– Proszę już
o ciszę.
Zniekształcony
przez mikrofon głos dyrektorki rozniósł się echem po dużej hali sportowej.
Większość uczniów zamilkła, patrząc na środek wielkiego pomieszczenia, gdzie
drobna postać dawała jasno do zrozumienia, że nie zacznie mówić dopóki młodzież
się nie uciszy. Nie trzeba było długo czekać. Uczniowie znali wybuchowy
temperament swojej pani dyrektor i świetnie wiedzieli, jakie konsekwencje
nieposłuszeństwa będą musieli ponieść.
– Malec,
ostrzegam, przymknij się wreszcie. Twoje żarty wcale nie są śmieszne.
Po hali
potoczył się głośny śmiech, a na policzkach wspomnianego chłopaka pojawiły się
rumieńce. Publiczne skarcenie? Tutaj i tak nikt nie był zaskoczony. Dyrektorka rozpoznawała zdecydowaną większość uczniów. Każdy rocznik miał
tylko trzy oddziały, więc wszyscy praktycznie się znali. W takiej małej
miejscowości nie była potrzebna większa szkoła.
– Cieszę się,
że tak zaskakująco dużo uczniów przybyło w tym roku na zakończenie. Biorąc pod
uwagę fakt, iż na rozpoczęciu nie raczyło się pojawić dobre pięćdziesiąt osób –
przerwała, obserwując twarze nastolatków. Stali podzieleni ze względu na klasy,
tworząc półokrąg dookoła niskiej kobiety. Koło dopełniało grono nauczycielskie,
które znajdowało się za dyrektorką. W tym ułożeniu mogła widzieć praktycznie
każdego ucznia, co było wyjątkowo dobrym rozwiązaniem. Lubiła panować nad
sytuacją. – Nie będę wam zajmowała zbyt dużo czasu. Chciałam przede wszystkim
podziękować za wspaniały rok nauki. Nie licząc jednej sprawy sądowej i trzynastu
interwencji policji, było naprawdę fajnie.
Kilka osób
parsknęło śmiechem, ale szybko umilkli, widząc groźne spojrzenie kobiety.
– To nie jest
śmieszne, moi drodzy. Trójka totalnie upitych uczniów na szkolnej dyskotece,
palona marihuana w łazienkach i bójki w szatni za pieniądze nie są normalnym
zachowaniem porządnej młodzieży. Robicie niesamowite problemy. Nie życzę
sobie, aby takie sytuacje miały miejsce w następnym roku. W ciągu dziesięciu
miesięcy zdążyłam wywalić czwórkę waszych kolegów. Obiecuję, że ta liczba się
zwiększy, jeśli nie przestaniecie odwalać takiej maniany.
– Zaraz
zacznie przeklinać – wymruczał Piotrek wprost do ucha przewodniczącej sektora
Szóstego. Agnieszka uśmiechnęła się kpiąco.
– Zaraz
wymieni twoje nazwisko – odparła.
– Twoje też.
– Tak, tyle
że ja swoje usłyszę już na drugim zakończeniu. Natomiast ty dostąpisz tego
zaszczytu po raz pierwszy.
Zaśmiał się
tylko.
Lasowska
czuła się bardzo niekomfortowo. Nie lubiła przebywać w towarzystwie zupełnie
obcych dla siebie ludzi. Miała wrażenie, że większości osób nigdy wcześniej nie
widziała. Przez dwa lata nie potrafiła zapamiętać imion niektórych koleżanek i
kolegów ze swojej klasy, nie mówiąc już o innych. Życie szkolne ograniczało się
do pójścia do budynku, przeżycia kilku lekcji dziennie i powrotu do domu lub
agencji. Nie chodziła na dyskoteki, nie brała udziału w klasowych imprezach,
zawsze znajdywała wymówkę od akademii. Projekty robiła sama, gdyż szło jej
wtedy o wiele szybciej, czasami jedynie Piotrek i Filip zmusili ją do pomocy.
Nie chodziła na żadne dodatkowe zajęcia w szkole, przerwy spędzała na
odrabianiu zadań domowych, a jak nie skończyła – roboty ją w tym wyręczały. Na
sprawdzianach montowała sobie słuchawkę w uchu oraz przeźroczystą taśmę na
spojówkach, aby agencyjne urządzenia widziały, co musi rozwiązać i dyktowały
każde zadanie po kolei. Gdyby nie to, zawalałaby każdy rok. Jedynymi
przedmiotami, z którymi nie miała problemów, były chemia oraz języki. Cała
reszta należała do czarnej magii.
