–
Musisz zrozumieć, że
większość ludzi z sektora Trzynastego nie będzie chciała cię wysłuchać –
powiedziała Agnieszka, prowadząc Damiana przez kolejne korytarze podziemi
ISAYSS. Wszystkie wyglądały identycznie. Stalowe ściany, sufity pokryte
lustrami, długie lampy. Podłoga wyłożona metalowymi, czarnymi płytami, na
których rozprowadzono najbardziej wytrzymałe tworzywo świata – grafen. Niekiedy
przechodzili obok przeszklonych drzwi prowadzących do poszczególnych części
agencji, jednak dziewczyna szła dalej, nie zwracając kompletnie uwagi na
swojego towarzysza. Ani razu się nie zatrzymała. – Stefek jest wyrozumiały, ale
tylko do pewnego stopnia. Gdybyś poszedł tam sam, to nikt nie zapytałby cię
nawet o powód wizyty.
–
Tacy podejrzliwi? – spytał
Mierzejewski, próbując dotrzymać jej kroku. Nie chciał się zgubić. Agnieszka
pokonywała kolejne rozwidlenia bez zastanowienia, a on sam miał wrażenie, że
kręcili się w kółko. Nie wiedział, iż droga do części agencji zajmowanej przez
Sektor Trzynasty będzie taka trudna do zapamiętania.
–
Podejrzliwi? Nie. Nazwałabym
to raczej inteligencją. Nie wpuściliby cię do swojego raju na ziemi.
–
No tak, w końcu jestem tym
złym, bo pracuję dla Diabła.
Agnieszka gwałtownie się zatrzymała i
odwróciła w jego stronę. Nie zwrócił nawet na to uwagi. Wpadł na dziewczynę,
czując, jak delikatnie odpycha go od siebie.
–
Patrz jak chodzisz.
–
Jakbyś nie zatrzymywała się
bez zapowiedzi... Tak, tak, wiem, sprawdzasz mój refleks... – westchnął
przeciągle, na co Lasowska prychnęła.
–
Nie tym razem. Mam raczej
zastrzeżenia dotyczące poprzedniej wypowiedzi.
Damian na początku nie zrozumiał, o co
chodziło dziewczynie. Dopiero po krótkiej chwili przypomniał sobie ostatnie
słowa. Odetchnął głęboko.
–
Posłuchaj mnie, Mierzejewski
– zaczęła Agnieszka powoli. – Nie ufam ci. Mówisz co innego, robisz co innego i
myślisz co innego. Zdecyduj wreszcie, dla kogo chcesz tak naprawdę pracować,
ponieważ twoje dziwne aluzje na temat możliwości powrotu do Lucyfera oraz
niepewność związana z robotą dla ISAYSS zaczynają mnie męczyć. Zrozumiałeś?
–
Nie chcę wracać do Diabła,
nie wiem, skąd w ogóle takie bzdety przychodzą ci do głowy – odparł chłopak,
patrząc jej prosto w oczy.
–
Nawet gdybyś chciał, to i
tak nie wrócisz. Jeśli nie pomożesz mi zniszczyć tego systemu, który dowodzi
robotami, a co za tym idzie – Diabła – osobiście skręcę ci kark. To już
mówiłam. Naprawdę nie mam ochoty powtarzać się przy każdej pieprzonej okazji.
–
Rozumiem – warknął cicho.
Przewodnicząca Sektora Szóstego nie
odpowiedziała. Odwróciła się i ruszyła dalej. Mierzejewski podążał za nią,
słuchał jej słów, ale myślami był daleko stamtąd. Wiedział, że od czasu
ustalenia z Juliette warunków ugody ciągle go pilnowała. Nie osobiście, gdyż,
jak sama twierdziła, miała ważniejsze sprawy na głowie niż piętnastoletni
agent, który przez własną głupotę został skazany na śmierć za zdradę
Międzynarodowej Tajnej Agencji Młodych Służb Specjalnych. Spędzała z nim sporo
czasu, próbując wytrenować najlepiej jak potrafiła, dowiedzieć się wielu
potrzebnych informacji, zapoznać go z sytuacją wewnętrzną ISAYSS, jednak
większość dnia nadzorował go Eldery. Dzięki temu wiedziała, co dokładnie robi,
gdzie jest, z kim rozmawia. Czuł się nieswojo. Praktycznie nie istniała chwila,
żeby ktoś go nie obserwował. Rozumiał kwestie bezpieczeństwa – w końcu,
Agnieszka pilnowała swojego własnego życia, aczkolwiek trochę przesadzała. Nie
odważył się jednak jej tego powiedzieć; sam Eldery również mu to odradził.
Teraz, kiedy ciągle gdzieś znikała, opuszczając agencję ze względu na powierzone
jej misje, nie było szans na spokojną rozmowę.
Chociaż potrafiła sprawić, że żałował
swoich decyzji, że czasami chciał wrócić do Diabła, że miał ochotę udusić ją
własnymi rękami na każdym następnym treningu – zaczynał ją lubić. Na pewno była
wyjątkowa. Na co dzień nie spotykał dziewczyn z takim podejściem do życia,
stalowymi nerwami, a jednocześnie słabością do kilku najbliższych jej sercu
osób. Niewiele przedstawicielek płci pięknej w podobnym wieku pracowało dla
Lucyfera. Wybierał jedynie wybitnie inteligentne jednostki, które działały w
obszarach naukowych. Tutaj, jak stwierdził sam Tomek, dla facetów był raj.
Pierwszy raz dostrzegł bardziej ludzką
część Agnieszki, kiedy trochę wcześniej przyszedł na trening. Nie wiedział, że
młodsza siostra dziewczyny jeszcze była w agencji. Eldery, z którym zdążył się
zaprzyjaźnić, zdradził mu, iż przeprowadzono pierwsze testy pełnej teleportacji
na Proximę. Zakończyły się one sukcesem, dzięki czemu zorganizowano już dwa
przerzuty ludzi na obcą planetę. Rodzinę Lasowskiej wpisano na trzeci.
Dziewczyna dość często znikała z polskiej siedziby ISAYSS, aby spędzić ostatnie
dni z rodzicami w Głównej, a siostrę zabierała ze sobą.
Przez jakiś czas obserwował tamten
trening. Nie przypominał on żadnych innych prowadzonych przez Agnieszkę. Kasia
należała do szybkich i bardzo zwinnych dzieci; Damian był pewny, iż do służby w
agencji przygotowywano ją od dłuższego czasu. Jednak w przeciwieństwie do
innych agentów, dziewczynkę nie zmuszała do niczego. Ośmiolatka robiła co
chciała, wykonywała prośby, a nie polecenia starszej siostry. Jeśli nie miała
ochoty biegać – nikt jej nie kazał tego robić.
