Rozdział 14 - Wirus

Justyna Chmielewska – ładna, rudowłosa, bardzo bystra nastolatka – od wielu lat pracowała bezpośrednio dla Agnieszki. Znalezienie w ISAYSS osób na tyle godnych zaufania, żeby zlecać im niezależne od Zarządu badania, należało do trudnych poszukiwań. Agentka z Sektora Ósmego została gruntownie przez Lasowską sprawdzona i dopiero wtedy, kiedy Przewodnicząca Szóstki uzyskała pewność, iż Chmielewska nadaje się do poważniejszej współpracy – poprosiła ją o pomoc. Zlecenie stworzenia antidotum na wirusa zaaplikowanego rodzinom zdrajców Diabła było kolejnym pracochłonnym przedsięwzięciem. O ile chwilową odtrutkę potrafiła zrobić w zaskakująco krótkim czasie i bez większego wysiłku czy potrzebnych badań, o tyle całkowity medykament sprawiał jej wiele kłopotów. Gdy nareszcie doszła do odpowiednich składników, musiała lek przetestować. Lasowska zgłosiła się na ochotniczkę.
– Jak się czujesz? – Justyna wyciągnęła igłę z żyły Agnieszki, przyciskając gazik do małej rany po ukłuciu.
Przewodnicząca Szóstki wzruszyła ramionami. Beznadziejnie, odparła sobie w myślach. Odkąd Chmielewska wstrzyknęła jej do krwi tego samego wirusa, który znajdował się w ciałach rodziców Mierzejewskiego, Czubskiego i Stadnickich, minęły niecałe dwa tygodnie, a ona czuła się, jakby miała problemy ze świadomością od o wiele dłuższego czasu. Wmawianie wszystkim dookoła, że testuje nowe leki przeciwbólowe, zaczynało być męczące. Większość jej wierzyła, ponieważ dosyć często w przeszłości zgadzała się na podobne eksperymenty, ale Anita nie dała się tak łatwo przekonać. Natrętna kuzynka od zawsze ją denerwowała zbytnią opiekuńczością, aczkolwiek ostatnio Poseniak przechodziła samą siebie. Agnieszka odnosiła nieodparte wrażenie, że odkąd jej rodzice zostali wysłani na Proximę, dziewiętnastolatka próbowała zastąpić matkę Lasowskiej. Piękna blondynka nie rozumiała, iż Przewodnicząca Szóstki nie potrzebuje zainteresowania innych, a świetnie sobie ze wszystkim radzi. Jeśli zaczynała mieć z tym problem – profesor Wykuszyński potrafił pomóc z każdą sprawą.
Rodziców zdrajców zatruwano od dłuższego czasu, dlatego ich organizmy na tyle przyzwyczaiły się do śmiertelnego wirusa, że przestały wykazywać jakiekolwiek objawy. Zabijał ich od środka, aczkolwiek po cichu, bez bolesnych skutków ubocznych. U Agnieszki było inaczej – drobnoustrój krążył w jej krwi od około dwunastu dni, a ciało nie zdążyło przyswoić go na tyle, żeby nie chcieć się pozbyć obcego elementu samodzielnie. Każda następna dawka antidotum pomagała, jednak na tę ostatnią – najważniejszą – czekała do dzisiaj.
Przytrzymała biały gazik przy zgięciu łokcia, prostując się na krześle.
– Bywało lepiej.
– To na pewno – odparła Justyna, uśmiechając się niepewnie. Odłożyła na stolik pustą strzykawkę. – Powiedziałaś Robertowi?
– Nie – mruknęła Lasowska, patrząc zirytowana na rudowłosą agentkę. Dziewczyna od samego początku namawiała Agnieszkę, aby najpierw zapytała o zgodę Szefa Polskiego Wydziału. Wirus został sklasyfikowany przez ISAYSS jako Niebezpieczny, dlatego Justyna nie była przekonana do całego przedsięwzięcia. Nie wiedzieli, jakie objawy pojawią się u Przewodniczącej Szóstki. Miewała podwyższoną temperaturę, ataki gorąca, jednakże nie należały one do szczególnie groźnych symptomów. Jedynie ogólne zmęczenie i osłabienie organizmu towarzyszyło jej bez przerwy.
