– Zajmie mi to pięć minut, a proszę uwierzyć, że bardzo
agencji pomoże – powiedział Damian, zaciskając palce na krawędzi
białego biurka. Sekretarka Roberta spojrzała na niego z wyrzutem.
– Chłopcze, setki tysięcy robotów niedawno zaatakowało świat.
Naprawdę myślisz, iż twój problem jest od tego ważniejszy?
– Mój problem dotyczy właśnie ich. Pracowałem dla
Diabła, wiem więcej, niż wam się wydaje.
Justyna Garont zamilkła. Od kilku godzin telefony dzwoniły bez
przerwy. Pół nocy spędziła na przekazywaniu Robertowi kolejnych
napływających z całej Ziemi informacji. Była zmęczona tym
zamieszaniem. Dzieciak domagający się rozmowy z Szefem Polskiego
Wydziału ISAYSS był ostatnią rzeczą, której teraz pragnęła.
Westchnęła cicho i sięgnęła po słuchawkę.
– Szefie, jeden ze zdrajców Diabła chce z tobą natychmiast
porozmawiać. Twierdzi, że ma jakąś sprawę związaną z robotami.
Przez kilka sekund nie było żadnej odpowiedzi. Dopiero, kiedy
sekretarka chciała odłożyć słuchawkę, w głośniku rozbrzmiały
dwa słowa.
– Wpuść go.
Damian odetchnął z ulgą. Chwilę wcześniej próbował dostać się
do sektora Trzynastego, jednak dziewczyna w dyspozytorni powiedziała
mu, że mają teraz pełne ręce roboty i raczej nie znajdą czasu na
jego opowieści. Nie chciał się z nią kłócić, więc postanowił
pójść od razu do samego Roberta. Gdyby tylko przewodnicząca
sektora Szóstego wróciła do agencji, wszystko przekazałby
właśnie jej, ale słyszał o tym, że od momentu ataku nie
odpowiedziała na alarmy, identyfikator dziewczyny padł, a
prawdopodobieństwo, iż przeżyła, zmniejszało się z każdą
kolejną godziną braku jakiejkolwiek reakcji. Nie podobało mu się
to. Agnieszka była jego przepustką do normalnej egzystencji. Jeżeli
nagle zniknęłaby z życia chłopaka, nikt w ISAYSS nie pomógłby
mu odciąć się od Lucyfera. Agentce zależało na informacjach,
innym nie.
Wszedł do wielkiego gabinetu Roberta. W porównaniu z przeraźliwie
jasnym holem i bielą wszystkich w nim elementów, tutaj oczy mogły
odpocząć.
– Siadaj – rzekł spokojnie mężczyzna, wskazując mu głową
krzesło przed biurkiem. Damian podszedł do podwyższenia i usiadł
na tym samym miejscu, na którym jakiś czas wcześniej czekał na
decyzję związaną z przyjęciem jego oraz reszty zdrajców do
agencji. Poczuł się nieswojo; nie miał z tym pomieszczeniem
przyjemnych wspomnień.
– Co to za ważna sprawa? Tylko szybko, muszę porozsyłać
agentów, aby zajęli się tymi robotami.
– Ja po części właśnie o tym – zaczął Damian, drapiąc się
delikatnie po głowie. – Nic wam nie da niszczenie pojedynczych
sztuk. To samodzielne klony, Diabeł stworzy kolejne tysiące, jeśli
zauważy taką potrzebę...
– Samodzielne klony? – Robert odłożył na bok plik kartek,
które trzymał w dłoni, i z zainteresowaniem spojrzał na chłopaka.
– Wszystkie roboty są takie same. Ludzie Diabła nie stworzyliby
tysięcy maszyn własnoręcznie. Właściwie nie byłoby gdzie
przetrzymać takiej armii. Samych androidów jest może z dziesięć,
dwadzieścia. Cała reszta to klony. Od jakiegoś czasu Lucyfer ma
dostęp do centrum naukowego w San Francisco, jego naukowcy
skonstruowali portal klonujący przedmioty. Tworzyli sobie nową
materię, kształtowali z tego identyczne maszyny i wpuszczali w
różne części środowiska, że tak to ujmę – dodał chłopak.
Nie bez powodu Robert został Szefem Polskiego Wydziału. Należał
do inteligentnych ludzi; dla niego zrozumienie, jak niebezpieczna
jest cała sytuacja, nie było niczym trudnym. Mierzejewski miał
tylko nadzieję, iż zareaguje, nie pozwoli niepotrzebnie zginąć
tylu niewinnym agentom. – Roboty w całości czekały pod ziemią i
pod dnem mórz, rzek czy oceanów od jakiegoś czasu. Część była
ukryta w górach, wiele na pustyni. Te wyłaniające się z burzowych
chmur to najnowsze, świeże. Obłoki są tak naprawdę sklonowaną
materią, z której powstają maszyny, dlatego je właśnie
najłatwiej zniszczyć. Są niedoświadczone, ciężko się uczą.
– Samodzielnie myślą? – spytał Robert, biorąc do ręki
długopis i notując po kolei rzeczy, które musiał przekazać
Zarządowi. Po raz pierwszy władza ISAYSS zainteresowała się
sprawą na tyle, że podejmowała pewne działania bez ingerencji ze
strony poszczególnych wydziałów. To wśród ważniaków
pojawiły się najwcześniejsze rozkazy. Chodziło o
zabezpieczenie ich własnych dóbr materialnych, tego akurat był
pewien, ale przy okazji, całkiem nieświadomie, pomagali innym.
