Justyna Chmielewska – ładna, rudowłosa,
bardzo bystra nastolatka – od wielu lat pracowała bezpośrednio dla Agnieszki.
Znalezienie w ISAYSS osób na tyle godnych zaufania, żeby zlecać im niezależne
od Zarządu badania, należało do trudnych poszukiwań. Agentka z Sektora Ósmego
została gruntownie przez Lasowską sprawdzona i dopiero wtedy, kiedy
Przewodnicząca Szóstki uzyskała pewność, iż Chmielewska nadaje się do
poważniejszej współpracy – poprosiła ją o pomoc. Zlecenie stworzenia antidotum
na wirusa zaaplikowanego rodzinom zdrajców Diabła było kolejnym pracochłonnym
przedsięwzięciem. O ile chwilową odtrutkę potrafiła zrobić w zaskakująco
krótkim czasie i bez większego wysiłku czy potrzebnych badań, o tyle całkowity
medykament sprawiał jej wiele kłopotów. Gdy nareszcie doszła do odpowiednich
składników, musiała lek przetestować. Lasowska zgłosiła się na ochotniczkę.
–
Jak się czujesz? – Justyna
wyciągnęła igłę z żyły Agnieszki, przyciskając gazik do małej rany po ukłuciu.
Przewodnicząca Szóstki wzruszyła
ramionami. Beznadziejnie, odparła sobie w myślach. Odkąd Chmielewska
wstrzyknęła jej do krwi tego samego wirusa, który znajdował się w ciałach
rodziców Mierzejewskiego, Czubskiego i Stadnickich, minęły niecałe dwa
tygodnie, a ona czuła się, jakby miała problemy ze świadomością od o wiele
dłuższego czasu. Wmawianie wszystkim dookoła, że testuje nowe leki
przeciwbólowe, zaczynało być męczące. Większość jej wierzyła, ponieważ dosyć
często w przeszłości zgadzała się na podobne eksperymenty, ale Anita nie dała
się tak łatwo przekonać. Natrętna kuzynka od zawsze ją denerwowała zbytnią
opiekuńczością, aczkolwiek ostatnio Poseniak przechodziła samą siebie.
Agnieszka odnosiła nieodparte wrażenie, że odkąd jej rodzice zostali wysłani na
Proximę, dziewiętnastolatka próbowała zastąpić matkę Lasowskiej. Piękna
blondynka nie rozumiała, iż Przewodnicząca Szóstki nie potrzebuje
zainteresowania innych, a świetnie sobie ze wszystkim radzi. Jeśli zaczynała
mieć z tym problem – profesor Wykuszyński potrafił pomóc z każdą sprawą.
Rodziców zdrajców zatruwano od dłuższego
czasu, dlatego ich organizmy na tyle przyzwyczaiły się do śmiertelnego wirusa,
że przestały wykazywać jakiekolwiek objawy. Zabijał ich od środka, aczkolwiek
po cichu, bez bolesnych skutków ubocznych. U Agnieszki było inaczej –
drobnoustrój krążył w jej krwi od około dwunastu dni, a ciało nie zdążyło
przyswoić go na tyle, żeby nie chcieć się pozbyć obcego elementu samodzielnie.
Każda następna dawka antidotum pomagała, jednak na tę ostatnią – najważniejszą
– czekała do dzisiaj.
Przytrzymała biały gazik przy zgięciu
łokcia, prostując się na krześle.
–
Bywało lepiej.
–
To na pewno – odparła
Justyna, uśmiechając się niepewnie. Odłożyła na stolik pustą strzykawkę. –
Powiedziałaś Robertowi?
–
Nie – mruknęła Lasowska,
patrząc zirytowana na rudowłosą agentkę. Dziewczyna od samego początku
namawiała Agnieszkę, aby najpierw zapytała o zgodę Szefa Polskiego Wydziału.
Wirus został sklasyfikowany przez ISAYSS jako Niebezpieczny, dlatego
Justyna nie była przekonana do całego przedsięwzięcia. Nie wiedzieli, jakie
objawy pojawią się u Przewodniczącej Szóstki. Miewała podwyższoną temperaturę,
ataki gorąca, jednakże nie należały one do szczególnie groźnych symptomów.
