Od powrotu Damiana, Tomka oraz Dominiki z
próbką minęło trzy dni. Stefek był zachwycony, kiedy zobaczył wypełniony
pojemnik i przeprosił za swoje wcześniejsze wątpliwości dotyczące udziału całej
trójki w misji. Sektor Dwunasty i Ósmy zaczęły rozpracowywać skład substancji
jeszcze tego samego dnia, a Robert osobiście pochwalił grupę za świetnie
wykonane zadanie. Przypadkowi agenci poklepywali ich po plecach, gratulując
odwagi. Mierzejewski miał wrażenie, że wiele osób zmieniło podejście do niego
oraz reszty zdrajców Diabła właśnie przez tę sytuację. Teraz zauważał to, co
Szef Polskiego Wydziału powiedział mu kiedyś w rozmowie – im wystarczyła jedna
rzecz, jedna misja zlecona przez samą Lasowską, jeden moment, w którym
udowodnili, iż pracują dla ISAYSS. Pokazali w ten sposób, jak bardzo zależy im
na uczciwej służbie agencji. Damian chciał przede wszystkich podziękować
Agnieszce, jednak nie widział jej od swojego powrotu. Kuzynka dziewczyny –
Anita – powiedziała mu, że Przewodnicząca Szóstki jest w Siedzibie Głównej i
wróci, jak załatwi z Juliette jakąś pilną sprawę. Czuł się niepewnie. Nie do
końca miał ochotę wiedzieć, czego dotyczył ten interes.
Pod nieobecność swojej nauczycielki
trenował go Przewodniczący Sektora Jedenastego. Dziewiętnastoletni Grzesiek
znał się na tym, co robił. Chociaż Mierzejewski nie darzył starszego kolegi
jakąś szczególną sympatią, gdyż jego arogancja i chamskość strasznie go
drażniły, to dobrze mu się ćwiczyło w takim towarzystwie. Nawet on miał mniej
brutalne metody od Agnieszki.
–
Uznaj to za zaszczyt, za
miesiąc kończę tutaj służbę i jesteś ostatnią osobą, którą trenuję – powiedział
mu, kiedy pierwszego dnia przyszedł o ustalonej godzinie do sali. Damian
traktował te spotkania jako idealną okazję do znalezienia odpowiedzi na niektóre
swoje pytania, bowiem Grzesiek nie myślał o tym, o czym mówił – walił prosto z
mostu, czasami kompletnie nie zastanawiając się, czy powinien. Najbardziej
zależało mu na informacjach dotyczących Agnieszki. Wiedział, że byłaby
wściekła, ale Grzesiek Kawajko go nie zawiódł – tylu rzeczy nie dowiedziałby
się od niej nigdy.
–
Chyba za sobą nie
przepadacie – stwierdził Damian, kiedy kolega skończył opowiadać o relacjach
pomiędzy nimi. Opierały się one przede wszystkim na ciągłych kłótniach,
chamskich docinkach i braku porozumienia. Były to dosyć trudne warunki pracy.
Ten skrzywił się tylko nieznacznie.
–
To nie o to chodzi. Szanuję
Agnieszkę, podziwiam jej umiejętności, ale jakbym rzadziej od niej obrywał za
nic, to pewnie bym ją lubił. Albo inaczej – gdybym raz na jakiś czas podarował
sobie kłótnie z nią, nie trafiałbym do skrzydła lekarskiego tak często.
Mierzejewski uśmiechnął się lekko na te
słowa. Wyobrażenie podobnej sytuacji nie było szczególnie trudne.
Przypomniał sobie moment, kiedy trafił tam pod opiekę lekarzy po pierwszym
pojedynku z Przewodniczącą Sektora Szóstego. Prawie złamała mu wtedy rękę.
Pielęgniarka nie wyglądała jednak na szczególnie zaskoczoną, gdy wyznał, iż to
Agnieszka go zraniła. Wręcz przeciwnie – pokiwała ze zrozumieniem głową;
usłyszał, że wcale się nie dziwi.
Teraz stał przed drzwiami do gabinetu
dziewczyny, nie wiedząc, czy dobrze robi. Jeszcze kilka godzin wcześniej był
zdeterminowany, aby pójść do niej i szczerze porozmawiać. Kiedy tylko
dowiedział się, że wróciła z Siedziby Głównej, zadecydował, iż nie może dłużej
czekać. Nie mógł dla niej pracować, jeśli tak wielu kluczowych rzeczy nie
wiedział, a odpowiedzi na pytania jak nie było, tak nie ma. Aczkolwiek teraz,
gdy stał przed tymi czarnymi drzwiami, cała jego pewność siebie zniknęła. Wahał
się.
Wziął głęboki wdech i zapukał.
Przez dłuższy czas nic się nie działo.
Damian zaczął zastanawiać się, czy przypadkiem jej nie obudził, ale wtedy mu
otworzyła.
–
Właź – powiedziała cicho
Agnieszka, patrząc na niego z zainteresowaniem. Odwróciła się na pięcie i
podążyła w stronę jednej z kanap na środku pomieszczenia.
Gabinet dziewczyny nie przypominał innych
sal w ISAYSS. Większość z nich odzwierciedlała w pewien sposób zainteresowania
agenta lub funkcję, którą pełnił. Natomiast tutaj widział normalny pokój.
