść ataki złości swoich pacjentów,
wyzwiska, nawet agresywne zachowanie. Od lat zdobywała potrzebną wiedzę,
spotykając się z bardzo trudnymi przypadkami agentów z ISAYSS. Widząc, jak
kilka lat służby potrafi zniszczyć najbardziej odporne emocjonalnie osoby, często
zastanawiała się, czy ich życie jest naprawdę trudne. Im więcej czasu
przebywała z tą jedną dziewczyną, utwierdzała się w przekonaniu, że tak.
Agnieszka
Lasowska zaśmiała się wesoło.
– Coś pani
siebie przecenia.
– To znaczy? – Poczuła się lekko urażona, ale nie powiedziała na ten temat nic. Nie chodziło
w końcu o jej dumę, a uregulowanie psychiki nastolatki.
– Naprawdę
sądzi pani, że wystarczy kilkadziesiąt godzin? Nie bez powodu mówiłam o
dwunastu miesiącach.
Ich
spojrzenia się spotkały.
– Nie dasz
rady. Nikt nie potrafi tak długo milczeć.
– Nie byłabym
tego taka pewna. W końcu, robię to prawie od pięciu lat.
Agnieszka
zaczynała się irytować. Przysłali dziewczynę tutaj na siłę – Robert chciał, aby
spróbowała porozmawiać z kimś doświadczonym. Zgodziła się tylko dlatego, iż
koniecznie ją do tego zmuszał. Zresztą, to jej rodzice naciskali. Ona nie
potrzebowała psychologa. Świetnie sama sobie radziła ze swoją psychiką, nawet,
jeśli jej zachowanie na to nie wskazywało.
Lekarze w
berlińskiej klinice nie pozwolili na powrót do agencji, zadecydowała o tym
sama. Jakiś czas temu straciła przytomność, nie wiadomo z jakiego powodu. Nie
był to ani udar słoneczny, ani przemęczenie, ani cokolwiek innego wynikającego
z bodźców środowiska. Podejrzewali coś poważniejszego, aczkolwiek dziewczyna
nie chciała przyjmować tego do świadomości. Jej organizm wytrzymał wiele. To,
że zaczynał szwankować, nie było dla niej zaskoczeniem. Nawet najdoskonalszy
system kiedyś się przegrzewał. Ciało ludzkie było słabe i nie potrafiło
stuprocentowo zaakceptować obcych elementów. Ona cała była takimi wypełniona.
Nic dziwnego, iż mózg zaczął się buntować.
– Może
przestaniesz myśleć o niebieskich migdałach i odpowiesz mi w końcu na pytanie?
Agnieszka
uniosła głowę i spojrzała na kobietę. Podziwiała panią psycholog za jej
opanowanie. Ani razu nie podniosła głosu, ani razu nie było widać zniechęcenia. Dziewczyna wiedziała, że Skoczyńska powoli traci cierpliwość, ale
potrafiła to zamaskować fałszywą mimiką. Aczkolwiek, starsza pani nie była
agentką. Twarz mówiła co innego aniżeli oczy, a Aga – od lat w tym trenowana –
dostrzegała w ciemnobrązowych tęczówkach kobiety więcej zrezygnowania, niż ta
to sobie wyobrażała.
– Nie lubię
niebieskiego. Przejadł mi się i źle kojarzy. Szare, fioletowe,
ewentualnie czarne migdały bardziej w tej sytuacji pasują.
Psycholog
westchnęła cicho.
– Niech
będzie. Więc przestaniesz?
– Nie
myślałam o migdałach, ale o ciastkach.
Ewelina
Skoczyńska zaczynała się załamywać. Tej dziewczyny nie dało się do niczego
przekonać, nie dało się z nią rozmawiać, nie dało się jej opanować. To było
kolejne spotkanie z rzędu, kiedy konwersacja do niczego nie prowadziła. Dwie
godziny i ani jednej szczerej wypowiedzi nastolatki.
– Czym były
te ciastka w twoich myślach? – zapytała, zakładając za ucho wystający kosmyk
włosów.
Zaskoczona
dziewczyna spojrzała na panią psycholog. Zmęczony umysł przetwarzał zadane
pytanie, nie wiedząc, co powinien odpowiedzieć. Skłamać? Za dużo z tym zachodu,
musiałby się porządnie wysilić, żeby kobieta uwierzyła. Nie miała siły na
realistycznie brzmiące historyjki, a Skoczyńska była doświadczoną terapeutką.
