Rozdział 5 - Zdrajcy


Gabinet Kuby znajdował się na samym końcu korytarza. Jako przewodniczący sektora Dwunastego zajmował uprzywilejowane miejsce wśród innych osób tej rangi (nie licząc oczywiście samej Agnieszki; zresztą, jej pozycja znajdowała się na poziomie szefa krajowego wydziału, nie reszty przewodniczących). W końcu, jego wydział był tym genialnym. Dzieci i młodzież z Dwunastki zostały specjalnie wyselekcjonowane, ich poziomy inteligencji przekraczały przeciętne normy. Specjalizowani w konkretnych kierunkach; spędzali setki godzin nad książkami z najlepszych bibliotek świata. Dwunastolatki często dorównywały poziomami wiedzy studentom kolejnych lat inżynierii, fizyki, astronomii i wielu innych dziedzin, które pomagały w tworzeniu nowych technologii. Młodzi geniusze, jak często ich nazywano.
Sam osiemnastoletni Kuba był absolutnym fenomenem w sferze genetyki. Rzeczy, które potrafił dokonać, rośliny, które potrafił zmodyfikować, zwierzęta, które potrafił skrzyżować, ludzi, których potrafił zmienić… Wszystko należało do nieprawdopodobnych zjawisk. Oglądając końcowe wyniki jego prac, miało się wrażenie, że patrzy na dokonania najlepszych profesorów świata, kilkudziesięciu lat badań, prób i błędów. A on? Wszczepiał najgorszym przestępcom geny zwierząt, aby przekonać się, jak szybko będą widoczne skutki. Wiele takich królików doświadczalnych umierało, gdy organizm źle przyjął ciała obce, jednak z czasem Kuba nauczył się minimalizować ofiary śmiertelne. Jego intelekt pozwolił mu na odkrycie całkowicie nowych rozwiązań genetycznych. Godziny spędzane nad kolejnymi projektami wypełniały większość życia chłopaka. Aczkolwiek, on sam uważał, iż wszystko było opłacalne. Nie można by się z nim nie zgodzić, biorąc pod uwagę fakt, że walczyły o niego najlepsze uczelnie świata, a z samym prezydentem Stanów Zjednoczonych rozmawiał sobie tak jak z bliskim przyjacielem.
Weszła do pokoju Kuby bez pukania. Nigdy tego nie robiła, nie oszukujmy się. Kulturalne zachowanie z czasem przestało być na tyle ważne, aby je pielęgnować. Mówienie znanym osobom Cześć czy Dzień Dobry było chyba najbardziej miłą rzeczą, jaką na co dzień robiła (chociaż i to zdarzało się wyjątkowo rzadko).
Zamknęła za sobą drzwi i spojrzała na dwójkę chłopaków.
Żartujecie sobie, prawda?
Kuba odchylił się w fotelu, patrząc na nią.
Chciałbym skarbie, uwierz mi.
Osiemnastolatek kiwnął głową, żeby podeszła.
Z pomocą twojego kuzyna z Instytutu Informatyki Technologicznej* udało nam się włamać do zabezpieczonego systemu Diabła. Tego zamkniętego dla twojego magicznego kluczyka – dodał chłopak, gdy kiwnęła lekko głową. Jakiś czas temu udało jej się wykraść czip z kodem otwierającym większość procesorów Lucyfera. Niestety, mężczyzna posiadał również swoje własne, porządnie zamknięte. – Okazało się, że dysk, z którego Zarząd ukradł informacje o naszej zdradzieckiej czwórce, został podzielony na dwie części. Ściągnięto te niewłaściwe.
Agnieszka prychnęła.
Dlaczego mnie to nie dziwi. Kto w ogóle potwierdził pewność tych bzdur, które nam przesłali?
Trójka – odparł Stefek, zaplatając ręce na wysokości klatki piersiowej.
Dziewczyna mruknęła coś niezrozumiałego, a chłopak zdołał uchwycić tylko pierdolnięte bachory. Uśmiechnął się szeroko na te słowa, ale nie powiedział nic.
Czyli… – zaczął Kuba, stukając palcem o stół. – Czwórka agentów Diabła pojawia się w agencji. Zarząd ukradł o nich informacje podczas ukrytego włamania do zabezpieczonych systemów naszego ulubieńca. W pobranych aktach jest napisane, że Weronika Stadnicka, Adrian Stadnicki, Tomasz Czubski i Damian Mierzejewski są skazani na śmierć za zdradę najlepiej strzeżonego planu swojego szefa. Prawie wszyscy w ISAYSS przyjmują ich z otwartymi ramionami i sprawa jakby nie istniała.
Jedynym problemem jest to, że pobrane akta są nieprawdziwe. Nadano im najwyższy status, aby Zarząd bez problemu uwierzył w ich autentyczność – kontynuował Stefek, wpatrując się w ekran, na którym przelatywały kolejne linijki niezidentyfikowanych kodów. – Te określające naszych zdrajców zostały przesunięte na drugą część dysku, gdzie nikt nie był w stanie ich znaleźć. Nie przewidziano jednak, iż masz kuzyna, który z palcem w dupie otworzył tamten system.
A na nim znalazł prawdziwe akta z informacją, że cała czwórka jest teraz na misji – dokończyła Agnieszka. Zamilkła.
Agenci Diabła wcale nie zostali skazani na śmierć. W papierach trzymanych w dłoniach nie było nawet wzmianki o ważnych informacjach, które mogłyby być zdradzone ISAYSS. Według aktualizowanych kilka godzin temu statusach, Weronika, Adrian, Damian i Tomek byli teraz na misji. Agencja była ich misją, a oni nadal pracowali dla Diabła. Teraz koniecznością okazało się udowodnienie Zarządowi, że się pomylili.
Co robimy? – spytał Kuba. Przez chwilę nikt nie odpowiadał. Gdy Agnieszka otworzyła usta, chłopak dodał. – Nie licząc zabicia ich.
Dziewczyna zaśmiała się wesoło.
Chciałam powiedzieć, żeby się ich pozbyć, ale faktycznie w tym przypadku byłoby to równoznaczne z usunięciem zagrażających obiektów.
Co za mądre słowa – skwitował Stefek ze złośliwym uśmieszkiem. Widząc spojrzenie, jakie rzuciła mu przewodnicząca sektora Szóstego, usta rozciągnęły się jeszcze szerzej. – Tak, wiem, przesadzam. Pewnego dnia oberwę za wszystkie lata braku przemocy w stosunku do mojej skromnej osóbki.
Schlebiasz sobie…
Co robimy? – powtórzył osiemnastolatek głośniej, przerywając rozpoczętą sprzeczkę. Nie miał przeciwko takowej nic, ponieważ potrafili naprawdę ostro się kłócić, a tego typu rozrywka zaliczała się do jego ulubionych, ale były teraz ważniejsze sprawy niż kolejna słowna wojna. Podobne sytuacje nie zdarzały się często. Większość problemów dotyczyła bardziej oddalonych od samej istoty agencji źródeł. Teraz kłopoty pojawiły się u podstaw, u nich. Kuba świetnie wiedział, jak trudne będzie przekonanie Zarządu do swoich racji, ba – nie było na to szans. Musieli zrobić coś, aby zdrajcy sami przyznali się do wszystkiego.