Wydawał się bardzo przestronny, co zawdzięczał podłodze z jasnego drewna oraz
śnieżnobiałym ścianom. Jedynie ta naprzeciwko wejścia wyglądała, jakby była
przeszklona. Chociaż Damian wiedział, że w rzeczywistości to tylko
multimedialne ekrany, które przedstawiały przeróżne widoki za oknami – i
tak robiło wrażenie. Pośrodku pomieszczenia znajdował się okrągły
stolik, a dookoła niego ustawiono parę dużych sof. Nic więcej. Po lewej stronie dostrzegł czarne drzwi, zapewne do sypialni. Pokój sprawiał wrażenie surowego,
zimnego, niedostępnego – zupełnie jak Agnieszka. Dopiero po chwili zauważył
tajemnicze wzorki na ścianach...
–
To wbudowane systemy
komputerowe – powiedziała dziewczyna, widząc, iż Damian z zainteresowaniem
przygląda się ledwie widocznym, szarym liniom.
–
Po co?
–
Do różnych rzeczy – odparła
Lasowska, wskazując głową miejsce naprzeciwko siebie. – Siadaj.
Zabrzmiało to jak rozkaz, a chłopak
wyjątkowo nie miał ochoty się sprzeciwiać.
–
Coś się stało?
Odetchnął głęboko. Przypominał sobie
wszystkie pytania, które od samego początku współpracy z dziewczyną pojawiały
się w jego głowie i próbował je jakoś uporządkować. Na szczęście Aga cierpliwie
czekała, aż zacznie mówić. Nie wyglądała, jakby miała zły humor, więc uznał to
za dobry znak.
–
Potrzebuję odpowiedzi na
parę pytań. Nie mogę z tobą współpracować, jeśli nie wiem kompletnie nic o tym,
co dokładnie robisz i dlaczego. Jestem ci wdzięczny za to, że ratujesz życie
mojej rodzinie i przyjaciołom, ale nie będę pracował w ciemno.
Agnieszka milczała. Obserwowała chłopaka,
nie spuszczając z niego oczu nawet na sekundę. Powoli przetwarzała w myślach
jego słowa. Była zadowolona. Odważył się przybyć i zażądać informacji –
niewielu potrafiłoby zebrać się na coś podobnego. Ludzie zazwyczaj nie pytali
ją o nic. Wykonywali polecenia, ale nie dociekali przyczyn, intencji. Damian
nie bał się przyjść, chociaż nie miał bladego pojęcia, jak by zareagowała. Nie chciała utrzymywać go w niewiedzy. Potrzebowała jego zaufania, aby bez
przeszkód móc chronić rodzinę Mierzejewskiego.
–
Dobrze – odparła w końcu.
Damian spojrzał na nią. Był w szoku.
–
Dobrze? Czyli... – urwał,
rozumiejąc, że się zgodziła. Nareszcie miał się dowiedzieć tylu ważnych rzeczy.
– Odpowiesz na moje pytania?
Uśmiechnęła się delikatnie. Śliczna
jest, kiedy się uśmiecha, pomyślał sobie.
–
Tak, Damian. Odpowiem na
twoje pytania. Myślałeś, że się nie zgodzę, prawda? – Przekrzywiła lekko głowę.
Wyglądała na zainteresowaną i rozbawioną jednocześnie.
–
Byłem pewny – mruknął.
–
Cóż, pozory mylą, panie
Mierzejewski – powiedziała powoli, cały czas obserwując chłopaka. – Nie masz o
mnie raczej pochlebnego zdania. Chociaż, kto ma?
–
Ludzie się ciebie boją.
–
Wiem. I dobrze. Wolę
wzbudzać strach niż sympatię.
–
A szacunek? – zapytał
Damian, patrząc na nią. Poczuł się pewniej, nie do końca jednak wiedząc,
dlaczego. Jej dobry humor go odprężał, nie musiał martwić się, że coś mu zrobi,
a ten fakt już pomagał uspokojeniu niepewnego umysłu.
–
Szacunek zazwyczaj idzie w
parze ze strachem. Nie zawsze, ale nie oczekuję od ludzi tego, aby mnie nim
darzyli. Nie potrzebuję go. Zanim zadasz pierwsze pytanie – powiedziała nagle
dziewczyna, biorąc do ręki kosmyk swoich włosów i zawijając go dookoła palca –
ja mam jedno do ciebie. Właściwie to nawet dwa.
–
Ekhm, okej? – mruknął
chłopak.
–
Po pierwsze: jak plecy?
Słyszałam, że przy łapaniu zielonego gówna oberwałeś.
Mierzejewski nie ukrywał zaskoczenia. Nie
spodziewał się pytań o stan jego zdrowia. Faktycznie, nie czuł się szczególnie
komfortowo z porządnym oparzeniem na wysokości łopatek, ale to jednak nie było
nic groźnego. Lekarz zniwelował skutki do minimum zaraz po powrocie do agencji.
Nie przeszkadzało mu to w funkcjonowaniu.
–
Dobrze, to tylko oparzenie.
