Trzeba
było przyznać, że pogoda na tegorocznych wakacjach sprzyjała aktywnemu
spędzaniu wolnego czasu. Temperatura nie spadała poniżej dwudziestu pięciu
stopni, a często narzekano na niemałe upały, które ostatnio nawiedzały
południowo-wschodnią Polskę. Deszczu nie widziano tutaj od dobrych trzech
tygodni, co zaczynało niepokoić miejscowych rolników. Rewelacyjna pogoda miała
dobry wpływ na rozwój turystyki w Bieszczadach, ale nie gospodarstw mieszkańców.
Nie dało się dogodzić każdemu.
Lasowska
żałowała jednak, że obraz za oknem sprzyjał wychodzeniu na dwór. Przez
dobry tydzień próbowała wymyśleć cokolwiek, aby wymigać się od klasowego
ogniska. Patrzenie na te wszystkie zakute łby i znoszenie ich towarzystwa było
dla niej wyjątkowo brutalną karą. Miała nadzieję, iż te kilka godzin zostanie
uznane za wystarczające tortury, a w przyszłości, widząc jej podejście, Filip i
Piotrek nie będą zmuszali ją do wzięcia udziału w tak beznadziejnej imprezie. Nienawidziła
swoich rówieśników z klasy. W szczególności dziewczyn, które chodziły wiecznie
na nią obrażone za nie wiadomo co. Znosiła tylko jedną z nich – Kamilę – zbyt
tchórzliwą na przeciwstawienie się Agnieszce, zbyt nieśmiałą na sympatię
tamtych ideałów. Chociaż nie wiedziała, kim jest Lasowska, dzielnie znosiła
wszystkie jej humorki i wybuchy, a Aga to doceniała. Nie potrafiła przywiązać
się do osoby, z którą nie pracowała, ale całkowite odizolowanie się od
dziewczyn z klasy byłoby podejrzane. Jej natomiast nie brakowało problemów.
Razem
z dwójką przyjaciół podążała przez las, próbując dostać się nad brzeg
Sanu. Wybrali dłuższą i trudniejszą trasę ze względu na miejsce zamieszkania
Piotrka, któremu nie chciało się nadrabiać kilometrów. Filip szedł, pogwizdując
wesoło, a ciężar w postaci dwóch plecaków (jego i Agnieszki) zdawał się mu w
ogóle nie przeszkadzać. Dziewczyna podążała za nimi, na samym końcu, chcąc jak
najbardziej opóźnić moment zobaczenia swoich rówieśników. Chłopcy nie mieli jej
tego za złe. Świetnie zdawali sobie sprawę, że Lasowska nie jest typem
człowieka, dla którego przebywanie w towarzystwie innych to jakakolwiek
rozrywka. Ba, Piotrek niejednokrotnie był świadkiem, jak bezczelnie mówi
głośno, iż zadaje się z idiotami. Wszystkim wydawała się dziwną osobą, a
większość nie raz przekonała się, że ta dziwność przekłada się również
na agresję.
Ciężko
było czasami z nią wytrzymać. Piotrek niejednokrotnie zastanawiał się, dlaczego
zaczął rozmawiać z Agnieszką. Od samego początku wyglądała na inną, pewniejszą
siebie, odważniejszą niż rówieśnicy. Najpierw z tego korzystał: był dzieckiem
często poniżanym i wyzywanym przez kolegów. Gdy taka Lasowska prawie złamała
komuś nogę (miała wtedy bodajże dziewięć lat, trzecia klasa podstawówki), bo
nie spodobało jej się, jak niemiły chłopiec go nazywa, to nagle wszyscy
zaczynali lubić Gryzieckiego. Z czasem uznał to za szczęście, że znalazł się w
towarzystwie dziewczyny. Z prywatnego obrońcy stała się przyjaciółką, chociaż
publicznie pewnie nigdy by tego nie przyznali. Dla niej byłaby to plama na
honorze, jak często twierdził, po czym uciekał, zanim oberwał perfekcyjnie
wycelowaną w niego czerwoną lotką.
– Słyszycie?
– powiedział Filip, przerywając ciszę. Agnieszka zatrzymała się, gdy dotarły do
niej głośne śmiechy. Skrzywiła się nieznacznie.
– Dziwne, żebyśmy nie słyszeli. Wydzierają się jakby ich coś opętało –
mruknęła, po czym ruszyła dalej, doganiając dwójkę przyjaciół. Piotrek zaśmiał
się wesoło.
– Wódka, skarbie, marihuana i wódka.
Lasowska
prychnęła, ale nie powiedziała nic. Alkohol jeszcze zniosła, jednak
zapach palonego zioła ją odrzucał. Nikt z ich trójki nie brał, więc towarzystwo
zjaranych nastolatków było udręką. Szczególnie, kiedy musieli chować ledwo
przytomne bachory po łazienkach, ponieważ wychowawczyni właśnie zachciało się
sprawdzić, czy uczniowie śpią o trzeciej w nocy na wycieczce. Czuła się jak
matka, która pilnuje swoje dzieci, a z drugiej strony ma wielką ochotę wydać je
wszystkie, żeby śmiać się z ich późniejszych problemów. Tylko że wtedy oni też
by takowe mieli, więc próbowała pomagać.
Dopiero
po przejściu około dwustu metrów dotarli do źródła owego hałasu. Na dość
rozległej polanie, dookoła ogniska, zasiadało dwadzieścia kilka osób, pijąc ze
szklanych butelek wódkę i wcinając kolejne partie pieczonych kiełbasek. Nie
zwracali uwagi na to, że okolica słynie z dużej ilości żmij – kilka osób
wygodnie leżało na suchej trawie, podając sobie skręty. Z trzech stron
przestrzeń ograniczał ciemny, gęsty las, a z czwartej rzeka, przy której dwie
dziewczyny właśnie się rozbierały, aby wejść w bieliźnie do zimnego Sanu.
– Co
ja tutaj kurwa robię – mruknęła Agnieszka pod nosem, gdy podeszli do
ogniska. Zignorowała powitania koleżanek oraz kolegów, znalazła sobie miejsce
jak najdalej od smrodu palonego zioła i udawała, że słucha nieźle już upitej
czarnowłosej Anki, która zawzięcie próbowała wcisnąć jej w dłoń butelkę z
wódką.