– Żałuję, że
tylko w jednej klasie drugiej kilkoro uczniów wyciągnęło oceny na pasek. Są to:
Daria Waśniewska, Jarek Wojtowicz, Agnieszka Lasowska, Natalia Sznur i Piotr Gryziecki z oddziału
B. Chciałabym jednak wspomnieć… - przerwała, gdy nauczyciele zaczęli klaskać.
Agnieszka usłyszała nienaturalne chrząknięcia wydobywające się z ust Filipa,
kiedy próbował zapanować nad kolejnym atakiem śmiechu. – Tak, tak, gratulację.
Jednak, jeśli pan Gryziecki zaangażuje się w jakąkolwiek ustawianą bójkę w
klasie trzeciej, to gwarantuję, że osobiście nie wydam pozwolenia na świadectwo
z wyróżnieniem.
Agnieszka
zakryła usta dłonią, żeby nikt nie dostrzegł kpiącego uśmiechu przyklejonego do
jej twarzy.
– Nie wstyd
ci?
– Fajnie było
sprać Huszczyckiego – mruknął Piotrek, na co Filip prychnął.
– Ty go
prawie zabiłeś.
– To był
wypadek, sam się potknął.
– Masz
szczęście, że policja cię lubi – powiedziała Agnieszka, gdy wyszli z hali
sportowej i skierowali się w stronę wyjścia ze szkoły. Piotrek wzruszył tylko
ramionami, ale nie odpowiedział. Przez dłuższą chwilę milczeli, idąc przez
miasto. Mijali ich inni uczniowie, żegnający się ze sobą lub spędzający
wspólnie ostatnie godziny przed wyjazdami na obozy, kolonie czy wycieczki. W
pewnym momencie Filip otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale się
powstrzymał. Przystanął jedynie przy tablicy, gdzie wisiały klepsydry,
wpatrując się w tę jedną…
– Wróćcie
tutaj na momencik – rzekł. Gdy dwójka przyjaciół stanęła obok niego, wskazał
palcem na nazwisko Grządziel. –
Agnieszka…
– Czego ty od
razu do mnie? – prychnęła dziewczyna, ale odwróciła wzrok. Wiedziała, o co mu
chodzi.
– Zabiłaś go,
prawda?
Nie
odpowiedziała. Wpatrywała się tępo w jeden punkt na szyldzie sklepowym,
ignorując kolejne pytania dwójki przyjaciół. Tak, zabiła go. Zbigniew Grządziel
miał firmę informatyczną, która współpracowała z samym Diabłem. Jakiś czas temu
dostała od Zarządu polecenie, że mężczyzna ma zniknąć. Cóż, zniknął. Na zawsze.
Dlaczego miała się go pozbyć? Z reguły, taka była brutalna prawda. Ludzie w
Zarządzie odkryli jego czarne interesy, a oni zabijali wszystkich, którzy mieli
jakikolwiek związek z Lucyferem.
– Aguś,
proszę.
– Jak ty mnie
nazwałeś? – warknęła dziewczyna, kierując spojrzenie na Filipa. Ten uparcie
patrzył jej w oczy. Był przestraszony. Czuła się dziwnie, kiedy tak się przy niej
zachowywali. Strach w stosunku do najlepszej przyjaciółki pojawiał się często,
znali jej możliwości. Nie sądzili, że Agnieszce było wtedy przykro i głupio.
Nie spodziewała się, iż kiedykolwiek tak bliskie sercu dziewczyny osoby będą
się Lasowskiej bać.
Westchnęła.
– Pracował
dla Diabła, kazali mi się go pozbyć – powiedziała krótko, mijając przyjaciół i
idąc w kierunku cukierni.
– Ale
przecież…
– Koniec
tematu – warknęła trochę głośniej niż zamierzała. Zignorowała zaciekawione
głowy, które odwracały się w jej stronę. Zignorowała nawet Piotrka i Filipa.
Szła uparcie naprzód. W pewnym momencie poczuła wibracje w kieszeni czarnych
szortów. Wyciągnęła komórkę i spojrzała zaciekawiona na wyświetlacz. Stefek.