Jedynie ogólne zmęczenie i osłabienie organizmu towarzyszyło jej bez przerwy.
–
Nadal twierdzę, że powinnaś
– wyszeptała Chmielewska, spuszczając głowę. Nie potrafiła utrzymać kontaktu
wzrokowego z Agnieszką dłużej niż kilka sekund. Zresztą, co słusznie zauważyła,
nikt tego nie umiał.
Lasowska zacisnęła usta w cienką linię.
Nie lubiła, kiedy inni o nią dbali.
–
Wiem – odparła cicho, ale
zaskakująco spokojnie. Nie widziała potrzeby denerwowania się na agentkę. Była
jej wdzięczna za udzieloną pomoc i stworzenie odtrutki; musiała się jakoś za
wszystko odwdzięczyć. – Antidotum zacznie działać, jak sama powiedziałaś, już
za kilka godzin, więc prawdopodobnie jutro nic mi nie będzie. Dlatego nie widzę
potrzeby, aby ktokolwiek o tym wiedział.
–
Zdrajcy też?
–
Też.
Justyna pokiwała delikatnie głową.
Czasami przerażało ją to, jak Agnieszka kompletnie nie zważała na własne
zdrowie i życie. Podejmowała się zbyt ryzykownych rzeczy, chociaż wcale nie
musiała. Według Chmielewskiej, odwaga agentki graniczyła z głupotą. Nigdy nie
śmiała jednak powiedzieć czegoś takiego głośno. Znała ją od pięciu lat i tyle
wystarczyło, aby nauczyć się trzymać język za zębami. Niektórzy zostali
pozbawieni takiej umiejętności i gorzko tego żałowali.
–
Cześć!
Do pomieszczenia weszła niska, niczym nie
wyróżniająca się dziewczyna. Czarny strój opinał jej ciało, które wskazywało
bardziej na zamiłowanie właścicielki do słodkiego jedzenia, a nie służbę w
ISAYSS, ale charakterem nadrabiała kompleksy dotyczące pulchnej sylwetki.
Piękne, gęste loki okalały okrągłą twarzyczkę; usta rozciągnięte były w
szczerym, szerokim uśmiechu.
Kąciki ust Agnieszki drgnęły, kiedy
zobaczyła Patrycję. Koleżanka ją bawiła, czasami potrafiła rozśmieszyć, choć
nikt by się tego nie spodziewał. Niekiedy obserwowała poczynania agentki z
Sektora Ósmego z politowaniem, gdy znowu narobiła sobie kłopotów lub powiedziała
coś wyjątkowo niestosownego, ale... Każdy człowiek był inny.
–
Chciałaś mnie widzieć. –
Głos Patrycji zabrzmiał nienaturalnie wysoko. Odchrząknęła cicho. – Coś się
stało? – dodała już normalnie, uśmiechając się przepraszająco.
–
Mam chłopaka, któremu trzeba
oglądnąć plecy...
–
Ty masz chłopaka? – pisnęła
Patrycja, na co Agnieszka przewróciła oczami.
–
Nie w tym znaczeniu –
warknęła, świetnie wiedząc, jaka interpretacja jej wypowiedzi pojawiła się w
umyśle dziewczyny. – Potrzebuję, żebyś zobaczyła jego oparzenie. Coś zrobiło
się z plecami Mierzejewskiego po oberwaniu zielonym gównem od robotów.
–
Mierzejewskiego? –
wyszeptała blondwłosa agentka, a jej oczy zalśniły. – Mówisz o tym zdrajcy
Diabła?
–
Tak? – zaczęła ostrożnie
Lasowska, nie wiedząc, do czego dąży koleżanka. Ta zaśmiała się, zauważając
niepewną minę Przewodniczącej Szóstki.
–
Ponoć jest zajebisty –
zawołała podekscytowana. Agnieszka milczała. Próbowała nie dać po sobie poznać,
jak cholernie denerwowało ją podobne zachowanie. Nienawidziła, kiedy jej
rówieśniczki, najczęściej agentki spotykane na korytarzach, wodziły
spojrzeniami po przystojniejszych chłopakach w agencji, robiąc z siebie totalne
idiotki. W pewnym momencie skomplikowanego życia Przewodniczącej Sektora
Szóstego, jak sama twierdziła, zabrakło towarzystwa rozgadanych i normalnych
ludzi, którzy niczym kompletnie się nie przejmowali. Wykuszyński mawiał, że nie
miała po prostu czasu na luźniejsze spojrzenie na świat, dlatego nie była w
stanie zaakceptować niektórych zachowań. Dlatego też reakcja niektórych agentek
na widok Mierzejewskiego pozostawała dla niej kwestią kompletnie niezrozumiałą.