Rozmawiał dwie godziny wcześniej z Szefową Wszystkich Szefów –
Juliette Monfesou, kobietą stojącą na czele światowej agencji.
Sama była zaskoczona tak szybką reakcją nawet najbardziej leniwych
członków Zarządu, aczkolwiek widziała, co przed zniszczeniem
ukrywają niektórzy jej ludzie.
– Wydaje mi się, że nie. Ich inteligencja to raczej mający nad
nimi władzę system główny. Jak już wspomniałem, ciężko się
uczą, bardzo powoli, ale im dłużej są wypuszczone i włączone,
tym lepiej orientują się w otoczeniu, rozpoznają broń, ludzi.
Zakodowane gdzieś to pewnie mają, aczkolwiek dane są schowane do
momentu bezpośredniego zetknięcia.
– Niezbyt skomplikowany system – podsumował Robert. Damian
skrzywił się nieznacznie.
– Może nie jest trudny, ale... – zawahał się. Powiedział już
bardzo dużo, o wiele więcej, niż mógł. Zdradził właśnie, na
jakiej zasadzie działa armia robotów, a za to Diabeł skazywał na
śmierć.
Robert zauważył niepewność chłopaka. Usłyszał sporo,
bez Mierzejewskiego nigdy nie dostałby niektórych informacji. Miał
też wrażenie, że chciał powiedzieć coś jeszcze,
jednak nie był stuprocentowo pewny swojej decyzji. Rozumiał go.
– Damian, posłuchaj mnie – zaczął mężczyzna, na co agent
uniósł głowę i spojrzał mu w oczy. – Ja wiem, że nie
pracujecie dla nas. Wiem, że jesteście tutaj na polecenie Diabła.
Nie przerywaj mi – rzekł, widząc, iż chłopak już otwiera
buzię, aby zaprzeczyć. Mierzejewski zamilkł, nie wiedząc, czego
ma się spodziewać. – Mam wśród ludzi Lucyfera szpiega. Jest tak
dobrze zamaskowany i ma na tyle wiarygodne alibi, że nawet w
najśmielszych snach nie uwierzyłbyś, jeśli powiedziałbym ci, o
kogo chodzi. Jednak to nie jest ważne. Dostałem od niego jakiś
czas temu informacje, iż Diabeł wysyła do ISAYSS swoich ludzi jako
domniemanych zdrajców. Wiedziałem, co chcecie nam przekazać.
Dlatego byłem zdziwiony, kiedy zdradziliście o wiele więcej niż
powinniście. Widzę, że wam zależy na zostaniu tutaj, na
odseparowaniu się od Diabła. Specjalnie wysłałem agentów z
sektora Szóstego, aby to oni was złapali. Normalnie się tym nie
zajmują. Powiedziałem jednak całą prawdę Dawidowi, to on miał
was tutaj przyprowadzić. Kazałem mu przekonać większość
przewodniczących, aby głosowali za waszym przyjęciem.
Damian słuchał kolejnych słów Roberta, nie dowierzając własnym
uszom. Nie spodziewał się, że Szef Polskiego Wydziału ISAYSS
rozszyfruje ich zamiary jeszcze zanim zaczną cokolwiek robić.
Oszukał wszystkich – zaczynając od nich, przez Diabła, aż po
Zarząd i całą resztę agentów Międzynarodowej Tajnej Agencji
Młodych Służb Specjalnych.
– Agnieszka wiedziała?
Robert zamyślił się. Nie rozumiał, dlaczego chłopak zapytał
właśnie o Przewodniczącą Sektora Szóstego. Gdyby nie fakt, że
stan jej zdrowia nie należał do najlepszych, to Lasowska dostałaby
rozkaz przyprowadzenia zdrajców do Siedziby Głównej, ale nagła
utrata przytomności skomplikowała jego plany. Nie powiedział
dziewczynie jeszcze nic, nie wiedziała nawet o informatorze wśród
agentów Diabła. Miał zamiar uświadomić ją dopiero później,
kiedy dostałby raport o powodzie pogorszenia się jej zdrowia i
pewności, iż może nadal bez przeszkód pełnić służbę.
– Skąd miała wiedzieć?
– No... Zakazała mi widywania się z Diabłem. Dała odtrutkę na
wirusa. Te treningi, lekcje, potrzebne jej informacje...
– Poczekaj chwilę – przerwał mu Robert. – Akurat treningi
zleciłem ja. Chciałem, żebyście na tyle poczuli się agentami
ISAYSS, że sami zrezygnowalibyście ze szpiegowania dla Diabła.
Potrzebowałem sprawdzić, jak dobrzy jesteście. Jednak właśnie
wkopałeś Agnieszkę z całą resztą.
– Wkopałem? Ale... – Damian zamilkł. Musiał wszystko ułożyć
sobie w głowie, ponieważ cała sprawa zaczynała robić się za
bardzo skomplikowana. Starszy mężczyzna czekał cierpliwie, aż
agent cokolwiek powie, nie chciał przeszkadzać myślom chłopaka.
Chociaż sam nigdy nie znalazł się w podobnej sytuacji, potrafił
wyobrazić sobie zagubienie Damiana. Byli pewni, że panują nad
wszystkim. Diabeł zapewniał ich, jak łatwo będzie oszukać
agentów ISAYSS, sam nie zdając sobie sprawy, iż Robert był o
każdym najmniejszym szczególne jego planu na bieżąco informowany.
Najpierw cała czwórka pracowała dla Lucyfera, potem agencji na
jego polecenie, a teraz sami już nie wiedzieli.
