Gabinet Kuby
znajdował się na samym końcu korytarza. Jako przewodniczący sektora Dwunastego
zajmował uprzywilejowane miejsce wśród innych osób tej rangi (nie licząc
oczywiście samej Agnieszki; zresztą, jej pozycja znajdowała się na poziomie
szefa krajowego wydziału, nie reszty przewodniczących). W końcu, jego wydział
był tym genialnym. Dzieci i młodzież
z Dwunastki zostały specjalnie wyselekcjonowane, ich poziomy inteligencji
przekraczały przeciętne normy. Specjalizowani w konkretnych kierunkach;
spędzali setki godzin nad książkami z najlepszych bibliotek świata.
Dwunastolatki często dorównywały poziomami wiedzy studentom kolejnych lat
inżynierii, fizyki, astronomii i wielu innych dziedzin, które pomagały w
tworzeniu nowych technologii. Młodzi
geniusze, jak często ich nazywano.
Sam
osiemnastoletni Kuba był absolutnym fenomenem w sferze genetyki. Rzeczy, które
potrafił dokonać, rośliny, które potrafił zmodyfikować, zwierzęta, które
potrafił skrzyżować, ludzi, których potrafił zmienić… Wszystko należało do nieprawdopodobnych
zjawisk. Oglądając końcowe wyniki jego prac, miało się wrażenie, że patrzy na
dokonania najlepszych profesorów świata, kilkudziesięciu lat badań, prób i
błędów. A on? Wszczepiał najgorszym przestępcom geny zwierząt, aby przekonać
się, jak szybko będą widoczne skutki. Wiele takich królików doświadczalnych umierało, gdy organizm źle przyjął ciała
obce, jednak z czasem Kuba nauczył się minimalizować ofiary śmiertelne. Jego
intelekt pozwolił mu na odkrycie całkowicie nowych rozwiązań genetycznych.
Godziny spędzane nad kolejnymi projektami wypełniały większość życia chłopaka.
Aczkolwiek, on sam uważał, iż wszystko było opłacalne. Nie można by się z nim
nie zgodzić, biorąc pod uwagę fakt, że walczyły o niego najlepsze uczelnie
świata, a z samym prezydentem Stanów Zjednoczonych rozmawiał sobie tak jak z
bliskim przyjacielem.
Weszła do
pokoju Kuby bez pukania. Nigdy tego nie robiła, nie oszukujmy się. Kulturalne
zachowanie z czasem przestało być na tyle ważne, aby je pielęgnować. Mówienie
znanym osobom Cześć czy Dzień Dobry było chyba najbardziej miłą
rzeczą, jaką na co dzień robiła (chociaż i to zdarzało się wyjątkowo rzadko).
Zamknęła za
sobą drzwi i spojrzała na dwójkę chłopaków.
– Żartujecie
sobie, prawda?
Kuba odchylił
się w fotelu, patrząc na nią.
– Chciałbym
skarbie, uwierz mi.
Osiemnastolatek
kiwnął głową, żeby podeszła.
– Z pomocą
twojego kuzyna z Instytutu Informatyki Technologicznej* udało nam się włamać do
zabezpieczonego systemu Diabła. Tego zamkniętego dla twojego magicznego
kluczyka – dodał chłopak, gdy kiwnęła lekko głową. Jakiś czas temu udało jej
się wykraść czip z kodem otwierającym większość procesorów Lucyfera. Niestety,
mężczyzna posiadał również swoje własne, porządnie zamknięte. – Okazało się, że
dysk, z którego Zarząd ukradł informacje o naszej zdradzieckiej czwórce, został
podzielony na dwie części. Ściągnięto te niewłaściwe.
Agnieszka
prychnęła.
– Dlaczego
mnie to nie dziwi. Kto w ogóle potwierdził pewność tych bzdur, które nam
przesłali?
– Trójka –
odparł Stefek, zaplatając ręce na wysokości klatki piersiowej.
Dziewczyna
mruknęła coś niezrozumiałego, a chłopak zdołał uchwycić tylko pierdolnięte bachory. Uśmiechnął się
szeroko na te słowa, ale nie powiedział nic.
– Czyli… –
zaczął Kuba, stukając palcem o stół. – Czwórka agentów Diabła pojawia się w
agencji. Zarząd ukradł o nich informacje podczas ukrytego włamania do
zabezpieczonych systemów naszego ulubieńca. W pobranych aktach jest napisane,
że Weronika Stadnicka, Adrian Stadnicki, Tomasz Czubski i Damian Mierzejewski
są skazani na śmierć za zdradę najlepiej strzeżonego planu swojego szefa.
Prawie wszyscy w ISAYSS przyjmują ich z otwartymi ramionami i sprawa jakby nie
istniała.
– Jedynym
problemem jest to, że pobrane akta są nieprawdziwe. Nadano im najwyższy status,
aby Zarząd bez problemu uwierzył w ich autentyczność – kontynuował Stefek,
wpatrując się w ekran, na którym przelatywały kolejne linijki
niezidentyfikowanych kodów. – Te określające naszych zdrajców zostały
przesunięte na drugą część dysku, gdzie nikt nie był w stanie ich znaleźć. Nie
przewidziano jednak, iż masz kuzyna, który z palcem w dupie otworzył tamten
system.
– A na nim
znalazł prawdziwe akta z informacją, że cała czwórka jest teraz na misji –
dokończyła Agnieszka. Zamilkła.
Agenci Diabła
wcale nie zostali skazani na śmierć. W papierach trzymanych w dłoniach nie było
nawet wzmianki o ważnych informacjach, które mogłyby być zdradzone ISAYSS.