–
Facet jak facet –
odpowiedziała w końcu, widząc rozmarzone spojrzenie Patrycji. – Zero mózgu,
więcej mięśni i chuj w spodniach. Nie rozumiem powodu twojej ekscytacji.
–
Oj, daj spokój – żachnęła
się agentka, krzyżując ręce na piersiach. Wyglądała zabawnie. – Chętnie ci
pomogę.
–
W to nie wątpię – burknęła
Agnieszka, wzruszając ramionami. Powoli wstała z czarnego fotela, pozwalając,
aby do zdrętwiałych nóg zaczęła normalnie dopływać krew. – Ile godzin? –
spytała cicho Justyny, patrząc na nią znacząco.
–
Około dwunastu – odparła,
uśmiechając się pocieszająco na widok skrzywionej miny Lasowskiej. – Będzie
dobrze. Jakby cokolwiek się działo, daj znać.
–
Jasne, że będzie. Dziękuję.
Agnieszka wyszła z pomieszczenia,
ignorując wesołe trajkotanie Patrycji. Miała wrażenie, że nastolatka w ogóle
nie potrafiła siedzieć cicho. Wymachiwała średniej wielkości walizką, którą
zabrała z pokoju, nie zważając na zawartość.
Lasowska chciała załatwić sprawę z
Damianem jak najszybciej.
Gdy zobaczyła na plecach chłopaka czarną
plamę, przestraszyła się. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz poczuła coś
podobnego. Ta reakcja sprawiła, że musiała się od niego odizolować na jakiś
czas. Nie podobało jej się nic, co dotyczyło Damiana, ostatnio w szczególności.
Trochę żałowała rozmowy z nim – nie powinna być dla niego taka uprzejma.
Podczas pobytu w Siedzibie Głównej miała sesję terapeutyczną z profesorem
Wykuszyńskim, a te spotkania zawsze wprawiały ją w dobry humor. Mierzejewski
przyszedł za szybko. Nie zdążyła wrócić do swojego normalnego humoru, a zdrajca
to wykorzystał. Pokiwała delikatnie głową. Nie myśl o nim, nie myśl, kurwa.
Docierało do niej, że nie powinna tak strasznie przejmować się jego stanem, że
to podejrzane i nienaturalne jak na nią.
Chciałbym coś zasugerować...
Skrzywiła się. Nie teraz. Nie na ten
temat.
–
Czego ty znowu ode
mnie chcesz?
Ja tylko zauważam, że za bardzo się
angażujesz. Damian ma rację – jakbyś mniej przejmowała się ratowaniem jego
rodziny, byłoby znacznie lepiej. Dlatego właśnie zaczynasz go niańczyć zamiast
trenować.
–
Nie jestem niańką,
nie będę opowiadać mu bajek na dobranoc i śpiewać kołysanek.
No raczej tego to Mierzejewski od ciebie
nie oczekuje.
–
No co ty nie powiesz.
Nie warcz, to nieładnie. Ja tylko próbuję
ci pomóc. Jesteś zmęczona, zagubiona i zła na samą siebie, chociaż nie do końca
rozumiem za co. Potrzebujesz teraz więcej niż jednej sesji z Wykuszyńskim.
Doszły do gabinetu dziewczyny. Agnieszka
pchnęła drzwi, wpuszczając Patrycję przodem.
Mierzejewski siedział na jednej z sof,
wpatrując się w holograficzny mini model robota Diabła. Nie zwrócił nawet
uwagi, że ktoś wszedł do pomieszczenia. Wyglądał na znudzonego. Nie wiedział,
po co kazała mu przyjść do siebie...
–
Ekhm.