Kazali usunąć adnotację o tych pieprzonych
zdrajcach.
Agnieszka
westchnęła przeciągle. Stanęła w kolejce do lady z lodami, próbując się
uspokoić. Wystukała w odpowiedzi kilka słów.
Pierdol ich, nie usuwaj.
– Dwie
truskawkowe i dwie śmietankowe. Polewę czekoladową na wierzch. Dużo polewy.
Kobieta za
ladą uśmiechnęła się do niej szeroko i zaczęła wykonywać zamówienie. Agnieszka
zapłaciła. Wychodząc z cukierni, przyszedł drugi SMS od chłopaka.
Wiesz, że właśnie dostałaś nową uczennicę?
Masz natychmiast przyjechać do agencji.
Blondwłosa
agentka z sektora pierwszego prowadziła ją w kierunku jednej z mniejszych sal
treningowych. Agnieszka słuchała jej monologu, raz po raz przerywanego przez
wymianę krótkich uprzejmości ze znajomymi. Sama przewodnicząca sektora Szóstego
milczała. Nie miała najmniejszej ochoty na jakiekolwiek rozmowy. Zresztą, kiedy
było inaczej? Nie potrafiła przypomnieć sobie takiego dnia. Od dłuższego czasu
miała wrażenie, że wszystko się wali. Nigdy nie było idealnie, nigdy nie było
spokojnie, nigdy nie było normalnie. Aczkolwiek, w ostatnich tygodniach, gorzej
być chyba nie mogło.
Pchnęła
delikatnie drzwi. W porównaniu z większością sal treningowych, ta była
wyjątkowo mała. Odbywały się tutaj indywidualne ćwiczenia, więc powierzchnia
nie musiała być imponująca. Szare ściany wyglądały przygnębiająco, jednak tutaj
nikt nie zwracał na to uwagi. Ciemnozielona podłoga, drzwi oraz drabinki przy
jednej ze ścian w tym samym kolorze. Sufit pokryty był małymi lustrami, które,
tworząc jedno wielkie, optycznie zwiększały pokój. W ten sposób można było
kontrolować poczynania agentów na różnych płaszczyznach, nawet na linach czy
belkach w powietrzu.
– To ona –
powiedziała agentka, wskazując głową drobną postać stojącą na samym środku
pomieszczenia. Wydawała się tak mała, tak krucha na tle stalowych ścian. Nie pasowała
do otoczenia, nie wyglądała na szpiega.
– Dziękuję –
odparła Agnieszka, na co dziewczyna kiwnęła lekko głową i wyszła, zamykając za
sobą ciemnozielone drzwi. Spojrzała na swoją nową uczennicę.
Nie mogła
mieć więcej niż dziesięć lat. Brązowe włosy zaplątane były w niechlujny
warkocz, który luźno opadał jej na prawe ramię. Odziana w zwykłe czarne
legginsy i białą koszulkę z długim rękawem, które uwydatniały minusy dziecięcej
sylwetki, wydawała się być tak niezwykle słaba, delikatna. Jasna, porcelanowa
cera utwierdzała Agnieszkę tylko w przekonaniu, że pasuje bardziej na małą
laleczkę niż agentkę. Gdy podeszła bliżej, zauważyła błyszczące z
podekscytowania zielone oczy. Jednak kryło się w nich coś więcej niż
niecierpliwość: nieufność, niewytłumaczony strach, niepewność.
Uśmiechnęła
się lekko, chcąc dodać dziecku chociaż odrobinę otuchy. Co prawda, nie należała
do osób, które na co dzień zajmują się trenowaniem najmłodszych. Do tej pory
jej jedyną uczennicą była Kasia. Własnej siostry nie chciała oddawać pod
skrzydła kogoś innego. Uważała, że zajmie się nią najlepiej, nauczy
wszystkiego, co sama wie. Była w stanie kontrolować siedmiolatkę nie tylko w
agencji, ale też w domu, więc dziewczynka należała do tych najlepiej
wyszkolonych z nowych rekrutów. Dzieci wzbudzały w niej pewien rodzaj
melancholii. W umyśle ukazywały się wspomnienia, które – najczęściej schowane
za wszystkimi możliwymi barierami – domagały się jakiegoś zainteresowania.
