Rozdział 3 - Napastnicy


Gabinet szefa polskiego wydziału ISAYSS był ogromnym pomieszczeniem, usytuowanym w południowym skrzydle podziemnych labiryntów. Umieszczono go tam celowo – żeby się do niego dostać (od głównego wejścia) trzeba przejść kilkanaście korytarzy, przejechać wiele pięter. W razie jakiegokolwiek zagrożenia było to miejsce stosunkowo najbezpieczniejsze (chociaż nigdy nie zdarzyła się okazja do przetestowania tego rozwiązania, ale twórcy woleli dmuchać na zimne).
Pomieszczenie przypominało wielką, sportową halę. Sufit znajdował się dobre dziesięć metrów nad głowami osób przebywających w pokoju, a przejście od jednej ściany do drugiej zajmowało pięćdziesiąt cztery sekundy (przy utrzymywaniu stałego tempa; oficjalnie zbadane przez Dominikę Krasicką). Podłoga przypominała taflę czarnego lodowiska, stworzona została z niezwykle trwałego materiału, wytrzymywała każdy test przeprowadzany przez zawziętych agentów. Na środku stał duży, kwadratowy stół w kolorze białym. W rzeczywistości był to komputer holograficzny*, zazwyczaj używany przez gości będących w gabinecie, ale niewiele takich cudeniek widział ten świat, więc ważne, że urządzenie miał. W dwóch bocznych ścianach ukryto zmechanizowane skrytki, a w nich najważniejsze akta, papiery, nowoczesne sprzęty, wynalazki. Wszystko dostarczane na zawołanie przez specjalne roboty.
Jednak to na niewysokim podwyższeniu znajdowało się wszystko, czego potrzebował szef polskiego wydziału ISAYSS: duże, czerwone biurko, wygodny fotel oraz gigantyczne ekrany za meblami, które rozciągały się na prawie całą szerokość i wysokość gabinetu. To na nich Robert mógł obserwować, co się dzieje na świecie. To na nich pojawiały się wszystkie najważniejsze wiadomości od ludzi z każdego kontynentu, a także jego agentów. To na nich jakiś czas temu zobaczył alarm o dziwnych wstrząsach, które od tamtego momentu nie dawały mu spokoju.
Mężczyzna podrapał się po podbródku.
To wszystko było zbyt podejrzane. Będąc tak wiele lat związany z problemami ukrywanymi przed światem, nie spotkał się jeszcze z równie niebezpieczną sprawą. To nie było byle co. To nie był błąd radarów i komputerów. To nie był przypadkowy sygnał. Ktoś chciał, żeby tajne organizacje go zauważyły i dał im jasno do zrozumienia, że to nie jest zabawa.
Słyszał o podejrzeniach dotyczących Diabła. W agencji od kilku dni huczało od plotek. Nie był pewny, skąd ta informacja znalazła się w polskim wydziale, chociaż… Wystarczyło, iż dowiedział się jeden z ważniejszych agentów. Uśmiechnął się ironicznie – myślał oczywiście o Agnieszce. Nie podejrzewałby nikogo innego, nawet jeśli dziewczyna była na urlopie. Jedna wiadomość do Dominiki – wiedzieli wszyscy.
Obserwował nagrania z radarów. Delikatny ruch wykresu przy odpaleniu rakiety kosmicznej w Stanach Zjednoczonych. Potem dłuższy czas cisza, ledwo zauważalne drgania przy używaniu bram teleportacyjnych. Nic niepokojącego.
I wtedy… Nagły, gwałtowny wzrost. Wykres dochodzący do normy, przekraczający ją, rosnący coraz bardziej. Uspokoił się dopiero przy stanie krytycznym, gdy włączył się alarm, utrzymał kilka sekund i zniknął. Bez żadnego ostrzeżenia. Większość agencji nie była w stanie go nawet zidentyfikować. Nagrania nie dawały takich możliwości. Dwóm wydziałom udało się zlokalizować źródło na żywo: kanadyjskiemu i portugalskiemu. Niestety, nie pomagało to w niczym, a Roberta tylko martwiło. Bowiem, według obu siedzib, sygnał pochodził z terytorium Polski.
A więc – zaczął, nie odwracając spojrzenia od wielkiego ekranu. – Chcecie, żebym was przyjął do agencji.