Proponuję poczekać na rozwój sytuacji i zobaczyć reakcję Zarządu – powiedział Stefek, siadając na obrotowym krześle i przysuwając się do komputera. W zastraszającym tempie wystukał na holograficznej klawiaturze kilka linijek tekstu. Po chwili z drukarki wysunęła się zapełniona kartka ze skróconymi aktami agentów Diabła, jednak właśnie ciut zmodyfikowanymi przez chłopaka. Pierwszą kopię podał Kubie, drugą Agnieszce. Zmiany dotyczyły jednej części.
Status: kara śmierci zawieszona. Utajnione obserwacje, podejrzenie o szpiegostwo.
Łudzisz się, że Zarząd nie zaglądnie do papierów jeszcze raz?
Niech we wszystkich kopiach komputerowych akt porozsyłanych do każdego możliwego wydziału pojawi się ta informacja – powiedział Stefek do małego robota, który właśnie przysiadł na jego ramieniu. Kito – wszyscy w polskim wydziale go znali. Sztuczna inteligencja ukryta w dwudziestocentymetrowej maszynie. System osobiście zbudowany przez przewodniczącego sektora Trzynastego, żeby mógł stworzyć coś, co odcięłoby się od podsłuchów Zarządu. Jedna z bardzo niewielu chodzących żelaznych zabaweczek, które nie były kontrolowane przez ogólne komputery. Przypominał stalowego pająka o czerwonej główce, kilkakrotnie większego niż prawdziwy. Zwinne urządzenie było w stanie wcisnąć się w każdą szczelinę, każdy wentylator, każdy komputer. Prywatny mini szpieg.
Srebrne oczy Kita zeskanowały tekst na kartce trzymanej przez Stefka. Maszyna puściła ramię chłopaka, sturlała się na ziemię i podreptała w kierunku drzwi.
Nie mam zamiaru polegać na sprawiedliwości w Zarządzie. Coś jest nie tak, a siedzenie i nic nierobienie w niczym nie pomoże.
No popatrz no, czyli jednak ktoś ma zamiar się wyłamać i mi pomóc?
Te ktosie nazywają się Kuba i Stefek – wtrącił przewodniczący Dwunastki. – Nosiek powiedział, że zażądałaś drugiego głosowania. To prawda?
Mamy dwa tygodnie na udowodnienie tej pierdolonej bandzie idiotów, iż właśnie stali się zabaweczkami Diabła. Jeśli ujawnione informacje są chociaż po części prawdziwe, to cała wina za wszystkie gówna, które zaplanował, spadnie na Zarząd. Mi to nie przeszkadza, dostaną nauczkę, ale, skoro po tym zginiemy, nie będziemy odczuwać żadnej satysfakcji.
Tak, trupy raczej nie mają tej cudownej możliwości…
Co to w ogóle za informacje? – mruknął Stefek, wyłączając komputer. Agnieszka i Kuba spojrzeli na niego.
Od zdrajców? – spytał osiemnastolatek, uśmiechając się szeroko. – Nie wiadomo.
Co?! – Lasowska i Nosiek zareagowali jednocześnie. Kuba zaśmiał się wesoło, ale widać było, że nie jest zachwycony.
Dajcie spokój. Dwunastka dostała bzdety o mutantach genetycznych i możliwościach ich zabicia. Większą część wiedzieliśmy kilka lat temu. Mamy jedynie sposób z wysadzeniem wewnętrznego reaktora, o którym nie mieliśmy bladego pojęcia…
Doprawdy? – warknęła Agnieszka, na co chłopak zamilkł, rozumiejąc, że mówi o zakazanym temacie. Pokiwał delikatnie głową.
Przepraszam – mruknął.
Nieważne. – Dziewczyna machnęła ręką, dając mu znak, aby kontynuował.
Tylko Robert i Zarząd wiedzą o wszystkim, czyli tym tajnym planie Diabła. Ma być zebranie, ale coś nie chcą nam zdradzać tych informacji. Wysłałem młodego Huberta, aby podsłuchał rozmowę jakiś dziadów z Zarządu. Usłyszał tylko o wielkich problemach dla ISAYSS.
Agencja zawsze ma problemy – skwitował Stefek.
Międzynarodowa Tajna Agencja Młodych Służb Specjalnych była organizacją powołaną prawie sto pięćdziesiąt lat temu przez niemieckiego naukowca. Na przestrzeni wieków zmieniały się jedynie zakresy działań ludzi, którzy do niej należeli. Początkowo chodziło o wykradanie informacji innym uczonym. Wyścigi technologiczne od zawsze wygrywały osoby związane z ISAYSS przez skupianie tych najwybitniejszych jednostek właśnie w kręgu agencji. Niestety, z czasem zmieniały się przekonania kolejnych Szefów. Zaczęto wtrącać się w międzynarodowe konflikty, sprawy, które wcześniej nigdy nie dotyczyły organizacji. Zamiast tajnego centrum nauki zrobiono z ISAYSS źródło młodych szpiegów. W dzisiejszych czasach zajmowali się wszystkim: od typowego szpiegowania, instalowania podsłuchów i śledzenia morderców, przez łapanie ich i pomoc policji w sprawach, gdzie potrzebny był bardziej rozwinięty sprzęt, po tworzenie nowych technologii, odkrywanie rozwiązań wcześniej niespotykanych. Zarząd był najpotężniejszą instytucją na Ziemi, a agenci ISAYSS pilnowali ustalonego przez niego porządku. W każdym państwie świata był krajowy wydział z Szefem na czele. Dzielił się na piętnaście sektorów, każdy zajmował się innymi sprawami. Młodzi ludzie dobierani byli pod względem swoich umiejętności, inteligencji, czasami wyłącznie szczęścia, kiedy od podstaw trenowano dzieci. Przewodniczący sektora był najważniejszą w nim osobą, wybieraną przez samego Szefa Wydziału. Miał pod sobą dwóch zastępców i całą resztę agentów. Takie jednostki selekcjonowano bardzo ostrożnie, ponieważ na międzynarodowych zebraniach przedstawiały opinie kraju, więc były porządnie pod niektórymi względami uczone.
Istniała również Główna Siedziba – centrum zarządzania wszystkimi wydziałami na świecie. Umiejscowiona na jednej z tysiąca wysp na Oceanie Spokojnym, była niemożliwa do znalezienia, jeśli nie znało się jej dokładnego ułożenia geograficznego. Tam, Juliette Monfesou, Szefowa Wszystkich Szefów, rządziła sobie po cichu światem i nikt oprócz osób wtajemniczonych w historię ISAYSS nie miał o tym bladego pojęcia.
Problemy agencji nie były więc dla nich niczym nowym. Od lat byli członkami organizacji, wiedzieli, czym się zajmuje. Teraz potrzebowali tylko jakoś je rozwiązać.
Gdyby testy z pierścieniami i portalem były zakończone, poprosilibyśmy o pomoc Proximę, ale minie jeszcze z miesiąc, zanim będziemy w stuprocentach pewni, że człowiek przeżyje teleportację na nią – rzekł Stefek, kręcąc się na obrotowym krześle. Przez dobrą minutę nikt nie odpowiedział. Potem Agnieszka zatrzymała brutalnie chłopaka.
Przestań, to irytujące – wycedziła. Nosiek zaśmiał się.
Czyli poczekamy, będziemy udawać, że wszystko jest okej. Pamiętajcie jednak, żeby usuwać całą historię operacji podczas szukania czegokolwiek. Nie mam zamiaru patrzeć, jak rozpoczyna się Trzecia Wojna Światowa, będąc zdegradowanym agentem.
Potrząsnęła delikatnie głową.
Żadnej wojny – mruknęła. – Ciało Diabła będzie się rozkładać pod ziemią, zanim zdążą gdziekolwiek wprowadzić stan wojenny.
Kuba uśmiechnął się smutno.
Obyś miała rację.