Było
okropnie – tyle potrafiła stwierdzić po niecałych czterdziestu minutach
bezczynnego siedzenia i wpatrywania się w płonący ogień. Jedynym plusem była
perfekcyjnie upieczona przez Filipa kiełbasa spoczywająca na papierowym
talerzyku umieszczonym na jej kolanach. Dawno nie miała w buzi czegoś tak
dobrego. Chłopak zamierzał związać swoją przyszłość z gastronomią, to wiedziała
od dłuższego czasu, aczkolwiek nie spodziewała się aż tak widocznego zacięcia.
Cóż, inni, w porównaniu do niej, przynajmniej próbowali zaplanować sobie
przyszłość. Ona miała daleko w tylnej części ciała to, co stanie się z nią po
skończeniu służby w ISAYSS. Chociaż… To i tak byłoby wielkim osiągnięciem. Nie
spodziewała się, że dożyje takiego dnia, kiedy Robert pożegna się z nią w inny
sposób niż na pogrzebie.
– Masz może zasięg w telefonie, bo nie mogę się nigdzie dodzwonić –
zapytał Piotrek, siadając obok niej na powalonym pieńku. Agnieszka spojrzała na
niego podejrzliwie.
– To
nie jest śmieszne. Masz agencyjną sieć. Ona nigdy nigdzie nie traci
zasięgu – odparła, popijając chwilę wcześniej zjedzony kawałek kiełbasy dużym
łykiem zimnej coli. Chłopak skrzywił się.
– No
właśnie go straciłem.
Podał
jej swoją komórkę. Lasowska wahała się przez chwilę. Nie raz zrobili jej głupi
kawał. Głośny krzyk rozlegający się z wziętego do dłoni telefonu? Wybuchająca
MP3, kiedy włączyło się pierwszą lepszą piosenkę? Nieznany gość w słuchawce,
który proponował jej zakup najnowszego modelu wibratora? Przyzwyczaiła się.
Brak zasięgu w przypadku agencyjnej sieci telefonicznej się nie zdarzał.
Nadajniki były rozłożone w milionach miejsc na całym świecie. Nawet na
Antarktydzie, wśród tysięcy pingwinów, można by było złapać sygnał, jeśli miało
się wbudowany w urządzenie specjalny czip. Po prostu mu nie wierzyła.
Dopiero
po dłuższej chwili wzięła go do ręki i spojrzała na wyświetlacz.
Zamurowało ją, bowiem chłopak nie żartował – stracił zasięg.
– Jak to możliwe? – wyszeptała Agnieszka, wyciągając swój telefon i
odblokowując klawiaturę. Przez chwilę wpatrywała się tępo w ekran. Po kilku
sekundach zrozumiała, iż ona też nie ma ani jednej widocznej kreski sygnału.
– I
co? – spytał Gryziecki, próbując dostrzec cokolwiek w lekkim półmroku.
– Gówno – warknęła dziewczyna, na co chłopak przewrócił oczami. – To
niemożliwe.
– Pewnie tylko aktualizują oprogramowanie albo coś… Awarie się zdarzają…
-–Nie w tym przypadku. To w końcu sieć awaryjna, pacanie – powiedziała
przewodnicząca sektora Szóstego, wybierając pierwszy lepszy numer na liście
kontaktów.
Pik,
pik, pik, pik.
– I
gówno – rzekł Piotrek, szczerząc zęby w szerokim uśmiechu. Dziewczyna z
trudem powstrzymała się przed przywaleniem mu w tę jego słodką, uśmiechniętą
buźkę.
– To
nie jest śmieszne…
– Powtarzasz się, kochanie.
– Zaraz ci przypierdolę.
– To
też już kiedyś słyszałem – odparł Gryziecki, przestając się jednak
uśmiechać. – I nawet poczułem…
Agnieszka
nie odpowiedziała. Trzymała w dłoniach obie komórki, nie wiedząc tak
naprawdę, co ma zrobić. Przez dziesięć lat posiadania urządzenia z agencyjnym
czipem, nigdy nie zdarzyła się jakakolwiek awaria systemu. Telefony agentów
były zaprogramowane tak, że nie dało się ich wyłączyć, nie dało się ich
wyładować. Mieli być zawsze i wszędzie gotowi do działania, a sprzęt był w tym
wyjątkowo pomocny. Nieperfekcyjne działanie komórek należało do rzadkości.
Biorąc pod uwagę fakt, jakie czasy ostatnio nastały…
BUUUUUUM!
– Jezu, co to było?!
– Ale pierdolnęło!
– To
burza?
Agnieszka
wstała, nie zwracając uwagi na zaaferowanych znajomych i pomniejsze
piski paru dziewczyn. Wyminęła ognisko, podchodząc do brzegu rzeki. Miała
wrażenie, że nagle zerwał się wiatr, nienaturalnie zimny wiatr, jak na tę porę
roku. Nie minęło dosłownie kilka minut, a szarawe niebo z gdzieniegdzie
pojawiającymi się gwiazdami, zmieniło się w idealny obraz porządnej burzy z
kłębiącymi się wszędzie potężnymi chmurami.
Jeszcze
jeden głośny huk.
– Nie wydaje ci się to dziwne? – spytał Filip, stając po jej lewej
stronie.
– Dość
szybko zmieniła się pogoda, to fakt – mruknęła dziewczyna, biorąc do ręki
plecak podany przez przyjaciela. Ten pokiwał lekko głową.
– Nie o to chodzi – odparł. – Mamy burzę, niebo jest zachmurzone, wieje,
słyszymy grzmoty, nawet zaczyna powoli kropić, ale brakuje pewnego elementu…
Agnieszka
spojrzała na chłopaka, potem na sklepienie. Po chwili zrozumiała. Nie
odrywając wzroku od granatowych chmur, wyszeptała tylko:
– Nie ma błyskawic.
– Co
to za burza bez piorunów – dodał Piotrek, pojawiając się koło nich.
Nikt
mu nie odpowiedział. Lasowska odwróciła głowę i obserwowała przez kilka
minut, jak koledzy oraz koleżanki z klasy w pośpiechu zbierają swoje rzeczy.