Odpowiedziała mu cisza.
No… - Po chwili usłyszał cichy, dziewczęcy głos. – Tak. Jeśli byłaby taka możliwość.
Odwrócił się do nich. Cała czwórka siedziała na wysuwanych fotelach przed jego biurkiem. Ubrani jeszcze w stroje cechujące ludzi Diabła, mieli nieprzekonane miny, jakby trochę przestraszone. Weronika mówiła w imieniu wszystkich. Czekoladowe oczy były pełne strachu, co zauważył już wcześniej. Nie widział w nich kłamstwa, jedynie błagalną prośbę o pomoc. Jej brat bliźniak – Adrian – również nie wyglądał na oszusta. Natomiast pozostała dwójka chłopaków była ciut bardziej niepokojąca. O ile w zielonych oczach Damiana mógł zauważyć ziarenka niepewności, to w czarnych tęczówkach Tomka była tylko nienawiść. Wyglądał, jakby zmuszono go do przyjścia tutaj, jakby wcale nie miał ochoty zdradzać Diabła. Nie podobało mu się to.
To nie polega na tym, że ja się tak po prostu zgodzę. Musi być głosowanie. Przewodniczący sektorów powinni usłyszeć wszystko to, co powiedzieliście mi. A przynajmniej – zawahał się, wiedząc, iż niektóre zdradzone informacje są zbyt ważne – te, które pomogą im uwierzyć w waszą szczerość.
I tyle? – W głosie Damiana dało się usłyszeć zaskoczenie.
Robert pokiwał głową.
Na piętnaście sektorów musicie uzyskać przynajmniej dziesięć głosów za. Zarząd dostał już informację o waszej prośbie. Rzeczy, które nam zdradziliście, są dla nich wystarczającym potwierdzeniem. Niestety, nie wszystkie możecie ujawnić agentom, przez co trochę trudniej będzie ich przekonać.
Dlaczego nie można powiedzieć im tego co tobie?
Nie potrzebują tych informacji. Na posiedzeniu z Zarządem będzie obecna tylko trójka agentów z sektora Szóstego i jeden z Jedenastego. Nikt więcej na razie nie może wiedzieć o planach Diabła. Dopóki nie zdobędziemy szczegółów bezpośrednio od Głównej Siedziby, zbyt podejrzana byłaby wasza obecność tutaj.
Weronika pokiwała głową. Rozumiała wahanie szefa polskiego wydziału ISAYSS. Była wdzięczna za wszystko, co dla nich zrobił. Ucieczkę od Diabła planowali już dłuższy czas. Niezależnie od tego, w jakim niebezpieczeństwie znaleźli się po tej niewybaczalnej zdradzie, nie mogli tam dłużej zostać. Jego nieludzkie plany sprawiły, że większość agentów zaczęła się wahać. Pierwsza trójka, która od niego odeszła, leżała już na cmentarzu. Kolejni musieli się ukrywać, chować przed Diabłem, bo nie byli bezpieczni. Listy gończe wywieszano na całym świecie, chcąc pomordować zdrajców, szczególnie tych posiadających ważne informacje. Dlatego właśnie zdecydowali się na pomoc ISAYSS. Gdyby tak po prostu odeszli – za kilka dni byliby martwi.
Robert spojrzał na drzwi do gabinetu, przez które właśnie przeszły trzy osoby: Dominika, Anita i Dawid. Pokiwał lekko głową, dając im do zrozumienia, żeby weszli. Nie było to jednak potrzebne, bowiem żadne z nich i tak nie brało pod uwagę braku pozwolenia.
Za piętnaście minut wszyscy będą gotowi – mruknęła Dominika, podchodząc do biurka i siadając na jego krawędzi. – Chociaż… Nie do końca przekonani.
Na przykład kto?
Na przykład ja – wtrąciła cicho Anita.
Cóż, byłem pewny, że ten pomysł spotka się z dezaprobatą wielu agentów – powiedział Robert, patrząc dziewczynie prosto w oczy. – Jednak zależy mi, aby władza polskiego wydziału zbytnio się nie podzieliła.
Wytrzymała natarczywe spojrzenie. Kiwnęła delikatnie głową. Co prawda nie należała do bezpośredniej władzy, nie była przewodniczącą ani zastępcą w żadnym z sektorów, aczkolwiek miała decydujący wpływ na wiele spraw. A w takiej, jak ta, przychylność tak postrzeganej agentki była mu bardzo potrzebna.