Miał wrażenie, że wtedy po raz pierwszy
zobaczył szczery uśmiech na twarzy Przewodniczącej Szóstki. Nie wyglądała na
smutną, zdenerwowaną, a wręcz przeciwnie – była wyjątkowo spokojna,
rozluźniona, wesoła. Tak nienaturalnie szczęśliwa.
Ze strony Agnieszki nie pojawiły się
jednak żadne oznaki chociażby minimalnej sympatii. Nie widziała potrzeby
traktowania Mierzejewskiego jak kolegę, przyjaciela, nie miała zamiaru darzyć
go jakimkolwiek ambitniejszym uczuciem niż „w ostateczności niech sobie
żyje, ale trzyma się z daleka”. Gdzieś tam nadal była na siebie zła za tę
chwilę słabości okazanej na pierwszym treningu z chłopakiem, za te dziwne
myśli, które wtedy pojawiły się w jej głowie. Długo pamiętała o swoich błędach,
a tamta sytuacja, według niej, niewątpliwie do takich należała.
Dotarli do drzwi na końcu korytarza. Duży
napis na jednym ze skrzydeł informował agentów, że trafili do krainy robotów, konstrukcji
i magii zaklętej w odpowiednio zaprojektowanych maszynach, co dopisał sam
Stefek, kiedy został Przewodniczącym Trzynastki. Agnieszka przejechała
identyfikatorem po standardowym czujniku znajdującym się również przy wejściu
do każdego innego sektora. Światełko zamigało trzy razy na czerwono, po czym
drzwi automatycznie się otworzyły.
–
Właź – mruknęła Lasowska, chowając plakietkę z
powrotem do kieszeni. Damian ruszył przed siebie.
Pierwszym elementem, który rzucał się w
oczy po przejściu przez próg, stanowił kolor ścian. Tutaj korytarze pokryto
ciemnozielonymi płytami, a co kilka metrów powieszono lustro. Sufit znajdował
się o wiele wyżej; samo przejście było znacznie szersze niż w innych sektorach,
aby mogły przemieszczać się po nich wszystkie rodzaje robotów. Panował półmrok,
lampy niezbyt dobrze oświetlały drogę.
Nie musieli iść długo. Po kilkunastu
sekundach doszli do gigantycznej hali będącej sercem Trzynastki. Znajdowało się
w niej wszystko – zaczynając od komputerowych stanowisk, przy których pracowali
skupieni agenci, przez małe, przeźroczyste tunele i pędzące w nich
minirobociki, aż po wielkie, gotowe lub dokańczane maszyny. W różnych częściach
ogromnego pomieszczenia zaczynały się schody kierujące ludzi do kolejnych pokoi
oraz korytarzy Trzynastki; niektóre spiralne prowadziły do sufitu i sal
będących ponad nim. W przypadkowych miejscach, nawet pomiędzy poszczególnymi
biurkami, umieszczono szyby windowe, w których w zastraszającym tempie
poruszały się mniejsze lub większe kabiny. Wszystko wyglądało jak jeden wielki
bałagan, aczkolwiek Damian miał wrażenie, że dane elementy idealnie do siebie
pasowały, tworzyły system podobny do zegarka. Taki kontrolowany, niemający
prawa się zepsuć nieporządek, ustalony przez kogoś ważniejszego i przyjęty przez
każdego agenta. Perfekcyjnie pracująca maszyna z dokładnie obliczonymi
elementami w postaci uzupełniających się ludzi oraz robotów.
–
Napatrzyłeś się?
Damian potrząsnął głową, rozumiejąc, że
od dłuższej chwili stał bez ruchu i próbował ogarnąć jakoś wszystko to, co
właśnie widział.
–
Tak, to znaczy...
Niesamowite – dodał zafascynowany.
–
Mówisz niczym robot, który
nie odmienia poprawnie niektórych polskich słów – powiedziała Agnieszka, ale
umilkła, zauważając, iż naprawdę zrobiło to na nim niemałe wrażenie.
–
Możemy iść – rzekł Damian po
niecałej minucie. Lasowska przewróciła teatralnie oczami.
–
Dziękuję ci, jaśnie panie,
za to pozwolenie.
Chłopak zaśmiał się cicho i ruszył dalej
za Agnieszką. Kierowali się w stronę najbliższej windy, na wejściu której ktoś
napisał czarnym markerem „wasz ukochany i szanowany król Stefek”.
–
Nie pytaj – powiedziała
dziewczyna, widząc zaskoczenie na twarzy Damiana. – To jego prywatna winda,
jeśli chcesz dostać się do Stefka – zrobisz to tylko w ten sposób. Nosiek ma
też dość wygórowane mniemanie o sobie, więc niejeden podobny napis jeszcze
znajdziesz. Przytrzymaj się barierki.
Dosłownie sekundę później, po tym, jak
posłuchał jej rady, kabina ruszyła. Prędkość nie przypominała jednak żadnych mu
znanych. Była porównywalna raczej do szybkości lecącego samolotu. Na miejscu
znaleźli się zaraz po tym, gdy otworzył oczy po mrugnięciu.
–
Podobała się przejażdżka? –
spytał wesoło Stefek. Stał zaraz obok windy, opierając
się o metalową futrynę.
–
Nawet – odparł Damian,
rozglądając się po pomieszczeniu. Kształtem przypominało kulę, nie standardowy
pokój. Naprzeciw windy chłopak dostrzegł drzwi prowadzące do sypialni Stefka.
Oprócz krzesła, biurka oraz porozmieszczanych po całym pokoju stolików z
maszynami, nad którymi Przewodniczący Trzynastki aktualnie pracował, i
kilkudziesięciu różnych klawiatur na podłodze, nie było tam nic. I pewnie nie
robiłoby takiego wrażenia, gdyby nie jeden znaczący fakt – gabinet Stefka
usytuowano na dnie morza. Przez przeźroczyste ściany Mierzejewski widział ryby
pływające nad ich głowami. Promienie słoneczne nigdy nie docierały do
pomieszczenia, dlatego wielka, niebieska lampa pośrodku gabinetu stanowiła
jedyne źródło światła.
–
Nie boisz się, że coś ci
kiedyś jebnie w sufit? – spytał Mierzejewski, podając rękę Stefkowi. – Damian
jestem – dodał.
–
Stefek Nosiek, miło mi.
Raczej nie. Nadajniki na szybie tworzą takie fale magnetycznie, iż wizualnie
kopuła rozmywa się wraz z drganiami wody, nie widać jej...
–
Błagam – przerwała mu
Agnieszka. – Potem sobie podyskutujecie na podobne tematy. Teraz interesuje nas
coś innego.
–
Ciebie interesuje, nie nas.