Według aktualizowanych kilka godzin temu statusach, Weronika, Adrian, Damian i
Tomek byli teraz na misji. Agencja była ich misją, a oni nadal pracowali dla
Diabła. Teraz koniecznością okazało się udowodnienie Zarządowi, że się
pomylili.
– Co robimy?
– spytał Kuba. Przez chwilę nikt nie odpowiadał. Gdy Agnieszka otworzyła usta,
chłopak dodał. – Nie licząc zabicia ich.
Dziewczyna
zaśmiała się wesoło.
– Chciałam
powiedzieć, żeby się ich pozbyć, ale faktycznie w tym przypadku byłoby to
równoznaczne z usunięciem zagrażających obiektów.
– Co za mądre
słowa – skwitował Stefek ze złośliwym uśmieszkiem. Widząc spojrzenie, jakie
rzuciła mu przewodnicząca sektora Szóstego, usta rozciągnęły się jeszcze
szerzej. – Tak, wiem, przesadzam. Pewnego dnia oberwę za wszystkie lata braku
przemocy w stosunku do mojej skromnej osóbki.
– Schlebiasz
sobie…
– Co robimy?
– powtórzył osiemnastolatek głośniej, przerywając rozpoczętą sprzeczkę. Nie
miał przeciwko takowej nic, ponieważ potrafili naprawdę ostro się kłócić, a
tego typu rozrywka zaliczała się do jego ulubionych, ale były teraz ważniejsze
sprawy niż kolejna słowna wojna. Podobne sytuacje nie zdarzały się często.
Większość problemów dotyczyła bardziej oddalonych od samej istoty agencji
źródeł. Teraz kłopoty pojawiły się u podstaw, u nich. Kuba świetnie wiedział,
jak trudne będzie przekonanie Zarządu do swoich racji, ba – nie było na to
szans. Musieli zrobić coś, aby zdrajcy sami przyznali się do wszystkiego.
– Proponuję
poczekać na rozwój sytuacji i zobaczyć reakcję Zarządu – powiedział Stefek,
siadając na obrotowym krześle i przysuwając się do komputera. W zastraszającym
tempie wystukał na holograficznej klawiaturze kilka linijek tekstu. Po chwili z
drukarki wysunęła się zapełniona kartka ze skróconymi aktami agentów Diabła,
jednak właśnie ciut zmodyfikowanymi przez chłopaka. Pierwszą kopię podał Kubie,
drugą Agnieszce. Zmiany dotyczyły jednej części.
Status: kara śmierci zawieszona. Utajnione
obserwacje, podejrzenie o szpiegostwo.
– Łudzisz
się, że Zarząd nie zaglądnie do papierów jeszcze raz?
– Niech we
wszystkich kopiach komputerowych akt porozsyłanych do każdego możliwego
wydziału pojawi się ta informacja – powiedział Stefek do małego robota, który
właśnie przysiadł na jego ramieniu. Kito – wszyscy w polskim wydziale go znali.
Sztuczna inteligencja ukryta w dwudziestocentymetrowej maszynie. System
osobiście zbudowany przez przewodniczącego sektora Trzynastego, żeby mógł
stworzyć coś, co odcięłoby się od podsłuchów Zarządu. Jedna z bardzo niewielu
chodzących żelaznych zabaweczek, które nie były kontrolowane przez ogólne
komputery. Przypominał stalowego pająka o czerwonej główce, kilkakrotnie większego
niż prawdziwy. Zwinne urządzenie było w stanie wcisnąć się w każdą szczelinę,
każdy wentylator, każdy komputer. Prywatny mini szpieg.
Srebrne oczy
Kita zeskanowały tekst na kartce trzymanej przez Stefka. Maszyna puściła ramię
chłopaka, sturlała się na ziemię i podreptała w kierunku drzwi.
– Nie mam
zamiaru polegać na sprawiedliwości w Zarządzie. Coś jest nie tak, a siedzenie i
nic nierobienie w niczym nie pomoże.
– No popatrz
no, czyli jednak ktoś ma zamiar się wyłamać i mi pomóc?
– Te ktosie
nazywają się Kuba i Stefek – wtrącił przewodniczący Dwunastki. – Nosiek
powiedział, że zażądałaś drugiego głosowania. To prawda?
– Mamy dwa
tygodnie na udowodnienie tej pierdolonej bandzie idiotów, iż właśnie stali się
zabaweczkami Diabła. Jeśli ujawnione informacje są chociaż po części prawdziwe,
to cała wina za wszystkie gówna, które zaplanował, spadnie na Zarząd. Mi to nie
przeszkadza, dostaną nauczkę, ale, skoro po tym zginiemy, nie będziemy odczuwać
żadnej satysfakcji.
– Tak, trupy
raczej nie mają tej cudownej możliwości…
– Co to w
ogóle za informacje? – mruknął Stefek, wyłączając komputer. Agnieszka i Kuba
spojrzeli na niego.
– Od
zdrajców? – spytał osiemnastolatek, uśmiechając się szeroko. – Nie wiadomo.
– Co?! –
Lasowska i Nosiek zareagowali jednocześnie. Kuba zaśmiał się wesoło, ale widać
było, że nie jest zachwycony.
– Dajcie
spokój. Dwunastka dostała bzdety o mutantach genetycznych i możliwościach ich
zabicia. Większą część wiedzieliśmy kilka lat temu. Mamy jedynie sposób z
wysadzeniem wewnętrznego reaktora, o którym nie mieliśmy bladego pojęcia…
– Doprawdy? –
warknęła Agnieszka, na co chłopak zamilkł, rozumiejąc, że mówi o zakazanym
temacie. Pokiwał delikatnie głową.
– Przepraszam
– mruknął.