Zarzewie* – najdalej wysunięta na południe dzielnica Poznania. Kiedyś cudowny region pełen parków, placów zabaw i domków jednorodzinnych. Nowoczesne fabryki tworzyły wiele miejsc pracy, co napędzało rozwój okolicy. Ludzie bardzo chętnie przeprowadzali się tutaj, aby odsapnąć od życia w samym centrum miasta. Idealny teren do zamieszkania dla szczęśliwych rodzin. Niestety, z czasem tutejsze przedsiębiorstwa i zakłady zaczęły upadać. Nikt nie chciał wykupywać opuszczonych budynków, gdyż ceny nie należały do najniższych, a kryzys w Polsce pogłębiał się. Mieszkańcy opuszczali Zarzewie w poszukiwaniu lepszych miejsc do życia. Parki zarastały, patologiczne towarzystwo szukało dla siebie odpowiedniej okolicy. Znaleźli…
Teraz była to najniebezpieczniejsza dzielnica w całym mieście. Ba, uważano ją za źródło polskiej mafii, która tutaj lokowała swoje towary i punkty usługowe. Policja zawsze miała problem z lokalnymi bójkami, strzelaninami oraz tajemniczymi wybuchami. Nikt jednak nie zamierzał robić nic, aby przywrócić Zarzewiu dawną reputację. Wręcz przeciwnie – prezydent miasta postanowił zostawić go dalszemu rozwojowi wypadków, przestać się wtrącać w rywalizację patologicznych gangów, a tajne służby miały zakazane wsadzanie swoich nosów w tutejsze sprawy. Władze stwierdziły po prostu, że i tak nie są w stanie nic zrobić. Można ująć to nawet inaczej – bali się, cholernie się bali tego, co mogą dokonać ludzie z tamtych okolic. Niejednokrotnie policyjne raporty wskazywały na o wiele bardziej niebezpieczne sytuacje niż w innych miastach. Zatrucia niespotykanymi substancjami rozpylanymi w powietrzu, skażone ujęcia wody, silne elektromagnetyczne sygnały spod powierzchni podziurawionych ulic. Gdzie indziej: nietypowe i niepokojące zdarzenia. Tutaj: codzienność.
Na ulicy panowała cisza. Zniszczone latarnie oświetlały opustoszałą fabrykę cegieł, a pojedyncze krople wody (pozostałości po wcześniejszej ulewie) od czasu do czasu kapały z dachu wprost do głębokich kałuż. Po drugiej stronie drogi znajdował się zniszczony plac zabaw, chociaż… Raczej przydałoby się to nazwać pozostałościami z dawnego miejsca dla dzieci. Połamane karuzele, skrzypiące huśtawki, które, poruszane przez wiatr, przypominały bardziej urządzenia z horroru, a nie zabawki dla najmłodszych. Na metalowej zjeżdżalni, kiedyś używanej przez zawzięte dzieciaki, widniał czerwony napis Chuje wszędzie, aczkolwiek ta szkarłatna ciecz wyglądała jak krew, nie farba. Cóż, nikogo to tak naprawdę nie dziwiło.
Wszechobecną, martwą ciszę przerwał warkot silnika. Najpierw bardzo odległy, odbijający się echem od zniszczonych budynków. Potem dźwięk się przybliżał, aż w końcu stał się całkowicie słyszalny.
Trzy motory wjechały na ulicę obok fabryki, powoli zwalniając. Nowoczesne maszyny kontrastowały z krajobrazem dookoła i były łatwym łupem dla zaczajonych za poniszczonym murem mężczyzn. Kiedy zatrzymały się niedaleko nich, cała szóstka niespodziewanie wyskoczyła, bardzo szybko okrążając tajemniczych gości. W ich dłoniach niepostrzeżenie pojawiły się pistolety. Jeden z napastników – barczysty przywódca bandy – skierował swój w pierwszego lepszego kierowcę. Pociągnął za spust zadowolony z idealnego celu. Jednak jego mina zrzedła, gdy zorientował się, że zamaskowana osoba… Złapała pocisk w dłoń. Palce zacisnęły się na metalowym naboju, a gdy motocyklista rozluźnił uchwyt – na ziemię poleciały połyskujące w ciemności kawałki pocisku. Przywódca grupy znieruchomiał, a jego usta tkwiły otwarte w geście nieprawdopodobnego szoku. Nie był w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Obserwował tylko wysoką postać, która zsiadła z maszyny, sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła z niej pistolet kinetyczny…
Pozostała piątka patrzyła z niedowierzaniem i przerażeniem, jak ciało ich lidera osuwa się bez życia po murze. Tam, gdzie powinno znajdować się serce, ziała wielka dziura, z której strumieniami sączyła się krew.
Diabeł – warknął jeden z motocyklistów.
Na początku nikt nie zareagował. Dopiero po chwili, dłuższej chwili, jasnowłosy mężczyzna z bandy odkrząknął cicho.