Część z nich, ta bardziej trzeźwa, zdążyła się ulotnić już po usłyszeniu
pierwszego grzmotu. Reszta natomiast była zbyt zjarana, żeby zrozumieć, że
porządnie zmokną. Zaśmiała się kpiąco, kiedy blondwłosy Krystian przewrócił się
po zderzeniu z wracającą z rzeki znajomą. Wyglądali jak mrowisko pełne małych,
nieporadnych insektów, które nie wiedziały, co mają robić. Agnieszka już
wyobrażała ich sobie idących przez ciemny las do miasta, podpierających się
jeden na drugim lub uciekających przed policją, która dziwnym zbiegiem
okoliczności świetnie wiedziała, gdzie wyjdą ledwo przytomni uczniowie.
Jej
rozmyślania przerwało lekkie poruszenie się ziemi. Dziewczyna rozejrzała
się zaskoczona. Widząc szok na twarzach przyjaciół, dotarło do niej, iż wcale
jej się nie przywidziało – podłoże naprawdę się zatrzęsło!
– Nadchodzi koniec świata – mruknął Filip, na co jednak nikt się nie
zaśmiał. Nie dlatego, że być może miał rację. Powód był inny – stał odwrócony
tyłem do rzeki i nie widział, co z niej wychodzi…
– Filip, skarbie, jak ci powiem, żebyś się nie odwracał i biegł do przodu
tak szybko jak potrafisz, zrobisz to, prawda? – wymruczała Lasowska, cofając
się w stronę lasu. Piotrek ściągnął swój plecak i z zaszytej specjalnie
kieszeni wyjął pistolet kinetyczny. Przyjaciel patrzył na niego z przerażeniem.
– Dlaczego?
– Czy ty zawsze musisz zadawać bezsensowne pytania? – warknęła. – Biegnij,
idioto!
W
duchu była wdzięczna, iż chłopak się nie zawahał. Pomknął zaraz za
dwójką przyjaciół, ani razu nie oglądając się za siebie. Może to i lepiej,
pomyślał Piotrek. Prawda - nie zostali tam na tyle długo, aby dostrzec wodną
niespodziankę w całości, ale wystarczyło kilkadziesiąt centymetrów stalowej
łepetyny. Można się było bez żadnych przeszkód domyśleć, co to takiego.
Co
to było?
– Przestań zawracać mi teraz głowę. Nie widzisz, że próbuję spieprzać?
Głosik
umilkł, a Agnieszka nadal biegła przed siebie. Słyszała równie szybko
uderzające o suchą ziemię stopy Piotrka zaraz za sobą i Filipa gdzieś po lewej
stronie. Nie miała nawet czasu zorientować się, gdzie podążają. Żadne z nich
nie zauważyło, że wcale nie kierują się do miasta, ale gdzieś w głąb lasu
ciągnącego się wzdłuż rzeki. Jednak teraz nie było to dla nich ważne. Chcieli
uciec jak najdalej od dziwnego stwora, więc nie liczyło się, gdzie biegną.
W
pewnym momencie Piotrek zatrzymał się, wołając, aby zrobili to samo. Na
początku nikt go nie posłuchał. Dopiero po chwili Agnieszka zrozumiała,
dlaczego powinni przestać się ruszać. Zwalniając kroku, przesunęła się w lewo
na tyle, żeby złapać Filipa za ramię. Chłopak nie protestował. Dał się zaciągnąć
za wielkie drzewo, chowając tym samym przed widokiem stwora w całej okazałości.
Niecałe
pięćdziesiąt metrów dalej w ziemię wbita była wielka, żelazna rura. Wyglądała
całkiem normalnie, gdyby nie pięć stalowych wypustek przy podłożu, kanałów
energii umieszczonych na całej długości elementu oraz czegoś, co było
usytuowane na górze.
Przypominało
jajowatą kabinę rodem z wesołych miasteczek, które poruszały się, aby dodać
jakiś efekt przy oglądaniu krótkiego filmu. Na pierwszy rzut oka miała około
dziesięć metrów wysokości i osiem szerokości, cała zbudowana z czarnego,
trudnego do rozpoznania materiału. Z jednej strony znajdowała się część, która
przypominała oko – duży, srebrny, lekko połyskujący okrąg, a pod nim mniejszy:
zielony. Po poruszeniu się robota można było zauważyć, że ma jeszcze trzy inne
nogi, równie długie, obwinięte kanałami. Zostawiał po sobie ślady
przypominające pięcioramienne gwiazdy o głębokości blisko pół metra. Spotkanie
z taką nóżką nie należało raczej do przyjemnych.
– To
robot – wyszeptał Piotrek, zaglądając Agnieszce przez ramię. – Cały z
prądu… Jak wyszedł w takim razie z wody?
– Widziałeś to?
– No, tak – odparł chłopak.
– Więc
wiesz, że wyszedł – szepnęła dziewczyna. Przyjaciel nie odpowiedział. Wyciągnął
z kieszeni identyfikator ISAYSS, chcąc skontaktować się z siedzibą.
– Nie działa – mruknął, pokazując im czystą plakietkę. – To gówno musiało
wywołać porządne spięcie…
– Wstrząsy – powiedział Filip, gdy wyciągnął swoją broń. – To są te setki…
– Uwaga – krzyknęła Agnieszka, popychając przyjaciela na ziemię. Drzewo,
przy którym właśnie stali, runęło na inne, kiedy jedna z nóg olbrzymiego robota
pchnęła delikatnie roślinę. Nie zdążyli nawet pozbierać się po wstaniu
na nogi, gdy zorientowali się, że to nie była ta maszyna, którą obserwowali.
Dokładnie
identyczne urządzenie stało zaraz przed nimi, Piotrek właściwie dotykał swoją
nogą wypustek robocika. Ziemia zadrżała po raz kolejny, kiedy robił następny
krok. A potem huk w tym momencie, w którym zielona wiązka światła wystrzeliła w
kierunku Gryzieckiego, trafiając idealnie w pistolet kinetyczny trzymany w
dłoni. Chłopak upuścił broń jak oparzony, obserwując, jak normalnie
niezniszczalne urządzenie zaczyna palić się pod wpływem uderzenia prądu. Filip
pociągnął go za ramię i zaczęli biec, co chwilę rozpraszani przez kolejne
grzmoty. Dopiero, kiedy znaleźli się nad brzegiem rzeki, zatrzymali się
przerażeni.
Robot
nie był jeden, nie dwa, ale kilkadziesiąt. Podążały w różnych
kierunkach, z różnych źródeł, w różnych celach. Jedne wychodziły z wody, drugie
odkopywały z siebie warstwy gleby, jakby były ukryte tam bardzo wiele lat, inne
wyłaniały się z burzowych chmur. Wszystkie wyglądały identycznie.