– Nieważne. –
Dziewczyna machnęła ręką, dając mu znak, aby kontynuował.
– Tylko
Robert i Zarząd wiedzą o wszystkim, czyli tym tajnym planie Diabła. Ma być
zebranie, ale coś nie chcą nam zdradzać tych informacji. Wysłałem młodego
Huberta, aby podsłuchał rozmowę jakiś dziadów z Zarządu. Usłyszał tylko o
wielkich problemach dla ISAYSS.
– Agencja
zawsze ma problemy – skwitował Stefek.
Międzynarodowa
Tajna Agencja Młodych Służb Specjalnych była organizacją powołaną prawie sto
pięćdziesiąt lat temu przez niemieckiego naukowca. Na przestrzeni wieków
zmieniały się jedynie zakresy działań ludzi, którzy do niej należeli.
Początkowo chodziło o wykradanie informacji innym uczonym. Wyścigi
technologiczne od zawsze wygrywały osoby związane z ISAYSS przez skupianie tych
najwybitniejszych jednostek właśnie w kręgu agencji. Niestety, z czasem
zmieniały się przekonania kolejnych Szefów. Zaczęto wtrącać się w
międzynarodowe konflikty, sprawy, które wcześniej nigdy nie dotyczyły
organizacji. Zamiast tajnego centrum nauki zrobiono z ISAYSS źródło młodych
szpiegów. W dzisiejszych czasach zajmowali się wszystkim: od typowego
szpiegowania, instalowania podsłuchów i śledzenia morderców, przez łapanie ich
i pomoc policji w sprawach, gdzie potrzebny był bardziej rozwinięty sprzęt, po
tworzenie nowych technologii, odkrywanie rozwiązań wcześniej niespotykanych.
Zarząd był najpotężniejszą instytucją na Ziemi, a agenci ISAYSS pilnowali
ustalonego przez niego porządku. W każdym państwie świata był krajowy wydział z
Szefem na czele. Dzielił się na piętnaście sektorów, każdy zajmował się innymi
sprawami. Młodzi ludzie dobierani byli pod względem swoich umiejętności,
inteligencji, czasami wyłącznie szczęścia, kiedy od podstaw trenowano dzieci.
Przewodniczący sektora był najważniejszą w nim osobą, wybieraną przez samego
Szefa Wydziału. Miał pod sobą dwóch zastępców i całą resztę agentów. Takie
jednostki selekcjonowano bardzo ostrożnie, ponieważ na międzynarodowych zebraniach
przedstawiały opinie kraju, więc były porządnie pod niektórymi względami
uczone.
Istniała
również Główna Siedziba – centrum zarządzania wszystkimi wydziałami na świecie.
Umiejscowiona na jednej z tysiąca wysp na Oceanie Spokojnym, była niemożliwa do
znalezienia, jeśli nie znało się jej dokładnego ułożenia geograficznego. Tam,
Juliette Monfesou, Szefowa Wszystkich Szefów, rządziła sobie po cichu światem i
nikt oprócz osób wtajemniczonych w historię ISAYSS nie miał o tym bladego
pojęcia.
Problemy
agencji nie były więc dla nich niczym nowym. Od lat byli członkami organizacji,
wiedzieli, czym się zajmuje. Teraz potrzebowali tylko jakoś je rozwiązać.
– Gdyby testy
z pierścieniami i portalem były zakończone, poprosilibyśmy o pomoc Proximę, ale
minie jeszcze z miesiąc, zanim będziemy w stuprocentach pewni, że człowiek
przeżyje teleportację na nią – rzekł Stefek, kręcąc się na obrotowym krześle. Przez
dobrą minutę nikt nie odpowiedział. Potem Agnieszka zatrzymała brutalnie
chłopaka.
– Przestań,
to irytujące – wycedziła. Nosiek zaśmiał się.
– Czyli
poczekamy, będziemy udawać, że wszystko jest okej. Pamiętajcie jednak, żeby
usuwać całą historię operacji podczas szukania czegokolwiek. Nie mam zamiaru
patrzeć, jak rozpoczyna się Trzecia Wojna Światowa, będąc zdegradowanym
agentem.
Potrząsnęła
delikatnie głową.
– Żadnej
wojny – mruknęła. – Ciało Diabła będzie się rozkładać pod ziemią, zanim zdążą
gdziekolwiek wprowadzić stan wojenny.
Kuba
uśmiechnął się smutno.
– Obyś miała
rację.
Zarzewie* –
najdalej wysunięta na południe dzielnica Poznania. Kiedyś cudowny region pełen
parków, placów zabaw i domków jednorodzinnych. Nowoczesne fabryki tworzyły
wiele miejsc pracy, co napędzało rozwój okolicy. Ludzie bardzo chętnie
przeprowadzali się tutaj, aby odsapnąć od życia w samym centrum miasta. Idealny
teren do zamieszkania dla szczęśliwych rodzin. Niestety, z czasem tutejsze
przedsiębiorstwa i zakłady zaczęły upadać. Nikt nie chciał wykupywać
opuszczonych budynków, gdyż ceny nie należały do najniższych, a kryzys w Polsce
pogłębiał się. Mieszkańcy opuszczali Zarzewie w poszukiwaniu lepszych miejsc do
życia. Parki zarastały, patologiczne towarzystwo szukało dla siebie odpowiedniej
okolicy. Znaleźli…
Teraz była to
najniebezpieczniejsza dzielnica w całym mieście. Ba, uważano ją za źródło
polskiej mafii, która tutaj lokowała swoje towary i punkty usługowe. Policja zawsze miała problem z lokalnymi bójkami,
strzelaninami oraz tajemniczymi wybuchami. Nikt jednak nie zamierzał robić nic,
aby przywrócić Zarzewiu dawną reputację. Wręcz przeciwnie – prezydent miasta
postanowił zostawić go dalszemu rozwojowi wypadków, przestać się wtrącać w
rywalizację patologicznych gangów, a tajne służby miały zakazane wsadzanie
swoich nosów w tutejsze sprawy. Władze stwierdziły po prostu, że i tak nie są w
stanie nic zrobić. Można ująć to nawet inaczej – bali się, cholernie się bali
tego, co mogą dokonać ludzie z tamtych okolic. Niejednokrotnie policyjne
raporty wskazywały na o wiele bardziej niebezpieczne sytuacje niż w innych
miastach. Zatrucia niespotykanymi substancjami rozpylanymi w powietrzu, skażone
ujęcia wody, silne elektromagnetyczne sygnały spod powierzchni podziurawionych
ulic. Gdzie indziej: nietypowe i niepokojące zdarzenia. Tutaj: codzienność.