Damian uniósł głowę. Natknął się na
badawcze spojrzenie Przewodniczącej Szóstki i nagle wszelkie wątpliwości
uleciały z jego umysłu. Nie widział Lasowskiej przez dwa dni. Odwołała
treningi, unikała go na korytarzach, a teraz nagle zaprosiła go ponownie do
swojego gabinetu. Był zdezorientowany. Najpierw dała mu jasno do
zrozumienia, żeby nie zawracał jej głowy – dzisiaj nieoczekiwanie
zainteresowała się agentem.
–
Mierzejewski, to Patrycja z
Sektora Ósmego. Postara się zrobić coś z twoimi plecami, jeśli, oczywiście, nie
jest już za późno – powiedziała Agnieszka, pokazując agentce, żeby podeszła do
pacjenta. Krwisty rumieniec, który pojawił się na policzkach Patrycji, wytrącił
ją z równowagi. Ona się... zawstydziła? Patrycja? Ta dziewczyna, która według
mniemania Lasowskiej nie wiedziała, co to znaczy nieśmiałość, powoli dotarła do
sof, a z każdym krokiem buraczyła się jeszcze bardziej.
Ktoś tu się komuś podoba...
–
Myślisz?
Nie da się ukryć.
Agnieszka nie wiedziała dlaczego, ale
poczuła napływ irytacji.
–
Miło mi – powiedział Damian,
uśmiechając się uprzejmie do Patrycji. Uścisnęła wyciągniętą dłoń.
–
Mnie również – wymamrotała.
Lasowska pokręciła głową, wznosząc oczy
ku jakiejś nadnaturalnej istocie gdzieś tam w górze i prosząc ją po cichu, żeby
ten dzień się wreszcie skończył.
–
Już się poznaliście? –
warknęła zirytowana. Humor znacznie jej się pogorszył w momencie, kiedy go
zobaczyła. Nagle przypomniała sobie powód, za sprawą którego przez ostatnie dwa
dni tak skrupulatnie go unikała.
Oboje na nią spojrzeli. Patrycja
wyglądała na zachwyconą i Agnieszka dostrzegała wdzięczność w jej oczach. No
tak: ponoć jest zajebisty, przypomniała sobie wcześniej wypowiedziane
słowa. Natomiast Damian był... Zdezorientowany? Niepewny? Przestraszony?
–
Kurwa, on się boi.
Oczywiście, że się boi. Nie trzeba było
tak dramatycznie uświadamiać mu, iż nie jest dobrze.
–
Dramatycznie?
Najpierw grzecznie dałaś mu do
zrozumienia, że powinien wyjść z gabinetu, kiedy nie wiedział, co się z nim
dzieje. Potem nie chcesz widzieć go przez dwa bite dni, a teraz każesz przyjść
do gabinetu i poddać się jakimś beznadziejnym badaniom. Dziwisz się, dlaczego
tak reaguje?
–
Nie miałam innego
wyjścia.
Przeraziłaś się tą plamą.
–
Wcale nie.
Naprawdę chcesz się ze mną o to kłócić?
Twoje odczucia cię przerażają, dlatego nie chciałaś go widzieć...
–
Zamknij się.
–
Świetnie – mruknęła
Agnieszka, przeczesując ręką rozpuszczone włosy. Próbowała całkowicie
zignorować irytujący głosik w swojej głowie. Musiała się go stamtąd jakoś
pozbyć. – Patrycja wie, co robi. Jak będziesz się jej słuchał, może uda się
ciebie uratować.
Patrycja zaśmiała się głośno.
–
Daj spokój, to na pewno nic
poważnego – powiedziała uspokajająco, na co Damian uśmiechnął się z
wdzięcznością.
–
Przynajmniej ty masz takie
zdanie – odparł, nie zaszczycając Agnieszki nawet jednym spojrzeniem. Lasowska
pokręciła głową. Nie dość, że ryzykowała swoje życie, pilnując rodziny
Mierzejewskiego, testowała na sobie działanie jakiegoś głupiego antidotum i
znalazła agentkę na tyle inteligentną, żeby wiedziała, jak uratować plecy, ten
jeszcze miał pretensje do jej humoru. Nie rozumiała go.
Damian ściągnął z siebie koszulkę,
ukazując niepokojącą plamę na plecach. Patrycja wciągnęła cicho powietrze. Była
cała czerwona. Wiedzą jej reakcję na widok półnagiego Damiana, Agnieszka
westchnęła przeciągle.