Poczekajcie tutaj – mruknął ochryple i dał znak ręką, żeby reszta napastników została przy tajemniczych gościach. Zdezorientowani chuligani stali niepewnie wokół trzech motorów, obserwując, jak zabójca ich przywódcy ściąga z głowy kask. Zobaczyli chłopca – dosłownie chłopca. Nie mógł mieć więcej niż piętnaście, szesnaście lat. Brązowe włosy wyglądały, jakby ich właściciel dopiero co wstał z łóżka i nie zdążył się jeszcze ogarnąć, a zielone tęczówki połyskiwały niebezpiecznie w półmroku. Czarny strój opinał szczupłą, idealnie umięśnioną sylwetkę chłopaka. Dość wysoki jak na swój wiek, wyglądał dojrzale i niezbyt przyjaźnie. Szczególnie, kiedy przeniosło się wzrok na zabitego chwilę wcześniej mężczyznę.
No tak, bo w końcu mamy całą noc, żeby czekać na wielmożnego dupka Diabła – warknął Tomek, schodząc ze swojego motoru. Weronika, siedząca razem z nim na jednej maszynie, trzepnęła go delikatnie w głowę, pokazując palcem, żeby milczał. Niezbyt przejęty tym wszystkim piętnastolatek wzruszył tylko ramionami.
Taka brutalna prawda.
Damian schował z powrotem do kieszeni pistolet kinetyczny i ściągnął z dłoni czarne rękawice. Natknął się na badawcze spojrzenie Adriana, ale nie powiedział nic. Wyłączył silnik motoru, dając pozostałej dwójce jasno do zrozumienia, że powinni zrobić to samo.
Jebani zboczeńcy – mruknęła cicho Weronika, widząc spojrzenie jednego z napastników. Tomek skrzywił się nieznacznie.
Przeszkadza ci to?
Że patrzy na mnie jakby mnie rozbierał? Tak.
Przyjaciel nie odpowiedział. Jednym sprawnym ruchem wyciągnął z kieszeni na piersi czerwoną, świecącą lotkę i rzucił nią w kierunku nachalnego faceta. Weronika pisnęła cicho, gdy cienki przedmiot wbił się w serce mężczyzny. Spojrzała z niedowierzaniem na czarnowłosego chłopaka.
Lepiej?
Jesteś nienormalny – wykrztusiła Stadnicka. W jej oczach dało się zauważyć strach.
Nienormalny? On jest popierdolony – powiedział Damian, patrząc na drugiego trupa. Tomek zaśmiał się wesoło.
No co ty kurwa nie powiesz. Dopiero teraz się zorientowałeś?
Idzie – mruknął Adrian, na co zamilkli, odwracając się w stronę nadchodzących postaci.
Zobaczyli dwie osoby: pierwszym mężczyzną był widziany wcześniej blondyn, który kazał im zaczekać. Jego drobna postura wyglądała jednak dość mizernie w porównaniu z człowiekiem idącym razem z nim.
Diabeł.
Prawie dwa metry czystego zła kroczyło dumnym krokiem w kierunku czwórki nastolatków. Barczyste ramiona przypominały te posiadane przez zawodowych atletów lub trenerów fitness. Ubrany zadziwiająco gustownie: nieskazitelnie biała koszula, na to czerwona kamizelka i czarny frak. Równie ciemne spodnie, idealnie dopasowane do potężnej sylwetki, szyte były na wymiar u specjalnych krawców. Połyskujące buty za kilka tysięcy dolarów dodawały całej postaci jakiejś takiej elegancji. Jego sprężysty, dumny krok zdradzał niezwykłą pewność siebie, może nawet zadufanie. Taki czysty egoizm, jak uważał Adrian, ale nigdy nikt nie odważył się powiedzieć czegoś takiego głośno. Twarz Diabła wyglądała perfekcyjnie – zero zarostu, niepotrzebnych plam czy blizn; mocno zarysowana kwadratowa szczęka; oczy w kolorze intensywnego szkarłatu, w których dało się dostrzec nienawiść, chęć mordu, z drugiej strony niebezpieczne pożądanie, jakby niecierpliwość.
Rewelacyjnie się spisaliście – powiedział, gdy Damian rzucił mu przenośny dysk z danymi. Jego cichy, stanowczy, a zarazem niezwykle męski głos sprawił, że po plecach Weroniki przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Bała się go.
Dziękujemy – odparł chłopak, obserwując, jak Diabeł obraca między palcami źródło swoich informacji. Wyglądał na zadowolonego: na jego twarzy widniał delikatny uśmiech.
Czyli… Przyjęli was do ISAYSS. Nie sądziłem, że się uda.
Połknęli bajeczkę o zdradzie jeszcze szybciej niż nam się wydawało – rzekł Adrian, a gdy spojrzenie czerwonych oczu skierowało się na niego, rozciągnął usta w sztucznym uśmiechu. – Są naiwni, bardzo naiwni. Sądzili, że tak po prostu prosimy ich o pomoc.
Diabeł roześmiał się głośno. Nie był to jednak odgłos dobrego humoru, zadowolenia – mroził krew w żyłach, sprawiał, iż na ciele człowieka pojawiała się gęsia skórka, a w sercu przerażenie. Nie wiedzieli, jak to robił, jednak nie było pracującej dla niego osoby, która by się go nie bała.