– Nadal twierdzę, że powinnaś – wyszeptała Chmielewska, spuszczając głowę. Nie potrafiła utrzymać kontaktu wzrokowego z Agnieszką dłużej niż kilka sekund. Zresztą, co słusznie zauważyła, nikt tego nie umiał.
Lasowska zacisnęła usta w cienką linię. Nie lubiła, kiedy inni o nią dbali.
– Wiem – odparła cicho, ale zaskakująco spokojnie. Nie widziała potrzeby denerwowania się na agentkę. Była jej wdzięczna za udzieloną pomoc i stworzenie odtrutki; musiała się jakoś za wszystko odwdzięczyć. – Antidotum zacznie działać, jak sama powiedziałaś, już za kilka godzin, więc prawdopodobnie jutro nic mi nie będzie. Dlatego nie widzę potrzeby, aby ktokolwiek o tym wiedział.
– Zdrajcy też?
– Też.
Justyna pokiwała delikatnie głową. Czasami przerażało ją to, jak Agnieszka kompletnie nie zważała na własne zdrowie i życie. Podejmowała się zbyt ryzykownych rzeczy, chociaż wcale nie musiała. Według Chmielewskiej, odwaga agentki graniczyła z głupotą. Nigdy nie śmiała jednak powiedzieć czegoś takiego głośno. Znała ją od pięciu lat i tyle wystarczyło, aby nauczyć się trzymać język za zębami. Niektórzy zostali pozbawieni takiej umiejętności i gorzko tego żałowali.
– Cześć!
Do pomieszczenia weszła niska, niczym nie wyróżniająca się dziewczyna. Czarny strój opinał jej ciało, które wskazywało bardziej na zamiłowanie właścicielki do słodkiego jedzenia, a nie służbę w ISAYSS, ale charakterem nadrabiała kompleksy dotyczące pulchnej sylwetki. Piękne, gęste loki okalały okrągłą twarzyczkę; usta rozciągnięte były w szczerym, szerokim uśmiechu.
Kąciki ust Agnieszki drgnęły, kiedy zobaczyła Patrycję. Koleżanka ją bawiła, czasami potrafiła rozśmieszyć, choć nikt by się tego nie spodziewał. Niekiedy obserwowała poczynania agentki z Sektora Ósmego z politowaniem, gdy znowu narobiła sobie kłopotów lub powiedziała coś wyjątkowo niestosownego, ale... Każdy człowiek był inny.
– Chciałaś mnie widzieć. – Głos Patrycji zabrzmiał nienaturalnie wysoko. Odchrząknęła cicho. – Coś się stało? – dodała już normalnie, uśmiechając się przepraszająco.
– Mam chłopaka, któremu trzeba oglądnąć plecy...
– Ty masz chłopaka? – pisnęła Patrycja, na co Agnieszka przewróciła oczami.
– Nie w tym znaczeniu – warknęła, świetnie wiedząc, jaka interpretacja jej wypowiedzi pojawiła się w umyśle dziewczyny. – Potrzebuję, żebyś zobaczyła jego oparzenie. Coś zrobiło się z plecami Mierzejewskiego po oberwaniu zielonym gównem od robotów.
– Mierzejewskiego? – wyszeptała blondwłosa agentka, a jej oczy zalśniły. – Mówisz o tym zdrajcy Diabła?
– Tak? – zaczęła ostrożnie Lasowska, nie wiedząc, do czego dąży koleżanka. Ta zaśmiała się, zauważając niepewną minę Przewodniczącej Szóstki.
– Ponoć jest zajebisty – zawołała podekscytowana. Agnieszka milczała. Próbowała nie dać po sobie poznać, jak cholernie denerwowało ją podobne zachowanie. Nienawidziła, kiedy jej rówieśniczki, najczęściej agentki spotykane na korytarzach, wodziły spojrzeniami po przystojniejszych chłopakach w agencji, robiąc z siebie totalne idiotki. W pewnym momencie skomplikowanego życia Przewodniczącej Sektora Szóstego, jak sama twierdziła, zabrakło towarzystwa rozgadanych i normalnych ludzi, którzy niczym kompletnie się nie przejmowali. Wykuszyński mawiał, że nie miała po prostu czasu na luźniejsze spojrzenie na świat, dlatego nie była w stanie zaakceptować niektórych zachowań. Dlatego też reakcja niektórych agentek na widok Mierzejewskiego pozostawała dla niej kwestią kompletnie niezrozumiałą.