Oszustwo byłoby widoczne na twarzy Lasowskiej zbyt dobrze. Powiedzieć prawdę?
Dla jej ambicji zbyt proste… Chociaż, dlaczego nie.
– Wspomnieniem.
Psycholog
milczała. Czekała, aż dziewczyna będzie kontynuować. Dopiero po dłuższej chwili
nieprzyjemnej ciszy, Agnieszka przeniosła wzrok na swoje stopy, a z jej ust
płynęły kolejne słowa układające się w całość.
– Wspomnieniem dnia, którego dowiedziałam się, dlaczego przyjęto mnie wcześniej
do agencji. Wtedy przydzielono mnie do sektora Szóstego i dostałam ste… strój –
poprawiła się Lasowska. – Uważałam, że to najpiękniejszy dzień mojego
życia. Nie wiedziałam, iż kilka lat później, siedząc u pani psycholog w
gabinecie, tak strasznie będę go przeklinać.
– Minęło
osiem lat twojej służby…
– Prawie trzy
tysiące dni, które kocham i zarazem nienawidzę. Z jednej strony oddałabym
wszystko, żeby cofnąć czas, nie zgodzić się na treningi, aby mnie wywalili –
urwała. Szczupłe palce zacisnęły się na miękkim materiale fotela. Odetchnęła
cicho i uniosła głowę. – Ale z drugiej nie oddałabym nawet tych najgorszych
wspomnień za nic na świecie.
– Dlaczego?
– Bo mam
przynajmniej miliony powodów do zemsty – odparła, patrząc psycholog prosto w
oczy.
– Nie o to mi
chodziło… – powiedziała kobieta, odkładając notatnik i długopis na stolik. –
Dlaczego mi to teraz mówisz? Po tylu godzinach rozmów nagle dotarło do ciebie,
że będzie ci lżej na sercu, jak komuś się wygadasz, czy masz w tym jakiś
interes?
Agnieszka
uśmiechnęła się smutno.
– Zna mnie
pani.
– Od pięciu
lat jestem twoim psychologiem, zdążyłam poznać tę cholernie upartą Agnieszkę
Lasowską, która wcale nie jest taka silna, jak wszystkim się wydaje.
– Są ludzie
gotowi zapłacić za wymienienie moich lęków grube miliony. Dziwię się, że
jeszcze pani nic nie wygadała.
Skoczyńska
pokiwała delikatnie głową. Rozumowanie dziewczyny nie miało nic wspólnego z
tematem dzisiejszej rozmowy, ale tak dawno nie słyszała od niej szczerych słów,
że aż miło było posłuchać nawet głupot.
– Czego
potrzebujesz?
– Urlopu,
miesięcznego urlopu ze wskazaniem wybycia do Siedziby Głównej ISAYSS.
Potrzebuję profesora Wykuszyńskiego. Jeśli zgodziłabym się na ten od lekarza,
nie miałabym wstępu do żadnej z agencji, a tak spędzę trzydzieści dni na
spokojnie wracając do siebie. Zero szkoły, zero obowiązków, zero zmartwień.
Jedynym problemem będzie Rafał i jego docinki, ale tutaj wystarczy jakiś środek
usypiający…
– Agnieszka!
– przerwała jej Skoczyńska, kiwając z niedowierzaniem głową. Ta tylko się
zaśmiała.
– Żartowałam
przecież, będzie mi jeszcze przez jakiś czas potrzebny.
– Jakiś czas?
– Więc jak będzie?
– Udała, że nie dostrzegła lekkiego zaniepokojenia na twarzy Eweliny
Skoczyńskiej. Kiedy jednak jej na czymś zależało, potrafiła uciec się do
najbardziej nietypowych dla niej samych metod. Przed kobietą otwierała się
rzadko. Raz na ruski rok stwierdziła, że fajnie by było poznać reakcję obcej
osoby na jej chore sny i myśli. Opowiadała wtedy o prawdziwych koszmarach,
które ją nawiedzały; uczuciach, które towarzyszyły zabijaniu ludzi; poczuciu
winy, którego nigdy nie było przy patrzeniu na martwe ciało, a tak strasznie go
wyczekiwała; swoich chorych słabościach i lękach, których nie znał nikt inny... Skoczyńska
zawsze wysłuchiwała wszystkiego w skupieniu, powoli analizując strach co jakiś
czas pojawiający się w jej głosie. Wtedy bywała szczera.