Ach, żałosne dzieciaczki z ISAYSS. Kiedyś były lepiej trenowane. Zarząd jest pewny, że ich umiejętności są wystarczające do pojmania mnie w niedalekiej przyszłości. – Ton jego głosu dawał jasno do zrozumienia, iż jest to działanie praktycznie niemożliwe. Pogarda ukryta w kolejnych słowach była łatwo słyszalna. Odkąd skończył swoją służbę w ISAYSS, przestał myśleć o organizacji jako tej pomagającej światu. Teraz liczyły się pieniądze, a on miał zamiar wykorzystać te słabości. – Już niedługo przekonają się, aby ze mną nie zadzierać. Zetrę w powierzchni ziemi Siedzibę Główną, a ciało Szefowej Wszystkich Szefów zawiśnie nad wejściem do mojego nowego gabinetu.
Damian skrzywił się nieznacznie, gdy wyobraził sobie taką scenę. Potrząsnął jednak delikatnie głową, wyrzucił z umysłu zbędne myśli i spojrzał na Diabła.
Dostałeś to, czego chciałeś – powiedział na tyle głośno, żeby usłyszał. Już dawno przestał używać jego wymyślnych tytułów. Na początku faktycznie każde zdanie musiało być opatrzone stosownym zwrotem do Diabła. A teraz? Spędził przy nim tyle lat, że przestał się przejmować reakcją pracodawcy.
-Tak, to prawda. Ja zawsze dotrzymuję słowa.
Wyciągnął z kieszeni pudełko i podał je Weronice. Ta wzięła opakowanie w swoje dłonie, otworzyła je i przeliczyła zawartość. Wszystkie fiolki były na swoim miejscu. Złotobrązowy płyn w środku wyglądał niepozornie, ale cała czwórka wiedziała, że wart był każdego poświęcenia życia. W końcu, wewnątrz znajdowało się antidotum na chorobę spowodowaną syntetycznym wirusem stworzonym przez naukowców Diabła. Wirusem, którym zarażono rodziców domniemanych zdrajców.
Damian spojrzał na Diabła.
Gdzie Sonia?
Na razie zostanie u mnie.
W chłopaku zaczęło się gotować.
Nie tak się umawialiśmy – warknął, a jego dłonie zacisnęły się w pięści. Diabeł zauważył wściekłość agenta.
Naprawdę sądziłeś, że ta część umowy zostanie wykonana tak szybko?
Zabiję cię – syknął Damian.
Niewątpliwie masz taką ochotę, ale nie możesz tego zrobić, prawda? W końcu, tylko ja wiem, gdzie ukryta jest twoja siostra. Zrobisz coś nie tak, a już jej nigdy nie zobaczysz.
Po raz pierwszy poczuł się całkowicie bezsilny. Robili to wszystko po to, aby uratować swoich rodziców. Choroba, którą spowodował specjalny wirus, zabijała ich od środka. Jeśli nie zaczęliby dla niego szpiegować ISAYSS, nie dostaliby lekarstwa na tą śmiertelną przypadłość. Wiedzieli, iż stali się marionetkami w rękach Diabła, ale każdy z nich wolał nią być niż patrzeć, jak zabijają na ich oczach własnych rodzicieli.
Tomek nie miał rodzeństwa. Weronika i Adrian byli jedynymi dziećmi państwa Stadnickich. Natomiast Sonia pracowała dla Diabła odkąd skończyła pięć lat. Zmuszał ją do zabijania ludzi. Damian niejednokrotnie widział, jak dziewczynka ze łzami w oczach naciskała spust pistoletu. Nienawidził mężczyzny całym swoim sercem, aczkolwiek Diabeł potrafił wykorzystać to dla siebie.
Czego ty jeszcze chcesz?
To nie koniec waszej przygody z ISAYSS. Potrzebuję, żebyście tam zostali na jakiś czas, zaprzyjaźnili się z tamtejszymi agentami, zdobyli zaufanie Roberta. Grajcie nadal swoje oskarowe role, a obiecuję, że Sonia wróci do ciebie nietknięta.
Po co mamy tam zostać? – wtrącił Tomek, marszcząc delikatnie czoło.
Nie życzę sobie, aby agencja dowiedziała się o prawdziwym planie. Informacje, które kazałem wam przekazać, zaspokoją sumienia wszystkich. Jednak pewna osoba nie przestanie węszyć. Znam ją za dobrze, żeby uwierzyć, że da sobie spokój.
Damian odnosił dziwne wrażenie, iż świetnie zdaje sobie sprawę, o kim mówił Diabeł. Poruszył delikatnie ręką, którą przy ostatnim spotkaniu prawie mu złamała. Lekarz paplał coś o nadłamanej u nasady kości, ale udało się odpowiednio zapobiec dalszym problemom.
Przewodnicząca sektora Szóstego ma być martwa.
Słowa, które wypłynęły z jego ust, zszokowały całą czwórkę. Mieli ją zabić? Mieli uśmiercić najlepszą agentkę ISAYSS na świecie?
To jakiś żart, tak? – wykrztusił Adrian, patrząc z niedowierzaniem na pracodawcę. Ten uśmiechnął się złośliwie.
Nie. To nie jest żart. Gwarantuje, że jeśli pod koniec wakacji nie zobaczę Agnieszki Lasowskiej martwej pod drzwiami mojego gabinetu, to uruchomię bomby zamontowane pod waszymi domami. Jeśli ktoś przeżyje, osobiście skręcę takiej osobie kark, a was będę torturować w każdy możliwy sposób, na końcu zabijając.