Kto głosuje z Szóstki? – spytał Robert, patrząc to na Dawida, to na Dominikę. Chłopak już otwierał usta, żeby odpowiedzieć, gdy mu przerwała.
Ja.
Nawet nie spojrzała na przyjaciela, w oczach którego zauważyć można było zaskoczenie. Nie tak się umawiali. Odkąd Agnieszka poszła na urlop i wszystkie jej obowiązki zostały rozdzielone pomiędzy ich dwójkę, to Dawid miał decydować o sprawach dotyczących Polski, a Dominika tych wykraczających poza udział sektora Szóstego na terenie kraju. Do tej pory się ze sobą zgadzali i nie wtrącali w swoje kompetencje…
I?
Jestem za – odparła krótko. Robert udawał, iż nie dostrzegł szoku w oczach siedzącej przed nim Weroniki (oraz jej znajomych). Dawid pokiwał delikatnie głową, dając mu do zrozumienia, że zdradził Dominice wszystkie szczegóły.
A Grzesiek…
Też – wtrącił Dawid. – Dodatkowo chce, żeby cała czwórka trafiła do sektora Jedenastego.
Robert nie zareagował. Nie dał po sobie poznać, jak bardzo zdziwiła go ta informacja. Jednocześnie był zadowolony. Ani Dominika, ani Dawid, pomimo zastępowania Agnieszki w czasie jej nieobecności, nie posiadali aż takich kompetencji, które pozwoliłby im decydować o przyjęciu danego agenta do Szóstki. W przypadku innych sektorów byłoby to znacznie łatwiejsze zadanie. Jednak chodziło o ten najważniejszy, ten, który posiadał o wiele więcej szczegółów dotyczących praktycznie wszystkiego, będący najlepiej wyszkolonym z całej reszty. Tutaj wszelkie wątpliwości i problemy rozwiązywała tylko Agnieszka. Właśnie dlatego cieszył się, że przewodniczący sektora Jedenastego chciał zabrać tę czwórkę do siebie. Dziewczyna nigdy by tego nie zrobiła, niezależnie od faktu, jak rewelacyjnymi agentami by się okazali. A tak, umieszczeni w Jedenastce, nie będą narzekać na nudę i nie zmarnują się ich umiejętności. Był to sektor zadaniowy – najliczniejszy w całym ISAYSS. Jego członkowie uczyli się posługiwania najnowszą technologią oraz rozwijali swoją sprawność fizyczną. Należeli do agentów do wszystkiego, najbezpieczniej było trafić właśnie tam.
Skoro tak, to chyba będzie trzeba załatwić im nowe stroje i podstawowe sprzęty. Zaraz po zebraniu oprowadź ich po agencji, niech ktoś wyznaczy dla nich od razu dyżury.
Dominika spojrzała na niego z niesmakiem, gdy zorientowała się, że to do niej skierowane są te słowa.
Dlaczego ja? – spytała. W jej głosie pobrzmiewało zniecierpliwienie i złość. Nie miała ochoty bawić się w przewodnika. Było mnóstwo innych agentów, którzy codziennie zajmowali się organizacją nowych rekrutów. Oni przynajmniej wiedzieli, co po kolei mają nowicjuszom pokazać. A ona? Ominęłaby większą część, żeby jak najszybciej skończyć wycieczkę. – Do tego jakże ambitnego zadania można przydzielić kogoś innego.
Nie wiem, czy ktokolwiek nadaje się do tak trudnej misji – odparł Robert, obrzucając ją rozbawionym spojrzeniem. Odwrócił się na obrotowym krześle przodem do ekranów. – Do tego trzeba mieć wyjątkowe umiejętności.
Na przykład? – warknęła dziewczyna. Szacunek do Roberta, ze względu na pełnioną przez niego funkcję, straciła już kilka lat temu. Mężczyzna należał do najmłodszych szefów wydziałów na świecie, miał niecałe trzydzieści sześć lat. Jakiś czas po ukończeniu agencji załapał się na wybory i, ku zdziwieniu wszystkich, wygrał. Według Dominiki (i paru innych znajomych), zwycięstwo zawdzięczał temu, że większość głosujących stanowiły kobiety. Nie oszukujmy się – mając do wyboru łysego czterdziestotrzylatka z pokaźnym brzuszkiem, na dodatek po ślubie, a dwudziestoczterolatka, wolnego Roberta, logiczne, że wybrały tego drugiego. Zresztą, co Dominika zawsze niechętnie musiała innym przyznawać, był przystojny. Cholernie przystojny, wysportowany, zabawny, odpowiedzialny… Chodzący ideał. Dodatkowo po kilku latach jego urzędowania uznano, iż był idealnym szefem polskiego wydziału.