Na ulicy
panowała cisza. Zniszczone latarnie oświetlały opustoszałą fabrykę cegieł, a
pojedyncze krople wody (pozostałości po wcześniejszej ulewie) od czasu do czasu
kapały z dachu wprost do głębokich kałuż. Po drugiej stronie drogi znajdował
się zniszczony plac zabaw, chociaż… Raczej przydałoby się to nazwać
pozostałościami z dawnego miejsca dla dzieci. Połamane karuzele, skrzypiące
huśtawki, które, poruszane przez wiatr, przypominały bardziej urządzenia z
horroru, a nie zabawki dla najmłodszych. Na metalowej zjeżdżalni, kiedyś
używanej przez zawzięte dzieciaki, widniał czerwony napis Chuje wszędzie, aczkolwiek ta szkarłatna ciecz wyglądała jak krew,
nie farba. Cóż, nikogo to tak naprawdę nie dziwiło.
Wszechobecną,
martwą ciszę przerwał warkot silnika. Najpierw bardzo odległy, odbijający się
echem od zniszczonych budynków. Potem dźwięk się przybliżał, aż w końcu stał
się całkowicie słyszalny.
Trzy motory
wjechały na ulicę obok fabryki, powoli zwalniając. Nowoczesne maszyny
kontrastowały z krajobrazem dookoła i były łatwym łupem dla zaczajonych za
poniszczonym murem mężczyzn. Kiedy zatrzymały się niedaleko nich, cała szóstka
niespodziewanie wyskoczyła, bardzo szybko okrążając tajemniczych gości. W ich
dłoniach niepostrzeżenie pojawiły się pistolety. Jeden z napastników –
barczysty przywódca bandy – skierował swój w pierwszego lepszego kierowcę.
Pociągnął za spust zadowolony z idealnego celu. Jednak jego mina zrzedła, gdy
zorientował się, że zamaskowana osoba… Złapała pocisk w dłoń. Palce zacisnęły
się na metalowym naboju, a gdy motocyklista rozluźnił uchwyt – na ziemię
poleciały połyskujące w ciemności kawałki pocisku. Przywódca grupy
znieruchomiał, a jego usta tkwiły otwarte w geście nieprawdopodobnego szoku.
Nie był w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Obserwował tylko wysoką
postać, która zsiadła z maszyny, sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła z niej
pistolet kinetyczny…
Pozostała
piątka patrzyła z niedowierzaniem i przerażeniem, jak ciało ich lidera osuwa
się bez życia po murze. Tam, gdzie powinno znajdować się serce, ziała wielka
dziura, z której strumieniami sączyła się krew.
– Diabeł –
warknął jeden z motocyklistów.
Na początku
nikt nie zareagował. Dopiero po chwili, dłuższej chwili, jasnowłosy mężczyzna z
bandy odkrząknął cicho.
– Poczekajcie
tutaj – mruknął ochryple i dał znak ręką, żeby reszta napastników została przy
tajemniczych gościach. Zdezorientowani chuligani stali niepewnie wokół trzech
motorów, obserwując, jak zabójca ich przywódcy ściąga z głowy kask. Zobaczyli
chłopca – dosłownie chłopca. Nie mógł mieć więcej niż piętnaście, szesnaście
lat. Brązowe włosy wyglądały, jakby ich właściciel dopiero co wstał z łóżka i
nie zdążył się jeszcze ogarnąć, a zielone tęczówki połyskiwały niebezpiecznie w
półmroku. Czarny strój opinał szczupłą, idealnie umięśnioną sylwetkę chłopaka.
Dość wysoki jak na swój wiek, wyglądał dojrzale i niezbyt przyjaźnie.
Szczególnie, kiedy przeniosło się wzrok na zabitego chwilę wcześniej mężczyznę.
– No tak, bo
w końcu mamy całą noc, żeby czekać na wielmożnego dupka Diabła – warknął Tomek,
schodząc ze swojego motoru. Weronika, siedząca razem z nim na jednej maszynie,
trzepnęła go delikatnie w głowę, pokazując palcem, żeby milczał. Niezbyt
przejęty tym wszystkim piętnastolatek wzruszył tylko ramionami.
– Taka
brutalna prawda.
Damian
schował z powrotem do kieszeni pistolet kinetyczny i ściągnął z dłoni czarne
rękawice. Natknął się na badawcze spojrzenie Adriana, ale nie powiedział nic.
Wyłączył silnik motoru, dając pozostałej dwójce jasno do zrozumienia, że
powinni zrobić to samo.
– Jebani
zboczeńcy – mruknęła cicho Weronika, widząc spojrzenie jednego z napastników.
Tomek skrzywił się nieznacznie.
– Przeszkadza
ci to?