– Masz załatwiony
ten urlop. Nie myśl jednak, iż za każdym razem będę się zgadzać.
Agnieszka
uśmiechnęła się szeroko.
– Ależ
oczywiście.
*****
*ISAYSS –
International Secret Agency Young Special Services – Międzynarodowa Tajna
Agencja Młodych Służb Specjalnych – to po prostu skrót pełnej nazwy agencji,
będzie używany teoretycznie w każdym rozdziale.
*****
Rozdział
został trochę rozbudowany: kilka kwestii dotyczących ISAYSS zostało zawartych w
samej treści, a nie w zakładce. Chciałam również połączyć to wspomnienie z
rozmową z psycholog, żeby nie było takie oderwane od rzeczywistości. No i tak –
ta retrospekcja to dopiero pierwsza część. Pojawią się jeszcze dwie w
przyszłości, które będą dotyczyć tego samego dnia, tej samej sytuacji, ale
przekazywania Agnieszce innych rzeczy. Czego? Cóż, zobaczycie.
Hm. Ciekawie się zapowiada. Początkowo przeczytałam pięciolatka, a nie piętnastolatka, więc byłam w lekkim szoku, bo w końcu trudno ją powstrzymać od zabijania.
OdpowiedzUsuńDobrze napisane. Naprawdę fajnie. Czekam na następny rozdział :D
ominous-reflection
Kiedy nowy rozdział?
OdpowiedzUsuńbleachowa ;)
Ach, pisze się <3
UsuńNa początku bardzo chciałbym ci podziękować za odwiedzenie mojego bloga i pozostawienie po sobie tak miłego komentarza, który mnie jeszcze bardziej zmotywował :)
OdpowiedzUsuńWpadłam oczywiście do ciebie i powiem ci, że już sam opis opowiadania mi bardzo przypadł do gustu. Science Fiction? Tego chyba jeszcze nie czytałam, jeśli chodzi o blogi. A jeszcze z domieszką kryminału, romansu, a czasem komedii - no no, z tego może wyjść coś dobrego.
Prolog jest bardzo pomysłowy. Szczególnie ta rozmówka z głosikiem.
Rozdział pierwszy nie mówi zbyt wiele, niestety, ale to dobrze. Jest tajemniczo, bardzo tajemniczo - cóż za sekret przed nami ukrywasz, hm? :) Jestem tego naprawdę ciekawa, może też głównie przez to, że nie czytam tak na co dzień SF i nie wiem czego mogę się spodziewać. Podoba mi się również to, że już wiesz mniej więcej jak ma wyglądać twoja bohaterka i chcesz się tego trzymać. Cenię to, sama nie wiem czemu, ale po prostu cenię, kiedy autor wie, jak chce kreować swą postać.
Jedyne, co ci mogę poradzić to byś pisała dłuższe rozdziały :D I ja bym bardziej zaznaczyła w spisie treści "prolog", "rozdział 1" itd. - wiesz o co mi chodzi? Bo trochę to ginie, jak dodajesz pod tym kawałek tekstu.
Pozdrawiam i czekam na nowy! Gdybyś mogła to informuj mnie ;)
Bardzo dziękuję za odwiedziny :)
UsuńFajnie się czyta takie miłe komentarze, to fakt. Jeśli chodzi o długość rozdziałów to kolejny jest o wiele dłuższy, więc plany są xd a spis treści - wiem, ale to Blogspot nie zmienia wielkości. Nie wiem, dlaczego.
Tzn? Jak to nie zmienia? ;>
UsuńTo świetnie!:D Czym dłużej, tym lepiej ;]
Pomimo tego, że zaznaczam większy rozmiar i w panelu to widać, to gdy wchodzę na bloga sprawdzić, czy jest dobrze, okazuje się, iż nadal wygląda tak samo :[ ale pracuję nad tym xd
UsuńSzczerze powiedziawszy, weszłam na twojego bloga z zamiarem umieszczenia tu mojej bezczelnej reklamy, ale jakoś zahaczyłam kątem oka o pierwszy akapit rozdziału... I nie mogłam sobie odmówić. Choć zazwyczaj dyskwalifikuję blogi obyczjowe, twój jest bardzo dobry. Czy też może - bardzo dobrze się zapowiada, bo na razie czuję duży, duży niedosyt! Będę wpadać.