–
Nie byłabym tego taka pewna
– warknęła dziewczyna, siadając na biurku Stefka. – Mierzejewski przygotował ci projekt tych robotów. Musicie
je jakoś rozpracować czy co tam z nimi zrobić...
–
Nie rozpracować – wtrącił
Damian, wsuwając ręce do kieszeni. – Nie potrzeba, to i tak nic nie da.
–
Prawda, przekonaliśmy się
już – potwierdził Stefek, kiwając głową. – Chodzi nam bardziej o zielone
światło, które wystrzeliwuje z tego mniejszego oka na robocie. Mamy nagrania,
na których widać, że to dziadostwo niszczy przeróżne przedmioty. Metale są
palone, nasza broń w ich pobliżu po prostu przestaje działać, a ludzie... No
cóż, nie chcielibyście oberwać.
–
Zabija?
–
Nie do końca zabija –
mruknął Nosiek. Sam nie rozumiał, co działo się z istotą ludzką trafioną
zielonym promieniem. Współpracowali nad tym razem z sektorem Dwunastym, gdzie
zaangażowano najbardziej inteligentne osoby do znalezienia odpowiedzi. Nikt
jednak nie potrafił stwierdzić, dlaczego działo się tak a nie inaczej.
–
Nie do końca? – Agnieszka
spojrzała na niego.
–
Rozwala jest trafniejszym określeniem. Promień
przechodzi przez ludzkie ciało i rozsadza je od środka, ale tylko w jednym
jedynym przypadku – kiedy natrafi na mózg. Jeśli oberwałabyś, załóżmy, w nogę,
byłabyś co najwyżej porządnie poparzona, bolałaby cię przez kilka dni.
Znaleźliśmy właśnie tak pokrzywdzonego mężczyznę, narzeka teraz, że czasami mu
drętwieje, aczkolwiek to tyle. Natomiast w przypadku, gdy promień, ta
substancja, natrafia na centrum nerwów, komórki mózgowe – wybucha.
–
Macie to nagrane? – zapytał
Damian cicho. Nie podobało mu się to. Nie potrafił sobie przypomnieć, żeby
ktokolwiek u Diabła pracował nad podobną rzeczą. Spędził w Imperium Lucyfera
lata, a jednak o czymś takim słyszał pierwszy raz w życiu. O ile większość
agentów nie mogła pochwalić się znajomością pilnie strzeżonych informacji, on
wiele ich znał. Zapewniły mu to służba zaraz przy swoim pracodawcy oraz
kontrolowanie jego systemu mutanta. Podczas rutynowych aktualizacji organizmu
wyciągał z umysłu szefa wiele wiadomości, które Diabeł kazał zabezpieczyć, więc
wiedział naprawdę dużo. To nie przypominało niczego, nad czym pracowały Bachory
Lucyfera.
–
Niestety tak.
Zabezpieczyliśmy materiał, Kuba ma go w swoim komputerze, gdyż... Nie należy to
do przyjemnych widoków – powiedział Stefek, patrząc na Agnieszkę. Dziewczyna
pokiwała głową. Chciała to zobaczyć. Nie bała się, że film wzbudzi w niej
obrzydzenie, gdyż sama niejednokrotnie w brutalny sposób zabijała ludzi.
Musiała jednak znać wszystkie szczegóły, wiedzieć, z czym dokładnie ma do
czynienia. Nie było możliwości przeżycia, walcząc przeciwko robotom, jeżeli nie
usłyszało się wcześniej każdej informacji na ich temat.
–
To nie jest od Diabła –
powiedział Damian po chwili napiętej ciszy. Stefek i Agnieszka spojrzeli na
niego. – Agenci Lucyfera nie pracowali nad czymś takim. On by wiedział, czyli
ja też. Musiał dostać gotowca, ktoś inny stworzył to gówno i wyniki pracy oddał
Diabłu.
–
Ty też byś wiedział? –
Lasowska patrzyła mu prosto w oczy, czekając, aż odpowie. Podrapał się w tył
głowy.
–
No, powiedzmy. Diabeł to
mutant, ciągle przemieniony. Normalnie te genetyczne stwory nie potrzebują
aktualizacji, ponieważ bardzo rzadko pokazują swoje prawdziwe oblicze.
Natomiast Lucyfer doładowuje się dosyć
często – urwał, upewniając się, że zarówna Aga, jak i Stefek, rozumieją, o co
mu chodzi. – Byłem przy każdym z nich, kiedy tam pracowałem. Jego wiedza jest w
pewien sposób gromadzona na osobnym komputerze, ten dysk nosi ciągle ze sobą,
ale dzięki temu nie ma zwarć z powodu przerostu informacji.
–
Potrzebuje zwalniać miejsce
na następne – wtrącił Nosiek.
–
Tak, dokładnie. Widziałem,
co w postaci danych tam zapisuje. Nie ma szans, żeby ukrył tak ważną i
podejrzaną jednocześnie rzecz.
Agnieszka milczała. Wpatrywała się w
morze za przeszkloną ścianą, uświadamiając sobie, co Damian właśnie powiedział.
Diabeł potrzebował aktualizacji. Utrzymanie systemu mutanta genetycznego przez
cały czas musiało być męczące, bez odpowiednich partii mocy dostarczanych do
reaktora nigdy by tego nie dokonał. Istniały więc dni, podczas których był
słabszy, łatwiejszy do zlikwidowania.
Mutanty genetyczne zabroniono tworzyć po
tym, jak u jednego chłopczyka wykryto nieprawidłowości. Cały system zaczął
ujawniać się nawet, jeśli był wyłączony. Poskutkowało to tym, że inteligencja
robota zawładnęła mózgiem dziecka. Diabeł należał jeszcze do legalnych
stworzeń, nie miał żadnych błędów. Jako niemowlak wszczepiono mu w ciało kilometry
ledwie widocznych kabli, łącząc je oraz ludzki organizm w jeden idealnie
funkcjonujący system. Nad wszystkim panował reaktor – stanowił on pewnego
rodzaju baterię umieszczoną pomiędzy odcinkiem lędźwiowym a krzyżowym
kręgosłupa. Bez niej stwór nie miałby szans na przeżycie, uszkodzona lub
zniszczona oznaczała śmierć. Człowiek-mutant wyglądał normalnie, rozwijał się
jak każdy przedstawiciel homo sapiens. Umiejętności maszyny nie przechodziły na
istotę ludzką, nie stawała się ona super silna, super szybka i super
wytrzymała. Do momentu włączenia systemu. Komputer można było uruchomić tylko w
jeden sposób – podłączając się do prądu. Wśród agentów ISAYSS istniało też
przekonanie, iż strzał z pistoletu kinetycznego prosto w reaktor również
włączał system. Potwierdzali to dorośli absolwenci agencji, jeszcze legalne
mutanty, których zapraszano, aby pomagali młodszym przygotowywać się do
ewentualnych starć ze stworami tego typu, ponieważ jedynie ISAYSS zabroniło ich
tworzenia – Diabeł nadal przeprowadzał eksperymenty, robiąc coraz to
nowocześniejsze genetyczne deformacje.