Schowali
się na pagórku, blisko skarpy, skąd był idealny widok na dolinę Sanu.
Niestety, teraz nie tak piękną jak zawsze, ponieważ usianą wielkimi,
poruszającymi się robotami i ich zielonymi pociskami. I bez burzowych chmur na
niebie robiło się ciemno, więc po jakimś czasie szmaragdowa poświata była
jedynym źródłem widoczności w okolicy.
– Jeszcze jakiś wychodzi – wyszeptał Piotrek, kiedy jeden ze stworów
zaczął podążać w ich stronę.
– Chuj z tym – warknął Filip, trochę głośniej niż zamierzał. Robot jakby
to usłyszał. Skierował spojrzenie srebrnego oka prosto w miejsce, gdzie za
skarpą w ziemi, wśród korzeni drzew, siedziała trójka przyjaciół. Lasowska nie
powiedziała nic. Ułożyła palec wskazujący na ustach, dając im jasno do
zrozumienia, że mają milczeć. Piotrek pokiwał delikatnie głową, nie chcąc robić
zbytniego hałasu. Filip znieruchomiał, nadal trzymając w dłoni uruchomiony
pistolet kinetyczny. Agnieszka obawiała się, iż włączone urządzenie pomoże
zlokalizować robotom, gdzie są ukryci, ale na szczęście potężne uderzenia
metalu o wilgotną ziemię zaczęły się oddalać. Kiedy ucichły na tyle, że wszyscy
byli pewni ich odejścia, Filip wypuścił z dłoni spluwę i patrzył to na Piotrka,
to na nią, a w jego oczach dało się ujrzeć przerażenie.
– Po nas, kurwa, po nas – powiedział z przerażeniem. – Diabeł zaczyna niszczyć świat.
– Diabeł? – rzekł Gryziecki, a jego brwi uniosły się do góry w geście
zdziwienia.
– No
a kto? Święty Mikołaj? Te roboty nie wyglądają jak elfy.
– Ale miały dla nas prezenty – mruknęła Agnieszka, odchylając głowę do
tyłu i przymykając oczy.
Stracili
całkowity kontakt z ISAYSS. Ciągle próbowali uruchomić telefony lub
identyfikatory, dzięki którym skontaktowaliby się z polską siedzibą, ale w
żaden znany im sposób nie udało się tego dokonać. Cały sprzęt jakby wysiadł
przy obecności takiej energii emitowanej przez roboty. Pistolety kinetyczne
przepalały się bez niczego, sygnały w urządzeniach komunikacyjnych wysiadały,
nawet głupia latarka nie działała. Kiedy Piotrek chciał wyciągnąć ze środka
baterie, aby zobaczyć, dlaczego nie świeci, na trawę wylało się coś, co
jeszcze kilka godzin wcześniej było baterią. Ukryci z dala od jakichkolwiek
urządzeń elektrycznych zostali niezauważeni przez resztę robotów. Przechodziły
obok – jedne bliżej, inne dalej – ale żaden nie spostrzegł trójki dzieciaków
ukrytych wśród dóbr środowiska naturalnego. W końcu stwory przestały się
pokazywać, porozchodziły się w różne strony, a nowe się nie pojawiały. Nie
wiedzieli, ile ich wyszło, aczkolwiek setki było pojęciem najbardziej
trafnym.
– O świcie
znajdziemy jakiś działający portal i przeniesiemy się do ISAYSS. Niech te gówna
odejdą jak najdalej, nie możemy zwracać na siebie ich uwagi.
Piotrek
pokiwał delikatnie głową. Filip położył głowę na plecaku i momentalnie
zasnął, nie pytając nawet, czy zostają w jednym miejscu, czy gdzieś się
przenoszą. Gryziecki chciał go obudzić, ale Agnieszka machnęła tylko ręką.
– Lepszego miejsca i tak nie znajdziemy – mruknęła, na co kolega pokiwał
głową.
Sama
nie mogła spać. Przerażało ją, jak wielką energię emitowały te
urządzenia. Nie spotkała się jeszcze nigdy z takim natłokiem siły elektrycznej.
To było coś nieprawdopodobnego. Wszystko wysiadało, nie dało się użyć niczego.
Żaden normalny reaktor nie był w stanie wytworzyć takiej mocy. Wiedziała, co
jest źródłem emitowania tej energii. Aby się jednak upewnić, musieli przeżyć, dostać
się do ISAYSS i porządnie przepytać Mierzejewskiego, czy przypadkiem nie zna
sposobu na zniszczenie sterownika...
Podążał
szerokim korytarzem w kierunku masywnych drzwi na samym końcu. Mijał kolejne
dzieła wielkich malarzy, ręcznie robione meble, rzeźby, ale nie zwracał na to
uwagi. Czarne obcasy włoskich butów wystukiwały pewien rytm, uderzając o
marmurową posadzkę, jednak i to nie zdekoncentrowało tajemniczego gościa.
Uniesiona głowa, szkarłatne oczy i blada cera. Na ten widok dwójka mężczyzn obok
wejścia do celu skierowała broń w dumną postać.
– Zatrzymaj się! - zawołał jeden z nich, ale było już za późno. Gość był
szybszy, o wiele szybszy. W sekundę znalazł się przy strażniku i skręcił mu
kark, strzelając z jego pistoletu tylko raz – do jego partnera. Oba ciała
osunęły się na podłogę. Nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. Sprawę postawił
jasno: nikt nie miał mu przeszkadzać, a tymczasem każdy napotkany strażnik
chciał go zastrzelić. Musiał więc pozbyć się wszystkich, nie mógł pozwolić
sobie na okazanie litości. Zniszczyłby tym swoją reputację.
Wszedł
do wielkiego pomieszczenia. Przez jedną przeszkloną ścianę można było dostrzec
panoramę Nowego Jorku. Widok zapierający dech w piersiach, dla niego
inspirujący. Chciał to mieć. Chciał mieć wszystko, czym mógłby rządzić. Chciał
mieć pod sobą cały świat, niezależnie od tego, jak szalony byłby to cel.
Potrafił tego dokonać.
Kobieta
stojąca przy oknach miała mu to umożliwić.
– Zabiłeś jedenastu moich ludzi. Prosiłam, abyś...