–
Mogłabym je później
zobaczyć? – spytała dziewczyna, a widząc jeszcze większe zaskoczenie w
zielonych oczach chłopaka, postanowiła się wytłumaczyć. – Widzisz, nie byłam u
Juliette bez powodu. Kiedy tylko dowiedziała się, że wysłałam ciebie, Tomka i
Dominikę po próbkę promienia, natychmiast mnie do siebie wezwała. Pokazała mi
zdjęcia ran, które powstają po uderzeniu inną substancją. Spowodowała one
spustoszenie podczas jednej z saharyjskich wojen pomiędzy tajną armią NATO a
ludźmi niejakiego Hasum Baduna w 2009 roku*. Na pewno wiesz, o czym mówię –
dodała, na co chłopak kiwnął głową. – Juliette jest pewna, że rany powstające
po styczności ciała z tamtym czymś i naszym aktualnym problemem są takie same.
Dlatego byłabym ci wdzięczna, jakbyś później ją pokazał, a Eldery zeskanowałby
oparzenie. Nie chcę jednak, aby ktokolwiek na razie się o tym dowiedział,
jasne?
W duchu odetchnął z ulgą. Wcześniej
martwił się, czy powód jej nagłego wybycia do Siedziby Głównej nie dotyczył
przypadkiem jego. Inna pilna sprawa wyjątkowo go ucieszyła.
–
Tak, rozumiem.
–
Świetnie. Mam jeszcze drugie
pytanie, ale nad nim zastanów się troszeczkę dłużej – zaczęła Agnieszka,
wzbudzając w nim zainteresowanie. Podciągnęła nogi na sofę, opierając się o
podłokietnik. – Ufasz mi?
Nie spodziewał się tak bezpośredniego
pytania o jakikolwiek rodzaj zaufania. Usłyszał wcześniej od Roberta, że nie ma
co liczyć na bardziej osobiste wyznania czy przeniesienie spraw Diabła oraz
agencji na relacje prywatne. Ćwicząc z nią swoje umiejętności, miał okazję
wystarczająco poznać charakter Lasowskiej. Była brutalna, nie przejmowała się
uczuciami innych; kiedy coś nie szło po myśli dziewczyny i zaczynała się
denerwować, przekonywał się do jej ADHD. Mogła bez mrugnięcia okiem patrzeć,
jak umiera człowiek, okrucieństwo dziewczyny przerażało ludzi z nią współpracujących,
a bezwzględność była znana na całym świecie. Uwielbiała sprawować nad wszystkim
kontrolę i denerwowała się, gdy traciła nad czymś lub nad kimś władzę. To
egoistka, podpowiadała mu podświadomość, ale wiedział jedno – dotrzymywała
słowa, a pracę i swoje zlecenia traktowała na poważnie. Nie martwił się, że
czegoś nie dopilnuje, że coś sama zepsuje, że ktoś ją przechytrzy. I to było w
tej całej współpracy najlepsze. Nie potrzebował zbyt długo zastanawiać się nad
odpowiedzią.
–
Kompletnie cię nie znałem, a
przystałem na propozycję. Przestałem pracować dla Diabła na jedno
polecenie. Oddałem tak naprawdę życia wszystkich, na których mi zależy w twoje
ręce. Naprawdę sądzisz, że mógłbym ci nie ufać?
Agnieszka milczała. Nie potrafił wyczytać
z jej twarzy nic. Nie lubił tego, bo nie wiedział, czego może się spodziewać.
Przywdziewała maskę totalnej obojętności, a on zaczynał się gubić.
–
Cieszy mnie to – powiedziała
po chwili. Wyglądała na usatysfakcjonowaną. – Teraz twoje pytania. Ostrzegam
jednak, że jeśli jakieś nie będzie dla mnie wygodne, nie odpowiem.
Pokiwał głową na znak, iż rozumie.
–
Dlaczego Diabeł cię tak
nienawidzi?
Lasowska
miała ochotę przewrócić oczami, ale w ostatniej chwili się powstrzymała.
Zgodziła się na tę beznadziejną rozmowę, aczkolwiek nie widziała potrzeby mu
się zwierzać. Pytania tego typu, które zadawali jej wszyscy, strasznie ją
irytowały.
–
Wywiad dla niego
przeprowadzasz? Jego zapytaj.
–
Jestem po prostu ciekawy,
jak to wygląda z twojej perspektywy – odparł, drapiąc się delikatnie po
brodzie. Akurat w tym temacie nie chciał naciskać, ponieważ wiedział, iż jest
to niebezpieczny obszar.
–
Ciekawość to pierwszy
stopień do piekła, panie przystojny. Ja już w nim jestem, ale ty możesz uniknąć
tego samego losu.
Rozbawiła go ta uwaga.
–
To ty wierzysz w piekło?
–
Diabeł w końcu istnieje –
mruknęła Agnieszka, uśmiechając się po chwili. – Chociaż to trochę dziwne, że
nie zawarłam z nim paktu, zważając na mój brak sumienia.
–
Może nie jest jeszcze tak
źle?
Lasowska spojrzała mu w oczy. Kąciki jej
ust opadły lekko, a atmosfera jakby trochę się ochłodziła. Źle Damian, nie
wtrącaj się w życie prywatne, mruczała jego podświadomość, ale było już za
późno.
–
Nie przyszedłeś, żeby tu o
mnie rozmawiać. Byłabym ci jednak wdzięczna, jakbyś zajął się tym, co chcesz
wiedzieć.
–
Wiesz, współpracuję z
seryjną morderczynią, wolałbym lepiej cię znać.