Uruchomiony mutant przypominał człowieka
jedynie z kształtu ciała. Po włączeniu systemu przeźroczyste, teoretycznie
niewidoczne wcześniej kabelki, na skutek działania prądu przybierały zieloną barwę.
Co za tym szło – również naskórek zmieniał kolor. Taki stwór był bestią
bezwzględną, maszyną do zabijania. Niewyobrażalna siła i prędkość, brak
podatności na zmęczenie czy rany – ich nie dało się tak łatwo zniszczyć. Mózg
stawał się nieistotnym organem, pamięć człowieka zanikała. Samo wyłączenie
reaktora wymagało wielkich umiejętności, ogromnej wiedzy na temat działania i
budowy mutantów. Zniszczenie takiego źródła mocy należało do trudnych, żeby nie
powiedzieć niemożliwych rzeczy. Mutant umierał, jeśli rozsadziło się ludzki
mózg, ponieważ wtedy nic nie kontrolowało już nerwów, lub ostrożnie i poprawnie
rozpracowało się reaktor.
Słabszy Diabeł był więc okazją do
pozbycia się go raz na zawsze.
–
Przydałoby się zdobyć
próbkę. Gdybyśmy mieli trochę tej substancji, można by było przeprowadzić
testy, sektor chemiczny odkryłby, co to w ogóle jest – zamruczała Agnieszka,
przeglądając stertę papierów na biurku przyjaciela.
–
Można spróbować, mamy
materiały, których nic nie jest w stanie zniszczyć. Odpowiednie pudło,
probówka, jakiś reaktor i możemy działać. – Stefek wystukał coś na jednej z
wielu klawiatur w gabinecie. Przed ich oczami pojawił holograficzny obraz
jakiegoś pomieszczenia. Dopiero po chwili Mierzejewski zrozumiał, że patrzy na
pokój wypełniony tworami ludzi z sektora Trzynastego.
–
Może jakiś diamentowy
kondensator? – zaproponował Damian.
–
Też o nim pomyślałem, ale
obawiam się, że temperatura tego zielonego światła jest za wysoka, spali się.
Zresztą, tak naprawdę nie wiemy, czy jest to fala, czy substancja. Ta pierwsza
rozwali diament, grafen i całą resztę.
–
Łącznik turpejowy*?
–
Holofit* – wtrąciła
Agnieszka.
Stefek pokiwał głową.
–
I to, i to. Pojemnik z
turpei łatwiej dostaniemy, kondensator z holofitu będzie cholernie trudny do
zdobycia. Nie dadzą nam tego.
–
Sami sobie weźmiemy –
odparła Lasowska, wzruszając ramionami. Ani Nosiek, ani Mierzejewski nie
wątpili, że nie mogłaby tego nie dokonać. – Z tego co wiem, nasz wydział był w
posiadaniu dziesięciu takich. Jeden wysłano na Proximę, jeden jest zajęty przez
próbki fali barycznej*, ale cała reszta jest wolna. Pogadam z Grześkiem.
–
Czyli materiał mamy. Wiemy,
że albo trzeba unieruchomić robota i dobrać się do zielonego oka, albo musimy
złapać to gówno w locie – podsumował Stefek, uśmiechając się delikatnie. Nie
sądził, że tak szybko uda im się znaleźć jakiekolwiek wyjście z tej
beznadziejnej sytuacji. Miał tylko jedną, ale najważniejszą wątpliwość. – Kto
pójdzie?
Agnieszka zamyśliła się. Gdyby nie to, że
aktualnie testowała nowe środki przeciwbólowe, które skutecznie osłabiały całe
jej ciało, poszłaby sama. Musiała jednak znaleźć na swoje miejsce osobę na tyle
godną zaufania, iż wróciłaby ona po wykonaniu zadania... Albo bojącą się jej.
–
Znalazłam chętnego –
powiedziała Przewodnicząca Sektora Szóstego, kierując wzrok na Damiana. Chłopak
zrobił krok do tyłu. Nie spodziewał się, że dziewczyna będzie chciała posłać
jego. Nie podobało mu się to.
–
Nie jestem przekonany –
odparł szybko.
–
Może być – mruknął Stefek –
ale sam nie pójdzie.
–
Zabierze swojego
przyjaciela, Czubskiego, a żeby nie zachciało im się uciec, dołożę Dominikę.
Poradzicie sobie w trójkę, prawda?
–
To chyba nie jest dobry
pomysł... – zamyślił się Nosiek. Dwóch zdrajców Lucyfera i zastępczyni
Agnieszki nie stanowili wymarzonej grupy do tego zadania. Nie wątpił w umiejętności Tomka, ponieważ miał okazję
widzieć je na arenie. To, że Lasowska trenowała Damiana, świadczyło, iż musiał
się do czegoś nadawać, a Dominika Krasicka należała do jednych z najlepszych
agentek w wydziale, aczkolwiek Stefek nadal nie potrafił wyobrazić sobie ich
współpracy.
–
Jak to nie? – zaszczebiotała
dziewczyna, uśmiechając się kpiąco. – Pójdą, cała trójka. Dominika narzekała,
że jej się nudzi, więc dostanie coś do roboty. Przyda się niekontrolowany skok
adrenaliny we krwi. A on – urwała, wskazując głową na Damiana – i jego best
friend Czubski, czy jak on tam ma na nazwisko, nie są amatorami. Nie
pracowaliby dla Diabła, gdyby byli do kitu. Przestań więc pierdolić, iż grupa
ci się nie podoba. Poszłabym sama, ale czuję się jak po flaszce wódki i siedmiu
nieprzespanych nocach.
–
Może dostajesz za dużą
dawkę?
–
Nie, jest idealna.
Testowałam nawet możliwości niwelowania bólu, pierdolnęłam się z całej siły
nogą o ścianę i nic nie poczułam. – Dziewczyna wzruszyła ramionami. Widząc minę
Nośka, westchnęła. – Stefek, na poważnie mówię. Umiejętności Czubskiego nie są
takie straszne, żeby sobie nie poradził. Dominika to Dominika, tutaj nic nie
trzeba tłumaczyć. Ten tutaj, który myśli, że teraz zacznę wychwalać, jaki to on
nie jest rewelacyjny i w ogóle, jest bądź co bądź moim uczniem, a to
zobowiązuje.
–
Skromność – mruknął
Mierzejewski.
–
Odważny jesteś – zaśmiał się
Stefek, patrząc na chłopaka. – Zazwyczaj nikt nie komentuje tego, co mówi.