–
To nie będzie dla ciebie żaden problem, prawda? – zapytała słodko Lasowska, wpatrując się w zawstydzoną
agentkę. Pomimo beznadziejnego humoru, cała sytuacja zaczynała ją bawić.
Mierzejewski albo kompletnie nie zdawał sobie sprawy, iż Patrycja ma problem z
oddychaniem na jego widok, albo taktownie milczał.
–
Oczywiście, że nie będzie –
mruknęła dziewczyna, zakładając białe, lateksowe rękawiczki. Otworzyła
przyniesioną ze sobą walizkę. W środku znajdowało się małe, przenośne
laboratorium. Zaczynając od przeróżnej wielkości igieł, idąc przez puste i po
części zapełnione kolorowe probówki, kończąc na pudełeczkach z nieznaną
zawartością, której Damian jakoś szczególnie nie chciał znać.
–
Może obejdzie się bez
zastrzyków? – zamruczał, patrząc z niepokojem na rozmiary strzykawek w pudełku.
Agnieszka zaśmiała się drwiąco, słysząc te słowa.
–
Nie, Mierzejewski, teraz to
ja dbam o twoje życie i według mojego skromnego zdania powinieneś dostać
zastrzyk prosto w dupę tą największą igłą. Pytania?
Patrycja spojrzała na Lasowską, a na jej
twarzy Przewodnicząca Szóstki dostrzegła zaskoczenie. Chyba nie spodziewała się
takiego podejścia. Natomiast Damian nie odpowiedział. Westchnął tylko, kręcąc delikatnie
głową. Po chwili uśmiechnął się smutno.
–
Niech ci będzie – odparł
cicho, całkowicie zaskakując tym obie agentki. Agnieszka otworzyła usta, chcąc
coś powiedzieć, ale nic sensownego nie przyszło jej w tym momencie do głowy,
więc zamilkła. Oparła się o ścianę niedaleko sof, obserwując, jak Patrycja
sprawnie zaczyna majstrować przy ranie na plecach.
–
To jakaś trucizna – odezwała
się w końcu po kilkunastu minutach napiętej ciszy. – To trochę działa na tej
zasadzie, że substancja, która spowodowała oparzenie, wniknęła do krwiobiegu i
chociaż lekarz zniwelował skutki, zajął się tak naprawdę tymi widocznymi na
zewnątrz. Chyba nikt nie spodziewał się większych problemów – urwała,
przyglądając się fragmentowi plamy przez jakiś specjalny przyrząd. – Coś spowodowało
usunięcie trucizny z krwi i dostanie się w najsłabszą część twojego organizmu.
Teraz było to oparzenie – dodała szybko. Odłożyła urządzenie na stolik. –
Najprawdopodobniej naturalna odporność zrobiła swoje. Dlatego substancja
uwydatniła się na oparzeniu.
–
Czyli to nic poważnego? –
zapytał Damian. W jego głosie dało się usłyszeć ulgę. Kompletnie nie znał się
na wszelkich rzeczach związanych z chorobami czy ludzkim organizmem, ale z
wykładu Patrycji zrozumiał, że to powierzchowne.
–
Nie wydaje mi się, żeby był
to jakiś spory problem. Zeskanowałam skład tej trucizny, jeśli możemy ją tak
nazwać, i w Ósemce zrobimy na to lekarstwo. Pewnie minie kilka dni i plama
zniknie.
–
Musicie poinformować o tym
Zarząd. Jest sporo poparzonych agentów – powiedział Damian.
–
Tak, zrobię to zaraz jak
wrócę do sektora. Sprawdzimy objawy innych i... Agnieszka, dobrze się czujesz?
Pytanie Patrycji zaskoczyło
Mierzejewskiego. Od razu odwrócił się w stronę Przewodniczącej Sektora
Szóstego, która opierała się niepewnie o ścianę, rozmasowując skronie. Bolała
ją głowa? Kiedy otworzyła oczy, w jej oczach widać było zmęczenie.
–
Nic mi nie jest – mruknęła,
ale chyba nie dotarło do niej, jak cicho zabrzmiał jej głos. Zmrużyła oczy. – O
co wam chodzi?