Niewiele pamiętała z czasów, kiedy nie była związana z ISAYSS, kiedy mogła czuć
się jak normalne dziecko, kiedy o nic nie musiała się martwić. Jednak, te
nieliczne, dziwnie zapamiętane sytuacje, gdzieś tam pozostały i, niestety,
najczęściej pojawiały się w najmniej spodziewanych momentach.
– Cześć –
powiedziała, kucając przed dziewczynką. Ta nie odrywała od niej wzroku.
Obserwowała każdy najdelikatniejszy ruch przewodniczącej sektora Szóstego,
jakby chciała wszystko zapamiętać. Lasowska poczuła się nieswojo – to nie było
spojrzenie przerażonego dziecka, a człowieka, który dobrze wiedział, co robił.
Zaczynała powoli rozumieć, dlaczego Robert chciał, aby osobiście się nią
zajęła.
– Będziesz
mnie uczyć, prawda?
Jest zbyt pewna siebie, zbyt profesjonalna.
Ten strach i wiek to tylko przykrywka. Nie zachowuje się jak nowicjuszka i mała
dziewczynka, która będzie musiała uczyć się zabijać – zachowuje się jak ktoś,
kto już to robi.
– To tylko dziecko.
Tak? A ty w jej wieku to niby lalkami się
bawiłaś?
– Ja to co innego…
Skąd wiesz, czy ona nie przypomina ciebie?
Musiała
przyznać, że ten zazwyczaj irytujący głosik w jej głowie – teraz miał rację.
Nie spotkała się nigdy wcześniej z dzieckiem, które emanowałoby taką pewnością
siebie. Nawet ona, mając tyle lat, nie była w stanie pokazać tego tak, jak
robiła to jej nowa uczennica.
– Tak. Nauczę
cię wszystko, co powinnaś umieć. Jeśli, oczywiście, będziesz chciała.
– Będę
musiała zabijać?
To pytanie
zbiło Agnieszkę z pantałyku. Pojęcie śmierci nigdy nie było dla niej obce –
zamordowała w swoim zaskakująco krótkim życiu nieprawdopodobną liczbę osób. Raz
traciła panowanie nad sobą, gdy przesłuchiwała więźniów, raz ratowała innych,
raz wykonywała polecenia Zarządu, który potrzebował pozbyć się określonych
osób. Mając LNZ, czyli Licencję Na Zabijanie, nie musiała bać się o żadne konsekwencje.
Na całym świecie było tylko pięć takich kart i wszystkie mieli ludzie związani
z ISAYSS. Cóż, nie bez powodu wykonywali najbrudniejszą robotę. Mordowali jak
im się żywnie podobało, a i tak nie spotykali się z problemami. Sądy były
bezradne, agencja zamykała wszelkie śledztwa, gdy ofiarą była osoba zlecona
przez Zarząd. Sprawa cichła szybciej, niż pojawiała się w aktach policji.
Trójka pochodziła z Polski: ona, Rafał i Robert mieli Licencje, pomimo
niezadowolenia międzynarodowej opinii. Inne kraje obawiały się takiej władzy w
rękach jednego państwa, jednak nic nie mogli na to poradzić. Czwartym szczęściarzem był brytyjski
przewodniczący sektora Szóstego, dziewiętnastoletni Marshall, a piątym człowiek
stojący na czele światowego FBI, George Turner.
Agnieszka
była zaskoczona – nie oszukujmy się – nienaturalną reakcją dziewczynki. Nigdy
wcześniej, nawet wśród starszych agentów, nikt nie zapytał jej, czy będzie
musiał zabijać. Dlaczego? Bo zazwyczaj nikt tego nie robił.
– A jak
myślisz?
Na
porcelanowym czole dziecka pojawiła się delikatna zmarszczka.
– Myślę, że
tak – odparła, kiwając głową. Agnieszka westchnęła.
– Nie, nie
będziesz musiała zabijać. Nie wiem, dlaczego w ogóle o czymś takim pomyślałaś.
ISAYSS nie jest agencją od morderstw.
– U Diabła wszyscy
zabijali – wyszeptała dziesięciolatka, spuszczając głowę.
Przewodnicząca
sektora Szóstego zaczęła wpatrywać się w dziewczynkę.
– U Diabła?