–
Odważny albo głupi.
Stawiałabym bardziej na to drugie...
Nikt nic nie odpowiedział. Agnieszka
zaczęła czytać przypadkowy miesięczny raport sektora Trzynastego, a Stefek
pokazywał Damianowi wszystkie możliwości, jakie dawał Przewodniczącemu Sektora
Trzynastego jeden, mały komputer.
Kolejne linijki tekstu składały się w
całkiem sensownie brzmiące akapity. Setki różnych nazwisk naukowców z całego
świata, maszyn, których nazwy słyszała pierwszy raz w życiu i to znajomo
brzmiące imię...
–
Kojarzycie Chantelle Laroux?
– zapytała głośno, kiedy dotarło do niej, dlaczego zwróciła na nią uwagę.
–
Taka wysoka, zajebista,
czarnowłosa laska, która od lat pracuje dla Diabła i załatwia mu wszystkie
centra naukowe, jakich tylko potrzebuje? No raczej – powiedział Damian. Stefek
uśmiechnął się szeroko.
–
Czyli mówimy o tej samej.
–
Faceci – mruknęła Agnieszka,
kręcąc z niedowierzaniem głową. Zainteresowała się jednak wypowiedzią zdrajcy
Lucyfera. Potwierdził on tylko jej przypuszczenia.
Jeśli Damian faktycznie mówił prawdę i
nie mylił się w związku z poinformowaniem Diabła o dokończeniu pracy nad
zielonym światłem, ktoś musiał się tym zajmować. Ich wróg nie był głupi,
wiedział, że może zaufać wyłącznie określonym współpracownikom – tym
najbardziej wpływowym, mającym najwięcej do powiedzenia. Tylko oni mogli dać mu
to, czego potrzebował do rozpoczęcia Trzeciej Wojny Światowej. Pieniądze
stawały się kwestią drugoplanową. Tą najważniejszą okazała się być technologia,
której zaczął teraz używać. Chantelle Laroux zasiadała w radzie nadzorczej
największego centrum naukowego na świecie. Co prawda ISAYSS posiadało bardziej
rozwinięte maszyny, ale agencja nie do końca wiedziała, nad czym pracują
poszczególne części organizacji w San Francisco. Kobieta była podejrzana o
współpracę z Diabłem od wielu, wielu lat.
–
Poczekaj – powiedział
Damian. – Była u niego.
–
Chantelle?
–
Tak, jestem pewny. Spotkali
się w kwietniu...
–
Czyli jeszcze przed twoim
odejściem – mruknął Stefek. Mierzejewski pokiwał głową.
–
Zaraz po ostatniej
aktualizacji Lucyfera.
Agnieszka spojrzała na chłopaka.
–
Ostatniej?
–
Jego naukowcy wszczepili mu
jakieś nowe geny, zaraz przed właśnie tym spotkaniem. Od tamtej pory Diabeł
zastrzegał, że nie potrzebuje już doładowań, chociaż chodził coraz słabszy. Raz
powiedział, iż sam sobie poradzi i faktycznie wyganiał wszystkich, kiedy się za
to zabierał.
–
Czyli... Jest
prawdopodobne... – Agnieszka przerwała Stefkowi.
–
Że znaleźliśmy panią o
bardzo dobrym sercu, która za cel postawiła sobie wspomóc Diabła w niszczeniu
Ziemi tak rzetelnie, jak tylko mogła.
Dominika nie mogła uwierzyć, że dała się
wrobić w misję razem z dwoma zdrajcami Diabła. Kiedy Agnieszka zdradziła jej
plany, na początku ją wyśmiała. Dopiero po chwili, gdy zorientowała się, iż
przyjaciółka nie żartuje i wszystko zostało już wcześniej porządnie ustalone –
wkurzyła się. O ile możliwość wyjścia z podziemi bardzo przypadła jej do gustu,
ponieważ ostatnio ciężko było znaleźć jakieś sensowne wytłumaczenie wypadów
poza polską siedzibę agencji, to możliwość spędzenia w towarzystwie dwóch
irytujących facetów niezbyt jej się podobała.
–
Większość dziewczyn
cieszyłoby się na twoim miejscu. Możesz przez kilka godzin poudawać
heteroseksualną i zachwycać się nad nimi tak samo, jak cała reszta agentek w
ISAYSS – powiedziała Agnieszka chwilę przed wyjściem. Krasicka zaserwowała
przyjaciółce porządną wiązankę bardzo poetycko brzmiących epitetów, ale nie
miała wyboru. Chociaż większość prywatnych kłótni z Lasowską wygrywała, sprawy
związane z robotą były zgoła inne. Agę ustawiono wyżej w hierarchii i musiała
się dostosować.
Znaleźć maszyny nie było szczególnie
trudno. Pierwszą złapali niecałe pół godziny po opuszczeniu agencji, jednak
Tomek źle odebrał stwierdzenie zabrać się za robota. Cały system szlag
trafił po uderzeniu bombą elektryczną. Chmara żelaznych kolegów pojawiła się
bardzo szybko. Chociaż na początku wyklinali Czubskiego, po chwili zorientowali
się, iż całkiem dobrze zrobił, bowiem maszyny wydawały się być zagubione po
zniszczeniu androida. Damian długo zastanawiał się, dlaczego. Do głowy
przychodziły mu różne wytłumaczenia, różne wersje zdarzeń – na początku myślał,
że rdzeń miał jakąś awarię, potem przed oczami stanął mu Diabeł, a na koniec
doszedł do wniosku, którym od razu podzielił się z towarzyszami.
–
To był oryginalny robot. Z
niego stworzono część klonów, dlatego reszta zaczęła głupieć.
–
Diabeł musiał to zauważyć –
skwitowała Dominika, ciągnąc Tomka za tył kombinezonu. – Chodźże tu, bo zaraz
cię trafi.
Czubski nie odpowiedział. W dłoni trzymał
małe pudełko zrobione z półprzezroczystego materiału. Patrząc na nie pod
różnymi kątami, widziało się inne barwy. Żeby zdobyć to małe opakowanie,
Agnieszka musiała przez prawie dwie godziny tłumaczyć jakiejś rudowłosej
agentce, że jak tylko dostaną to, czego chcą, opróżnią sześcianik i oddadzą na
miejsce. Nie spodziewała się, iż dotrzyma słowa, ponieważ raz uszkodzonego
holofitu nie dało się już naprawić.
–
Zniszczyliśmy trzy roboty.
Nie możemy wydobyć tego czegoś z samego oka.
–
Trzeba złapać. No to leć. –
Dziewczyna uśmiechnęła się zachęcająco, na co Tomek prychnął.