–
Seryjną morderczynią? –
odparła Agnieszka, uśmiechając się drwiąco. – Rozumiem, nie wiesz, czego się
możesz po mnie spodziewać. Cóż, nie mam zamiaru cię zabijać, krzywdy jako
takiej też postaram ci się nie zrobić. Zadowolony?
–
Jako takiej?
–
Czasami przestaję panować
nad swoimi nerwami i mnie ponosi, przyznaję. Jednak, jeśli nie dopuścisz do
sytuacji, w której miałabym je stracić, będzie dobrze.
Nie wyglądał na przekonanego. Agnieszka
westchnęła. Potrafił szybko ją zirytować.
–
Damian, morduję tylko na
zlecenie lub pozbywam się swoich własnych wrogów. Z tego co wiem, ty do nich
nie należysz. Gdyby było inaczej, już byś nie żył.
Te słowa go zaskoczyły. Czyli kwestia
zabicia drugiego człowieka dla przyjemności nie wchodziła w grę. Słyszał o niej
wiele. Wśród ludzi Lucyfera istniały nawet plotki, że widok krwi był dla jej
uzależnieniem. Wielu jego agentów widziało, jak morduje, a przynajmniej tak
rozpowiadali. Podobno potrafiła skręcić kark, oderwać głowę, każdą inną część
ciała... Nie. Damian potrząsnął delikatnie głową. Bez przesady.
–
Co? – zamruczała Agnieszka,
widząc jego zdezorientowanie.
–
Nic, myślałem, które pytanie
powinno być następne – skłamał gładko, na co dziewczyna lekko się odprężyła. –
Powiedziałaś, że ochronisz moją rodzinę za wszelką cenę, jeśli będzie taka
potrzeba... Jaka cena według ciebie jest najwyższa?
–
Moja hierarchia wartości
troszeczkę różni się od twojej.
–
Dlatego właśnie chcę
wiedzieć, do czego jesteś w stanie się posunąć.
Co mogła zrobić? Wszystko. Dwie rzeczy
traktowała na poważnie: spłacanie swoich długów oraz dotrzymywanie danego
słowa. O ile tych pierwszych nie było zbyt wiele, ponieważ nienawidziła, kiedy
ktoś robił jej przysługę, a potem musiała pamiętać, że w przyszłości będzie
trzeba to oddać, o tyle obietnic pamiętała sporo. Nie wyobrażała sobie jednak
takiej sytuacji, gdy kogoś miała zawieść. Nie ten typ człowieka.
Oderwała delikatnie odstającą skórkę koło
paznokcia i uniosła głowę.
–
Do wszystkiego –
odpowiedziała zgodnie z prawdą. Dostrzegła niepokój w oczach agenta. – Damian,
na poważnie mówię. W moim odczuciu nie ma czegoś takiego jak granica, której
nie można przekroczyć. Zawsze jestem w stanie zrobić coś, co będzie bardziej
drastyczne od poprzedniego.
–
Nie chcę, żebyś aż tak się
angażowała – wyszeptał chłopak.
–
Spóźniłeś się. Z takim
stwierdzeniem trzeba było przyjść tak z siedem lat wcześniej.
–
Morderstwo?
–
Jeśli ktoś zagrozi twojej rodzinie
– tak. Kolejny trup nie spieprzy mi charakteru i psychiki jeszcze bardziej. One
już są wystarczająco spaczone.
Pomimo sytuacji i tematu rozmowy –
uśmiechnął się.
–
Dlaczego trenujesz Sonię?
–
Bo zostałam o to poproszona.
Myślałam, że wiesz – powiedziała Agnieszka, mrużąc lekko oczy. Cholera, była
zmęczona. Nie miała siły go słuchać, a skoro już zaczęła tę ambitną rozmowę,
musiała doprowadzić ją do końca. Gdyby odesłała Damiana teraz z kwitkiem –
kompletnie nie dałby jej spokoju.
–
Nawet nie wiedziałem, kiedy
pojawiła się w agencji. Diabeł ją porwał.
–
Słucham? – mruknęła.
–
Zabrał ją jakiś czas temu.
Miał oddać, gdy przynieśliśmy mu pierwszą dawkę informacji – urwał, czekając na
reakcję dziewczyny, jednak ta machnęła tylko ręką, dając znak, żeby mówił
dalej. – Zmienił zdanie. Nie przyprowadził jej i powiedział, że dopóki cię nie
zabijemy, nie odda mi siostry. Dlatego byłem w szoku, kiedy jego ludzie
przyprowadzili Sonię do domu.
–
Robert – zaczęła Agnieszka,
bawiąc się palcami – dobił z Diabłem targu. Miał oddać pod opiekę ISAYSS twoją
siostrę.
–
Za co?
–
Kiedyś się dowiesz. Na razie
jednak nie potrzebujesz tej wiedzy do życia, więc daruję ci nieprzyjemnych
szczegółów.
Och, to masz zamiar mu powiedzieć?
–
O czym?
No o tym, że targ polegał na wymianie życia
na życie?
–
Zamknij się.
No co? Powiedziałaś, że mu powiesz.
–
Tak, powiem. Kiedy
indziej.
–
Będę musiał mu podziękować.
–
Tak, będziesz musiał. Ale
później. Na razie rozpracujmy resztę twoich wątpliwości.
Damian poruszył się niespokojnie. No
dalej, mruknęła jego podświadomość, powiedz jej.