Po chwili nieprzyjemnej ciszy, Damian odetchnął głęboko i uniósł
głowę.
– To było ukartowane. Wiedziałeś, że przyjdziemy do agencji.
Wiedziałeś, jakie rzeczy Diabeł kazał nam zdradzić i słyszałeś
jakie zdradziliśmy.
– Tak, dokładnie – odparł Robert, a na jego twarzy pojawił się
delikatny uśmiech.
– Ale nas przyjąłeś pomimo tego?
Mężczyzna musiał się przez chwilę zastanowić. Zaufał całej
czwórce ślepo, to akurat nie było godne podziwu. Juliette wyraziła
swoje niezbyt pochlebne zdanie na ten temat i chciała, aby wyrzucił
ich z ISAYSS, zanim będzie za późno. Jednak podczas pobytu
zdrajców w Siedzibie Głównej dotarło do niego, jak oni starają
się odseparować od Diabła pomimo konieczności przekazywania mu
informacji. Chcieli, aby agenci im zaufali, aby zaczęli traktować
ich normalnie, aby uwierzyli w ich wersję zdarzeń. Dlatego właśnie
nadal im ufał.
– Nie pozwoliłbym na wasze dołączenie do ISAYSS, gdybym nie
widział, że chcecie potraktować agencję jako swój ratunek.
Widzę, co zrobiliście, aby ktokolwiek tutaj wam zaufał.
– Nie jest łatwo, ludzie nam nie wierzą, chociaż powierzchownie
starają się nas akceptować.
– I nie uwierzą, jeśli ktoś ważniejszy im tego nie udowodni –
powiedział Robert. Damian zrozumiał dopiero po kilku sekundach.
– Agnieszka...
– Coś kombinuje – przerwał mu Szef, kiwając delikatnie głową.
– Nie wiem, dlaczego ci pomaga, ale to nieważne. Ufam Agnieszce,
jest moją najlepszą agentką. Nie wtrącam się w jej działania.
Doceniam wszystko, co zrobiła dla agencji, za to, jak cholernie się
dla niej poświęca, dlatego ma wolną rękę. Potrafi sama o siebie
zadbać. Jestem jednak pewien, że ona, jako twoja nauczycielka,
wskóra w polskim ISAYSS więcej niż ci się wydaje. Za jakiś czas
ludzie zaczną patrzeć na was inaczej, ponieważ zorientują się,
iż Agnieszka wam ufa. Nie licz na takie wyznanie od niej, moje musi
ci wystarczyć.
Mierzejewski uśmiechnął się. Wystarczyło mu kilka treningów ze
słynną przewodniczącą Szóstki, aby zrozumieć, jak trudny ma
charakter. Nie spodziewał się nawet słów otuchy, więc co dopiero
wyznania Ufam wam.
– Znam ją. Jeśli uzna, że potrzebuję dowiedzieć się o waszych
wspólnych działaniach, o informacjach, które od ciebie wyciąga –
ona mi to powie. Najpierw jednak wróci.
– A jak nie?
– Nie? Proszę cię, to Agnieszka – odparł Robert, jakby takie
stwierdzenie było wystarczające. – Pierwszy lepszy robot jej nie
zabije. Uwierz mi – dodał, widząc, że nie do końca przekonał
młodego agenta. – Znoszę ją od prawie dziesięciu lat. Znam ją
jak własną kieszeń, chociaż przy jej charakterze wydaje się to
trudne. Agnieszkę... Nie bez powodu nie jest tak łatwo zabić.
Szef Krajowego Wydziału wiedział, że wypowiedziane przez niego
słowa zainteresowały Damiana. Mierzejewski był fizykiem i pracował
bezpośrednio przy Diable, na pewno zauważył pewien podtekst. Nie
miał jednak czasu zastanawiać się, czy myśli chłopaka skierowały
się na odpowiedni tor, ponieważ do gabinetu weszła jego
sekretarka.
– Szefie, za pół godziny spotkanie nadzwyczajne, obecność
obowiązkowa.
– Tak, słyszałem, dziękuję. – Kiwnął głową, dając
kobiecie znak, aby wyszła. Kiedy drzwi się za nią zamknęły,
spojrzał na Damiana.
– Dziękuję – powiedział chłopak, wstając z fotela.
– Nie, to ja dziękuję za zdradzenie tylu ważnych informacji i za
zaufanie mi. Dzięki tobie wiemy, z czym mamy do czynienia.
– Tak, nie ma za co – mruknął zdrajca.
Robert miał jednak wrażenie, że to nie wszystko, że chciał
powiedzieć jeszcze coś.
– No dawaj, przecież widzę, nie jestem głupi – powiedział,
przerywając rozmyślania Mierzejewskiego. Ten wsunął ręce do
kieszeni spodni i spojrzał niepewnie na swojego nowego szefa.
– No bo... Nie bez powodu wiem na temat tych robotów tak dużo.
– To znaczy? – spytał Robert, ale domyślał
się, co chłopak chciał mu powiedzieć. Kolejne słowa były
potwierdzeniem jego przypuszczeń, z czego nie mógł być
zachwycony.
– To ja skonstruowałem te roboty. Pracowałem nad nimi prawie rok,
miały być maszynami transportowymi,
mogą przenosić duże ciężary, ale nie spodziewałem się, że
Diabeł wykorzysta je do innych celów. No i zielone światło nie
jest częścią projektu. To jakaś substancja niszcząca, której ja
tam nie umieściłem. Ktoś zabrał mi szkice i dodał ten element,
robiąc ze zwykłych robotów takie do zabijania.