–
Chyba cię popierdoliło. To,
że pracuję dla ISAYSS nie oznacza, iż będę ryzykował dla agencji życie.
–
Doprawdy? Widzę, że
przydałoby się zmienić twoje nastawienie – warknęła Krasicka, zaciskając dłoń w
pięść.
–
Hej, dajcie sobie spokój –
zawołał Damian, patrząc z niedowierzaniem to na blondwłosą agentkę, to na
swojego najlepszego przyjaciela. Odkąd tylko opuścili ISAYSS, musiał słuchać
ich beznadziejnych rozmów, które z czasem zaczęły przeradzać się w agresywne
kłótnie. Nie potrafili się dogadać. Był pewny, że sam zrobiłby to znacznie
szybciej. – To kilka sekund i... – urwał, wpatrując się w jeden punkt przed
sobą. Zostawił ich i pobiegł w tamtym kierunku.
–
Damian, co ty robisz? –
krzyknął zaskoczony Tomek, ale przyjaciel go nie słuchał. Był pewny, że
zobaczył agenta Diabła, a nie mógł pozwolić, żeby doniesiono do Lucyfera o tym,
co robili. Nie pomylił się. Za zakrętem wpadł na zamaskowanego, młodego
mężczyznę z charakterystycznym czerwonym znakiem jego byłego szefa na piersi.
Problem pojawił się, kiedy ściągnął kask.
–
Krystian?
–
Mierzejewski? Czyli te
plotki to prawda? Pracujecie dla ISAYSS – zapytał chłopak. Damian nie
odpowiedział. Był wściekły, że wpadł akurat na swojego przyjaciela. Powinien
pozbyć się wszystkich świadków, aczkolwiek nie wyobrażał sobie zamordowania
kolegi. Odetchnął głęboko.
–
Jesteśmy w ISAYSS na
polecenie Diabła...
–
Taaaa, jasne – odparł
Krystian, oddychając szybko. Był zmęczony, chyba długo biegł.
–
Poważnie mówię. Zapytaj się
go, jak mi nie wierzysz. Ja, Tomek, Weronika i Adrian jesteśmy tutaj, bo
Lucyfer nakazał nam to jako misję. Nie pracujemy dla nich.
–
Dlaczego ja ci nie wierzę?
–
Chuj mnie to obchodzi –
warknął Damian, tracąc powoli cierpliwość.
–
Dobra, wyluzuj – mruknął
Krystian, cofając się trochę. – Niezbyt mnie obchodzi, nie dbam o to, dla kogo
pracujecie.
–
Więc w czym masz problem?
–
Pilnowaliśmy androida –
odparł młody mężczyzna. – Każdy oryginalny jest chroniony, tylko że nawet nie
zwróciliśmy uwagi na to, co robicie. Mamy przejebane.
–
Wymyśl coś innego, w to nie
wierzę.
Krystian nie odpowiedział. Damian miał
wrażenie, iż przyjaciel był trochę zmieszany, zagubiony, jakby nie wiedział, co
powinien dalej zrobić. Wtedy Mierzejewski zrozumiał, dlaczego agenci ISYASS,
szczególnie Agnieszka, mają takie, a nie inne zdanie na temat trenowania ludzi
Diabła. Nie potrafili sami myśleć. Jeszcze jakiś czas temu sam miałby z tym
problem, ale trafił na Przewodniczącą Sektora Szóstego, która potrafiła nauczyć
go własnego toku rozumowania i podejmowania decyzji w zaskakująco krótkim
czasie. Miał dużo szczęścia.
–
Mogę udawać, że nikogo nie
spotkaliśmy – mruknął Damian. Był wściekły sam na siebie. Teoretycznie nie
powinien wypuszczać przyjaciela, ale nie potrafił niczego mu zrobić. Wyobrażał
sobie, jak zbulwersowana będzie Agnieszka, kiedy się dowie, aczkolwiek w tamtym
momencie nie chciał o tym myśleć.
Krystian pokiwał delikatnie głową.
–
Tak, nie widziałem cię, nie
wiem, co się z tobą stało, nie obchodzi mnie to. Miłego szpiegowania ISAYSS –
powiedział mężczyzna, zakładając z powrotem na głowę kask. Odwrócił się i
podążył w swoją stronę, nie odwracając się do Damiana. Ten jednak miał
nieodparte wrażenie, że jeszcze się spotkają.
*****
*łącznik turpejowy, holofit – przypadkowe
słowa, które gdzieś tam pojawiły się w mojej głowie, specjalnie na tę okazję;
to nazwy materiałów używanych do tworzenia wielu urządzeń w ISAYSS, nie widzę
jakiejś szczególnej potrzeby tłumaczenia tego bardzo dokładnie, raczej się nie
przyda;
*fala baryczna – są fale
elektromagnetyczne i jakieś tam inne, a tutaj jest taka baryczna; ona zostanie
wytłumaczona niedługo, ponieważ pojawi się jeszcze kilka razy, nazwa jest
nieprzypadkowa;
*****
Końcówka nie tak miała wyglądać w
pierwotnym zamyśle. Damian miał zabić Krystiana i mieć potem wyrzuty sumienia,
Agnieszka miała wysłać go do profesora Wykuszyńskiego, żeby rozpoczął naukę
mordowania ludzi (takie tam brutalne szkolne zajęcia)... Jednak zmieniła się
koncepcja w trakcie pisania, pojawił się w mojej chorej główce całkiem niecny
plan związany z tym oto panem Krystianem i stwierdziłam, że nie mogę tego
zmarnować. Końcóweczka jest więc taka trochę z dupy wzięta, no ale... Zdarza
się xD
Piękna! Tyle trudnych słów i nowych informacji, że jestem zaskoczona, iż mojemu łebkowi udało się to wszystko ogarnąć - a udało, musisz mi uwierzyć xD Mutanty wydają się być ciekawymi stworzonkami, takie tak bestyjki, tylko nagle wszystko zaczęło układać mi się w jedną, wielką, idealnie pasującą całość, ale nie będę teraz tutaj pisała, bo ktoś mnie jeszcze zabije za te domysły hihi
OdpowiedzUsuńNo i Damian awwww <33 I tak właśnie wydawało mi się, że kiedyś wcześniej wspomniałaś, że Dominika jest lesbijką, i szukałam tego, i znalazłam :D Do takiego zespołu złożonego z Damiana i Tomka to ja bym się sama na ochotniczkę zgłosiła.
A ten fragment:
"– Kojarzycie Chantelle Laroux? – zapytała głośno, kiedy dotarło do niej, dlaczego zwróciła na nią uwagę.
– Taka wysoka, zajebista, czarnowłosa laska, która od lat pracuje dla Diabła i załatwia mu wszystkie centra naukowe, jakich tylko potrzebuje? No raczej – powiedział Damian. Stefek uśmiechnął się szeroko.