*****
Instytut Informatyki Technologicznej – kolejna organizacja stworzona na potrzeby tego opowiadania. Nie będzie występowała w tej historii zbyt często, a jedynymi sytuacjami, w których się pojawi, będą wzmianki o (wspomnianym również tutaj) kuzynie Agnieszki pracującym właśnie w Instytucie. Przy czym… IIT uważa ISAYSS za zbędne wyrzucanie pieniędzy w błoto, pomaga agencji, ale na zasadzie coś za coś. Maciek (kuzyn Lasowskiej) jest właściwie ulokowanym specjalnie w IIT szpiegiem ISAYSS.
Zarzewie – wymyślona na potrzeby opowiadania dzielnica Poznania. W rzeczywistości nie istnieje.

*****
Piąty, piąty, piąty… Jejku, już piąty? Po siódmym oficjalnie pobiję rekord najdłużej prowadzonego przeze mnie opowiadania. Zrobię wielką imprezę, na którą wszyscy zostaniecie zaproszeni.
Miałam dylemat, czy wyjaśniać już teraz kawałek powodu ich zdrady Diabła, jednak to są informacje, które przydadzą się w kolejnych rozdziałach. Pamiętajcie, iż wszystko jest jedną, wielką układanką, część rzeczy może już niektórzy zaczynają ze sobą łączyć (jak tak to gratuluję, to niezwykle ciężkie zadanie), a jak nie – w najbliższych rozdziałach wyjaśni się większość motywów i niecny plan Lucyferka, taaaaaak. Moja wyobraźnia mnie trochę przeraża, nie powiem, no ale… Nauczyłam się z tym żyć.
Dedykacja dla Maćka, który stał się wzorem wykreowania postaci Damiana. Powinieneś się cieszyć, że na razie chowam wszystkie jego wady, o!