– Wiesz, jak ostatni raz u ciebie byłem, twój dom wyglądał o
wiele lepiej – powiedział Filip. Agnieszka milczała. Wpatrywała
się tępo w zniszczoną część budynku, mając nadzieję, że jej
rodzice zdążyli się przenieść. Kiedy poprzedniego wieczoru
wychodziła na ognisko, reszta rodziny siedziała sobie przed
telewizorem, oglądając jakiś wyjątkowo wzruszający film o
przyjaźni pomiędzy psem a człowiekiem. Zostali więc w domu, a to
dawało Agnieszce nadzieję, że użyli portalu i przenieśli się do
Siedziby Głównej Światowego ISAYSS, na którą był nastawiony.
Wiedziała, iż po powrocie do agencji będzie miała możliwość
wysłania rodziców pierwszą grupową teleportacją na Proximę,
gdzie nie byliby narażeni na żadne niebezpieczeństwa związane z
rozpoczętą wojną robotów. Chciała to zrobić. Zdawała sobie
sprawę z konsekwencji – powrotu stamtąd jeszcze nie było, nie
zdołano stworzyć połączenia wysyłającego ludzi z powrotem na
Ziemię, ale wierzyła, że kiedyś to się w końcu uda i będzie
mogła normalnie spotkać swoich rodziców oraz młodszą siostrę.
Mając do wyboru brak możliwości zobaczenia ich przez miesiące,
lata lub świadomość, iż coś w każdej chwili może im się na
Ziemi stać – była w stanie to poświęcić. Jej rodzice
wycierpieli dla niej wiele. Przeprowadzali się tak często, jak
nakazywało im ISAYSS. Po cichu przeżywali każdą kolejną misję,
nie robiąc żadnych problemów z obecnością Agnieszki na nich.
Byli zawsze, kiedy potrzebowała wsparcia, nie mogła pozwolić, żeby
cokolwiek im się stało.
Maszyna zniszczyła większą część rezydencji. Cała trójka
dostrzegła charakterystyczny ślad nogi robota w miejscu, które
kiedyś było panelami w salonie na parterze. Teraz przypominało
bardziej wielką górę gruzu złożonego z kawałków ścian, podłóg
z piętra i tysięcy różnych przedmiotów. Agnieszce zrobiło się
przykro, ponieważ jej rodzina naprawdę traktowała ten budynek jako
dom. Przez pracę Lasowskiej często zmieniali miejsce zamieszkania.
Najczęściej, kiedy zaczynali przyzwyczajać się do jednego miasta,
już musieli jechać dalej, gdyż dziewczyna znowu zrobiła coś, co
naraziło ją na niebezpieczeństwo. Tutaj mieszkali naprawdę długo,
od ponad pięciu lat ISAYSS nie zmuszało ich do przeprowadzki.
Nareszcie czuli się jak u siebie. A teraz budynek był zrujnowany,
raczej nikt już nigdy nie miał do niego wrócić. Na pewno nie jej
rodzice.
Agnieszka weszła do stojącej jeszcze części domu, uważając
jednak na lejącą się z sufitu wodę. W duchu cieszyła się, że
kuchnia była jako tako nietknięta.
– Wiesz, to chyba nie jest dobry pomysł – powiedział Piotrek,
zatrzymując się przed wejściem i patrząc, jak dziewczyna zaczyna
robić coś przy jednej z płytek na podłodze. – To w każdej
chwili może się zawalić.
– Wyciągnę tylko robota i stąd idziemy – odparła Lasowska,
naciskając delikatnie specjalne zagłębienie pomiędzy dwoma
kafelkami. Rozległo się ciche skrzypnięcie i po chwili dziewczyna
odsunęła brązową płytkę, po czym wyciągnęła ze schowka
poniżej androida. Była to okrągła maszyna wysoka na około
dziesięć centymetrów. Przypominała dwa złączone ze sobą
talerze od perkusji. Po włączeniu zaczęła wirować wokół
własnej osi, aby utrzymać się w powietrzu samodzielnie. Prosty
mechanizm obecny w domu większości agentów.
– No i co mi powiesz, Eldery? – zapytała Agnieszka po chwili.
Robot był mózgiem i zarazem sercem wszystkich mechanizmów
sterujących domem. Od pięciu lat zbierał informacje o
mieszkańcach, kontrolował bariery zabezpieczające dookoła
budynku, wykonywał każdą zachciankę domowników. Nikt nigdy nie
czuł się tutaj samotny, ponieważ sztuczna inteligencja w każdym
nawet najmniejszym urządzeniu potrafiła mówić. Android ukryty
został pod podłogą i od lat nikt go nie wyjmował. Cichy system
główny, który porozumiewał się z mieszkańcami za pomocą
specjalnych głośników umieszczonych we wszystkich pokojach.
Traktowali go jako członka rodziny, chociaż Eldery był tylko
robotem.
– Trzy istoty żywe na terenie obiektu – powiedział android,
unosząc się obok głowy Agnieszki.
– Gdzie? – zapytał przestraszony Filip.
– To o nas chodzi, baranie – odparł Piotrek, kręcąc z
niedowierzaniem głową. Przyjaciel odetchnął z ulgą, ale Lasowska
była mu wdzięczna. Myślał, że chodziło o jej rodziców i
siostrę, bał się o rodzinę dziewczyny, a tego się nie
spodziewała.
– Użyli portalu?