Cięty język – powiedziała Anita, uśmiechając się delikatnie.
Umiejętność przypierdolenia każdemu facetowi bez żadnych wyrzutów sumienia – dodał Dawid, klepiąc po ramieniu siedzącego na krześle obok Adriana. Ten skrzywił się lekko, rozumiejąc aluzję.
Aż tak? – spytał.
Módl się, żeby miała jako tako dobry humor – mruknął Poseniak, a na jego twarzy pojawił się pokrzepiający uśmiech.
Zaraz, zaraz, zaraz. – Damian wyprostował się na krześle, przerywając rozmowę. – Przecież jeszcze nie jest pewne, czy zostaniemy przyjęci. Nie było głosowania.
Dominika zaśmiała się sztucznie.
Sektor Szósty i Jedenasty deklarują, że się zgadzają. Dwa najważniejsze, jakby to do was nie docierało. Naprawdę sądzicie, iż, w takim razie, jest możliwość waszego nie przyjęcia? – Mówiła powoli, mocno akcentując ostatnie dwa wyrazy. Zielone oczy chłopaka zdradzały lekkie zdezorientowanie.
Chyba tego nie zrozumiem.
Chyba raczej nie.


Sprawa była jasna – piętnaście osób, które miały głosować o pozwolenie na zostanie w polskim wydziale ISAYSS. Wniosek Zarządu zostanie zaakceptowany, gdy będzie minimum dziesięć głosów za. W rzeczywistości całe to spotkanie było niepotrzebne. Skoro sektor Szósty i Jedenasty wyraziły zgodę, to i tak mieli zostać przyjęci. Trzeba było jednak utrzymać wśród innych przekonanie, że mają jakikolwiek wpływ na to, co się dzieje. Cóż, nie mieli.
Anita się nudziła. Słuchała słów Weroniki, ale poszczególne wyrazy do niej nie docierały. Obserwowała twarze ludzi z innych sektorów, uśmiechając się od czasu do czasu. Jedni byli całkiem spokojni i kiwali delikatnie głowami, zgadzając się z ciemnowłosą dziewczyną. Inni, niewielu takich było, wyraźnie gardzili całą czwórką. Jedynie na twarzy przewodniczącego Jedenastki dostrzegła rozbawienie, szeroki uśmiech, przez który Córka Diabła ciut się peszyła. Wyglądała na nieśmiałą, ciągle zagubioną nastolatkę. Anita zastanawiała się, co tak słodka i cicha istotka robiła wśród agentów Diabła.
Zasady są proste. Kto się zgadza: podnosi rękę – powiedział Robert, rozglądając się po pomieszczeniu. Kilka osób kiwnęło głowami na znak, że rozumieją. – Głosują tylko przewodniczący sektorów i, w przypadku Szóstki oraz Trzynastki, wybrany zastępca. Kto jest za?
Anita rozejrzała się po sali, licząc podniesione dłonie. Dwie, cztery, sześć, osiem, dziesięć, dwanaście… Dwanaście – ta liczba do niej nie docierała. Tylko trójka przewodniczących była przeciwna przyjęciu Dzieci Lucyfera do agencji. Pokręciła lekko głową, nie mogąc w to uwierzyć. Natomiast Dawid był zadowolony. Specjalnie wybrał się na wycieczkę po pokojach poszczególnych przewodniczących, żeby wydać im polecenia odnośnie głosowania. Instrukcje, które otrzymał od Roberta, były dla niego jasne. Niezależnie od opinii agentów, cała czwórka miała trafić w szeregi ISAYSS. Dlaczego? Nie był do końca pewny, ale usłyszał od niego wystarczająco.
Wynik jest jednoznaczny, witamy w ISAYSS. – Słowa skierowane w stronę czwórki zdrajców zdenerwowały Anitę jeszcze bardziej. Witamy w ISAYSS… Dokładnie to samo usłyszała w dniu, kiedy została pełnoprawną agentką.