Rozwinęłam rozmowę Stefka, Agi i Kuby, jest nowy fragment, czym jest ISYASS, poprawione błędy. Była wzmianka o informacjach zdradzonych agencji i tej niewiedzy całej trójki o zdradzonym planie Diabła. Celowe, żeby później ich niewiedza wyszła naturalnie.


23 komentarze:

  1. Na początku, oczywiście zaznaczę, że Damian jest genialną postacią. Musiałam to powiedzieć.
    Teraz, mnie trochę zaskoczyłaś, że tak szybko odkryli fałszerstwo nowo przyjętych agentów. Myślałam, że się jeszcze trochę pobawisz, ale to nawet lepiej. Widać poziom ISAYSS ;).
    Cóż, plan zabicia Agnieszki, muszę się pochwalić, że wiedziałam, że prędzej czy później do tego dojdzie. Jest zbyt wielkim zagrożeniem dla Diabła, którego, nawiasem mówiąc, świetnie przedstawiłaś. Zobaczymy, jak potoczy się akcja, na razie nic nie spekuluję, zaskocz mnie, tak jak potrafisz :).
    Życzę weny i pisz dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że obawy były, czy czasem Damian nie wyjdzie jakiś nijaki, ale w miarę mi się go prowadzi, nie powiem. Będzie jeszcze lepszy, taki mam niecny plan.
      Wydaje mi się, iż faktycznie można było się domyślić chęci zabicia Agnieszki. Ale jak będzie dalej... Zobaczysz :D

      Usuń
    2. Nie mogę się doczekać ;).

      Usuń
  2. Trzymam kciuki, żebyś pobiła rekord najdłużej prowadzonego opowiadania. Z czystej egoistycznej chęci dalszego czytania, oczywiście;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nadrobiłam wszystkie rozdziały, więc czas na komentarz ;)
    Na razie moi ulubieńcy to oczywiście Agnieszka, Dominika i Rafał. Relacja Rafała i Agi wydaje mi się taka realistyczna, fajna, ciekawa. Ogólnie bardzo mi się ta postać Agnieszki podoba, ładna i wysportowana i do tego z fajnym charakterkiem.
    Jeśli chodzi o akcję to rozwija się bardzo szybko a to dobrze. Mam nadzieje, że Aga da sobie ze wszystkim radę.
    Na jedną rzecz czekam jednak nadal. Chodzi o jakiś romansik. Na razie jest pełno akcji ale jakaś mała romantyczna scenka też mogłaby być.
    Piszesz świetnie i czekam na kolejny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy czekają na romansik... Będzie romansik, nie musicie się martwić. I to całkiem całkiem poważny romansik :D
      Strasznie mi miło, że się podoba <3

      Usuń
  4. Co prawda początkowo nie ogarniałam co ja czytam i o czym lub o kim, z czasem zaczęły mi rosnąć moje orbity. Co prawda muszę nadgonić poprzednie rozdziały, ale wierz mi zrobię to bez zastanowienia się, bo mam wrażenie, że ktoś wysłuchał mojej modlitwy. Mam lekkiego bzika odnośnie demonów, Lucyfera itp. Swoją droga mogę spytać czy znasz twórczość Miszczuk? - Ja. diablica, Ja, anielica oraz Ja, potępiona? xD


    Swoją droga ja w południe (czwartek) postaram się wrzucić kolejny rozdział u siebie (chyba masz do nadrobienia 2 rozdziały) oczywiście jeśli jesteś zainteresowania masz chęci - ja nie przymuszam!

    Zamierzam tutaj zaglądać jak najbardziej!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    http://milosci-nie-oszukasz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o Twoje rozdziały to przeczytałam je na bieżąco, tyle że nie miałam jeszcze okazji usiąść i na spokojnie skomentować. Zrobię to, oczywiście :)
      Opowiadanie nie do końca będzie opiewało demony i Diabła w tym magicznym sensie.
      Nie, niestety, nie znam tej autorki. To znaczy - słyszałam, ale nie miałam okazji jakoś bliżej się zapoznać z jej twórczością :)

      Usuń
  5. wraaaaacam! dawno mnie tu nie było z pewnych powodów, ale dzisiaj przeczytam zaległości:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, mam też nadzieję, że dodasz u siebie nowy rozdział, bo tak czekam i czekam :D

      Usuń
  6. Nie rozumiem, jak mam pisać i przedstawiać świat nie odsłaniając go. Tłumaczenie nie uważam za jakiś szczególny błąd, bo czytelnik nie jest w stanie domyślić się wszystkiego, co mam we łbie. Są takie opowiadania, ale tutaj, bez mojego wytłumaczenia, trudno byłoby Wam (czytelnikom) cokolwiek ogarnąć.
    - Przeszkadza ci to?
    - Że patrzy na mnie jakby mnie rozbierał? Tak.

    O ten dialog chodzi, tak mi się wydaje. Tak, zaczęłam zdanie od że, ale zauważ, iż w żaden inny sposób nie oddałoby tego, jak miała zareagować Weronika. To dopełnienie do poprzedniej wypowiedzi.
    Nigdy nie uważałam, że wartościowanie przez narratora jest czymś złym. Stosując tylko i wyłącznie opisy, pozbawiłabym tego tekstu wszystkich możliwych odczuć. A przelewanie swoich własnych emocji jest, dla mnie, dobrym zabiegiem.
    Nie, ja bym tam z nikim nie rozmawiała, ponieważ to nie jest ta rzeczywistość, nie to otoczenie. Jednak, gdybym miała okazję żyć w takim świecie, jak główni bohaterowie, to dokładnie tak przeprowadzałabym rozmowy. Akurat w nich nie widzę niczego dziwnego ;)
    Bardzo dziękuję za opinię :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie osobiście opowiadanie bardzo się podoba i mam nadzieję, że w najbliższym czasie pojawi się kolejna notka. Na podobny pomysł wcześniej nie trafiłam z czego bardzo się cieszę gdyż opowiadanie inaczej zbudowane z pewnością sprawiłoby, że więcej nic podobnego bym nie przeczytała.:)Wiem, piszę bezskładnie jednak chcę pochawlić za oryginalny pomysł i błagać o nowy wpis. Byłabym wdzęczna gdybyś informowała mnie o następnych rozdziałąch na gg: 12933487. Pozdrawiam, Arii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że przypadło Ci do gustu ;) Będę informować, oczywiście.