– Tak, zaraz przed inwazją wykryłem silne wstrząsy
elektromagnetyczne. Chociaż jeszcze nic nie zaczęło się wtedy
dziać, poprosiłem twoich rodziców oraz Kasię, aby na wszelki
wypadek zebrali najważniejsze rzeczy i przeteleportowali się na
wyspę. Coś było nie tak, więc postanowiłem zareagować. W
momencie, kiedy na horyzoncie pojawił się pierwszy robot,
wyłączałem wszystkie części mojego systemu, chowając się do
androida. Są bezpieczni.
– Dziękuję – wyszeptała Agnieszka, uśmiechając się
delikatnie.
– Taki jest mój obowiązek, mam chronić twoją rodzinę.
Uwielbiała wracać do domu i mieć z kim porozmawiać. Nie chodziło
jej wcale o ludzi – niekiedy robot potrafił okazać więcej
zrozumienia niż istota żywa. Sztuczna inteligencja słuchała, nie
przerywała, analizowała zmiany tonu, mimikę twarzy. Mogła
odczytać humor dziewczyny jeszcze zanim się odezwała. Eldery jej
radził, zaczynał mówić wtedy, kiedy skończyła. Doświadczenia
miał niewiele, ale czasami wystarczyło, że mogła się komuś
wygadać i nikt jej nie wyśmiał, nikt głupio nie skomentował,
nikt nie zranił odpowiedzią. Rano ją budził, czasami dość
brutalnie, gdy nie chciało jej się wstawać – potrafił wysłać
małego robocika, aby przewrócił łóżko. Pomagał się uczyć,
wyszukiwał potrzebne informacje, sprawdzał, czy przypadkiem nie
narobiła zbyt wielu błędów w wypracowaniu. Odpisywał na
wiadomości natrętnego kolegi, a ona mogła siedzieć i czytać na
bieżąco całą rozmowę. Sztuczna inteligencja, z którą się
zaprzyjaźniła.
– Potrzebujemy dostać się do ISAYSS. – Głos Piotrka wyrwał ją
z zadumy. Uniosła głowę i spojrzała na chłopaka, czekając
jednak na odpowiedź androida.
– No to macie problem, ponieważ w całej Polsce wszystkie portale
wysiadły. Działają wyłącznie awaryjne – powiedział Eldery. –
Może wyjdźmy stąd, ryzyko zawalenia reszty domu wynosi
osiemdziesiąt siedem procent.
Robot wyleciał z budynku, a Agnieszka i Filip wyszli za nim. Kiedy
cała czwórka oddaliła się na w miarę bezpieczną odległość,
jedna z lampek na maszynie zaczęła migać.
– Coś się stało?
– Nie, to sygnał, że znalazłem awaryjny portal, po uruchomieniu
będzie działał.
– Gdzie?
– Połonina Wetlińska.
– Żartujesz sobie? Stąd na połoninę jest godzina drogi
samochodem – odparł Piotrek, krzywiąc się nieznacznie. – A my
nie mamy nawet jego, jakbyś chciał zauważyć.
– Mamy – wtrąciła Agnieszka. Przyjaciele spojrzeli na nią
jednocześnie. – No chyba nie sądzicie, że tamte dwa samochody –
urwała, wskazując na zawalony garaż – to były nasze jedyne.
Piotrek popatrzył na tą część domu, która była jednocześnie
miejscem na auta. Niestety, przybudówka z nimi nie wyglądała
najlepiej i chłopak był pewny, że dwa czarne samochody w środku
również nie. Nie było szans na to, aby je stamtąd wyciągnąć, a
co dopiero, żeby któryś z nich działał z takimi wgnieceniami na
dachu. Tam pewnie nie dało się nawet gdzie wsiąść. Nigdy jednak
nie słyszał o jakiejś trzeciej maszynie.
– Eldery, bądź tam miły i przynajmniej wyciągnij naszego
awaryjnego przyjaciela, włączymy go sami – mruknęła Agnieszka.
Na androidzie zamigało parę światełek więcej. Przez chwilę nic
się nie działo. Nagle podjazd przed domem zaczął się unosić do
góry, wysuwając tym samym spore pomieszczenie. Kiedy cały
mechanizm stanął, mogli podziwiać wielkie pudło z czarnym Ferrari
w środku.
– Ferrari? Poważnie?
– No a co? Kupiłam tatusiowi na urodziny – odparła Agnieszka,
uśmiechając się szeroko. Podeszła do samochodu i otworzyła przed
Piotrkiem drzwiczki. – Filip pakuje się do tyłu, ty prowadzisz, a
ja obok ciebie. Pasuje?
Na miejsce dojechali w niecałe pół godziny, chociaż normalnie
zajmowało to dwa razy więcej czasu. Jednak brak samochodów na
drodze i prędkość, którą mogło rozwinąć czarne cacko,
sprawiły, że byli u stóp Połoniny Wetlińskiej po dwudziestu
siedmiu minutach. Na pewno pomógł w tym też system informacyjny
auta powiadamiający o każdym zakręcie, każdej przeszkodzie,
każdym powalonym drzewie i sam skręcał, jeśli była taka
potrzeba.
O ile podczas drogi nie spotkali się z żadnymi większymi
trudnościami, takie pojawiły się na
miejscu.