– Facet jak facet – odpowiedziała w końcu, widząc rozmarzone spojrzenie Patrycji. – Zero mózgu, więcej mięśni i chuj w spodniach. Nie rozumiem powodu twojej ekscytacji.
– Oj, daj spokój – żachnęła się agentka, krzyżując ręce na piersiach. Wyglądała zabawnie. – Chętnie ci pomogę.
– W to nie wątpię – burknęła Agnieszka, wzruszając ramionami. Powoli wstała z czarnego fotela, pozwalając, aby do zdrętwiałych nóg zaczęła normalnie dopływać krew. – Ile godzin? – spytała cicho Justyny, patrząc na nią znacząco.
– Około dwunastu – odparła, uśmiechając się pocieszająco na widok skrzywionej miny Lasowskiej. – Będzie dobrze. Jakby cokolwiek się działo, daj znać.
– Jasne, że będzie. Dziękuję.
Agnieszka wyszła z pomieszczenia, ignorując wesołe trajkotanie Patrycji. Miała wrażenie, że nastolatka w ogóle nie potrafiła siedzieć cicho. Wymachiwała średniej wielkości walizką, którą zabrała z pokoju, nie zważając na zawartość.
Lasowska chciała załatwić sprawę z Damianem jak najszybciej.
Gdy zobaczyła na plecach chłopaka czarną plamę, przestraszyła się. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz poczuła coś podobnego. Ta reakcja sprawiła, że musiała się od niego odizolować na jakiś czas. Nie podobało jej się nic, co dotyczyło Damiana, ostatnio w szczególności. Trochę żałowała rozmowy z nim – nie powinna być dla niego taka uprzejma. Podczas pobytu w Siedzibie Głównej miała sesję terapeutyczną z profesorem Wykuszyńskim, a te spotkania zawsze wprawiały ją w dobry humor. Mierzejewski przyszedł za szybko. Nie zdążyła wrócić do swojego normalnego humoru, a zdrajca to wykorzystał. Pokiwała delikatnie głową. Nie myśl o nim, nie myśl, kurwa. Docierało do niej, że nie powinna tak strasznie przejmować się jego stanem, że to podejrzane i nienaturalne jak na nią.
Chciałbym coś zasugerować...
Skrzywiła się. Nie teraz. Nie na ten temat.
Czego ty znowu ode mnie chcesz?
Ja tylko zauważam, że za bardzo się angażujesz. Damian ma rację – jakbyś mniej przejmowała się ratowaniem jego rodziny, byłoby znacznie lepiej. Dlatego właśnie zaczynasz go niańczyć zamiast trenować.
Nie jestem niańką, nie będę opowiadać mu bajek na dobranoc i śpiewać kołysanek.
No raczej tego to Mierzejewski od ciebie nie oczekuje.
No co ty nie powiesz.
Nie warcz, to nieładnie. Ja tylko próbuję ci pomóc. Jesteś zmęczona, zagubiona i zła na samą siebie, chociaż nie do końca rozumiem za co. Potrzebujesz teraz więcej niż jednej sesji z Wykuszyńskim.
Doszły do gabinetu dziewczyny. Agnieszka pchnęła drzwi, wpuszczając Patrycję przodem.
Mierzejewski siedział na jednej z sof, wpatrując się w holograficzny mini model robota Diabła. Nie zwrócił nawet uwagi, że ktoś wszedł do pomieszczenia. Wyglądał na znudzonego. Nie wiedział, po co kazała mu przyjść do siebie...
– Ekhm.
Damian uniósł głowę. Natknął się na badawcze spojrzenie Przewodniczącej Szóstki i nagle wszelkie wątpliwości uleciały z jego umysłu. Nie widział Lasowskiej przez dwa dni. Odwołała treningi, unikała go na korytarzach, a teraz nagle zaprosiła go ponownie do swojego gabinetu. Był zdezorientowany. Najpierw dała mu jasno do zrozumienia, żeby nie zawracał jej głowy – dzisiaj nieoczekiwanie zainteresowała się agentem.
– Mierzejewski, to Patrycja z Sektora Ósmego. Postara się zrobić coś z twoimi plecami, jeśli, oczywiście, nie jest już za późno – powiedziała Agnieszka, pokazując agentce, żeby podeszła do pacjenta. Krwisty rumieniec, który pojawił się na policzkach Patrycji, wytrącił ją z równowagi. Ona się... zawstydziła? Patrycja? Ta dziewczyna, która według mniemania Lasowskiej nie wiedziała, co to znaczy nieśmiałość, powoli dotarła do sof, a z każdym krokiem buraczyła się jeszcze bardziej.