– Że patrzy
na mnie jakby mnie rozbierał? Tak.
Przyjaciel
nie odpowiedział. Jednym sprawnym ruchem wyciągnął z kieszeni na piersi
czerwoną, świecącą lotkę i rzucił nią w kierunku nachalnego faceta. Weronika
pisnęła cicho, gdy cienki przedmiot wbił się w serce mężczyzny. Spojrzała z
niedowierzaniem na czarnowłosego chłopaka.
– Lepiej?
– Jesteś
nienormalny – wykrztusiła Stadnicka. W jej oczach dało się zauważyć strach.
– Nienormalny? On jest popierdolony – powiedział Damian, patrząc na drugiego
trupa. Tomek zaśmiał się wesoło.
– No co ty
kurwa nie powiesz. Dopiero teraz się zorientowałeś?
– Idzie –
mruknął Adrian, na co zamilkli, odwracając się w stronę nadchodzących postaci.
Zobaczyli
dwie osoby: pierwszym mężczyzną był widziany wcześniej blondyn, który kazał im
zaczekać. Jego drobna postura wyglądała jednak dość mizernie w porównaniu z
człowiekiem idącym razem z nim.
Diabeł.
Prawie dwa
metry czystego zła kroczyło dumnym krokiem w kierunku czwórki nastolatków.
Barczyste ramiona przypominały te posiadane przez zawodowych atletów lub
trenerów fitness. Ubrany zadziwiająco gustownie: nieskazitelnie biała koszula,
na to czerwona kamizelka i czarny frak. Równie ciemne spodnie, idealnie
dopasowane do potężnej sylwetki, szyte były na wymiar u specjalnych krawców.
Połyskujące buty za kilka tysięcy dolarów dodawały całej postaci jakiejś takiej
elegancji. Jego sprężysty, dumny krok zdradzał niezwykłą pewność siebie, może
nawet zadufanie. Taki czysty egoizm, jak uważał Adrian, ale nigdy nikt nie odważył
się powiedzieć czegoś takiego głośno. Twarz Diabła wyglądała perfekcyjnie –
zero zarostu, niepotrzebnych plam czy blizn; mocno zarysowana kwadratowa
szczęka; oczy w kolorze intensywnego szkarłatu, w których dało się dostrzec
nienawiść, chęć mordu, z drugiej strony niebezpieczne pożądanie, jakby
niecierpliwość.
– Rewelacyjnie się spisaliście – powiedział, gdy Damian rzucił mu przenośny dysk
z danymi. Jego cichy, stanowczy, a zarazem niezwykle męski głos sprawił, że po
plecach Weroniki przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Bała się go.
– Dziękujemy
– odparł chłopak, obserwując, jak Diabeł obraca między palcami źródło swoich
informacji. Wyglądał na zadowolonego: na jego twarzy widniał delikatny uśmiech.
– Czyli…
Przyjęli was do ISAYSS. Nie sądziłem, że się uda.
– Połknęli
bajeczkę o zdradzie jeszcze szybciej niż nam się wydawało – rzekł Adrian, a gdy
spojrzenie czerwonych oczu skierowało się na niego, rozciągnął usta w sztucznym
uśmiechu. – Są naiwni, bardzo naiwni. Sądzili, że tak po prostu prosimy ich o
pomoc.
Diabeł
roześmiał się głośno. Nie był to jednak odgłos dobrego humoru, zadowolenia –
mroził krew w żyłach, sprawiał, iż na ciele człowieka pojawiała się gęsia
skórka, a w sercu przerażenie. Nie wiedzieli, jak to robił, jednak nie było
pracującej dla niego osoby, która by się go nie bała.
– Ach,
żałosne dzieciaczki z ISAYSS. Kiedyś były lepiej trenowane. Zarząd jest pewny,
że ich umiejętności są wystarczające do pojmania mnie w niedalekiej
przyszłości. – Ton jego głosu dawał jasno do zrozumienia, iż jest to działanie
praktycznie niemożliwe. Pogarda ukryta w kolejnych słowach była łatwo
słyszalna. Odkąd skończył swoją służbę w ISAYSS, przestał myśleć o organizacji
jako tej pomagającej światu. Teraz liczyły się pieniądze, a on miał zamiar
wykorzystać te słabości. – Już niedługo przekonają się, aby ze mną nie
zadzierać. Zetrę w powierzchni ziemi Siedzibę Główną, a ciało Szefowej
Wszystkich Szefów zawiśnie nad wejściem do mojego nowego gabinetu.
Damian
skrzywił się nieznacznie, gdy wyobraził sobie taką scenę. Potrząsnął jednak
delikatnie głową, wyrzucił z umysłu zbędne myśli i spojrzał na Diabła.
– Dostałeś
to, czego chciałeś – powiedział na tyle głośno, żeby usłyszał. Już dawno
przestał używać jego wymyślnych tytułów. Na początku faktycznie każde zdanie
musiało być opatrzone stosownym zwrotem do Diabła. A teraz? Spędził przy nim
tyle lat, że przestał się przejmować reakcją pracodawcy.
-–Tak, to
prawda. Ja zawsze dotrzymuję słowa.
Wyciągnął z
kieszeni pudełko i podał je Weronice. Ta wzięła opakowanie w swoje dłonie, otworzyła
je i przeliczyła zawartość. Wszystkie fiolki były na swoim miejscu.
Złotobrązowy płyn w środku wyglądał niepozornie, ale cała czwórka wiedziała, że
wart był każdego poświęcenia życia. W końcu, wewnątrz znajdowało się antidotum
na chorobę spowodowaną syntetycznym wirusem stworzonym przez naukowców Diabła.
Wirusem, którym zarażono rodziców domniemanych zdrajców.