– Ja
prosiłem, żeby żaden nie próbował mnie zatrzymać – odparł spokojnie
Diabeł, podchodząc do pięknej, czarnowłosej kobiety. Ta skrzywiła się
nieznacznie.
– Nie mieli. Zresztą, nieważne.
Spojrzała
na swojego gościa i mimowolnie się wzdrygnęła. Reagowała tak za każdym razem,
ale nie ona jedyna.
– Wyglądasz jak wampir.
– Wampiry nie istnieją, madame Chantele. Ja jestem jedynie genetycznym
mutantem. Może nasze umiejętności niekiedy przypominają wspomniane stworzenia,
ale należymy do osiągnięć nauki, a nie średniowiecznych legend. Wieczne życie
jeszcze nas nie dotyczy.
– Jeszcze? – zapytała kobieta, stając przodem do Diabła. Ten uśmiechnął
się uwodzicielsko.
– Jeszcze. Moi naukowcy nad tym pracują. Wystarczą odpowiednie geny, aby
żyć setki, może nawet tysiące lat. Na razie jestem zadowolony z aktualnych
korzyści bycia mutantem.
– Słyszałam,
że ta, jakby to nazwać, przypadłość, jest raczej udręką.
– Dla osobników, którzy nie potrafią nad nią panować – owszem. Ja jestem
mutantem od urodzenia, moje ciało przestało reagować na zmiany, nie muszę
specjalnie włączać systemu. Dlatego mam czerwone oczy.
Madame
Chantele uśmiechnęła się.
– Rozumiem. Gratuluję również sprawnie przeprowadzonego ataku. Roboty
dochodzą do Nowego Jorku, my zdążyliśmy zabezpieczyć potrzebne nam budynki, a
reszta niech będzie pożywką. Podziwiam sposób, w jaki rozpocząłeś inwazję.
Lucyfer
pokiwał głową w geście podziękowania. Seksowna sylwetka kobiety
rozpraszała jego zazwyczaj poukładane myśli. Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że
za każdym razem robiła to specjalnie.
– Jak nasza umowa?
– Wszystko będzie tak jak sobie zażyczyłeś – odparła Chantele. -
Największe naukowe centrum świata jest do twojej dyspozycji. Wojska niewiele
będą w stanie teraz zrobić. Maszyny są niezniszczalne.
– Nie wiedziałem, że przeszliśmy na ty.
Kobieta
nie odpowiedziała. Uśmiechnęła się jedynie i odwróciła z powrotem do
okien. Diabeł podszedł do niej bezszelestnie. Pocałował ją delikatnie w
odsłoniętą szyję.
– Mam męża – powiedziała cicho, przymykając oczy.
– Trzeba było nie zaczynać – zamruczał, rozsuwając zamek jej sukienki.
Kiedy materiał opadł na podłogę i mógł podziwiać jej seksowne ciało jedynie w
czarnej, koronkowej bieliźnie, uśmiechnął się z satysfakcją. Dokonał czegoś,
czego nigdy nikt nie zrobił: niszczył świat, sam oddając się błahej, fizycznej
przyjemności.
Był
z siebie dumny.
*****
Zdałam
sobie sprawę, jak ja strasznie wszystko mieszam. Za uświadomienie tego dziękuję
Anastasii z ocenialni cookies-for. Teraz będę siedzieć i ogarniać rzeczy, który
przydałoby się wyjaśnić. Tak, ale na razie skończyłam ze zgłaszaniem się do
ocenialni, wystarczy, już wiem, co mniej więcej robię źle i w ogóle. Za jakiś
czas zacznę znowu, aby sprawdzili mi postępy :D
Dziękuję
za 25 obserwatorów i 9,5 tysiąca wyświetleń ;O A z racji tego, iż się pewnie
stęskniliście za moim graficznym talentem, oto Nersi le miszcz pajnta.
No,
a na koniec – ten rozdział nie tak miał wyglądać i nie jestem z niego
zadowolona, standardzik ;< ale i tak was kocham <3 za wszystko <3
Dodałam
właściwie tylko ten końcowy fragment. Reszta wydawała mi się w porządku.
Rozdział bardzo dobry - nie wiem, co Ci w nim nie pasuje.
OdpowiedzUsuńKocham Twoje opisy. Są takie realistyczne, nieprzesłodzone, dosyć oryginalne. Totalnie nie przeszkadza mi to, że Twoi bohaterowie używają przekleństw - ich wypowiedzi są dzięki nim bardziej realne, naturalne. No, tak - teraz wyjdę na bluzgającą co przecinek, wulgarną małolatę.
Twoja historia kojarzy mi się z jakimś dobrym serialem (a wiadomo, że o takie ciężko :D). To jest takie niesamowite, że takie rzeczy mogą naprawdę dziać się nieopodal nas, w Polsce, a my jesteśmy po prostu trzymani w nieświadomości, bo "o niektórych rzeczach nie można mówić głośno".
Haha, jak czytam o Agnieszce, to w pewnych momentach mam wrażenie, że opisujesz mnie. Z tą "miłością" do klasy (ach, za tydzień się z nimi rozstaję^^) i ich zachowań, nie lubieniem alkoholu i innych używek trafiłaś idealnie!
Właściwie to mi nigdy nie do końca pasuje to, jak piszę, ale to takie małe zboczenie :D
UsuńDla mnie opowiadanie bez przekleństw, umiejscowione w naszych czasach, to cholernie nienaturalne i zmanieryzowane coś, co nigdy nie wyjdzie stuprocentowo realistycznie. No dobra, dosyć często przeklinam, więc nie potrafię powstrzymać się od ominięcia jakiegoś w wypowiedzi, która aż się prosi o to bluźnierstwo :d
Dziękuję, dziękuję, dziękuję <3
Rozdział, NARESZCIE <3
OdpowiedzUsuńBył naprawdę dobry. Opisałaś te roboty, zaczyna się koniec świata, a Aga znowu planuje, jakby tu wpieprzyć Damianowi, so.
Nie powiem, ISAYSS ma problem. Sterownik wytworzył aż taką moc? Jest w stanie? Damian, tłumaczaj.