–
Diabeł to inteligentny
mutant, trudno go zabić – rzekł wreszcie. Poczuł się, jakby zrzucono z niego
jakiś niewyobrażalnie duży ciężar, a przecież wyznał tylko coś, co Agnieszka
świetnie wiedziała. Zdał sobie jednak sprawę, że zaczął najważniejszy temat i
chciał, aby poszło w miarę sprawnie.
–
Chciałabym, żebyś w tym mi
pomógł – wyszeptała cicho. – Niczego innego od ciebie nie oczekuję, Damian.
Jeśli on zniknie raz na zawsze, dam ci wolną rękę. Będziesz mógł odejść z
agencji, a ISAYSS zapewni tobie i twojej rodzinie bezpieczeństwo do końca
życia.
–
A co jeśli będę chciał
zostać?
–
Cóż, wtedy zostaniesz. Sam
zadecydujesz, co zrobisz.
Nie spodziewał się tego. Z agencji ani
żadnej innej tajnej organizacji nie można było odejść tak po prostu. Kontrakt
na całe życie, jak nazywał to sam Diabeł. Jeśli ktoś uległ wypadkowi, który
uniemożliwiał dalszą karierę agenta, usuwano takiej osobie pamięć. Krok
brutalny, ale konieczny. Zarząd ISAYSS nie pozwalał na pełną świadomość byłych pracowników. Niektórych na siłę umieszczano w zamkniętych ośrodkach
psychiatrycznych, aby ich nieprawdopodobnie brzmiące historyjki traktowano jako
urojenia. Po dłuższym czasie nawet oni zaczynali tak myśleć i problem
rozwiązywał się sam. Co bystrzejsi nie chcieli jednak dać się zamknąć w
wariatkowie i woleli poddać się bolesnemu procesowi usuwania wspomnień.
Technologia pozwalała na dokładne analizowanie ludzkich komórek mózgowych i
grupowanie ich latami. Lekarze określali, ile miesięcy wstecz trzeba zniszczyć,
żeby pacjent nie potrafił sam odbudować sobie tamtych obrazów, usypiali ofiarę
i specjalnym laserem niszczyli nerwy. Po przebudzeniu wszystko było
załatwione.
Możliwość odejścia z ISAYSS bez żadnych
konsekwencji dawała mu dużo możliwości. Nie wiedział jednak, czy do końca
chciał się rozstawać z tym światem, w którym spędził tyle lat. Nawet, jeśli
były raczej bolesne – przyzwyczaił się. Życie bez tych niespodziewanych, ale
częstych skoków adrenaliny musiało być nudne.
–
Wiem, jak zabić mutanta z
zewnątrz. Ćwiczyłem na niewypałach, które Diabeł mi udostępniał. – Skrzywił się
na te wspomnienia. – Nie do końca jestem jednak przekonany, czy to zadziała.
–
Nie potrzebujemy jakiś
szczególnych metod. Wybuch reaktora jest wystarczający. Najpierw trzeba tylko
zapędzić go w kozi róg, a wcześniej wyciągnąć z niego informacje pozwalające
zniszczyć sterownik.
–
Diabeł nie wie jak.
–
Ja wiem – powiedziała
Agnieszka, wzruszając ramionami. Udawała, że nie widzi zszokowanego spojrzenia
chłopaka. – To skomplikowane – mruknęła cicho.
–
Więc po co ci on?
–
Bo to jeden z potrzebnych
elementów. Posłuchaj, w tym przypadku zniszczenie sterownika nie do końca
oznacza usunięcie go. Trzeba go odłączyć od systemu napędzającego roboty, ukryć
gdzieś, wysłać. To nazwijmy zniszczeniem. Destrukcji nie da się przeprowadzić w
ten sposób, jaki wydaje ci się poprawny.
–
Czyli sterownik przetrwa? –
zapytał Damian. Wiele rzeczy zaczynało do siebie pasować. Słowa Agnieszki
były odpowiedzią na kilka innych jego pytań.
–
Tak, przetrwa. Zniszczenie
go w dosłownym tego słowa znaczeniu kompletnie nie wchodzi w grę. Nie
chcemy zmieść życia z powierzchni Ziemi, ale spieprzyć Diabłu plan.
–
Rozumiem. Teraz wiem,
dlaczego mnie i jego do tego potrzebujesz – powiedział, patrząc jej prosto w
oczy. Zauważył w nich lekki niepokój. Wyglądała, jakby nie była pewna jego
reakcji. Pokiwała tylko głową.
–
To wszystko? Czy masz
jeszcze jakieś pytania, przez które nie możesz spać po nocach? – spytała
dziewczyna, przywołując machnięciem ręki mały, latający spodek. Eldery czekał
cierpliwie w kącie pomieszczenia, aż skończą rozmawiać. – Nie chcę być powodem
twojej bezsenności – dodała od razu. Damian skrzywił się nieznacznie. Nie
wyobrażał sobie jej reakcji, jeśli powiedziałby, że już od dawna jest.
–
Nie,
całą resztę spróbuję dopasować sam. Powiedziałaś mi niewiele, ale
wystarczająco.
–
Dopasować?
– Kąciki bladoróżowych ust drgnęły leciutko, kiedy to rzekł. Damian wzruszył
ramionami.
–
Jeśli
mi się nie uda... Przyjdę jeszcze raz. Z listą – mruknął. Tylko najpierw
wybadam, czy masz tak dobry humor jak dzisiaj, dodał w myślach. Nie był
stuprocentowo usatysfakcjonowany odpowiedziami, ale nie mógł również narzekać.