OdpowiedzUsuńRozmowa pani psycholog z Agnieszką była świetnie przeprowadzona - aż ją słyszałam. Widziałam tę dziewczynę i starania rozmówczyni. I już ją lubię (Agnieszkę, nie psycholog, naturalnie).
Ale i tak zostawię reklamę - radzę ci założyć sobie zakładkę "Spam" albo "spamownik". Przydaje się.
Przepraszam za spam.
Mal właśnie ułożyła sobie życie. Z poważnym trudem. Ma kochającą rodzinę, świetną siostrę, nowe przyjaciółki, na dodatek możliwe, że pójdzie na dyskotekę z chłopakiem, w którym podkochuje się odkąd go zoabczyła.
Ale jak sobie poradzi, jeśli jej życie wywróci się do góry nogami i zacznie stać na rękach, jej dawna opiekunka umrze, a śmierć zacznie za nią podążać? Jeśli kilka niepożądanych osób zacznie się nią interesować, a ktoś spróbuje ją zabić? Na dodatek z niewiadomych powodów nikt nie chce jej powiedzieć, o co tu właściwie chodzi…
Zajrzyj na malcadicta-fantasy.blogspot.com
Dziękuję za miły komentarz, bardzo się cieszę, że rozdział przypadł do gustu :]
UsuńZakładka SPAM jest w menu, może po prostu ją przeoczyłaś. Z chęcią wpadnę do Ciebie, pozdrawiam <3
Oj, faktycznie przeoczyłam:) Przepraszam, ale chyba już niedowidzę. No dobrze, rzeczywiście niedowidzę, bo noszę okulary ze szkłami jak denka od słoików (kiedy kończą się soczewki), ale to raczej efekt kilku godzin przed komputerem:)
OdpowiedzUsuńKiedyś pisałam o podobnej tematyce. Jestem jak najbardziej za. Strasznie mi się podoba. Dziewczyna jest taka, jak chciałam być kiedyś. Okrutna, bezwzględna, skryta. Polubiłam ją. Naprawdę!
OdpowiedzUsuńPodoba mi się! :D
OdpowiedzUsuńPewnie minie jeszcze trochę czasu, gdy ogarnę te wszystkie sektory i inne twoje wymysły, ale podoba mi się. :P
Wiesz, że aż podskoczyłam (nawet nie wiem czemu xDD) gdy skończyłaś pisać kursywą, a zaczęłaś tym prostym? Wiesz, o co mi chodzi?
- Słuchasz mnie?
- Słuchasz mnie?
O ten moment, sorry, że kopiowałam.
Bardzo ładnie opisujesz emocje bohaterki. Mam bogate słownictwo i widać, że lubisz pisać. Dobrze ci to wychodzi. :)
lecę czytać dalej :*
Wszystkie sektory i informacje znajdują się w zakładce Fabularnie. Na pewno pomoże :)
OdpowiedzUsuńStarałam się, aby to wspomnienie było jakoś tak płynnie wplątane. Fajnie, że tak wyszło :D
tak, wiem. Już odwiedziłam tą zakładkę.
Usuńpostaram się szybko przeczytać resztę rozdziałów, ale musisz mi wybaczyć.
na razie Inwokacja z Pana T. jest ważniejsza - life is brutal ;/
Kurczę, zapowiada się naprawdę ciekawie! Science-fiction to coś, co lubię, chociaż nie w każdej odsłonie. Mam jednak wrażenie, że spodoba mi się Twoje opowiadanie - nie wiem czemu, ale jakoś tak mnie wciąga. Nawet bohaterka, która wydaje się nieco bucowata, nie wzbudza we mnie niechęci. Może dlatego że ma terapeutę? >.< Niesamowite jak psycholog w życiorysie wpływa na odbiór postaci!
OdpowiedzUsuńNa chwilę obecną więcej powiedzieć nie mogę, bo rozdział jest wielce enigmantyczny, toteż pędzę do następnych.
Pozdrawiam
Sama nie wiem dlaczego, ale osobiście uwielbiam, kiedy bohater książki/opowiadania/filmu ma jakieś bliżej nieokreślone problemy psychiczne i potrzebuje stałego terapeuty. Kurde, takie zboczenie :D
Usuń