Dziecko nie
odpowiedziało. Nadal patrzyło uparcie w stopy, nie chcąc spojrzeć na swoją nową
nauczycielkę. Czekało, aż Lasowska coś powie, ale ta milczała, niezdolna do jakiejkolwiek reakcji. Nie wytrzymało – po jej policzkach zaczęły spływać
maleńkie łzy.
U Diabła, u Diabła, u Diabła… Mam nadzieję,
że rozumiesz?
– ZAMKNIJ SIĘ!
Głosik
umilkł, chowając się z powrotem do swojego gniazdka. Nie wytrzymywał wszystkich
myśli, które napływały do głowy Agnieszki. Ile ich było? Setki, tysiące,
miliony… Każda kolejna mówiła coś innego, coś, co dopełniało całą układankę,
rozpoczynało nową. Nie bez powodu dziecko tak strasznie bało się zabijania.
Nasłuchała się w swoim życiu wiele o sposobie trenowania ludzi Diabła.
Wiedziała, że bez zabicia określonej liczby osób, nie było się w stanie wstąpić
w szeregi jego nowoczesnej armii poddanych. Tylko, co ona robiła w ISAYSS? Czyżby
Robertowi nie było dość zdrajców Lucyfera w agencji? Przecież wystarczyła tamta
czwórka…
– Jak się
nazywasz?
Nie
wiedziała, co ją tknęło, dlaczego zadała tak bezsensowne i nieistotne pytanie.
Zacisnęła zęby, gdy dziewczynka spojrzała na nią ze strachem w oczach.
– Sonia
Mierzejewska.
Już wiesz, dlaczego zadałaś to pytanie?
Zamrugała
kilkakrotnie, chcąc, aby to, co właśnie usłyszała do niej dotarło.
Mierzejewska… A więc taki był ich plan? Wykorzystać do wszystkiego bezbronne
dziecko?
Nie zważając
na obecność Soni, skwitowała to jednym treściwym zdaniem.
– No to się
kurwa porobiło.
Zbigniew Grządziel wyłączył telewizor,
rzucając pilot na czarną sofę. Skierował się w stronę schodów prowadzących na
piętro, gasząc po drodze wszystkie światła na parterze. Kolejne stopnie
pokonywał powoli, powłóczył nogami, chcąc nareszcie położyć się spać. Ten
tydzień w pracy był wyjątkowo trudny. Dostali duże zlecenie – jego programiści
mieli stworzyć niezwykle skomplikowany kod nawigacyjny, który później
można by było umieścić w prywatnym satelicie. Diabeł obiecał mu cztery miliony
złotych za podjęcie się współpracy, a każdy współtwórca kodu miał otrzymać
milion. Mężczyzna nie myślał nad tym długo. Wybrał swoich najlepszych ludzi,
pokazał plany i części składowe, a oni zabrali się do roboty. Było ciężko, ale
krok po kroku tworzył produkt wart naprawdę grube pieniądze.
Przechodząc obok pokoju swojej najmłodszej
córeczki, zauważył przez uchylone drzwi włączone światło. Pchnął je delikatnie.
Dziewczynka stała na krześle przy oknie. W
jednej ręce trzymała swojego ulubionego misia, drugą oparła na zaparowanej od
jej oddechu szybie. Wyglądała, jakby kogoś wypatrywała.
– Kochanie, dlaczego nie śpisz? – spytał
mężczyzna, podchodząc do drobnego dziecka. Pięciolatka odwróciła główkę,
przestraszona. Odetchnęła jednak z ulgą, widząc, że to tylko tatuś.
– Nie mogę spać – odparła szybko, ponownie
spoglądając na ciemny krajobraz za oknem. Zbigniew Grządziel stanął obok niej,
próbując dostrzec cokolwiek w mroku.
– Na co tak patrzysz?
– Na nic.
– Ej, skarbie – odparł mężczyzna,
uśmiechając się lekko. – Nie musisz przecież kłamać. Wiesz, że nigdy niczego
nie wygadam mamie. Mamy w końcu swoje własne tajemnice, prawda?
Ania Grządziel spojrzała na swojego tatę. W
niebieskich oczach dostrzegał niepewność. Po chwili jednak na jej twarzy
pojawił się uśmiech. Faktycznie, o bardzo wielu rzeczach nie mówili mamusi.