Damian
spojrzał na Diabła.
– Gdzie
Sonia?
– Na razie
zostanie u mnie.
W chłopaku
zaczęło się gotować.
– Nie tak się
umawialiśmy – warknął, a jego dłonie zacisnęły się w pięści. Diabeł zauważył
wściekłość agenta.
– Naprawdę
sądziłeś, że ta część umowy zostanie wykonana tak szybko?
– Zabiję cię
– syknął Damian.
– Niewątpliwie masz taką ochotę, ale nie możesz tego zrobić, prawda? W końcu,
tylko ja wiem, gdzie ukryta jest twoja siostra. Zrobisz coś nie tak, a już jej
nigdy nie zobaczysz.
Po raz
pierwszy poczuł się całkowicie bezsilny. Robili to wszystko po to, aby uratować
swoich rodziców. Choroba, którą spowodował specjalny wirus, zabijała ich od środka.
Jeśli nie zaczęliby dla niego szpiegować ISAYSS, nie dostaliby lekarstwa na tą
śmiertelną przypadłość. Wiedzieli, iż stali się marionetkami w rękach Diabła,
ale każdy z nich wolał nią być niż patrzeć, jak zabijają na ich oczach własnych
rodzicieli.
Tomek nie
miał rodzeństwa. Weronika i Adrian byli jedynymi dziećmi państwa Stadnickich.
Natomiast Sonia pracowała dla Diabła odkąd skończyła pięć lat. Zmuszał ją do
zabijania ludzi. Damian niejednokrotnie widział, jak dziewczynka ze łzami w
oczach naciskała spust pistoletu. Nienawidził mężczyzny całym swoim sercem,
aczkolwiek Diabeł potrafił wykorzystać to dla siebie.
– Czego ty
jeszcze chcesz?
– To nie
koniec waszej przygody z ISAYSS. Potrzebuję, żebyście tam zostali na jakiś
czas, zaprzyjaźnili się z tamtejszymi agentami, zdobyli zaufanie Roberta.
Grajcie nadal swoje oskarowe role, a obiecuję, że Sonia wróci do ciebie
nietknięta.
– Po co mamy
tam zostać? – wtrącił Tomek, marszcząc delikatnie czoło.
– Nie życzę
sobie, aby agencja dowiedziała się o prawdziwym planie. Informacje, które
kazałem wam przekazać, zaspokoją sumienia wszystkich. Jednak pewna osoba nie
przestanie węszyć. Znam ją za dobrze, żeby uwierzyć, że da sobie spokój.
Damian
odnosił dziwne wrażenie, iż świetnie zdaje sobie sprawę, o kim mówił Diabeł.
Poruszył delikatnie ręką, którą przy ostatnim spotkaniu prawie mu złamała.
Lekarz paplał coś o nadłamanej u nasady kości, ale udało się odpowiednio
zapobiec dalszym problemom.
– Przewodnicząca sektora Szóstego ma być martwa.
Słowa, które
wypłynęły z jego ust, zszokowały całą czwórkę. Mieli ją zabić? Mieli uśmiercić najlepszą agentkę ISAYSS na
świecie?
– To jakiś
żart, tak? – wykrztusił Adrian, patrząc z niedowierzaniem na pracodawcę. Ten
uśmiechnął się złośliwie.
– Nie. To nie
jest żart. Gwarantuje, że jeśli pod koniec wakacji nie zobaczę Agnieszki
Lasowskiej martwej pod drzwiami mojego gabinetu, to uruchomię bomby zamontowane
pod waszymi domami. Jeśli ktoś przeżyje, osobiście skręcę takiej osobie kark, a
was będę torturować w każdy możliwy sposób, na końcu zabijając.
*****
Instytut
Informatyki Technologicznej – kolejna organizacja stworzona na potrzeby tego
opowiadania. Nie będzie występowała w tej historii zbyt często, a jedynymi
sytuacjami, w których się pojawi, będą wzmianki o (wspomnianym również tutaj)
kuzynie Agnieszki pracującym właśnie w Instytucie. Przy czym… IIT uważa ISAYSS
za zbędne wyrzucanie pieniędzy w błoto, pomaga agencji, ale na zasadzie coś za coś. Maciek (kuzyn Lasowskiej)
jest właściwie ulokowanym specjalnie w IIT szpiegiem ISAYSS.
Zarzewie –
wymyślona na potrzeby opowiadania dzielnica Poznania. W rzeczywistości nie
istnieje.
*****
Piąty, piąty,
piąty… Jejku, już piąty? Po siódmym oficjalnie pobiję rekord najdłużej
prowadzonego przeze mnie opowiadania. Zrobię wielką imprezę, na którą wszyscy
zostaniecie zaproszeni.
Miałam
dylemat, czy wyjaśniać już teraz kawałek powodu ich zdrady Diabła, jednak to są
informacje, które przydadzą się w kolejnych rozdziałach. Pamiętajcie, iż
wszystko jest jedną, wielką układanką, część rzeczy może już niektórzy
zaczynają ze sobą łączyć (jak tak to gratuluję, to niezwykle ciężkie zadanie),
a jak nie – w najbliższych rozdziałach wyjaśni się większość motywów i niecny
plan Lucyferka, taaaaaak. Moja wyobraźnia mnie trochę przeraża, nie powiem, no
ale… Nauczyłam się z tym żyć.
Dedykacja dla
Maćka, który stał się wzorem wykreowania postaci Damiana. Powinieneś się
cieszyć, że na razie chowam wszystkie jego wady, o!