Ktoś tu się komuś podoba...
Myślisz?
Nie da się ukryć.
Agnieszka nie wiedziała dlaczego, ale poczuła napływ irytacji.
– Miło mi – powiedział Damian, uśmiechając się uprzejmie do Patrycji. Uścisnęła wyciągniętą dłoń.
– Mnie również – wymamrotała.
Lasowska pokręciła głową, wznosząc oczy ku jakiejś nadnaturalnej istocie gdzieś tam w górze i prosząc ją po cichu, żeby ten dzień się wreszcie skończył.
– Już się poznaliście? – warknęła zirytowana. Humor znacznie jej się pogorszył w momencie, kiedy go zobaczyła. Nagle przypomniała sobie powód, za sprawą którego przez ostatnie dwa dni tak skrupulatnie go unikała.
Oboje na nią spojrzeli. Patrycja wyglądała na zachwyconą i Agnieszka dostrzegała wdzięczność w jej oczach. No tak: ponoć jest zajebisty, przypomniała sobie wcześniej wypowiedziane słowa. Natomiast Damian był... Zdezorientowany? Niepewny? Przestraszony?
Kurwa, on się boi.
Oczywiście, że się boi. Nie trzeba było tak dramatycznie uświadamiać mu, iż nie jest dobrze.
Dramatycznie?
Najpierw grzecznie dałaś mu do zrozumienia, że powinien wyjść z gabinetu, kiedy nie wiedział, co się z nim dzieje. Potem nie chcesz widzieć go przez dwa bite dni, a teraz każesz przyjść do gabinetu i poddać się jakimś beznadziejnym badaniom. Dziwisz się, dlaczego tak reaguje?
Nie miałam innego wyjścia.
Przeraziłaś się tą plamą.
Wcale nie.
Naprawdę chcesz się ze mną o to kłócić? Twoje odczucia cię przerażają, dlatego nie chciałaś go widzieć...
Zamknij się.
– Świetnie – mruknęła Agnieszka, przeczesując ręką rozpuszczone włosy. Próbowała całkowicie zignorować irytujący głosik w swojej głowie. Musiała się go stamtąd jakoś pozbyć. – Patrycja wie, co robi. Jak będziesz się jej słuchał, może uda się ciebie uratować.
Patrycja zaśmiała się głośno.
– Daj spokój, to na pewno nic poważnego – powiedziała uspokajająco, na co Damian uśmiechnął się z wdzięcznością.
– Przynajmniej ty masz takie zdanie – odparł, nie zaszczycając Agnieszki nawet jednym spojrzeniem. Lasowska pokręciła głową. Nie dość, że ryzykowała swoje życie, pilnując rodziny Mierzejewskiego, testowała na sobie działanie jakiegoś głupiego antidotum i znalazła agentkę na tyle inteligentną, żeby wiedziała, jak uratować plecy, ten jeszcze miał pretensje do jej humoru. Nie rozumiała go.
Damian ściągnął z siebie koszulkę, ukazując niepokojącą plamę na plecach. Patrycja wciągnęła cicho powietrze. Była cała czerwona. Wiedzą jej reakcję na widok półnagiego Damiana, Agnieszka westchnęła przeciągle.
– To nie będzie dla ciebie żaden problem, prawda? – zapytała słodko Lasowska, wpatrując się w zawstydzoną agentkę. Pomimo beznadziejnego humoru, cała sytuacja zaczynała ją bawić. Mierzejewski albo kompletnie nie zdawał sobie sprawy, iż Patrycja ma problem z oddychaniem na jego widok, albo taktownie milczał.
– Oczywiście, że nie będzie – mruknęła dziewczyna, zakładając białe, lateksowe rękawiczki. Otworzyła przyniesioną ze sobą walizkę. W środku znajdowało się małe, przenośne laboratorium. Zaczynając od przeróżnej wielkości igieł, idąc przez puste i po części zapełnione kolorowe probówki, kończąc na pudełeczkach z nieznaną zawartością, której Damian jakoś szczególnie nie chciał znać.
– Może obejdzie się bez zastrzyków? – zamruczał, patrząc z niepokojem na rozmiary strzykawek w pudełku. Agnieszka zaśmiała się drwiąco, słysząc te słowa.