Tak, wybaczcie, że nie mamy żadnego tortu ani szampana, ale nikt się nie spodziewał – warknęła głośno.
Parę osób parsknęło śmiechem. Co bystrzejsi usłyszeli groźną nutę w jej głosie i nie zareagowali. Widzieli niejedno. Wchodzenie w drogę zdenerwowanej Anicie Poseniak raczej nie należało do przyjemnych sytuacji. Była to prędzej forma podniesienia poziomu adrenaliny we krwi. Z twarzy Grześka zszedł olśniewający uśmieszek, ustępując miejsca zirytowaniu. Natomiast Tomek – porządnie pokiereszowany przez nią przy łapaniu ich Synuś Lucyfera uśmiechnął się kpiąco.
Wtedy usłyszała kilka słów, które sprawiły, iż straciła resztki swojej cierpliwości.
Myślę, że to nie będzie konieczne.
Nie wytrzymała. Bachor Lucyfera stał niedaleko niej. Bezszelestnie podniosła się ze swojego miejsca i podeszła do młodszego chłopaka. Jej ręka w zabójczym tempie pomknęła w kierunku jego policzka. Głośnie uderzenie sprawiło, iż Robert odwrócił się do nich, zaskoczony.
Mnie brutalnie, Anita, będzie nam jeszcze potrzebny.


Kilkanaście minut wcześniej słońce zniknęło za wzgórzami na horyzoncie. Intensywnie zaróżowione niebo, prawie czerwone, robiło niesamowite wrażenie. Było tak, jakby ktoś wylał wielkie wiadro farby i rozmazał byle jak pędzlem, nie patrząc na jakiekolwiek kontury. Jednak i ta barwa powoli zanikała, ustępując miejsca coraz głębszemu granatowi. Dziewczyna zdawała sobie sprawę, że nadchodzi naprawdę piękna noc. Każda gwiazda na niebie będzie perfekcyjnie widoczna, żaden obłoczek, mgiełka nie zasłonią jasnych punkcików, zauważalnych niczym cieniutkie szpilki powbijane w czarny materiał. Nikt jej nie przeszkodzi w patrzeniu na nie aż do jutrzenki.
Wciągnęła na ramiona czarny sweter i zapięła wszystkie guziki – niezależnie od tego, jak śliczny był ten wieczór, należał on także do dosyć chłodnych. Delikatny wiatr nie otulał swoim ciepłem, ale sprawiał, że na plecach i rękach pojawiała się gęsia skórka. Było zimno, cholernie zimno, jak na ostatni tydzień czerwca.
Zostało jej tylko kilka dni na jakikolwiek odpoczynek. Zaraz po zakończeniu roku szkolnego miała wrócić do agencji i nadrobić ten stracony miesiąc.
Miesiąc… mruknęła cicho, zakładając niesforny kosmyk włosów z powrotem za ucho. Nie mogła uwierzyć, że nie była w polskim wydziale ISAYSS przez tak długi czas. Kompletnie to do niej nie pasowało. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz pozwoliła sobie na taką nieobecność, na takie odpuszczenie wszystkich obowiązków. Nikt nie spodziewał się, iż będzie w stanie tyle wytrzymać. Przy zakładach na ten temat, których była świadkiem, żadna osoba nie dała jej więcej niż tydzień.
Skrzywiła się, gdy pomyślała, że skończy się spanie po dwanaście godzin na dobę w celach rekonwalescencji. Teraz znowu powrócą drzemki w przerwach między dyżurami i szkołą, zajęciami dodatkowymi i treningami. Chociaż… Nie, przecież zaczynały się wakacje. Nie będzie lekcji, korepetycji, a szkolenia oraz godziny w agencji były dla niej przyjemnością. Zapowiadały się naprawdę fajne dwa miesiące, szczególnie, że mieli pojechać do Francji. Oficjalna wersja głosiła „obóz sportowy”. W rzeczywistości jechali tam na szkolenia z nowymi maszynami wprowadzanymi we wszystkich wydziałach na świecie, skonstruowanymi przez genialnego francuskiego czternastolatka. W przerwach mieli wylegiwać się na plażach Lazurowego Wybrzeża, spać w sypialniach z widokami na błękitne morze i objadać specjałami kuchni francuskiej. Za nic nie płacąc. Robert nazywał to nagrodą za całe jedenaście miesięcy ciężkiej pracy, poświęcania wolnego czasu dla dobra Polski i świata oraz życia w sytuacjach kryzysowych.