Dziewczyna przecież uprzedziła go na samym początku konwersacji – nie będzie
mówić, jeśli jakieś pytanie nie przypadnie jej do gustu. Przez wrażliwy temat
przebrnęli dosyć szybko. Nie wiedział, dlaczego wizyta w Siedzibie Głównej tak
dobrze na nią wpłynęła. Humor miała zaskakująco wyśmienity i nawet niektóre
niewygodne informacje go nie zmieniły. Damian chciał, aby zachowywała się tak
zawsze. Patrzenie na jej uśmiech sprawiało mu przyjemność. Cholera!
–
Lista
to chyba nie jest dobry pomysł, więc mam nadzieję, że jednak wiesz wszystko,
a przynajmniej większość tego, co chciałeś usłyszeć.
–
Tak,
dziękuję.
–
Świetnie.
Teraz Eldery zajmie się twoimi plecami, jeżeli nie masz nic przeciwko.
Android
podleciał cicho do chłopaka. Mierzejewski podniósł się z wygodnej sofy i stanął
tyłem do Agnieszki oraz robota. Powoli ściągnął z siebie czarny T-shirt.
–
Jest zajebiście umięśniony.
Ha!
Widzisz, teraz to ty zaczęłaś rozpływać się nad jego ciałem, nie ja.
–
Tak, tylko że w moim przypadku nie ma w tym nic dziwnego.
Jestem dziewczyną, a ty czymś na wzór obojniaka.
Obojniaka?
Poważnie? Niezbyt pochlebne masz o mnie zdanie.
–
Bredzisz. Skończ gadać i podziwiaj widoki.
Dominika
ma na ciebie zły wpływ.
–
Jakby to był pierwszy facet, na którego patrzę, gdy jest
półnagi, błagam.
Kiedy jej spojrzenie skierowało się na
ranę, poczuła delikatny ucisk w żołądku. Na początku nie zrozumiała, dlaczego.
Dopiero po chwili, gdy umysł dziewczyny przetworzył, co się dzieje, postanowiła
się odezwać.
–
Eldery, poczekaj –
wyszeptała cicho. Mierzejewski odwrócił głowę, kładąc koszulkę na kanapie.
–
Co
się stało? – zapytał, a na jego twarzy malowało się zaskoczenie.
–
Ta rana... – zawahała się,
wskazując palcem na jego plecy. – Ona się goi? Na pewno to ma tak wyglądać?
–
Nie rozumiem cię –
wymamrotał chłopak.
Agnieszka wstała, ominęła biały stolik i
podeszła do niego.
–
Patrz przed siebie –
warknęła, kiedy poczuła na sobie spojrzenie Damiana. Posłuchał jej, chociaż nie
wiedział, co chce zrobić.
Kiedy jej szczupłe palce dotknęły jego
pleców – wzdrygnął się. Miała zimne ręce. Na gęsią skórkę nie czekał długo, a
temperatura w pokoju wcale nie pomagała. Był skrępowany. To uczucie spotęgowało
się, gdy Agnieszka zaczęła przesuwać kciuk wzdłuż rany. W pewnym momencie
zapiekło, na co chłopak zareagował głośnym syknięciem. Zamruczała coś pod
nosem, ale kontynuowała wędrówkę. Dopiero po chwili Damian zdał sobie sprawę,
że to jest... przyjemne. Cholera, podobał mu się dotyk dziewczyny. Ona mu
się podobała.
–
Dajcie lustro – powiedziała
Lasowska, przerywając myśli chłopaka. Otrząsnął się delikatnie, próbując nie
uruchamiać swojej wyobraźni. Cichy głos Agnieszki wcale mu się nie podobał.
Kiedy jakiś robot ustawił za nim spory kawał szkła, przestraszył się. O co jej
chodziło?
–
Spójrz – mruknęła. Nie
trzeba było dwa razy powtarzać. Damian obejrzał się do tyłu i... zamarł.
Wpatrywał się tępo w swoje plecy, próbując zrozumieć, że jego rana wcale nie
wygląda tak jak jeszcze kilka godzin temu. Teraz, zamiast zaróżowionego
obrzęku, mógł dostrzec sporych rozmiarów czarną plamę.
*****
*zdarzenie wymyślone przeze mnie, nie
szukajcie w Google, bo i tak nie znajdziecie :D
*****
Nie dodałabym rozdziału na czas, gdyby
nie fakt, że mam grypę żołądkową. Tak, znowu jestem chora. Ja nie wiem,
dlaczego muszę łapać wszystkie możliwe infekcje. Wiecie, jak potem ciężko
nadrobić kilka godzin rozszerzonej matematyki? Mam piętnaście stron skanów do
przerobienia, to jest męczące.
Zastanawiałam się, czy rozdział
obejmujący tylko rozmowę Agnieszki i Damiana będzie satysfakcjonujący, ale
doszłam do wniosku, że czemu by takiego nie napisać. Jakoś wyjątkowo łatwo
tworzyłam tę rozmowę. Relacje tej dwójki bohaterów zaczynają mnie przerażać.