– Czyli mówimy o tej samej."
mnie rozpierdolił hahaha
kochana, czekam na następny rozdział, chociaż myślę, że napiszę do ciebie wcześniej, bo ta sprawa związana z mutantami jest bardzo nurtująca
kocham i pozdrawiam <3
POSŁUCHAJ TY MNIE UWAŻNIE, niezależnie od tego, co przyszło do tego twojego małego łebka, nie waż się pisać tego tutaj, ostrzegam, bo jak coś mi zepsujesz, jak okaże się, że to baaaardzo ważna rzecz, to cię znajdę, bój się ;D
UsuńZa opinię dziękuję, cieszę się, że ci się podoba (chociaż, czy ty kiedykolwiek napisałaś, iż coś ci się nie podoba?) i też pozdrawiam. A jak chcesz napisać i masz jakieś domysły, to pisz na maila, najszybciej odpowiem :D
Też kocham <3
Uwielbiam wszystkie sceny, w których pojawia się Agnieszka! Po prostu uwielbiam. Nawet zrozumiałam aspekty techniczne ich rozmowy!
OdpowiedzUsuńMutanty są ciekawe, w sumie, to jestem prawie pewna, że gdzieś przeprowadzisz Diabła przez tę transformację... Chociaż jednak nie jestem. Albo jestem. Albo nie...
Podpisuję się pod Cassendrey - ten kawałek mnie zupełnie rozwalił.
A ja jestem ciekawa jak Damian wyjaśni tę sytuację innym... I co okropneg zrobisz Krystianowi;)
Przy okazji - akurat napisałaś rozdział, kiedy miałam odrabiać zadanie. Odciągasz mnie od nauki;)
Pozdrawiam i weny życzę:)
Jeśli mam być szczera, to nie planowałam sytuacji, w której Damian wyjaśni całe spotkanie z Krystianem komukolwiek, nawet Agnieszce. Na pewno nie teraz, a czy kiedykolwiek? Zobaczy się. Cieszę się, nawet nie wiesz jak, że strona techniczna nie jest aż tak skomplikowana, żeby nikt się nie połapał. To jest ciągle w mojej głowie i idealnie w niej wygląda, ale jak mam to zamienić w zrozumiały dla kogoś innego oprócz mnie tekst, wszystko zaczyna się walić. Strasznie trudno to czasami opisać.
OdpowiedzUsuńAch, jeszcze będę miała wyrzuty sumienia, że przeze mnie się nie uczysz :D
Pozdrawiam, dziękuję i nawzajem! <3
*rozgląda się naokoło, próbując wypatrzyć Nersi* Ej, ej, ej, Nersi, od kiedy to powiadamiasz w Spamowniku o notkach? Nawet bym się nie zorientowała! ;P
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału:
Masz rację, rozmowa na końcu wyszła taka trochę sztywna. Może jakbyś trochę nad tym pogłówkowała to by wyszło lepiej, ale i tak "Zawsze mogło być gorzej!" ;]
"– Nie boisz się, że coś ci kiedyś jebnie w sufit? – spytał Mierzejewski, podając rękę Stefkowi. – Damian jestem – dodał.
– Stefek Nosiek, miło mi. Raczej nie. Nadajniki na szybie tworzą takie fale magnetycznie, iż wizualnie kopuła rozmywa się wraz z drganiami wody, nie widać jej...
– Błagam – przerwała mu Agnieszka. – Potem sobie podyskutujecie na podobne tematy. Teraz interesuje nas coś innego.
– Ciebie interesuje, nie nas.
– Nie byłabym tego taka pewna" - Ten fragment wygrał internety, c'nie? xD
http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2012/06/4dd374f912d9b370c4c3c398ef492fc5.jpg?1339575713
Nigdy więcej nie waż się przetrzymywać nas w tak długim czasie bez rozdziału, bo rączki poucinam <3
Pozdrowionka od Chorowitej Mua ;-*
Jak nie mam dostępu do GG to powiadamiam w spamie, wyjątkowo nie miałam, więc wiesz xD Taaaak, właśnie, zawsze mogło być gorzej, dokładnie! Podoba mi się twój tok myślenia.
Usuńhahahahahaha, obrazek mnie rozjebał XD
dwa tygodnie, obiecuję :D
zdrowiej kochanie <3
Padłam jak to przeczytałam!
OdpowiedzUsuńNie jestem pewna czy wszystko zrozumiałam, ale ten rozdział dużo wyjaśnił. Trochę szkoda mi Diabła. Ja sama bym chyba wolała być zwykłym człowiekiem niż mutantem zależnych od innych. Bo w końcu musi mieć zaufanych ludzi, którzy tak jakby go zresetują. A to nie jest chyba, ani łatwe, ani przyjemne. Ciekawe by to mogło wyglądać gdybyś to opisała. Taaaaak, ja cię do niczego nie namawiam :P
Och, Aga i Damian to ciekawa para. Właśnie do mnie dotarło to będzie się działo jak oni będą razem (innej opcji nie ma) no chyba, że na końcu to Aga będzie krzyczała do Damiana "trzymaj mnie"
Moja wyobraźnia już to wszystko wymyśliła. Ona nad przepaścią i jej krzyk, przekleństwa i przerażenia w głosie. Damian nie może jej utrzymać i ona spada ciągnięta przez te roboty-zabójcy. Taaa i opisane przez Nersi ^^ To jest to :D
Ten przyjaciel Damiana to może jeszcze namieszać i to nawet dużo. Bo jeśli się połapię, że ta ściema z tym zadaniem szpiegowania agencji to będzie akcja :)
Ale podoba mi się twój pomysł wysłania Damiana na klozetkę do doktorka, jeszcze bardziej mi się podoba.
Pozdrawiam, weny życzę i zapraszam na moje blogi :)
Faktycznie, w rozdziale było dużo informacji, więc nic dziwnego, że niektóre rzeczy mogę zostać troszeczkę niezrozumiałe :) Na temat Diabełka i przemiany PRZEMILCZĘ, ale pomysł całkiem, całkiem :D Twoja wizja jest... hm... na pewno sytuacja byłaby ciekawa, naprawdę, ale jednak nie do końca o to będzie chodzić hyhy
UsuńDziękuję! <3
Dotrwałam do końca pomimo ciężkiego dnia!!!
OdpowiedzUsuńDla ciebie wszystko kochanie moje! Więc i ja się cieszę, że mogłam tutaj zawitać i chwilowo się oderwać :)
Było tutaj tyle rzeczy, że chwilowo moja bolesna głowa początkowo nie ogarniała sytuacji o co kaman.