Uśmiechnęła się delikatnie. Ciekawe, czy jej wylądowanie w szpitalu potraktowali jako sytuację kryzysową. W końcu, było to bezpośrednie narażenie swojej ludzkiej egzystencji, a to, iż jakoś tak samo wyszło… Tego nikt nigdy nie brał pod uwagę.
Zamknęła oczy, chcąc wyczyścić swój umysł ze wszystkich zbędnych myśli, posiedzieć kilka godzin wśród cudownej nocnej ciszy, nastawić się psychicznie na kolejne problemy związane z powrotem do pracy. Zawsze jakieś były. Zawsze ktoś lub coś nie pozwalało na spokojne życie. Zawsze jakiś idiota postanowił zniszczyć szczęście bezbronnego człowieka lub tysięcy ludzi, a oni musieli je naprawiać. Albo ratować. Częściej to drugie.
Kiedy ostatni raz potrafiła odnaleźć w takiej ciszy samą siebie? Nie pamiętała. Minęło wiele miesięcy odkąd usiadła po turecku w jakimś spokojnym miejscu i siedziała, siedziała, siedziała… Uważała to za niezbędne do normalnego funkcjonowania, ale należała do niewielkiej grupki agentów, która pielęgnowała ten zwyczaj. Teraz polegali na sile, umiejętności posługiwania się tysiącami urządzeń ukrytymi w różnych rodzajach strojów. Jej pokolenie nie było wyszkolone tak jak ona. Miała szczęście, że trafiła na Rafała. Pielęgnował tradycje wyrzucania z siebie myśli, wyciszania się. Agnieszka odziedziczyła je w jego naukach. Cieszyła się z tego.
Wreszcie jej umysł ogarnął mrok. Kolorowe obrazy przeskakujących przez ogrodzenie owieczek zniknęły jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Powoli do myśli wpełzała Ciemność: cudowna przyjaciółka, która pozwoliła osiągnąć wszystko. Nawet intensywnie granatowe niebo wydawało się blednąć przy kolorach kolejnych wspomnień. Pustych wspomnień. Wspomnień, które były nimi tylko z czystej definicji, bowiem nie pokazywały niczego. Znajdowały się gdzieś tam, raz chowając za murem obojętności, raz wyskakując, aby pokazać, że jeszcze istnieją, że wrócą, gdy dziewczyna skończy medytować. Uwielbiała ten stan, kiedy głowa odciążała się od rzeczywistego życia. Wyobraźnia zostawała jedynym aktywnym elementem jej samej. Kreowała kolejny świat, w którym mogła odpocząć. Świat pusty, pochłonięty przez mrok, chęć zemsty, nienawiść. Świat zatracony w nieludzkich odruchach, niszczących wszelkie krzty człowieczeństwa. Świat bez Boga istniejący tylko dzięki wierze w lepsze jutro. Świat dziewczyny mającej niecałe piętnaście lat, wychowywanej na śmierci i walce z wrogami. Dziecko, które przeżyło więcej niż można to sobie wyobrazić.
Agnieszka Lasowska, miło mi – wyszeptała ironicznie i całkowicie zatraciła się w ciemności swojego umysłu.


Z transu wyrwał ją odgłos łamanej gałęzi. Nie uniosła jednak powiek, nie odwróciła się, nie poruszyła. Tkwiła nadal w tej samej pozycji, a jedynie kolejne myśli napływające do jej głowy świadczyły o tym, że przestała medytować. Pozwoliła na ich wtargnięcie do umysłu, żeby pomogły zorientować się w sytuacji. Zaprosiła nawet swojego najlepszego przyjaciela.
Stęskniłaś się za mną.
Ten głosik w jej głowie zazwyczaj ją irytował. Właził do wspomnień bez pozwolenia, mieszał je, często komentował chwile słabości, złego ruchu. Był jak natrętne dziecko, które zawzięcie starało się wyłudzić tego lizaka, pomimo faktu, iż nie był dzień na słodycze. Ale kochała go. Dzięki niemu żyła. To on pomagał jej wyostrzyć wszystkie zmysły, skupić się na działaniu. Dyktował, co ma robić, aby nie popełniła żadnego błędu. Wydawał krótkie komendy, a one – rozbrzmiewające w umyśle – nie były myślami, a nią samą.