Mieli swoje własne sekrety. Mogli więc mieć kolejny.
– Widziałam tam kogoś – powiedziała
dziewczynka, kiwając w stronę drzew przy końcu ogrodzenia. Mężczyzna poruszył
się niespokojnie. Zaczął wypatrywać w ciemnościach kogokolwiek,
ale nie mógł niczego dostrzec.
– Jesteś pewna?
– Tak. Stał tam ktoś, patrzył na mnie i
nawet mi pomachał. Ale to było dziwne, bo mrugnęłam i zniknął.
Mężczyzna nerwowo przełknął ślinę. Wyciągnął
z kieszeni telefon komórkowy i wystukał numer swojego brata – policjanta. Nikt
jednak nie odbierał. Po kilku sygnałach rozłączył się i schował urządzenie z
powrotem do spodni. Pociągnął córeczkę delikatnie za rączkę.
– Chodź, dzisiaj będziesz spać z mamusią.
– Dlaczego? – spytała zaskoczona
dziewczynka. Mężczyzna nie odpowiedział. Wziął ją na ręce i zaniósł do swojej
sypialni. Kiedy otworzył drzwi, odetchnął z ulgą. Jego żona czytała sobie
spokojnie książkę. Wszystko wyglądało całkiem normalnie.
– Coś się stało? – zapytała kobieta,
przerywając lekturę i ściągając okulary. Grządziel położył Anię na łóżko i
przykrył ją kołdrą.
– Muszę do kogoś zadzwonić. Siedźcie tutaj i
nie ważcie się wyjść z pokoju.
– Matko, coś się stało?
– Tak, stało się. Ania widziała kogoś w
ogrodzie – powiedział mężczyzna i spojrzał na żonę. Była bystra, od razu
zrozumiała. Wiedziała, dla kogo pracuje mąż. Nigdy nie spotkała Diabła
osobiście, ale miała przyjemność rozmawiać z jego wysłannikiem. Wytłumaczył im
wtedy zagrożenia wynikające ze współpracy z Lucyferem. Wiele osób chciało się
teraz pozbyć prezesa firmy, która przygotowywała tak ważny dla niego kod.
Otworzył szufladę szafki nocnej i wyciągnął
z niej wszystkie rupiecie. Nacisnął delikatnie na dno, aby usunąć kawałek
drewna. Kiedy uniósł go, mógł zobaczyć czarny pistolet kinetyczny. Wziął go do
ręki.
– Siedźcie tutaj – powtórzył i wyszedł z
pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi. Chciał dostać się do piwnicy, gdzie uruchamiało się elektromagnetyczną ochronę domu. Nacisnął przycisk włączający
światło z powrotem. Nie dostrzegł jednak nic niepokojącego. Powoli, co chwila
rozglądając się nerwowo, doszedł do drzwi prowadzących do podziemi domu. Zanim
jednak zdążył je otworzyć, usłyszał trzask tłuczonego szkła. Natychmiast się
odwrócił, unosząc pistolet i nakierowując go w kierunku wejścia do kuchni.
Zaczął iść w tamtą stronę. Jego oddech stawał się coraz szybszy. Był
przerażony.
Kiedy wszedł do pomieszczenia, wypuścił z dłoni broń. Patrzył tępo w ciało na podłodze, nie mogąc uwierzyć własnym
oczom. Jego syn, Patryk, leżał martwy na zimnych płytkach. W sztywnej dłoni
ktoś umieścił szklankę wypełnioną krwią, a kawałki szkła pochodzące z innej
rozpryśnięte były na blacie kuchennym. Kałuża szkarłatnej cieczy powiększała
się z sekundy na sekundę. Ojciec podszedł zapłakany do ciała i upadł na kolana.
Nie był zdolny wypowiedzieć nic. Sparaliżowany patrzył na syna, dotykając jego
zimnej dłoni. Kiedy poczuł chłód martwego ciała, w całym domu zgasło światło.
Usłyszał krzyk dziecka, jakiś huk. Odwrócił się i poczuł niewyobrażalny ból,
jakby coś wyrywało mu wnętrzności. Nie trwało to jednak długo. Już po chwili
nie odczuwał nic, osuwał się w nicość. Ostatnią rzeczą, jaką dostrzegł, były
lśniące w mroku, intensywnie czerwone oczy.