Rozwinęłam
rozmowę Stefka, Agi i Kuby, jest nowy fragment, czym jest ISYASS, poprawione
błędy. Była wzmianka o informacjach zdradzonych agencji i tej niewiedzy całej
trójki o zdradzonym planie Diabła. Celowe, żeby później ich niewiedza wyszła
naturalnie.
Na początku, oczywiście zaznaczę, że Damian jest genialną postacią. Musiałam to powiedzieć.
OdpowiedzUsuńTeraz, mnie trochę zaskoczyłaś, że tak szybko odkryli fałszerstwo nowo przyjętych agentów. Myślałam, że się jeszcze trochę pobawisz, ale to nawet lepiej. Widać poziom ISAYSS ;).
Cóż, plan zabicia Agnieszki, muszę się pochwalić, że wiedziałam, że prędzej czy później do tego dojdzie. Jest zbyt wielkim zagrożeniem dla Diabła, którego, nawiasem mówiąc, świetnie przedstawiłaś. Zobaczymy, jak potoczy się akcja, na razie nic nie spekuluję, zaskocz mnie, tak jak potrafisz :).
Życzę weny i pisz dalej.
Przyznam, że obawy były, czy czasem Damian nie wyjdzie jakiś nijaki, ale w miarę mi się go prowadzi, nie powiem. Będzie jeszcze lepszy, taki mam niecny plan.
UsuńWydaje mi się, iż faktycznie można było się domyślić chęci zabicia Agnieszki. Ale jak będzie dalej... Zobaczysz :D
Nie mogę się doczekać ;).
UsuńTrzymam kciuki, żebyś pobiła rekord najdłużej prowadzonego opowiadania. Z czystej egoistycznej chęci dalszego czytania, oczywiście;)
OdpowiedzUsuńHaha, dziękuję <3
UsuńNadrobiłam wszystkie rozdziały, więc czas na komentarz ;)
OdpowiedzUsuńNa razie moi ulubieńcy to oczywiście Agnieszka, Dominika i Rafał. Relacja Rafała i Agi wydaje mi się taka realistyczna, fajna, ciekawa. Ogólnie bardzo mi się ta postać Agnieszki podoba, ładna i wysportowana i do tego z fajnym charakterkiem.
Jeśli chodzi o akcję to rozwija się bardzo szybko a to dobrze. Mam nadzieje, że Aga da sobie ze wszystkim radę.
Na jedną rzecz czekam jednak nadal. Chodzi o jakiś romansik. Na razie jest pełno akcji ale jakaś mała romantyczna scenka też mogłaby być.
Piszesz świetnie i czekam na kolejny rozdział :D
Wszyscy czekają na romansik... Będzie romansik, nie musicie się martwić. I to całkiem całkiem poważny romansik :D
UsuńStrasznie mi miło, że się podoba <3
Co prawda początkowo nie ogarniałam co ja czytam i o czym lub o kim, z czasem zaczęły mi rosnąć moje orbity. Co prawda muszę nadgonić poprzednie rozdziały, ale wierz mi zrobię to bez zastanowienia się, bo mam wrażenie, że ktoś wysłuchał mojej modlitwy. Mam lekkiego bzika odnośnie demonów, Lucyfera itp. Swoją droga mogę spytać czy znasz twórczość Miszczuk? - Ja. diablica, Ja, anielica oraz Ja, potępiona? xD
OdpowiedzUsuńSwoją droga ja w południe (czwartek) postaram się wrzucić kolejny rozdział u siebie (chyba masz do nadrobienia 2 rozdziały) oczywiście jeśli jesteś zainteresowania masz chęci - ja nie przymuszam!
Zamierzam tutaj zaglądać jak najbardziej!
Pozdrawiam i życzę weny!
http://milosci-nie-oszukasz.blogspot.com/
Jeśli chodzi o Twoje rozdziały to przeczytałam je na bieżąco, tyle że nie miałam jeszcze okazji usiąść i na spokojnie skomentować. Zrobię to, oczywiście :)
UsuńOpowiadanie nie do końca będzie opiewało demony i Diabła w tym magicznym sensie.
Nie, niestety, nie znam tej autorki. To znaczy - słyszałam, ale nie miałam okazji jakoś bliżej się zapoznać z jej twórczością :)
wraaaaacam! dawno mnie tu nie było z pewnych powodów, ale dzisiaj przeczytam zaległości:D
OdpowiedzUsuńJejku, mam też nadzieję, że dodasz u siebie nowy rozdział, bo tak czekam i czekam :D
UsuńNie rozumiem, jak mam pisać i przedstawiać świat nie odsłaniając go. Tłumaczenie nie uważam za jakiś szczególny błąd, bo czytelnik nie jest w stanie domyślić się wszystkiego, co mam we łbie. Są takie opowiadania, ale tutaj, bez mojego wytłumaczenia, trudno byłoby Wam (czytelnikom) cokolwiek ogarnąć.
OdpowiedzUsuń- Przeszkadza ci to?
- Że patrzy na mnie jakby mnie rozbierał? Tak.
O ten dialog chodzi, tak mi się wydaje. Tak, zaczęłam zdanie od że, ale zauważ, iż w żaden inny sposób nie oddałoby tego, jak miała zareagować Weronika. To dopełnienie do poprzedniej wypowiedzi.
Nigdy nie uważałam, że wartościowanie przez narratora jest czymś złym. Stosując tylko i wyłącznie opisy, pozbawiłabym tego tekstu wszystkich możliwych odczuć. A przelewanie swoich własnych emocji jest, dla mnie, dobrym zabiegiem.