      Usuń
  8. Zakończyłaś działalność?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cooooo? Nie, skąd :) Przez jakiś czas nie mogłam po prostu być na bieżąco ze względu na stan zdrowia. Rozdział pojawi się pod koniec tygodnia :D

      Usuń
  9. Zapewne znasz mnie z bloga Idealna Iluzja. Odkąd nie piszę tam, z czystej mojej chaotyczności, zapomniałam o czytaniu blogów, a skupiłam się na tych z drugiego opowiadania.
    Opamiętałam się i przeczytałam rozdział, kiedy odwiedziłam stare opowiadanie i natrafiłam na ten adres. Duzo się wydarzyło może nie jestem w temacie, ale szybko nadrobię zaległości, bo mam tylko nieliczne luki. Podoba mi się. Wiele intryg, nieporozumień to mnie zaciekawiło w takim stopniu, że pochłonęłam szybko rozdział. Postać Diabła zaintrygowała. Rozumiem, że to zło nad złem, ale mimo to, tak sobie go nie wyobrażałam, ale jego opis, jak najbardziej na plus i zachowanie - to naprawdę niegodziwy typ. Jestem ciekawa dalszej akcji z dzieciakami od Diabła jakie bagno z tego wyniknie, bo wyniknie, jak mniemam? byłoby za pięknie gdyby jednak nie ;P
    Jeżeli nie byłby to problem, mogłabyś powiadamiać mnie o nowościach, bo ja jetem roztrzepana i nadmiernie roztargniona, i zdolna do zapominania.
    http://szamanska-kukielka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, jakieś bagno wyniknie, to na pewno. Zależy tylko, jak wielkiego się spodziewasz. A Diabeł to Diabeł - niby zły, ale da się lubić :}
      Jasne, będę powiadamiać.
      No i... Miło, że wpadłaś ;)

      Usuń
  10. Witaj. Odrazu się przyznaję, jestem po trzech rozdziałach, Nie mam narazie czasu przeczytać do końca. Jednak obiecuję, że nadrobię pozostałe dwa jak tylko znajdę czas.
    Wchodząc na Twojego bloga myślałam, że będzie to opowiadanie, którego akcja rozgrywa się w USA, gdyż bardzo rzadko trafiam na historie,o naszym kraju.Zaskoczyłaś mnie bardzo pozytywnie.
    Zdecydowanie muszę pochwalić Cię za orginalność. Szaleniec, bomba, agencja. Jednym słowem mocna sensacja

    W spamie zostawiam adres do siebie
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, niestety większość opowiadań lokowana jest poza granicami naszego kraju. Przyznam, że wszystkie moje poprzednie też takie były, a to jest pierwsze z tego względu, iż po prostu potrzebna mi była większa znajomość terenów kraju :D
      Dziękuję za miłe słowa. Zaraz wpadnę do ciebie <3

      Usuń
  11. Arghhh, wywaliło mi w kosmos komentarz! Blogger na szafot!
    No, szybko rozszyfrowali niecne Dzieci Lucyfera. Brawa dla Agnieszki, Stefka (jak można nie lubić gościa imieniem Stefek! <3) i Kuby. A ten cały Zarząd to jakieś dupy wołowe (inaczej nie da się tego nazwać), skoro nie wykryli, że to ściema. Niech się cieszą, że mają taką trójcę, która za nich rozkminia problemy.
    Och, zabić Agę! Nie powiem, że byłam bardzo zaskoczona, bo domyślałam się czegoś w tym rodzaju. Nie zmienia to jednak faktu, że podczas czytania miałam banana na mordzie od ucha do ucha. Oj, będzie się działo!
    Ładnie ci to wyszło z Dziećmi Lucyfera. Niby są szantażowani, niby wykorzystani, ale tak do końca nie wyjaśniłaś, po czyjej są stronie. Plus za to ogromny.
    Przyczepiłabym się za to do postaci samego Diabła. Ten ni z tego, ni z owego wzięty materializm jakoś kłóci mi się z przebiegłym złem w najczystszej postaci. Mniemam, że ma w swoim działaniu jakiś wyższy cel, bo teraz nijak mi to nie gra. Ale zanim skrytykuję, powinnam przeczytać do końca, więc na chwilę obecną to byłoby na tyle. ^^
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jedyna trójca, która zajmuje się rozkminianiem tutaj problemów, ale o podobnych dzieciach będzie dopiero później :D
      Mają zabić Agę, a ty masz banana na buzi? Haha, nie sądzisz, że nie taka powinna być reakcja na wiadomość o morderstwie :D
      Diabeł będzie potrzebny, bardzo potrzebny, gdybym go miała ukrywać to wiele rzeczy by mi się zepsuło ;(
      Dziękuję! <3

      Usuń

Cieszę się, że postanowiłeś/aś zostać dłużej na moim blogu. Bardzo Ci za to dziękuję! Jeśli masz chwilę wolnego czasu, byłabym dozgonnie wdzięczna, gdybyś zostawił/a po sobie komentarz, a w nim szczerą opinię na temat przeczytanego rozdziału. Miłego dnia!