"Po nas, kurwa, po nas, Diabeł zaczyna niszczyć świat" - cytat dnia ;p
Nie zwlekaj tak długo następnym razem, nie miałam co czytać :<
A, no i niezmiennie: A PODKŁAD MUZYCZNY? ;p
Weny ;*
Damian będzie tłumaczał, nie martw się ;] a ona nie chce mu wpierdolić - chce go ładnie poprosić o pomoc :D
UsuńA muzyka się szykuję, kiedyś znajdę wszystko <3
Omg! Rozdział!!!! Po mojej intensywnej sesji! Och moja Nersi kochana, kocham cię i dziękuję! <3 Oderwać się od rzeczywistości! Kłaniam ci się nisko w pas! Merci! <3
OdpowiedzUsuńA teraz trochę bulwersu!
Gdzie kurna mój kochany, ulubiony bohater, który sprawiał maślane oczy, wywalony język i lubieżnie oblizujące usta!!!!!!
No gdzie!!! I ten jego goły tors i potyczki z bohaterką!
Sam opis robotów, tej sytuacji z bohaterami sprawił, że poczułam się tak jakbym to ja brała udział w walce z nimi!
No ale ty już wiesz czego ja chcę! Bo wiesz, jeśli nie dostosujesz się do moich gróźb nie będzie słodkiego, cudnego Magre :P
Pewnie spytasz, czy cię szantażuję! Owszem! Nie omieszkam to wykorzystać! xD
Pozdrawiam cię cieplutko i nie każ mi tak długo czekać na kolejny rozdział!
Oblizująca lubieżnie niewyżyta twoja stała czytelniczka i JEGO też! :D
Plosie bardzo ;P
UsuńMuahahaha, w następnym rozdziale będzie zadedykowany specjalnie dla ciebie, skoro tak ci brakuje jego nagiego torsu, ale nie wiem, czy go rozbiorę - zobaczymy :D
A Gregor ma być i koniec kropka <3
To ja się dołączam pod wszystkimi poprzednimi komentarzami, które mówią, że rozdział jest świetny. Ja naprawdę nie rozumiem, dlaczego ty tak często twierdzisz, iż wychodzą ci beznadziejne. Przecież to jest fenomenalne!! ;O
OdpowiedzUsuńPomijając już wątek z ogniskiem, który mnie rozwalił (szczególnie dziewczyny rozbierające się i wchodzące do zimnego Sanu, ja tam nie chcę wiedzieć, co się dzieje na ogniskach, na których bywasz :D), ale ten atak... Toż to rewelacyjne jest! W momencie, kiedy to coś wychodziło z wody i Agnieszka mówiła, aby Filip się nie odwracał, czułam się, jakby mówiła to do mnie - serio. Aż bałabym się spojrzeć w tamtym momencie za siebie, bo dostałabym zawału albo coś... I ogólnie, te opisy tych robotów - dziewczyno, rozpływam się!
Ale, ale, mam również słowa krytyki... Tak, nie było Damiana i Tomka, focham się na ciebie. Zauważyłam bardzo interesujący fragment w zapowiedzi rozdziału 10 (Mierzejewski <3333)... On stworzył te roboty? Chodzi o te, co zaatakowały nie wiadomo dlaczego? Ja chcę następny!
Pozdrawiam <3
Phi, przyzwyczaiłam się xD
UsuńJa nigdy nie napisałam, że opieram niektóre sytuacje na tych rzeczywistych, takiego incydentu na ognisku jeszcze nie miałam, ale miejsce jest w pełni autentyczne. W ch*j jest tam węży, idzie się przez cholerny las, a potem nie chce się wracać. Lepiej opisywać miejsca, w których się było, nieprawdaż? xD
Wszystko będzie w następnym rozdziale, obiecuję <3
Według mnie to jest fajne, że opisujesz prawdziwe miejsca, które faktycznie znasz i tam byłaś. Wiesz, niewiele osób pewnie jebnęłoby swoje miejsce zamieszkania jako część akcji opowiadania xD
Usuńzua ja <33
Tak, dzięki, teraz pewnie FBI na głowę mi się zjedzie za konstruowanie armii robotów :D
UsuńŻartujesz sobie? Nie podoba Ci się? Dziewczyno, jesteś niemożliwa! Rozdział jest genialny. Cholera, tym to mnie zaskoczyłaś. A te roboty po prostu mnie przerażają. Rany boskie, ile tu się dzieje, jak to się miło czyta. Masz tak dobry styl i Ci go cholernie zazdroszczę - wydaje mi się, że moje się bardzo ciężko czyta, bo mieszam i mieszam, a u Ciebie się normalnie płynie przez ten tekst.
OdpowiedzUsuńNie wiem, co mam więcej powiedzieć. Zauważyłam, że ciągle Cię chwalę, ale nie umiem inaczej wyrazić swojego zdania, skoro co rozdział jestem tak mile zaskakiwana, a i błędów się tutaj doszukać nie da, bo znasz się na pisaniu, to widać - i szczerze mówiąc, mimo że za bardzo nie znam się na science fiction, to moim zdaniem tutaj nie trzeba nic a nic zmieniać. Wszystko się idealnie dopełnia. Wprawdzie liczę na więcej opisów bohaterów, przedstawienie ich charakterystycznych cech, ponieważ czasami się mylą, ale ogólnie mi się bardzo, bardzo podoba. Ale chyba Cię to nie zaskoczy.
Czekam z niecierpliwością na następny rozdział.
Aha, co do tej szerokiej listy - korzystam z Chrome i mi nadal nie działa, ech. Nie wiem, co się z tym dzieje.
U mnie pojawił się rozdział siódmy, więc zapraszam, choć w sumie nie ma na co, bo to dosłownie zło wcielone - czyli nuuuuda xd
Pozdrawiam cieplutko ;*
Ach, nie - cofam. Jednak działa ;D
UsuńZ tą szeroką listą faktycznie było parę problemów, ale wystarczyło usunąć kolorek i od razu wszystko normalnie zaczęło działać. :D
UsuńTy piszesz bardziej profesjonalnie, ja mam wrażenie, że u mnie jest zbyt lekko, dlatego nie zawsze mi się podoba. Rozdział widziałam, zaraz zabieram się za czytanie, więc teraz ja będę wychwalać ciebie <3
A nad tymi opisami będę pracować, obiecuję. Swoich bohaterów już wiem, jak wykreować, więc teraz zacznę to może wreszcie opisywać :D
Nersi, błagam kochana, nie rozbrajaj mnie takimi stwierdzeniami! - ja i profesjonalne pisanie? Gdzie? Kiedy? Nie, nie - to nie ta bajka :D
UsuńNawet jeśli się lekko czyta, to dobrze, bo właśnie o to chodzi, Twój tekst śledzi się z miłą chęcią, wszystko idealnie przechodzi z tematu do drugiego tematu, tu nie ma jakichś niepotrzebnych zdań, bo każde się prawidłowo dopełnia. Wiesz, ile bym dała, aby umieć tak pisać? Och, po prostu przyznaj się, że umiesz pisać, tyle :))
Ło ranyśku, jakie masło maślane wyszło na końcu.