Nie, ja bym tam z nikim nie rozmawiała, ponieważ to nie jest ta rzeczywistość, nie to otoczenie. Jednak, gdybym miała okazję żyć w takim świecie, jak główni bohaterowie, to dokładnie tak przeprowadzałabym rozmowy. Akurat w nich nie widzę niczego dziwnego ;)
Bardzo dziękuję za opinię :D
Mnie osobiście opowiadanie bardzo się podoba i mam nadzieję, że w najbliższym czasie pojawi się kolejna notka. Na podobny pomysł wcześniej nie trafiłam z czego bardzo się cieszę gdyż opowiadanie inaczej zbudowane z pewnością sprawiłoby, że więcej nic podobnego bym nie przeczytała.:)Wiem, piszę bezskładnie jednak chcę pochawlić za oryginalny pomysł i błagać o nowy wpis. Byłabym wdzęczna gdybyś informowała mnie o następnych rozdziałąch na gg: 12933487. Pozdrawiam, Arii
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę, że przypadło Ci do gustu ;) Będę informować, oczywiście.
UsuńZakończyłaś działalność?
OdpowiedzUsuńCooooo? Nie, skąd :) Przez jakiś czas nie mogłam po prostu być na bieżąco ze względu na stan zdrowia. Rozdział pojawi się pod koniec tygodnia :D
UsuńTo świetnie :)
UsuńZapewne znasz mnie z bloga Idealna Iluzja. Odkąd nie piszę tam, z czystej mojej chaotyczności, zapomniałam o czytaniu blogów, a skupiłam się na tych z drugiego opowiadania.
OdpowiedzUsuńOpamiętałam się i przeczytałam rozdział, kiedy odwiedziłam stare opowiadanie i natrafiłam na ten adres. Duzo się wydarzyło może nie jestem w temacie, ale szybko nadrobię zaległości, bo mam tylko nieliczne luki. Podoba mi się. Wiele intryg, nieporozumień to mnie zaciekawiło w takim stopniu, że pochłonęłam szybko rozdział. Postać Diabła zaintrygowała. Rozumiem, że to zło nad złem, ale mimo to, tak sobie go nie wyobrażałam, ale jego opis, jak najbardziej na plus i zachowanie - to naprawdę niegodziwy typ. Jestem ciekawa dalszej akcji z dzieciakami od Diabła jakie bagno z tego wyniknie, bo wyniknie, jak mniemam? byłoby za pięknie gdyby jednak nie ;P
Jeżeli nie byłby to problem, mogłabyś powiadamiać mnie o nowościach, bo ja jetem roztrzepana i nadmiernie roztargniona, i zdolna do zapominania.
http://szamanska-kukielka.blogspot.com/
Cóż, jakieś bagno wyniknie, to na pewno. Zależy tylko, jak wielkiego się spodziewasz. A Diabeł to Diabeł - niby zły, ale da się lubić :}
UsuńJasne, będę powiadamiać.
No i... Miło, że wpadłaś ;)
Witaj. Odrazu się przyznaję, jestem po trzech rozdziałach, Nie mam narazie czasu przeczytać do końca. Jednak obiecuję, że nadrobię pozostałe dwa jak tylko znajdę czas.
OdpowiedzUsuńWchodząc na Twojego bloga myślałam, że będzie to opowiadanie, którego akcja rozgrywa się w USA, gdyż bardzo rzadko trafiam na historie,o naszym kraju.Zaskoczyłaś mnie bardzo pozytywnie.
Zdecydowanie muszę pochwalić Cię za orginalność. Szaleniec, bomba, agencja. Jednym słowem mocna sensacja
W spamie zostawiam adres do siebie
Pozdrawiam.
Tak, niestety większość opowiadań lokowana jest poza granicami naszego kraju. Przyznam, że wszystkie moje poprzednie też takie były, a to jest pierwsze z tego względu, iż po prostu potrzebna mi była większa znajomość terenów kraju :D
UsuńDziękuję za miłe słowa. Zaraz wpadnę do ciebie <3
Arghhh, wywaliło mi w kosmos komentarz! Blogger na szafot!
OdpowiedzUsuńNo, szybko rozszyfrowali niecne Dzieci Lucyfera. Brawa dla Agnieszki, Stefka (jak można nie lubić gościa imieniem Stefek! <3) i Kuby. A ten cały Zarząd to jakieś dupy wołowe (inaczej nie da się tego nazwać), skoro nie wykryli, że to ściema. Niech się cieszą, że mają taką trójcę, która za nich rozkminia problemy.
Och, zabić Agę! Nie powiem, że byłam bardzo zaskoczona, bo domyślałam się czegoś w tym rodzaju. Nie zmienia to jednak faktu, że podczas czytania miałam banana na mordzie od ucha do ucha. Oj, będzie się działo!
Ładnie ci to wyszło z Dziećmi Lucyfera. Niby są szantażowani, niby wykorzystani, ale tak do końca nie wyjaśniłaś, po czyjej są stronie. Plus za to ogromny.
Przyczepiłabym się za to do postaci samego Diabła. Ten ni z tego, ni z owego wzięty materializm jakoś kłóci mi się z przebiegłym złem w najczystszej postaci. Mniemam, że ma w swoim działaniu jakiś wyższy cel, bo teraz nijak mi to nie gra. Ale zanim skrytykuję, powinnam przeczytać do końca, więc na chwilę obecną to byłoby na tyle. ^^
Pozdrawiam.
To nie jedyna trójca, która zajmuje się rozkminianiem tutaj problemów, ale o podobnych dzieciach będzie dopiero później :D
UsuńMają zabić Agę, a ty masz banana na buzi? Haha, nie sądzisz, że nie taka powinna być reakcja na wiadomość o morderstwie :D
Diabeł będzie potrzebny, bardzo potrzebny, gdybym go miała ukrywać to wiele rzeczy by mi się zepsuło ;(
Dziękuję! <3