Powiedzmy…
Jesteś obserwowana. Od dłuższej chwili.
Do tej pory się nie poruszyli.
Pewnie znudziło im się czekanie, aż w końcu ruszysz dupę i wpadniesz w ich pułapkę.
Wiesz, słyszę delikatne buczenie, jakby fale elektromagnetyczne.
To nie może być broń. Jej nie słychać, a te dźwięki są wyjątkowo głośne.
Za głośne.
No właśnie.
Siedząc tyłem do tajemniczych obserwatorów, była w stanie zrobić wiele. Dziwiła się, iż tak ulgowo ją potraktowali, bezsensownie dali czas na myślenie. Nie poruszając ramionami, a jedynie palcami prawej ręki, sięgnęła powoli do rękawa swojego swetra. W większości posiadanych ubrań wszywała różne cuda. Nie raz przekonała się do słuszności tych zabiegów, chociaż Zarząd wyraźnie dawał jej do zrozumienia, że nie życzy sobie czegoś takiego. Dlatego właśnie to robiła.
Co wiemy?
Osoba, która nadepnęła na gałąź, to mężczyzna. Odgłos był dosyć słyszalny, facet waży z dziewięćdziesiąt kilogramów. To jest minimalna waga, przy mniejszej nie usłyszałabym trzasku tak wyraźnie. Kobieta stawiałaby kroki bardziej ostrożnie, dźwięk byłby możliwy do wykrycia ciut dłużej.
Coś jeszcze?
Znajduje się po mojej prawej, lekko z tyłu, jakieś piętnaście metrów. Oprócz tego z lewej też ktoś jest. Wiatr stamtąd wieje, wyraźnie czuć zapach sztucznej skóry, pewnie jakaś podrobiona kurtka. Ma też coś dziwnego, jakby siarkę, ale z domieszką substancji wybuchowej. Nie wiem, czy to nie jest przypadkiem nitrogliceryna.
Z siarką? Po co mu nitrogliceryna z siarką?
Zapytaj się go.
Trzech mężczyzn po dwóch stronach. Wykonasz ruch w jedną, a ci drudzy cię zaatakują. Ciężko.
Sprawa jest prosta.
Naprawdę? Nie musisz się popisywać.
Został jeszcze tył.
Który najpierw?
Ten nieostrożny. Jeżeli naprawdę mają jakąś substancję wybuchową, nie będą w stanie tak szybko zareagować. Po mojej prawej gościu będzie miał większe możliwości, jeśli dam mu te kilka sekund. Zresztą, nie wiem, gdzie roznieśli to dziadostwo. Wolałabym nie trafić ogniem w sam środek.
A to buczenie, które wychwyciłaś?
Wiesz, co tak brzmi? Nadajnik, kiedy próbuje się namierzyć wcześniej zamontowany czujnik.
Oni czegoś szukają.
Z czarnego rękawa wyciągnęła małą, fioletową kulkę. Potarła ją lekko dwoma palcami.
A ja wiem czego.
W jednej sekundzie otworzyła oczy i wstała, jednocześnie rzucając kulkę w swoją prawą. Poruszała się błyskawicznie. Odwróciła się na pięcie i pognała w kierunku drzew, dokładnie pomiędzy jednymi obserwatorami a tym, który właśnie od niej oberwał. Najpierw usłyszała huk, gdy fioletowa kuleczka trafiła w swój cel. Potem krzyk, rozpaczliwy krzyk, oraz mężczyznę trawionego przez płomienie purpurowego ognia. Dodatkowo przekleństwa jego kolegów.
Normalnie zostałaby tam i pozabijała wszystkich, bez najsłabszego, żeby powiedział jej, kto im wydał taki rozkaz. Jedynym problemem było to, że nie miała nawet przy sobie zwykłej spluwy, nie mówiąc już o bardziej skomplikowanych urządzeniach. Było ich kilku i mieli niepokojące substancje. Wolała nie ryzykować.