UsuńMuahahaha, masło maślane masłem polane (musiaaaaałam), ale i tak na razie nie stwierdzę, że UMIEM pisać. Myślę, iż jeszcze trochę muszę napisać, aby dojrzeć do takiego wniosku (łosz matko, jak to mondrze zabrzmiało O.O)
UsuńA ty i tak dla mnie rewelacyjnie piszesz ;P
Jestem. Komentarz dodam zapewne jutro, bo nie bardzo mam jak przeczytać na spokojnie. Neta mi spaliło.
OdpowiedzUsuńbrak neta to zuuuuo, szczególnie, kiedy ma się tyle opowiadań do nadrobienia, znam ten ból ;(
Usuń<3
No, przeczytałam. Rozdział mi się bardzo podobał, miał klimat. Doskonale widziałam ten las i roboty. Hmm, żeby miały aż taką moc? Nawet stopiły baterię? Zaczyna się robić poważnie.
UsuńUkładasz świetne dialogi.
Czekam na następny rozdział :)
Właśnie, zawsze mi się wydawało, że Agnieszka będzie już do końca życia związana z ISAYSS, a tu faktycznie może gdzieś wyfrunie...
Aaa, i współczuję Agnieszce klasy. Szczęście, że moja jest genialna :D
Ano, taka wielka moc, o to chodzi. Ciężko będzie znaleźć coś, co je pokona.
UsuńSama nie wiem, co ja jeszcze z nią zrobię. Musiałabym pewnie zobaczyć, jak potoczy się cała akcja. Zobaczymy. :D
Ojoj... no muszę przyznać, że dotychczas jeszcze NIGDY nie spotkałam się z taką tematyką... Nie ukrywam, że SPAM pozostawiony przez Ciebie za moim blogu na tyle mnie zaintrygował, że w mgnieniu oka się tutaj znalazłam. O masz... chciałam coś naskrobać na temat opowiadania, ale widzę, że Lena_S skutecznie mnie ubiegła. Ujęła to wszystko, co chciałam Ci przekazać. Nie mając zamiaru się powtarzać pragnę tylko życzyć Ci tak wielce dobrych pomysłów, jak te dotychczas i prosić, aby ta historia zbyt szybko się nie zakończyła :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam: Dream.
Cieszę się, że ten spam kogokolwiek intryguje xD Cieszę się, iż przypadło go gustu. Szybko się nie skończy, to mogę obiecać ;)
UsuńTeż pozdrawiam.
Hej :) Uprzedzam na samym początku, że ten komentarz będzie długi. Pomińmy, że ja nie umiem pisać krótkich komentarzy. Miałam go napisać pod 10 rozdziałem, skoro miał się dzisiaj pojawić. Wytrzymałam pół godziny, mając cały czas fragmenty tekstu i moje opinie. Jestem z siebie dumna za te pół godziny.
OdpowiedzUsuńPo pierwsze. (będę to pisać w punktach, bo inaczej ja sama się zgubię a nie chcę się powtarzać.)
weszłam tutaj przypadkiem. Znalazłam na katalogu fragment jakieś bloga, gdzie w linkach tej autorki znalazłam twój blog. Zainteresował mnie tytuł. Polski i łatwy do zapamiętania.Poza tym jest taki lekki i z czymś mi się kojarzył. Dopiero po chwili kiedy wszystko mi się załadowało i przeczytałam kawałek 9 rozdziału, zajarzyłam, że ja już tu kiedyś byłam! Nie pamiętaj jak i kiedy, ale bardzo to mi się spodobało i chciałam to wszystko na spokojnie przeczytać. Jak przystało na złośliwość rzeczy martwych mój laptop się zepsuł i przepadł adres twojego bloga.Ale jestem i bardzo dobrze, bo czegoś takiego nie mogłabym przegapić. Nie czytam jakoś często s-f. Bardziej lubię ff i to one bardziej lubię. S-f blogi czytam tylko dwa. Wliczając w to twojego.
Po drugie.
Szablon. Piękny, skromny szablon, który nie wyjawia za dużo. Jest cudny. Jill ma talent :) Kiedy przeczytałam wszystkie zakładki prawie od deski do deski (pominęłam wytłumaczenia co robi każdy oddział czy tam sektor) zaczęłam zastanawiać się gdzie jest zakładka mówiąca o bohaterach. Odpuściłam sobie kiedy prolog za bardzo kusił.
Po trzecie.
Jestem oczarowana. Fabułą, bohaterami tym jak to wszystko piszesz. Nie ma tutaj żadnego ciężkiego stylu. Jest bardzo lekki i super się to czyta. Napisałaś, że twój styl wypowiedzi można porównać do szóstoklasistki. I właśnie to jest to! Nie trzeba tutaj skupiać się na słowach i szukać w głowie ich znaczenia, bo autor musiał się pochwalić jaki to on jest inteligentny i zna trudne słowa. Niech je zna, nikt mu tego nie broni, ale niech zna w tym umiar. U ciebie czegoś takiego nie ma i można w tym momencie skupić się na wyobrażeniu tego co opisujesz. Ja nie miałam z tym najmniejszego problemu. Nawet ta bryła pochylona o te 45 stopni nie była dla mnie problemem. Wszystko ma taki tajemniczy klimat, że aż chce się to czytać!
Po czwarte.
OdpowiedzUsuńDialogi. One właśnie oddają charakter postaci. Uśmiecham się jak trafi się dialog Agnieszki z Robertem lub Damianem. Po prostu nie wyobrażam sobie spokojnej Agnieszki. Ta dziewczyna ma temperament i cięty języczek.