– Ja pierdole, oczywiście tutaj musiał się jakiś przypałętać
– mruknął Filip. Cała trójka stała obok Ferrari, obserwując
pojedynczego robota, który przedzierał się przez las niecały
kilometr dalej. Mieli wrażenie, że coraz bardziej się do nich
zbliżał, co potwierdził Eldery. Agnieszka była wściekła. Nie
mogli otworzyć przejścia, kiedy maszyna chodziła w pobliżu. Bez
problemu wyczułaby nagły skok natężenia elektromagnetycznego w
okolicy i zlokalizowałaby portal. Nie mogli pozwolić na to, aby
robot go odnalazł, ponieważ wtedy dowiedziałby się również jego
właściciel.
– Mam pomysł, ale nie jestem pewien, czy powinniśmy się w to
bawić – powiedział Piotrek, wskazując palcem na ścieżkę
prowadzącą na szczyt góry. – Drzewo z tablicą i portalem pod
nim jest niedaleko głównego szlaku. Jedno z nas pójdzie, aby
przygotować go do przeniesienia, a Eldery razem z nim. Będzie
kontrolować, czy przypadkiem jakiś inny nie pojawił się w pobliżu
i nie zagrozi teleportacji.
– A pozostała dwójka?
– Zniszczy robota – zakończył Piotrek. Agnieszka i Filip nie
wyglądali na przekonanych. Chłopak wiedział, że zadanie na pewno
nie było łatwe. Widzieli to dziwne zielone światło, które
potrafiło przepalić nawet pistolet kinetyczny. Spotkanie z nim nie
mogło należeć do przyjemnych. Sam rozmiar maszyny również nie
zachęcał do zbliżania się do niej. Półmetrowe ślady zostawiane
przez każdą nóżkę świadczyły o tym, jak wielką siłę nacisku
miał android. Jeden nieodpowiedni ruch i było po nich. Czarny
materiał, z którego Diabeł go zbudował, też nie wyglądał na
łatwy do zniszczenia. Zadanie wydawało się teoretycznie
niewykonalne. Szczególnie, że nie posiadali właściwie żadnej
porządnej broni, nie licząc jednej bomby elektromagnetycznej oraz
pistoletu kinetycznego, znalezionych w Ferrari. Na pytanie, po co
dziewczyna umieściła tam broń o takim rażeniu, tylko się
uśmiechnęła. Piotrek wiedział, iż miała manię noszenia przy
sobie śmiertelnych zabawek, aczkolwiek nie był pewny, do czego
mogłyby się przydać jej tacie. Na wszelki wypadek,
powiedziała tylko i kazała się cieszyć, bo bez tego dziwnego
nawyku nie mieliby teraz nic.
– Na pewno jest to trudne – zaczęła ostrożnie Agnieszka. Nie
była zachwycona pomysłem, ale musiała przyznać, iż na razie nic
innego nie przychodziło jej do głowy. – Jednak konieczne. Jeśli
nawet nie uda nam się go zniszczyć, musimy odciągnąć go od
portalu na tyle, aby nie zdążył wrócić do jego autodestrukcji.
– Poważnie? No to ja idę otworzyć przejście – powiedział
Filip. – Wybaczycie mi ten brak zaangażowania w niszczenie robota,
ale uczyłem się, jak takie tworzyć, a nie uganiać się za nimi i
je rozpierdalać.
Zgodzili się. Świetnie wiedzieli, że to prawda – Filip był
konstruktorem, tworzył maszyny i systemy sterujące. Przeszedł
jedynie podstawowy trening, aby zdać obowiązkowy egzamin. Nie
nadawał się do ambitnego działania przeciwko wielkiemu androidowi.
Kiedy chłopak i Eldery zniknęli im z oczu, Piotrek spojrzał na
Agnieszkę.
– Jak najdalej, nieważne gdzie, ale daleko stąd. Pewnie i tak nie
będziemy w stanie go zniszczyć.
– Też tak mi się wydaje.
Problemy pojawiły się już na samym początku. Okazało się
bowiem, że android ma o wiele większą prędkość chodzenia, niż
się spodziewali. Nawet nie dostrzegli, kiedy maszyna znalazła się
zaledwie kilkadziesiąt metrów od nich. Musieli się skupić i
poruszać najszybciej jak potrafili bez odpowiedniej technologii.
Przydały się lata ćwiczeń, setki przebiegniętych kilometrów,
codzienne treningi wytrzymałościowe. Po piętnastu minutach
kluczenia wśród drzew i uciekania przed androidem wcale nie byli
zmęczeni. W głowie Piotrka istniała tylko myśl o dostaniu się do
ISAYSS. Nie zastanawiał się nad niczym innym, musieli odciągnąć
robota lub go zniszczyć. Potem i tak wysadzą portal w powietrze,
więc nie było strachu, że jakimś cudem ktoś za nimi pójdzie.
Agnieszka natomiast zaczynała się denerwować. Nie potrafiła się
na niczym skupić, ciągle przyłapywała się na odbieganiu myślami
na całkowicie inne tematy niż te, które powinny ją teraz
interesować. Zabawa w chowanego z wielkim androidem wcale jej nie
ciekawiła. Chciała nareszcie wysłać rodziców na Proximę i tylko
o tym myślała.
Nie zauważyła, kiedy nogi robota pojawiły się przed nią. Nie
zdążyła nawet zawrócić. Poczuła silne uderzenie prosto w
brzuch, które odrzuciło ją kilka metrów w tył.
– Ja pierdole – jęknęła, gdy zraniona część ciała zaczęła
piec. Podwinęła delikatnie podartą koszulkę, nie zważając na
nasilający się ból pleców. Szeroka na dwa centymetry blizna była
w rzeczywistości rozcięciem, z którego powoli sączyła się krew.