*****
Joj, ludu,
nareszcie jest rozdział 6. To wszystko, co wydarzyło się w kwietniu, trochę
mnie spowolniło, musiałam zrobić sobie długą przerwę w życiu… Em… komputerowym?
Jeśli nie nadrobiłam u kogoś jeszcze rozdziału/ów – bardzo przepraszam, jestem
w trakcie. Na weekend majowy ostatecznie przeczytam wszystko, czego jeszcze nie
przeczytałam.
To, co
zwykle: jak są jakieś błędy to napiszcie, skrytykujcie czy co tam jeszcze
chcecie. Chyba potrzebuję motywacji.
Pozdrawiam ;)
Zmienione
kilka fragmentów oraz dodany cały fragment o morderstwie Zbigniewa Grządziela.
Tak dodatkowo ;)
Nersi kochana wróciłaś!!!!! <3
OdpowiedzUsuńJak ty się czujesz co? :D
Owszem znalazło się parę błędzików (najbardziej mnie raziło, że nie traciła tylko straciła, bo chyba o to Ci chodziło, jeśli nie, to wybacz mój błąd przy czytaniu)
Jeśli chodzi o zakończenie roku bardzo mi się spodobała twoja koncepcja!
Za to rozmowa bohaterki z Sonią, rozumiem, że tekst pisany kursywą to własne myśli bohaterki? Cały rozdział mimo wszystko wyszedł Ci cudowny i nie mam wrażenia, że pisałaś go na przymus!
Cieszę się, że wróciłaś i mogłam przeczytać twój rozdział!
Pozdrawiam Cię ciepło! <3
Wróciłam i mam wyrzuty sumienia, że jeszcze nie skomentowałam Twojego opowiadania. Muszę nareszcie zebrać tyłek i to zrobić.
UsuńCzuję się świetnie, naprawdę. Wszystko się udało, więc nie ma się czym przejmować.
Tak, przy rozmowie z Sonią to myśli Agnieszki, ten irytujący głosik w jej głowie, który tak często pojawia się w opowiadaniu. To trochę chore, że jej myśli tak ze sobą "rozmawiają", wiem, ale u niej wszystko jest możliwe :D
Witaj ;)
OdpowiedzUsuńZabrałam się dzisiaj za Twojego bloga i przeczytałam wszystkie sześć rozdziałów za jednym zamachem, co rzadko się zdarza - już mnie bolą oczy. Cóż, po takim prologu spodziewałam się czegoś dobrego, lecz nie myślałam, że pójdziesz w takim kierunku. Coraz częściej to piszę, lecz coraz częściej znajduję ciekawe, godne polecenia blogi - Twój jest jednym z nich.
Zdajesz się mieć taką łatwość pisania, tak dobrze się to czyta. Może dlatego tak mi się podobało, bo przeczytałam kilka rozdziałów za jednym zamachem, a nie tak jak jestem na bieżąco i czytam jeden odcinek raz na jeden-dwa tygodnie - wtedy zapominam, co stało się w poprzednim tekście, emocje wywołane jakimś nagłym zwrotem akcji opasają. Rozumiesz, to jest jak z książką. Nie skończysz na jednym rozdziale, bo cię za bardzo wciągnie, a boisz się, że coś ci umknie w tej przerwie między czytaniem. No, mam nadzieję, że wyraziłam się wystarczająco zrozumiale, ale wybacz mi - jestem padnięta.
Mam takie wrażenie, że żeby dobrze zrozumieć tekst, trzeba się zagłębić w podstrony o fabule - zajrzałam do nich na samym końcu (zazwyczaj tak robię) i trochę rozświetliły mi obraz. Zanim zapoznałam się z zawartością zakładek, ten tekst był dla mnie odrobinkę niezrozumiały. Nasuwały mi się pytania: dlaczego tak młodzi ludzie są zabójcami?, dlaczego są tak ostro trenowani?, co motywuje Diabła do robienia takiego zła? I kilka innych. Fajnie by było, gdybyś wyjaśniła to w tekście. Całkiem prawdopodobne jest, że już to zrobiłaś, a ja to przeoczyłam będąc zmęczona ;D
Niemniej jednak, zyskałaś nową fankę, która uwielbia Agnieszkę i jej charakter oraz całą ekipę Diabła i całe to opowiadanie.