Obawiam się, iż niektóre z czytelniczek (yyyy, wszystkie?) będą się cieszyć z
takiego obrotu sprawy. Nie przyzwyczajajcie się hyhy
41 obserwatorów i 18 tysięcy wyświetleń... Dziękuję! Z tej okazji
naszła mnie taka myśl, żeby napisać pewnego bonusa. Taki fragment życia jednego
z bohaterów. Chyba Agnieszki, ale jeszcze się zastanowię :)
AAAAAAA!! jesteś genialna dziewczyno :D
OdpowiedzUsuńNo dobra teraz tak na poważnie. Na liście czytelniczej wyświetliło mi sie już wczoraj, że rozdział się pojawił, ale kiedy Weszlam na stronę to napisane było ze strona przez ciebie szukam nie istnieje, czy jakoś tak. Tak, wiec zadowoli am sie krótkim fragmentem.
Wiesz jaki miałam głupi uśmiech kiedy czytałam twój komentarz? Zrobiło mi sie tak cholernie miło, bo była to naprawdę miła odskocznia od tego trudnego dnia. Nienawidzę przychodzić po chorobie do szkoły. W dodatku jeszcze sie nie wychorowalam.
No jasne, że sie cieszę, ale jestem pewna, że nie pozwolisz nam sie tym długo nacieszyć (tak pewnie do następnego rozdziału) ;)
Czemu Aga jest tak dziwnie miła? Nie podmienili jej przypadkiem? Chociaż jak dla mnie to naprawdę była teraz bardzo fajna xd prawie normalna.
Ja chce wiecej wewnętrznego głosiku :D on jest genialny. I to wcale nie jest obojniak! ;)
Nie zabijesz mi Damiana, nie? To nie jest wcale śmiertelne zagrożenie? czarna dziura w plecach jeny i ty konczysz w takim momencie!!! Zlituj sie! :3
ten bonus to ciekawy pomysł, ale może dzień z życia tego przewodniczącego sektora, który ma ten fajny gabinet z widokiem w głąb morza. Nie pamietam jak on ma na imię. Pamietam tylko, że to taki mały geniusz :)
Ściskam i weny życzę. ;)
Mój geniusz to raczej kwestia dyskusyjna hahaha
UsuńFaktycznie, opublikowałam dzień wcześniej, ale musiałam usunąć, bo coś mi się w kolorach na blogu znowu pomieszało :D
Dziwnie miła, czasami tak ma. Myślę, że powód jej dobrego humoru wyjaśni się już w jednym z bliższych rozdziałów.
Czarna plama na plecach hihi ZOBACZYCIE <3
Stefek, tak, zastanowię się <3
Dziękuję i nawzajem!
Widząc jej reakcję na widok pół nagiego Damiana, Agnieszka westchnęła przeciągle. -> półnagiego, tak przy okazji.
OdpowiedzUsuńJa Ci tam już na maila pisałam, że uwielbiam tę historię, więc słodzić za bardzo nie będę, chociaż nigdy jakoś nie miałam okazji wypowiedzieć się jako pełnoprawna czytelniczka. xD
Przyznam się, że Agnieszka z początku mnie strasznie irytowała, była Mary Sue do kwadratu! Dobrze jednak, że w późniejszych rozdziałach zaczęłaś pokazywać również jej słabe strony i chwile, choć nadal momentami odnosiłam wrażenie, że... jest to trochę przesadzone. Ale to tylko moje czepianie się, także się zupełnie nie przejmuj. :3
Jak Ci pisałam, dostaniesz kopa w dupę, jeżeli oni nie będą ze sobą! Muszą, po prostu muuuuuuuszą! *-* Pasują do siebie idealnie.
Wiesz, przy tej plamie na plecach Damiana to by się trochę więcej emocji przydało. W końcu to może zagrozić jego życiu, prawda? Mam wrażenie, że trochę pustką zionęło pod koniec (chociaż uczucia Agnieszki były urocze). W razie czego jeszcze zwrócę Ci na to uwagę w następnym rozdziale.
Przepraszam za chaotyczny komentarz, ale doszłam do wniosku, że fajnie jednak będzie nie ograniczać się do korespondencji mailowej i skrobnąć jakiś komentarz - w końcu wszyscy lubią, gdy wszyscy komentują :3
Pozdrawiam!
Ach, już zmieniam :D
UsuńWiesz, ja twierdzę, że ta różnica pomiędzy odbieraniem Agnieszki zależy po prostu od gustu czytelnika. JA, jako autorka, świetnie wiem, skąd wzięły się u niej poszczególne cechy charaktery, nawet te przesadzone, a wy będziecie się dowiadywać o nich etapami, w pewnych określonych sytuacjach. Może to dlatego xD a kopas w dupas będzie, wiem, postaram się nie zepsuć :D
Urocze? Nigdy nie sądziłam, że coś u niej będzie urocze xD Zależało mi na takim zakończeniu rozdziału. Obiecuję, iż w następnym będzie więcej jej emocji dotyczących całej sytuacji :D
Dziękuję <3
No i jest moja ulubiona para bohaterów!
OdpowiedzUsuńSą dialogi i to dosyć długie jak na ich konwersację ^^
Etap końcowy sprawił, że ja tu się już cieszę, że coś się nam Agnieszka otworzy i pokaże emocje względem Mierzejewskiego,a tu pikus.