Dziewczyna przeklinała w myślach samą siebie. Zrozumiała, że
robot zamachnął się nogą i uderzył ją jednym z kanałów
energii, dlatego powstała taka rana. Uniosła głowę, obserwując,
jak Piotrek ładnie trafił dokładnie w miejsce zetknięcia nogi
oraz korpusu. Długa kończyna oderwała się od androida, powodując
jego całkowite zagubienie. Kanały zostały uszkodzone...
– Wrzuć tam bombę – zawołała Agnieszka najgłośniej, jak
potrafiła. Musiała jednak zacisnąć zęby, ponieważ ból zaczynał
być nie do zniesienia.
Piotrek usłyszał. Dziura, która powstała po oderwaniu nogi, była
na tyle duża, aby zmieściła się tam zabawka dziewczyny.
Odbezpieczył pocisk wybuchowy i podbiegł pod androida. Kiedy
znalazł się zaraz pod otworem, podrzucił przedmiot do góry,
uciekając, zanim minął ustalony czas. Zdążył jedynie dobiec do
Agnieszki. Bomba eksplodowała we wnętrzu robota. Nie bez powodu
dziewczyna zostawiła w Ferrari właśnie ten typ – nie miała
dużej siły zasięgu, zdołała rozwalić maszynę od środka, ale
nic więcej. Wybuch wyrzucał kawałki czarnego tworzywa na
kilkanaście metrów. Agnieszkę i Piotrka uratowało jedynie to, że
po części byli schowani za drzewem.
Mięło parę minut zanim nastała cisza. Chłopak wychylił się zza
pnia, patrząc z uśmiechem na twarzy na fragmenty androida. Tu
kawałek czarnej blachy, tam kolorowy procesor, gdzie indziej
iskrzące kabelki. Stos złomu i części, które jeszcze chwilę
wcześniej były morderczą machiną.
– Gratulacje – wyszeptała Agnieszka, przyciskając rękę do
rozcięcia. Gryziecki spojrzał na nią i zrozumiał, w jakim jest
stanie.
– Może cię zaniosę? – zaproponował, ale Lasowska
prychnęła.
– Dam sobie radę, pomóż mi tylko wstać.
Zrobił to, o co go poprosiła, aczkolwiek miał wrażenie, że każdy
kolejny krok sprawia jej ogromny ból. Nienawidził, kiedy nie
pozwalała sobie pomagać, chociaż bardzo tego potrzebowała. Była
uparta jak osioł.
Niezbyt przejął się przekleństwami przyjaciółki. W pewnym
momencie zatrzymała się, opierając o drzewo. Wykorzystał to,
biorąc ją na ręce.
– Gryziecki, zostaw... Au – jęknęła cicho. Przedzierał się
przez leśne krzaki, niosąc ją jakby nigdy nic. Nie skarżył się,
że jest mu niewygodnie, że jest zmęczony, że dałaby radę iść
sama. Kochała go za to. Nigdy na nic nie narzekał. Zawsze robił
to, co według niego samego – powinien. Cała reszta się nie
liczyła.
– Taki facet to skarb...
Ekhm, Agnieszka, nie zapominasz się? To Piotrek, haaaaalo.
– No i?
Patrzysz się na niego za długo, to zaczyna być podejrzane.
Jeszcze się w nim zakochasz...
Zamrugała kilka razy, zanim dotarło do niej, o czym właśnie
myślała. Chciała pokręcić głową, ale zapomniała, że jest na
rękach chłopaka.
– Nie wierć się – mruknął tylko, wychodząc na główną
drogę. – I nie patrz tak na mnie.
– Nagle ci to przeszkadza czy bałeś się o tym wspomnieć?
Zaśmiał się jedynie.
Filip czekał na nich w środku drzewa, które w rzeczywistości było
windą. Wyglądał na niespokojnego.
– Ruszcie się, zbliża się tutaj sześć androidów.
– Ups, wybuch był za głośny? – spytała Agnieszka, uśmiechając
się szeroko. Piotrek postawił ją na ziemi, zaraz przy wejściu do
małego pomieszczenia.
– Co ci jest? – Filip wyglądał na przestraszonego jej stanem.
– Oberwałam od robocika, nic mi nie będzie – odparła
dziewczyna, stając obok niego w środku. Piotrek wzruszył tylko
ramionami.
Eldery wleciał do windy, a Filip zamknął za nim drzwi. Poczuli, że
zjeżdżają w dół coraz szybciej i szybciej, jakby tunel nie miał
końca. W pewnym momencie usłyszeli huk.
– Portal właśnie uległ autodestrukcji, jesteśmy już w
podziemiach ISAYSS – powiedział Eldery.
Cała trójka jednak milczała. Czasami trudno było im uwierzyć, że
wystarczyła chwila, aby przeteleportować się z pewnego miejsca do
innego. W jednej sekundzie znajdowali się w drzewie na Połoninie
Wetlińskiej, a w drugiej – pędzili już tunelami polskiej
Siedziby ISAYSS. Nawet nie poczuli tego momentu przeniesienia. Nowym
agentom zawsze ciężko było się przyzwyczaić, myśleli, iż
starsi się z nich nabijają. Tymczasem pierwsza teleportacja była
niesamowitym przeżyciem.
Kiedy drzwi się otworzyły i zobaczyli znajomy metalowy korytarz
agencyjnych podziemi, odetchnęli z ulgą. Nareszcie byli w domu.
*****
Dzieeeeeeń dobry! Jak się macie w ten ostatni dzień sierpnia i ze
świadomością, że w poniedziałek trzeba iść do szkoły...?