A. Jeszcze coś, o czym zapomniałam, komentując prolog. Allah - samo h, ty napisałaś przez ch.
Pozdrawiam, dołączam się do obserwatorów i dodaję link w "Nerwy" na [slowa-sercem-pisane].
Cóż, niektórych rzeczy raczej nie przegapiłaś - większość nie została jeszcze po prostu wytłumaczona. Robię to stopniowo, znajduję tylko fragment, gdzie mogę to płynnie wplątać, żeby niekiedy nie wyszło nienaturalnie :)
UsuńHa, z tym Allahem to coś dziwnego jest, bo w Wordzie z h poprawia mnie na ch :O Nie zauważyłam, że zostało przez ch, zaraz poprawię :)
Ach, cieszę się, że nikt nie spodziewał się takiej akcji. Udało się zaskoczyć <3
Wreszcie! Już tak długo tu zaglądałam i widziałam stary post, że zastanawiałam się, czy przypadkiem nie porzuciłaś bloga. Dzięki Ci, że tego nie zrobiłaś, bo bym nie miała czego śledzić:)
OdpowiedzUsuńRozdział jest jak dla mnie i tak świetny - była Agnieszka, jestem zadowolona.
Taki mały błędzik
".- No to się kurwa porobiło."
Przecinek po "się" i po "kurwa". Jak były inne to radośnie je zignorowałam.
Nawiasem mówiąc, pojawił się u mnie nowy rozdział, nie wiem, czy już go widziałaś.
malcadicta-fantasy.blogspot.com
Wiem, trochę długa ta przerwa była. Kolejna taka się już nie wydarzy, obiecuję :)
UsuńMi się wydaje, że wyszedł beznadziejny ten rozdział. Może przez to, iż nic się nie dzieje.
Tak, czytałam już ten nowy rozdział tylko nie miałam dostępu do laptopa, żeby skomentować :D
"Nie licząc jednej sprawy sądowej i trzynastu interwencji policji, było naprawdę fajnie." ;D
OdpowiedzUsuńRozdział bardzo dobry, na błędy specjalnie nie zwracałam uwagi, więc nie mogę się wypowiedzieć.
Powiem szczerze, że podziwiam Agnieszkę za "twardą głowę". Ja gryzłabym się jeśli chodzi o zabijanie ludzi. Hmm, zaciekawił mnie wątek z Sonią, mam nadzieję, że powiesz jeszcze coś więcej na ten temat.
Czekam na kolejny.
A, dyrektorka świetna ;).
Wiesz, Agnieszka właśnie tak została wytrenowana. Jakbyś od lat uczyła się zabijać, pewnie też byłoby to dla ciebie łatwiejsze. Wątek Sonii będzie rozwinięty, oczywiście. Po to się pojawiła :)
UsuńMam inne wrażenia. Muszę Cię rozczarować, bo ja nie wyczułam tutaj nic, co byłoby pisane na siłę. Co więcej, uważam że przedstawiłaś sytuacje na tyle realistycznie i wiarygodnie, że śmiało mogę śmiało wyznać swoje fizyczne uczestnictwo w wydarzeniach z rozdziału. Naprawdę czułam się jakbym tam była i słuchała wywodów dyrektorki czy obserwowała z ukrycia rozmowy Agnieszki z młoda agentką. Niemniej jednak rozdział był krótki i zdecydowanie za szybko przyszło mi go przeczytać, ale ważne, że treść była zadowalająca.
OdpowiedzUsuńOjejku, naprawdę zaczynam wierzyć, że nie wyszło aż tak strasznie. Nawet nie wiesz, jak bardzo poprawiłaś mi humor. Kocham Cię <3
UsuńKrótki, wiem, ale jakoś tak wyszło.
Rozumiem to. Autor zazwyczaj nie jest nigdy do końca zadowolony, ale przynajmniej są czytelnicy, którzy upewnią, że praca włożona w opowiadanie nie poszła na marne.
UsuńJa uważam, że naprawdę nie masz czym się martwić. Rozdział przyzwoity, rozdział, w którym nic ogromnego się nie działo, a jednak mocno mnie zauroczył swoją prostotą. Nie, źle napisane, swoim przekazem o zwyczajnym życiu, które ujęłaś tak realistycznie, to wystarczy do uznania tej części za godną uwagi.