–
Jesteś dziwnie blada. Może
zadzwonię po jakiegoś lekarza? – spytała Patrycja.
Lekarza? Nie, nie potrzeba mi lekarza.
Zresztą... kim jest lekarz? Jest mi tylko słabo. I gorąco. Cholernie gorąco.
Dlaczego, do licha, jest tak gorąco?
Odpowiedziała jej cisza.
–
Eldery, zadzwoń po Justynę,
teraz – usłyszała dziewczęcy głos, ale nie mogła sobie przypomnieć, do kogo
należał. Zorientowała się, że ktoś do niej podszedł. – Chodź, usiądź, zaraz
przyjdzie Justyna i się tobą zajmie – wyszeptała nieznajoma, ale nie zobaczyła
żadnej reakcji.
To boli, cholernie boli. Tam w środku.
Tak jakby trochę na plecach, trochę niżej. Chociaż nie. Wszystko boli. Ten ból
jest nieznośny. Ale upał.
–
Aga... – W głosie Patrycji
pobrzmiewało przerażenie.
Kurwa, głowa mi pęka. Zaraz mnie
rozsadzi. Jest gorąco, dlaczego?
Nie potrafiła dłużej ustać. Nogi same się
pod nią ugięły. Nie poczuła jednak uderzenia, którego się spodziewała. Złapały
ją ciepłe, silne ręce, chroniąc przed spotkaniem z twardą podłogą.
Damian...
A potem wszystko zniknęło i jej umysł
opanowała ciemność.
*****
Jest krótko, prawda? To tylko niecałe
pięć stron, a ja sama nie wiem, dlaczego wyszło tak... ubogo. Myślałam, że
więcej mi to zajmie, ale wszystko, co chciałam napisać w tym rozdziale po
prostu już zawarłam. Mówi się trudno.
Cóż mogę rzec? Jestem zmęczona szkołą,
ostatnio bardzo trudno znaleźć mi chęci do pisania, ale piszę i nie zamierzam
przestać. Muszę tylko ułożyć sobie jakoś wydarzenia w następnych rozdziałach,
bo myślę, że was zainteresują. Dowiecie się, dlaczego Agnieszka tak cholernie broni
się przed sympatią wobec Mierzejewskiego, postaram się pokazać wam jedną z jej
fobii, przeczytacie o misji, podczas której ktoś wyjątkowo się zasłuży i
poznacie... jedynego chłopaka, w którym Agnieszka kiedykolwiek była zakochana.
A więc... Do następnych rozdziałów <3
Kurczę nie chciałam pisać jako pierwsza komentarza. Sama nie wiem czemu, ale nie wiem za bardzo co mam napisać.
OdpowiedzUsuńWydaje mi się, że w każdej historii jest potrzebna taka Patrycja, która umie wywołać uśmiech na twarzy :)
Ogólnie to Agnieszka jest naprawdę dziwna. Nie rozumiem czemu ona nie dopuszcza pozytywnych uczuć do siebie. No oprócz tych negatywnych i ukochanego głosika. :)
Czy ty zwariowałaś!!! Jak to jakiś były chłopak Agi?! Damian ma konkurenta to może być ciekawe. :)
Rozumiem cię z tym brakiem czasu, bo ja mam podobnie. Kurde nawet nie mam kiedy przepisywać miniaturek na kompa. Piszę w niedziele przez cały ranek z tego co mam w głowie.
Mam nadzieje, że wszystko szybko ułożysz, bo jestem strasznie ciekawa co będzie dalej.
Pozdrawiam i weny życzę :D
Konkurenta? uhu, tak, ma konkurenta, ale to kwestia baaaardzo skomplikowana hihi
UsuńAgnieszka jest dziwna, tutaj chyba nie ma w tym naprawdę nic dziwnego xD
Dziękuję i nawzajem <3
Yyyyy...
OdpowiedzUsuńFakt faktem moja Nersi trochę krótkie. Jak już się wczułam tak normalnie skończyłam :D
Agę to mam ochotę przyjebutać w łeb :P Aczkolwiek końcówka zabrzmiała na tyle ciekawie i intrygująco, że albo coś jest nie tak ze mną, albo Aga i Mierzejewski czują wspólnie to samo. Bo niby ona zemdlała z bólu po tym, jak on dostał zastrzyk czy ja się pogubiłam i wyobraźnia płata mi figla, bo upiera się i wciąż czeka na wątek bohaterki z Damianem!