Chyba niezbyt dobrze. Ja natomiast cieszę się, iż mamy 31
sierpnia, chociaż nie wiem dlaczego xD
Jest dziesiąty! Miałam nadzieję, że napiszę podczas tej przerwy
kilka rozdziałów na zapas, ale nie mam nawet początku następnego,
więc ta część postanowienia nie wypaliła. Ale ten napisałam na
czas.
Dziękuję wszystkim osobom, które czekały. Nawet nie wiecie, jak
mi się serducho ucieszyło, gdy komentowaliście poprzedni post,
ciesząc się, że wracam. Szczerze czy nieszczerze – jakieś tam
wsparcie zawsze jest :D
Będę starała się wstawiać rozdziały co 10 dni albo co 2
tygodnie, jeszcze dokładnie nie wiem.
Pozdrawiam i pamiętajcie – Nersi was kocha i obserwuje <3
"Nersi was kocha i obserwuje" zabrzmiało jak "Nersi siedzi w waszej szafie" XDDDD
OdpowiedzUsuńRozdział ciekawy, Damian jest mniej zdrajcą, cieszem siem :D
A kiedy będzie mój Adrian? Dawno go nie było :C
Głos w głowie Agnieszki zdecydowanie mi się podoba. Nie ma zakochiwania się w Piotrku, nie ma tak dobrze. Jest jeszcze ktoś kolejce do serca Agi :D
Trzymajta się i pisajta rozdziały, bo Inezka chce jeszcze <3
Nie otwieraj szafy :D
UsuńAdrian jeszcze się pojawi, nie martw się/
ciiii ;)
O, Bogowie. Ale się działo. Nie zdążyłam przeczytać poprzednich rozdziałów, ale to nic takiego. Mam nadzieje, że szybko napiszesz kolejny rozdział.
OdpowiedzUsuńNersi, czy ty zwariowałaś?! :D Aga i Piotrek! Ona pasuję tylko do Damiana. Nie ma tutaj żadnego trójkąta. Nawet jeśli głos w głowie mówi co innego.
Coraz bardziej lubię Agę. Jej przeszłość i takie opanowanie. Na początku kiedy zaczęłam czytać bloga myślałam, że zrobisz z Agi takiego robota, bez uczuć. A tutaj taka niespodzianka.
Szacun, dla Roberta. Ja, na jego stanowisku nie wiem czy odważyłabym się na taki krok. To strasznie niebezpieczne przyjąć pod dach agencji małe Lucyferki.
Jak dla mnie rozdziały mogą pojawiać się nawet co miesiąc, byle by były dodawane w miarę systematycznie. :D
Pozdrawiam, weny życzę i zapraszam na moje blogi ;)
Trójkącik? nie pomyślałam xD Na temat Aga-Piotrek-Damian będę uparcie milczeć, noł łej, wytrzymam ;D
UsuńRobercik jest odważny, Aga jest dziwna xD
Dziękuję, też pozdrawiam i wpadnę jak tylko znajdę chwilę czasu (czyli jutro) xD
Nersi, nawet o tym nie myśl. To nie była lekka sugestia. Przynajmniej w wersji oficjalnej :D Och, a tak na marginesie, to mogłoby być wtedy ciekawie.
UsuńEj, no a ja myślałam, że coś ci się wymsknie. :)
Wtedy byłoby... Brutalnie na pewno. Agnieszka raczej nie wytrzymałaby podobnej sytuacji xD Nie ten charakter. Od razu załatwiłaby sprawę :D
UsuńNersi, skarbie, dobrze, że na stałe wróciłaś! Już się bałam, że ty na poważnie nie będziesz chciała jednak wrócić i mnie tak nieładnie straszyłaś. Trzymałaś Cassendrey do samego końca w niepewności, Cassendrey tego nie lubić :D
OdpowiedzUsuńDamian miszczu, Damian geniusz, Damian z Agnieszką forever <3 Lubię Piotrka, fajna, pozytywna postać, ale ku*wa nie strawię go, jeśli go spikniesz z Lasowską. Przestanę go lubić, autentycznie, więc nie rób tego!
No i zraniłaś Agnieszkę, Aga jest ranna, to dziwne. Coś jej tam po główce chyba więcej chodzi... :D
Przeczytałam zapowiedź rozdziału 11, nie mogę się doczekać, uwlebiam rozmowy Aga-Damian <333
KOCHAM CIĘ i czekam na kolejny rozdział :D
Lubię straszyć ludzi :D
Usuńlol, co wy żeście się czepiły tego trójkąta? pożyjecie, zobaczycie :D
jak raz na jakiś czas oberwie to nic jej się nie stanie.
Jaaa, nie zauważyłam nic wcześniej! No, ale miałam przynajmniej niespodziankę po pierwszym tygodniu szkoły;)
OdpowiedzUsuńI polubiłam Roberta. Intryga w intrydze, w innej intrydze, na dodatek nikt nic oficjalnie nie wie, a ty mi tu tak...
I ani się waż spiknąć Agnieszki z Piotrkiem. Nie masz zezwolenia i tyle. Zaraz pójdę przetrząsać szafę i będę Cię przetrzymywać aż się zgodzisz.
I nie rób nam takich niepewności więcej. Zwłaszcza, że tak się zgrali wszysycy telepatycznie, że wszystkie blogi, które czytywałam, się pozawieszały!
Robert jest faaaaajny i nieprzewidywalny :D jeszcze się przekonacie. Aga i Piotruś to kwestia do wytłumaczenia. Ja nie zawieszę już bloga! :D
Usuń