– Nie, Mierzejewski, teraz to ja dbam o twoje życie i według mojego skromnego zdania powinieneś dostać zastrzyk prosto w dupę tą największą igłą. Pytania?
Patrycja spojrzała na Lasowską, a na jej twarzy Przewodnicząca Szóstki dostrzegła zaskoczenie. Chyba nie spodziewała się takiego podejścia. Natomiast Damian nie odpowiedział. Westchnął tylko, kręcąc delikatnie głową. Po chwili uśmiechnął się smutno.
– Niech ci będzie – odparł cicho, całkowicie zaskakując tym obie agentki. Agnieszka otworzyła usta, chcąc coś powiedzieć, ale nic sensownego nie przyszło jej w tym momencie do głowy, więc zamilkła. Oparła się o ścianę niedaleko sof, obserwując, jak Patrycja sprawnie zaczyna majstrować przy ranie na plecach.
– To jakaś trucizna – odezwała się w końcu po kilkunastu minutach napiętej ciszy. – To trochę działa na tej zasadzie, że substancja, która spowodowała oparzenie, wniknęła do krwiobiegu i chociaż lekarz zniwelował skutki, zajął się tak naprawdę tymi widocznymi na zewnątrz. Chyba nikt nie spodziewał się większych problemów – urwała, przyglądając się fragmentowi plamy przez jakiś specjalny przyrząd. – Coś spowodowało usunięcie trucizny z krwi i dostanie się w najsłabszą część twojego organizmu. Teraz było to oparzenie – dodała szybko. Odłożyła urządzenie na stolik. – Najprawdopodobniej naturalna odporność zrobiła swoje. Dlatego substancja uwydatniła się na oparzeniu.
– Czyli to nic poważnego? – zapytał Damian. W jego głosie dało się usłyszeć ulgę. Kompletnie nie znał się na wszelkich rzeczach związanych z chorobami czy ludzkim organizmem, ale z wykładu Patrycji zrozumiał, że to powierzchowne.
– Nie wydaje mi się, żeby był to jakiś spory problem. Zeskanowałam skład tej trucizny, jeśli możemy ją tak nazwać, i w Ósemce zrobimy na to lekarstwo. Pewnie minie kilka dni i plama zniknie.
– Musicie poinformować o tym Zarząd. Jest sporo poparzonych agentów – powiedział Damian.
– Tak, zrobię to zaraz jak wrócę do sektora. Sprawdzimy objawy innych i... Agnieszka, dobrze się czujesz?
Pytanie Patrycji zaskoczyło Mierzejewskiego. Od razu odwrócił się w stronę Przewodniczącej Sektora Szóstego, która opierała się niepewnie o ścianę, rozmasowując skronie. Bolała ją głowa? Kiedy otworzyła oczy, w jej oczach widać było zmęczenie.
– Nic mi nie jest – mruknęła, ale chyba nie dotarło do niej, jak cicho zabrzmiał jej głos. Zmrużyła oczy. – O co wam chodzi?
– Jesteś dziwnie blada. Może zadzwonię po jakiegoś lekarza? – spytała Patrycja.
Lekarza? Nie, nie potrzeba mi lekarza. Zresztą... kim jest lekarz? Jest mi tylko słabo. I gorąco. Cholernie gorąco. Dlaczego, do licha, jest tak gorąco?
Odpowiedziała jej cisza.
– Eldery, zadzwoń po Justynę, teraz – usłyszała dziewczęcy głos, ale nie mogła sobie przypomnieć, do kogo należał. Zorientowała się, że ktoś do niej podszedł. – Chodź, usiądź, zaraz przyjdzie Justyna i się tobą zajmie – wyszeptała nieznajoma, ale nie zobaczyła żadnej reakcji.
To boli, cholernie boli. Tam w środku. Tak jakby trochę na plecach, trochę niżej. Chociaż nie. Wszystko boli. Ten ból jest nieznośny. Ale upał.
– Aga... – W głosie Patrycji pobrzmiewało przerażenie.
Kurwa, głowa mi pęka. Zaraz mnie rozsadzi. Jest gorąco, dlaczego?
Nie potrafiła dłużej ustać. Nogi same się pod nią ugięły. Nie poczuła jednak uderzenia, którego się spodziewała. Złapały ją ciepłe, silne ręce, chroniąc przed spotkaniem z twardą podłogą.
Damian...
A potem wszystko zniknęło i jej umysł opanowała ciemność.