Oj mam nadzieję, że chwila przerwy pozwoli ci podładować akumulatory i napisać ciąg dalszy bo ja tu teraz czekam z niecierpliwością!
Pozdrawiam kochanie moje i weny! :*
Krótkie, wiem, biłam głową o ścianę jak zorientowałam się, że takie krótkie XD
UsuńHaha, nieeeeeee, to nie tak :D Agnieszka straciła przytomność po czymś innym, to nie Hogwart kochana XD
Przecież i tak piszesz z rodem Hogwartu, więc co mi tam ;)
UsuńHihi, skoro tak twierdzisz :D
UsuńKRÓTKO, KRÓTKO, DLACZEGO TAK KRÓTKO?
OdpowiedzUsuńGłosik w jej głowie naprawdę zaczyna być coraz bardziej potrzebny XD on przynajmniej próbuje uświadomić Agnieszce, że nie jest wobec Damiana taka obojętna, jaka chciałaby być, kochaaaaam go :D
matko, Damian jest taki asdfghjklasdfghjh, daj mi takiego faceta w rzeczywistości, a zostaniesz moją bohaterką! <3 mój miszczu
kurde, Aga aż tak zaryzykowała swoje życie, testując jakiegoś śmiertelnego wirusa, że to przez niego zemdlała, prawda? no bo zaraz po tym antidotum się to stało. No i Damian ją złapał aaaaaach <3
"– Dobrze, a potem przełożę ją przez kolano i porządnie zleję za to, co zrobiła." KOCHAM TO, JA CHCĘ JUŻ NASTĘPNY ROZDZIAŁ PIĘKNA, DAWAJ MI GO TUTAJ
i bardzo bym chciała, żeby Mierzejewski się wkurwił na Agnieszkę za to, że aż tak strasznie zaryzykowała, może by coś ambitnego z tego wynikło? hihi
weny życzę, żebyś nie trzymała nas za długo w niepewności! <3
Duże litery, uu, groźnie się zrobiło :D
UsuńOjej, ile ty masz wymagań wobec tego opowiadania o.O chciałabym ci jednak przypomnieć, że to ja jestem jego autorką i nie musisz mi tutaj aż tylu pomysłów podrzucać XD
Aga jest odważna/głupia, wybieraj co chcesz, jak chcesz, okaże się w następnym rozdziale :D
ty chyba jeszcze mnie groźnej nie widziałaś :D
UsuńNie no, nie przesadzajmy, jest odważną osóbką, nie ma co się oszukiwać. Większość ludzi nigdy nie pomyślałaby o zrobieniu niektórych rzeczy. Jej poświęcenie jest naprawdę godne podziwu. Nie mniej jednak, czasami mnie też przeraża jej "brak zważania na własne zdrowie i bezpieczeństwo". Lubię Justynę xD
ja ogólnie cię jeszcze nigdy nie widziałam, ale okej :D
UsuńJustyna wyszła całkiem normalna, to fakt. Ale Agnieszka taka już jest, tego nie zmieni nikt.
A ja nie narzekam, że krótko, bo zajebiście :D
OdpowiedzUsuńGłosik jest zdecydowanie moim ulubionym bohaterem na równi z Agą i Damianem! :)
Aga to głupek i tyle. Ale taki kochany-kochany <3 A "Złapały ją ciepłe, silne ręce, chroniąc przed spotkaniem z twardą podłogą.
Damian...