Po piąte (mam nadzieje, że ci to nie przeszkadza) :)
Agnieszka. Dziewczyna jest bardzo skryta, ale jednocześnie nie wyobraża sobie życia w samotności. Potrzebuje przyjaciół bardziej niż się do tego przyznaje. Bez problemu mam jej obraz w głowie. Mimo, że pewnie ty wyobrażasz ją sobie inaczej i opisujesz w rozdziałach. Ja już tak mam. Trochę się zdziwiłam, że dałaś takie same imię jakie ty masz. Z czymś takim jeszcze się nie spotkałam. Świadomie przynajmniej. Dla mnie to imię pasuję do osoby łagodnej, ale pewnie dlatego, że dziewczyny, które spotykałam z takim imieniem, były raczej nieszkodliwe i ciche. A tutaj taka zmiana. Ciekawa.
Po szóste (jeszcze tego trochę)
Miałam problem z rozpoznaniem bohaterów. Kiedyś przeczytałam na jakimś forum, że nie powinno się nadawać imion bohaterom na taką samą literę. W opowiadaniach gdzie akcja dzieje się w Polsce jest to prawie niemożliwa. Na początku myliłam Roberta z Rafałem. Ale szybko mi przeszło. W końcu oni są prawie całkowicie inni. I po raz kolejny biadoliłam nad brakiem zakładki o bohaterach. Chociaż zdjęcie, imię i nazwisko. Dzieci Lucka (bardzo fajne określenie dla nich.) wypisałam sobie na kartce i ogarniałam kto kim jest. Jak czytałam fragment gdzie Aga wraca do bazy i ogląda trening, zgubiłam się w imionach. Szpiedzy mylili mi się z agentami z 6. Ughh. Dopiero jak Aga zaczęła gadać z Robertem coś zaczęło mi tam świtać.
Po *szuka* siódme. (daleko jeszcze?)
Diabeł. Od razu skojarzyło mi się z dokumentem związanym z religią chrześcijańską, który kiedyś oglądałam. Było tam, że w jakiś tam księgach z starożytności, jest napisane, że ludzie znajdą sobie "boga". Będą go wielbić a on po kryjomu opanuje cały świat. Swoich ludzi oznaczy kodem lub znakiem 666 (taaa i co jeszcze) Uwaga, bo uwierzę!
Mam nadzieje, że Cię nie zanudzam, ale chce to opisać wszystko co się działo podczas 9 rozdziałów. Co jest niewykonalne, ale postaram się.
Po ósme.
Sonia. To dziecko jest strasznie podobne do Agnieszki, którą pokazujesz nam w wspomnieniach. Jednocześnie nie pasuje mi jej słowa na temat planu Diabła. Domyślam się, że ktoś musiał to wytłumaczyć Agnieszce, ale Sonia? Już bardziej pasuję mi tutaj jakiś tajemniczy list z wyjaśnieniem lub inna forma, którą można szybko zniszczyć. No trudno.
Po dziewiąte (10 zbliża się wielkimi krokami)
Zapomniałam co miałam ci napisać. Boże. A tak! Sama nie wiem czemu, ale przeczytałam ocenę z ocenialni cookies-for i trochę mi to wszystko rozjaśniło. Bardziej twój komentarz niż ocena, ale to nie jest teraz ważne. Chodzi mi o stwierdzenie, że stworzyłaś idealnych bohaterów. Ja się z tym nie zgodzę. Każda sytuacja zmienia ich charakter, postawę i myśli. Idealni według mnie nie nadawali by się na agentów.
Po dziesiąte.
Pozdrawiam, weny życzę i zapraszam do mnie uciekajac-przed-prawda.blogspot.com :)
Miałam napisać jeszcze więcej, ale zostałam wyciągnięta na spóźniona kolację. :)
OdpowiedzUsuńwow, zaniemówiłam xD Jakbyś napisała jeszcze więcej, to chyba padłabym na zawał ;)
UsuńZakładki o bohaterach już nie ma. Była, ale teoretycznie wydawała mi się niepotrzebna, więc usunęłam. Nie jest tak konieczna, jakby się wydawało.
Sonia nie jest i nie będzie miniaturową wersją Agnieszki, tyle napiszę. I tak - to ona od samego początku miała zdradzić Agnieszce najwięcej informacji. Jakoś tak wyszło.
Za wszystkie miłe słowa bardzo dziękuję, przydadzą się, oczywiście. Bohaterowie są dopracowywani, będzie lepiej :D
Jak tylko znajdę wolną chwilę w tych wakacyjnych rozjazdach, to zajrzę do Ciebie, obiecuję <3
lepiej nie, bo kto by pisał?? ;) Zaczynam się łapać w bohaterach jeszcze góra dwa rozdziały i wszystko skumam. A spoko. Ja Sonie nawet polubiłam. Nie jest z tych dzieci co rozbija sobie kolana i wpadają w ryk. Moja ulubiona scena to wspomnienie Damiana o niej. Nie mam problemu, przyjemnie mi się to pisało. Okej :) Poczekam
OdpowiedzUsuńTeż fakt, tak powalone w głowie to chyba nikt nie ma, żeby pisać coś takiego xD to dobrze, postaram się, aby było jeszcze łatwiej ;)
UsuńMuahaha... Eheme, ehem. Nadrabiam zaległości znaczy i nawet nie wiesz, jak miło jest sobie spędzać wieczór odkrywając wcześniej nieczytane rozdziały. Jakbym znalazła za łóżkiem prezent:)
OdpowiedzUsuńA bardziej poważnie. No dobrze, nie poważnie, ale na temat - nie spodziewałam się w sumie, że tak szybko przejdziesz do akcji. Przyznaję się bez bicia, że facetów nie pamiętałam (mam już tak, że jeśli nie przeczytam czegoś pięć razy w całości, to nie mam pojęcia, kto był głównym boahterem, więc cóż...). Roboty z elektryczności koszą na każdym polu. Skąd Ci coś takiego przyszło do głowy? I czemu mnie nie przechodzi?
Eh, szkoda, że rozdział już skończyłam.
Nie wiem, skąd mam niektóre pomysły, przyznam szczerze. Jestem dziwna, ale do tego się już przyzwyczaiłam i wy też powinniście. A z tą akcją to po prostu... Musiałam coś w końcu napisać, padło na atak robotów, musiałam wprowadzić coś, na czym będzie opierać się kilka następnych rozdziałów ;)
Usuń25 years old Web Developer II Derrick Chewter, hailing from Frontier enjoys watching movies like My Father the Hero and Coffee roasting. Took a trip to Historic Area of Willemstad and drives a Mazda2. przegladaj strone
OdpowiedzUsuńdobry adwokat rozwod rzeszow opinie
OdpowiedzUsuń