*****

Jest krótko, prawda? To tylko niecałe pięć stron, a ja sama nie wiem, dlaczego wyszło tak... ubogo. Myślałam, że więcej mi to zajmie, ale wszystko, co chciałam napisać w tym rozdziale po prostu już zawarłam. Mówi się trudno.
Cóż mogę rzec? Jestem zmęczona szkołą, ostatnio bardzo trudno znaleźć mi chęci do pisania, ale piszę i nie zamierzam przestać. Muszę tylko ułożyć sobie jakoś wydarzenia w następnych rozdziałach, bo myślę, że was zainteresują. Dowiecie się, dlaczego Agnieszka tak cholernie broni się przed sympatią wobec Mierzejewskiego, postaram się pokazać wam jedną z jej fobii, przeczytacie o misji, podczas której ktoś wyjątkowo się zasłuży i poznacie... jedynego chłopaka, w którym Agnieszka kiedykolwiek była zakochana. A więc... Do następnych rozdziałów <3


20 komentarzy:

  1. Kurczę nie chciałam pisać jako pierwsza komentarza. Sama nie wiem czemu, ale nie wiem za bardzo co mam napisać.
    Wydaje mi się, że w każdej historii jest potrzebna taka Patrycja, która umie wywołać uśmiech na twarzy :)
    Ogólnie to Agnieszka jest naprawdę dziwna. Nie rozumiem czemu ona nie dopuszcza pozytywnych uczuć do siebie. No oprócz tych negatywnych i ukochanego głosika. :)
    Czy ty zwariowałaś!!! Jak to jakiś były chłopak Agi?! Damian ma konkurenta to może być ciekawe. :)
    Rozumiem cię z tym brakiem czasu, bo ja mam podobnie. Kurde nawet nie mam kiedy przepisywać miniaturek na kompa. Piszę w niedziele przez cały ranek z tego co mam w głowie.
    Mam nadzieje, że wszystko szybko ułożysz, bo jestem strasznie ciekawa co będzie dalej.
    Pozdrawiam i weny życzę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Konkurenta? uhu, tak, ma konkurenta, ale to kwestia baaaardzo skomplikowana hihi
      Agnieszka jest dziwna, tutaj chyba nie ma w tym naprawdę nic dziwnego xD
      Dziękuję i nawzajem <3

      Usuń
  2. Yyyyy...
    Fakt faktem moja Nersi trochę krótkie. Jak już się wczułam tak normalnie skończyłam :D
    Agę to mam ochotę przyjebutać w łeb :P Aczkolwiek końcówka zabrzmiała na tyle ciekawie i intrygująco, że albo coś jest nie tak ze mną, albo Aga i Mierzejewski czują wspólnie to samo. Bo niby ona zemdlała z bólu po tym, jak on dostał zastrzyk czy ja się pogubiłam i wyobraźnia płata mi figla, bo upiera się i wciąż czeka na wątek bohaterki z Damianem!
    Oj mam nadzieję, że chwila przerwy pozwoli ci podładować akumulatory i napisać ciąg dalszy bo ja tu teraz czekam z niecierpliwością!
    Pozdrawiam kochanie moje i weny! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krótkie, wiem, biłam głową o ścianę jak zorientowałam się, że takie krótkie XD
      Haha, nieeeeeee, to nie tak :D Agnieszka straciła przytomność po czymś innym, to nie Hogwart kochana XD