Damien ( jak w Omenie normalnie xD, za dużo się go naoglądałam) i Aga, a obiecałaś mi więcej gołych torsów :P
Mimo to stanowią ciekawą parę. I faktycznie w końcówce dialogów jakby czegoś zabrakło takiego malutkiego spięcia, uczuć, ale znając ciebie jestem więcej niż pewna, że oddasz mi pałeczkę u mnie!
Pozdrawiam i weny!
ojeeeeeej, tak mi się miło zrobiło, że pomimo bolącej główki to przeczytałaś! dziękuję <33
Usuńgołe torsy jeszcze będą, już niedługo, nawet u tych starszych agentów hyhy
<3
Oczywiście cały czas czytuję tego bloga, tylko nie lubię komentować z dotykowego :/
OdpowiedzUsuńFajnie, że taki długi rozdział <3
Postaram się dodać następny komentarz dłuższy i lepszy xD
Życzę weny i czekam na następny - cicha obserwatorka :)
mam to samo, dotykowe ekrany i pisanie na nich dłuższych tekstów to zuuuuo ;D
UsuńBardzo, bardzo dobry rozdział! Naprawdę lubię twoje opisy, nie miałam większego problemu z wyobrażeniem sobie gabinetu Stefka i jakoś tak niebiesko mi się przed oczami zrobiło ;) Ale to wina takiej ilości wody. Jestem ciekawa, na dnie jakiego morza jest gabinet Stefka? Bo, teoretycznie, siedziby ISAYSS umiejscowione są nie wiadomo gdzie, gdzieś głęboko w ziemi, a tutaj tak trochę zdradziłaś lokalizację. Gdzieś przy morzu, w takim razie. Albo przewodniczący trzynastki jest taki sprytny i to tylko sztuczny obraz morza XD
OdpowiedzUsuńDamian, Agnieszka, te ich rozmowy, achhhh, cudne wychodzą! Mam wrażenie, że ich konwersacje są takie bardzo naturalne, prawdziwe, w słowach dziewczyny można wyczuć całą tą niechęć do chłopaka, chociaż my wiemy, że oni będą razem :D To znaczy, chciałybyśmy, aby byli, stworzyliby nieziemską mieszankę wybuchową, chociaż Mierzejewski taki ciamajdowaty i naiwny się przy niej wydaje.
Popieram poprzednie czytelniczki - te mutanty to fajna rzecz, na pewno wprowadzą sporo zamieszania. No i Diabeł jako mutant genetyczny... Ciekawe, bardzo ciekawe. To dlatego Agnieszka nigdy nie potrafiła go zabić, tak? W takim razie, aby pozbyć się Diabła, musieliby rozpracować go od środka, a Aga ma Damiana, więc teoretycznie mogłoby się jej to udać. Chociaż... Taka bestia to niebezpieczna trochę.
Czekam na następny rozdział, bo rozwaliła mnie rozmowa w zapowiedzi rozdziału 13 "panie przystojny" haha
Pozdrawiam Nersi, i weny życzę :)
Niebiesko! Tak <333 A wiesz, że nawet o tym nie pomyślałam. Jeśli chodzi o taką dokładną lokalizację polskiego wydziału ISAYSS to nie myślałam nad tym, jednak to po prostu nie jest konieczna wiedza :D
UsuńBardzo cieszy mnie to, że ktoś widzi tą pewnego rodzaju naiwność Damianka, naprawdę ;D
Mutanty... Kilka informacji gratis będzie w następnym rozdziale ;)
Dziękuję <3
Wiesz, myślę, że to zależy od tego, jak kto idealizuje bohaterów :D Teoretycznie, takiego Damiana to ja bym sama schrupała na kolację (oczywiście po tym, jak przez dłuższy czas bezwstydnie bym się na niego gapiła XD), ale jednak nie wygląd jest najwazniejszy... To takie filozoficzne hyhy
UsuńNie mogę się doczekać <3
Tak, szczególnie to "schrupałabym" i "bezwstydnie się na niego gapiła" zabrzmiało strasznie filozoficznie :D Ale muszę się zgodzić, czasami niektórzy dodają bohaterom za wiele zalet, za mało wad i, niestety, w odebraniu czytelników wychodzi to za bardzo wyolbrzymione.
UsuńTak, tak, w końcu dotarłam. Nie ukrywam, że musiałam nadrobić zaległości, ale przeczytałam wszyściutko :D
OdpowiedzUsuńPowiem Ci szczerze, że coraz bardziej mi się podoba ta historia. Wszystko stało się takie przejrzyste, lekkie i w prosty sposób docierające do czytelnika - bomba!
Cały czas głowię się, o co w końcu chodzi z tym Mierzejewskim i resztą Dzieci Diabła. Czy to, co powiedział Krystianowi, to ściema, czy po prostu cały czas kłamie Agnieszce i całemu ISAYSS? Kocham zagadki, ale jeszcze bardziej lubię znajdywać na nie odpowiedzi, a tu mogę tylko przypuszczać i mieć nadzieję na pełną zawirowań i nieufności współpracę Mierzejewskiego z agencją :D
Teraz coś, co nie daje mi spokoju... Czytając ostatnie trzy rozdziały, często zadawałam sobie pytanie "Na jakim ona [czyt. TY :D] jest profilu?". Kurcze, niektóre kawałki brzmiały jak z mojego podręcznika od chemii :D Podziwiam Cię, że masz tyle chęci, by tak dokładnie to wszystko opisywać, te wszystkie nowinki techniczne, roboty i jakieś inne wynalazki...
Czekam na następny rozdział, mam nadzieję, że nie przeczytam go w opóźnionym terminie :D
wow, jestem zaskoczona, że tak to zaczynasz odbierać :D ja osobiście mam wrażenie, iż jest coraz więcej bardziej skompikowanych informacji i nie wychodzi jakoś szczególnie przejrzyście, ale może to tylko moje dziwne odczucia.
UsuńAno, myślę, że kwestia Damiana i całej reszty wyjaśni się już w kilku następnych rozdziałach. W końcu, to już 12, a przydałoby się wprowadzać jakieś takie elementy wtajemniczenia albo coś :D
Ja jestem, ekhm, nie śmiać się, na profilu matematyczno-geograficznym. Nie mam chemii, nie mam fizyki, nie mam biologi :) Fizyka interesuje mnie tylko w tych tematach, których nie uczyliśmy się w szkole, a jeśli chodzi o chemię - lubiłam zawsze chemię, sama nie wiem, dlaczego :D
Tak się trochę wcinam, ale Nersi, 12 i trzeba wyjaśniać powiadasz? XD U mnie jest, zaraz, OSIEMNASTY rozdział i nic nie wyjaśniam XDDD <3
UsuńNO ALE ja mam jeszcze tyle nowości dla was, że przydałoby się ogarnąć poprzednie skompilowane rzeczy, więc wiesz :D
Usuń