Chociaż nie! Troskę pokazała! :D
Rozdział dłuuuuuuuuuuuuuuugi i cudowny! ;)
"jak na ich konwersację" haha, też to właśnie zauważyłam :D Rozdział, w którym Agnieszka nie używa pięści do rozwiązywania spraw, jest dziwny :D
Usuńtak troszeczkę pokazała, pokaże dalej <3
O, rozdział :D Szczerze mówiąc to nie spodziewałam się, że dodasz rozdział w terminie, bo tak ostatnio wszystko ci się przesuwa, ale bardzo, baaaaardzo się cieszę!
OdpowiedzUsuńTak długa rozmowa Agnieszki i Damiana była moim marzeniem. Nigdy nie myślałam, że napiszesz taki rozdział *.* Ta ich rozmowa jest cudowna, taka szczera, realistyczna, miałam wrażenie, że siedzę gdzieś z boku i słucham ich wypowiedzi. Lasowska była taka miła, sympatyczna, nie zrobiła mu nawet krzywdy :D chociaż... miałam wrażenie, że ona była cholernie zirytowana całą sytuację, co jeszcze bardziej mnie zachwyciło.Ciekawe, dlaczego była taka zadowolona po powrocie z Siedziby Głównej. Kogoś spotkała? Coś zrobiła? Jestem bardzo ciekawa, baaaardzo.
Cudowny rozdział kochana! Nie mogę się doczekać następnego, ponieważ zapowiedź mnie rozpierdoliła :D
Pozdrawiam <333
Ha, dzięki, nie ma to jak wiara w ludzi :D
UsuńOjej, bardzo mi miło czytać takie komentarze, naprawdę. Trochę się obawiałam, czy przypadkiem jej "dzisiaj-będę-dla-ciebie-miła-mierzejewski" nie będzie ZBYT dziwne, ale jestem bardzo zadowolona <3
Dziękuję, dziękuję, dziękuję, odpowiedzi poznasz już niedługo!
Rozdział, rozdział, rozdział, a ja durna wcześniej nie zauważyłam o.O Jak to się mogło stać? W każdym razie, uwielbiam go! Według mnie to najlepszy jak do tej pory rozdział, ale spowodował to pewnie fakt, że... wiesz, Damian i Aga w jednym pomieszczeniu :D Bardzo naturalna rozmowa. Może gdzieś tam miałam nadzieję, iż będzie dłuższa. Liczyłam na więcej ambitnych pytań Mierzejewskiego, chyba bardziej związanych z samym Diabłem, a tu mnie zaskoczył i niekoniecznie tylko o niego chodziło. Jestem bardzo ciekawa, o co chodzi z tą wymianą Sonii. Życie za życie? Z Diabłem? I to się udało? Wnioskuję, że Robert musiał naprawdę sporo się nagimnastykować, żeby taki targ z Lucyferem się udało, bo w końcu... No, to Lucyfer :D Mam pewne podejrzenia, ale zostawię je dla siebie, chcę być zaskoczona później :D
OdpowiedzUsuńBłędów na próżno było szukać. Tak fajnie opisałaś całe to otoczenie dookoła nich - zwykły pokój, niby nic specjalnego, ale bardzo mi pasował do Agnieszki, do tej rozmowy. Nawet się nie pogubiłam! <3
Pozdrawiam i weny życzę! <3
Dzię-ku-ję :D Wiesz, ja też na początku planowałam więcej pytań, ale jakoś tak zaczęła się dłużyć ta rozmowa i stwierdziłam, że niektórych w ogóle nie zawrę w rozmowie. Pewnie kiedyś się pojawią, ale nie są szczególnie konieczne. A interes z Luckiem... Zobaczycie <3
UsuńSzkoda, że ich w takim razie nie zawarłaś. Nie wiem, jak inni czytelnicy, ale dla mnie ten rozdział mógłby być jeszcze dłuższy. Kiedy lekko i płynnie czyta się tekst, chciałoby się, aby był jak najdłuższy :D Kurde, tak sobie myślę, że "interes z Luckiem" dotyczy po części Agnieszki. W końcu, gdyby chodziło o kogoś mniej ważnego, bez przeszkód by mu powiedziała, bo przecież nie miałaby się o co martwić. A tak, gdyby to ją mieli wymienić za siostrę Damiana... Diabeł byłby pewnie zadowolony z takiej wymianki xD
UsuńDobra, przestaję, bo zaraz mi się pewnie oberwie :D
Kurde, weź przestań tyle myśleć, bo zaraz domyślisz się reszty prawdziwej fabuły o.O Posłuchaj, czytaj sobie ile wlezie, ale myślenie nad akcją zostaw mnie, okeeeej? :D
UsuńJakbym się przyłożyła, to pewnie jebnęłabym jeszcze kilka stron tej rozmowy, ale... Po co? Nie chcę wszystkiego dawać na raz, bo nie ogarniecie <3
Cześć Nersi :)
OdpowiedzUsuńWybacz, że tak krótki komentarz, ale nie mam czasu ostatnio :C
Mierzejewski, zapisz sobie w kalendarzyku "Agnieszka była dla mnie miła, cud na ziemi".
Agnieszko, zapisz sobie w kalendarzu "Nie musiałam pierdolnąć Mierzejewskiego w łeb, cud na ziemi".
No, więc.
Pozdrowionka! :D
Brak czasu to kwestia bardzo dobrze mi znana, więc wiesz :D
UsuńHaha, założę im kalendarzyki, żebyś wiedziała <3