      Usuń
    2. Przecież i tak piszesz z rodem Hogwartu, więc co mi tam ;)

      Usuń
    3. Hihi, skoro tak twierdzisz :D

      Usuń
  3. KRÓTKO, KRÓTKO, DLACZEGO TAK KRÓTKO?
    Głosik w jej głowie naprawdę zaczyna być coraz bardziej potrzebny XD on przynajmniej próbuje uświadomić Agnieszce, że nie jest wobec Damiana taka obojętna, jaka chciałaby być, kochaaaaam go :D
    matko, Damian jest taki asdfghjklasdfghjh, daj mi takiego faceta w rzeczywistości, a zostaniesz moją bohaterką! <3 mój miszczu
    kurde, Aga aż tak zaryzykowała swoje życie, testując jakiegoś śmiertelnego wirusa, że to przez niego zemdlała, prawda? no bo zaraz po tym antidotum się to stało. No i Damian ją złapał aaaaaach <3
    "– Dobrze, a potem przełożę ją przez kolano i porządnie zleję za to, co zrobiła." KOCHAM TO, JA CHCĘ JUŻ NASTĘPNY ROZDZIAŁ PIĘKNA, DAWAJ MI GO TUTAJ
    i bardzo bym chciała, żeby Mierzejewski się wkurwił na Agnieszkę za to, że aż tak strasznie zaryzykowała, może by coś ambitnego z tego wynikło? hihi
    weny życzę, żebyś nie trzymała nas za długo w niepewności! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duże litery, uu, groźnie się zrobiło :D
      Ojej, ile ty masz wymagań wobec tego opowiadania o.O chciałabym ci jednak przypomnieć, że to ja jestem jego autorką i nie musisz mi tutaj aż tylu pomysłów podrzucać XD
      Aga jest odważna/głupia, wybieraj co chcesz, jak chcesz, okaże się w następnym rozdziale :D

      Usuń
    2. ty chyba jeszcze mnie groźnej nie widziałaś :D
      Nie no, nie przesadzajmy, jest odważną osóbką, nie ma co się oszukiwać. Większość ludzi nigdy nie pomyślałaby o zrobieniu niektórych rzeczy. Jej poświęcenie jest naprawdę godne podziwu. Nie mniej jednak, czasami mnie też przeraża jej "brak zważania na własne zdrowie i bezpieczeństwo". Lubię Justynę xD

      Usuń
    3. ja ogólnie cię jeszcze nigdy nie widziałam, ale okej :D
      Justyna wyszła całkiem normalna, to fakt. Ale Agnieszka taka już jest, tego nie zmieni nikt.

      Usuń
  4. A ja nie narzekam, że krótko, bo zajebiście :D
    Głosik jest zdecydowanie moim ulubionym bohaterem na równi z Agą i Damianem! :)
    Aga to głupek i tyle. Ale taki kochany-kochany <3 A "Złapały ją ciepłe, silne ręce, chroniąc przed spotkaniem z twardą podłogą.
    Damian...
    A potem wszystko zniknęło i jej umysł opanowała ciemność." - TO jest zdecydowanie najlepszym dowodem na to, że Damian czuje coś do Agi i odwrotnie, fuck yeah! :>
    Nie ma to jest wciskanie Agi w stan świadomości, w którym nie może poruszyć swoim ciałem, mój pomysł! ;P - to tak a'propos zapowiedzi :)
    Komentarz krótki, rozdział krótki, rachunki wyrównane XD
    Całuski ;*
    Magiczna Ja :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kurczę, głosik ma więcej fanów niż reszta bohaterów hihi
      ej, on ją tylko złapał XD