A potem wszystko zniknęło i jej umysł opanowała ciemność." - TO jest zdecydowanie najlepszym dowodem na to, że Damian czuje coś do Agi i odwrotnie, fuck yeah! :>
Nie ma to jest wciskanie Agi w stan świadomości, w którym nie może poruszyć swoim ciałem, mój pomysł! ;P - to tak a'propos zapowiedzi :)
Komentarz krótki, rozdział krótki, rachunki wyrównane XD
Całuski ;*
Magiczna Ja :D
kurczę, głosik ma więcej fanów niż reszta bohaterów hihi
Usuńej, on ją tylko złapał XD
Ja się zgodzę z Inez - nieważne, że krótko, ważne, że zajebiście <3
OdpowiedzUsuńMoja droga Nersi, to był naprawdę świetny rozdział! Mam wrażenie, iż czasami się nie doceniasz. Cała ta sprawa z wirusem śmierdzi na kilometr i mam nadzieję, że wytłumaczysz wszystko już w następnym rozdziale. Jakoś tak pasuje mi bardzo to, iż potrafiła poświęcić swoje życie dla dobra sprawy i danego słowa, ale nadal pozostaje to takie... dziwne. Głupie, oj, bardzo głupie, ale bardzo fajne jednocześnie ;)
Cała akcja z utratą przytomności świetnie napisana! Ta jej narastająca niepewność, ból, uderzenia gorąca, a to wszystko zwieńczone upadkiem wprost w ramiona Mierzejewskiego - awwwwww *_* Podleciał specjalnie, żeby ją złapać? Cudowny jest. No i przystojny. I znowu był bez koszulki, szalejesz :D
Dziękuję za rozdział i nie mogę się doczekać następnego, bo będzie mój mąż Rafał *_* nareszcie! <3
Pozdrawiam ;)
hyhy, dziękuję <3
Usuńbez koszulki... co wy macie z tym bez koszulki? XD
tak, tak, Rafałek się pojawi, specjalnie dla ciebie, jeśli chcesz ;*
Krótko nie znaczy beznadziejnie ^^
OdpowiedzUsuńTe wewnętrzne dialogi z głosikiem są bardzo fajne, przyjemnie się je czyta i zapałam się na tym, że właśnie na nie czekam!
Wątek miłosny, wydaje mi się, jest potrzebny dla urozmaicenia opowieści. Zawsze wtedy się łatwiej wczuć w bohatera i zacząć mu kibicować.
Tych dwoje bohaterów ewidentnie czuje do siebie miętę. Jednak chciałabym poznać tego byłego Agnieszki. Musi być idealny chyba :D albo wręcz przeciwnie, ale nie chce mi się rozpisywać i rozwinąć tego co mam na myśli :D
W starszych rozdziałach akcja toczyła się bardzo wolno i czasem trudno się czytało, teraz jest lepiej, wyrobiłaś się :D
Nie zawsze będę komentować, bo czasem nie mam siły ani chęci, ale wiedz, że czytam <3
Tak jak Ciebie i mnie przytłaczają obowiązki.
Następny zapowiada się ciekawie, życzę weny i pozdrawiam :)
Och, poznacie jej byłego, i to bardzo dobrze :D Troszkę namiesza, ale... powiedzmy, że ich przeszłość była nie do końca taka kolorowa ;)
UsuńDziękuję! Tak się cieszę, że mi się to powoli udaje <3
W końcu przeczytałam wszystkie rozdziały! :D
OdpowiedzUsuńUwielbiam Twoje opowiadanie. I uwielbiam postać Agnieszki! Świetnie wykreowana postać.
W ogóle, świetny pomysł na fabułę. Nie jest wszystko jasne i proste już na samym początku i to się chwali. Ile jest takich opowiadań, w których od razu wszystko wyłożone jest na tacy?
Odkrywanie powoli ISAYSS jest wielkim plusem. Podoba mi się to, że nie zostało od razu powiedziane, kim jest Diabeł, jaki ma swój cel w tym, co robi i czemu nienawidzi Agnieszki.
Dzięki temu, chce się czytać Twoją twórczość. Naprawdę! Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :P
A może wydasz kiedyś to opowiadanie w formie książkowej?
Życzę sukcesów i weny!
Gratuluję tego, że przetrwałaś ;D
UsuńKurde, kurde, kurde, to takie miłe, że piszecie takie rzeczy. Cieszę się, iż opowiadanie przypadło ci do gustu i wydaje się ciekawe. Mam nadzieję, że nie zawiodę <3
Nigdy nie myslałam nas wersja książkową, może kiedyś ;D
Kurczę, gdzie rozdział?! :D
OdpowiedzUsuńmałe opóźnienie, jestem w trakcie pisania :D
Usuńale się pojawi, już niedługo