      Usuń
  5. Ja się zgodzę z Inez - nieważne, że krótko, ważne, że zajebiście <3
    Moja droga Nersi, to był naprawdę świetny rozdział! Mam wrażenie, iż czasami się nie doceniasz. Cała ta sprawa z wirusem śmierdzi na kilometr i mam nadzieję, że wytłumaczysz wszystko już w następnym rozdziale. Jakoś tak pasuje mi bardzo to, iż potrafiła poświęcić swoje życie dla dobra sprawy i danego słowa, ale nadal pozostaje to takie... dziwne. Głupie, oj, bardzo głupie, ale bardzo fajne jednocześnie ;)
    Cała akcja z utratą przytomności świetnie napisana! Ta jej narastająca niepewność, ból, uderzenia gorąca, a to wszystko zwieńczone upadkiem wprost w ramiona Mierzejewskiego - awwwwww *_* Podleciał specjalnie, żeby ją złapać? Cudowny jest. No i przystojny. I znowu był bez koszulki, szalejesz :D
    Dziękuję za rozdział i nie mogę się doczekać następnego, bo będzie mój mąż Rafał *_* nareszcie! <3
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hyhy, dziękuję <3
      bez koszulki... co wy macie z tym bez koszulki? XD
      tak, tak, Rafałek się pojawi, specjalnie dla ciebie, jeśli chcesz ;*

      Usuń
  6. Krótko nie znaczy beznadziejnie ^^

    Te wewnętrzne dialogi z głosikiem są bardzo fajne, przyjemnie się je czyta i zapałam się na tym, że właśnie na nie czekam!

    Wątek miłosny, wydaje mi się, jest potrzebny dla urozmaicenia opowieści. Zawsze wtedy się łatwiej wczuć w bohatera i zacząć mu kibicować.
    Tych dwoje bohaterów ewidentnie czuje do siebie miętę. Jednak chciałabym poznać tego byłego Agnieszki. Musi być idealny chyba :D albo wręcz przeciwnie, ale nie chce mi się rozpisywać i rozwinąć tego co mam na myśli :D

    W starszych rozdziałach akcja toczyła się bardzo wolno i czasem trudno się czytało, teraz jest lepiej, wyrobiłaś się :D

    Nie zawsze będę komentować, bo czasem nie mam siły ani chęci, ale wiedz, że czytam <3
    Tak jak Ciebie i mnie przytłaczają obowiązki.

    Następny zapowiada się ciekawie, życzę weny i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, poznacie jej byłego, i to bardzo dobrze :D Troszkę namiesza, ale... powiedzmy, że ich przeszłość była nie do końca taka kolorowa ;)
      Dziękuję! Tak się cieszę, że mi się to powoli udaje <3

      Usuń
  7. W końcu przeczytałam wszystkie rozdziały! :D

    Uwielbiam Twoje opowiadanie. I uwielbiam postać Agnieszki! Świetnie wykreowana postać.
    W ogóle, świetny pomysł na fabułę. Nie jest wszystko jasne i proste już na samym początku i to się chwali. Ile jest takich opowiadań, w których od razu wszystko wyłożone jest na tacy?
    Odkrywanie powoli ISAYSS jest wielkim plusem. Podoba mi się to, że nie zostało od razu powiedziane, kim jest Diabeł, jaki ma swój cel w tym, co robi i czemu nienawidzi Agnieszki.
    Dzięki temu, chce się czytać Twoją twórczość. Naprawdę! Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :P
    A może wydasz kiedyś to opowiadanie w formie książkowej?

    Życzę sukcesów i weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję tego, że przetrwałaś ;D
      Kurde, kurde, kurde, to takie miłe, że piszecie takie rzeczy. Cieszę się, iż opowiadanie przypadło ci do gustu i wydaje się ciekawe. Mam nadzieję, że nie zawiodę <3
      Nigdy nie myslałam nas wersja książkową, może kiedyś ;D

      Usuń
  8. Kurczę, gdzie rozdział?! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. małe opóźnienie, jestem w trakcie pisania :D
      ale się pojawi, już niedługo

      Usuń

Cieszę się, że postanowiłeś/aś zostać dłużej na moim blogu. Bardzo Ci za to dziękuję! Jeśli masz chwilę wolnego czasu, byłabym dozgonnie wdzięczna, gdybyś zostawił/a po sobie komentarz, a w nim szczerą opinię na temat przeczytanego rozdziału. Miłego dnia!