Usłyszała wybuch, zaraz za sobą. Nie zwolniła jednak, biegła dalej. Musiała się dostać na swój teren. Każdy centymetr pola dookoła ich domu był dokładnie zabezpieczony i zmechanizowany. Tam nie mieli szans na złapanie jej.
Nawoływania tajemniczych mężczyzn, ich głośne przekleństwa i kilka pomniejszych wybuchów sprawiły, że w oknach domów jednorodzinnych pojawiali się przestraszeni ludzie. Mieszkała w oddalonej od centrum miasta okolicy, stosunkowo cichej i spokojnej. Takie sytuacje, jak ta, nie należały do normalności.
Gdy skręciła w usypaną ze żwiru uliczkę, prowadzącą prosto do jej domu, zatrzymała się i odwróciła. Lustrowała ciemną ulicę, próbując wyłapać coś podejrzanego, ale nie dostrzegła nic. Żadnych niepokojących odgłosów, nie licząc jej ciut przyspieszonego oddechu.
Wyciągnęła z ciasnej kieszeni spodni telefon i spojrzała na wyświetlacz.
Była trzecia w nocy.
Znalazła w kontaktach pożądany numer i przycisnęła zadzwoń.
Pierwszy sygnał, drugi, trzeci…
Masz szczęście, że mam dyżur. Gdybyś obudziła mnie tym telefonem, to chybabym cię zabił.
Dawid, bądź tak miły i podskocz do kogoś z jedynki. Niech natychmiast aktywują mi identyfikator. O szóstej rano wracam do roboty.

*****
*Komputer holograficzny nazwa wymyślona przeze mnie; w rzeczywistości czegoś takiego nie ma (chyba, ja tam nie wiem, jak rozwinięta jest ziemska technologia); jak wspomniałam przypomina stół, przy krawędziach znajdują się różne przyciski i dotykowe ekrany, po uruchomieniu pojawiają się obrazy w technologii 81457D, czytaj: można usłyszeć, zobaczyć, porozmawiać z innymi (jeśli chce się to robić), przeglądnąć dokumenty, nawet grać; bohaterowie często będą go używać, więc więcej funkcji poznacie z czasem.

*****
Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że ta historia przypadła Wam do gustu. Każdy komentarz, który pochwala to opowiadanie jest dla mnie jak fantastyczny prezent i kolejny uśmiech. Dziękuję Wam wszystkim <3
Jeżeli chcecie mieć wyobrażenie gabinetu Roberta, to tutaj jest taki szkic pomieszczenia. Nersi, le miszcz Painta – sama potrzebowałam ujednolicenia wizualizacji, bo za każdym razem wyobrażałam sobie ten gabinet inaczej. Brakuje tylko różowego dywaniku na podłodze, ale to można mu dokupić w trakcie fabuły. Przy czym, nie zachowałam na nim żadnej skali. Ot, taki prosty szkic, kilka linii.
Postać Adriana Stadnickiego dedykowana dla Inez.

Zaszło niewiele zmian, kilka drobnych poprawek, znalezionych błędów. Duża różnicą jest jedynie nastawienie Dawida do przyjęcia Dzieci Lucka do ISAYSS. Wszystko wyjaśnię w jednym z bliższych rozdziałów, dzięki czemu kwestia zdrajców będzie już rozwiązana.


20 komentarzy:

  1. Pierwsza! :D
    Jejejejejejejee! Mam Adriana <3
    Rozdział boski. Nie spodziewałam się, że wszyscy ot tak przyjmą Dziećki Lucyfera. Spodziewałam się czegoś, hm... Bardziej kłótliwego, tak to ujmę ;p
    Szablon jest jak jest, znasz moje zdanie ;)
    le Nersi mistrz Painta <3
    Weny ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za Adriana - nie ma za co ;]
      Powiedzmy, że nie wszyscy przyjmą ich tak... spokojnie. Powody zaczną się powoli wyjaśniać w kolejnych rozdziałach, nie mogę w końcu napisać wszystkiego na raz :D

      Usuń
    2. Wiem, że nie wszystko na raz, ale głosowanie mogłoby być, mym skromnym zdaniem, troszkę bardziej kontrowersyjne. Poza tym, znasz mój apetyt na konflikty ;p

      Usuń
    3. Mogę zdradzić, że odbędzie się... jeszcze jedno głosowanie. Ale dlaczego - to później :D

      Usuń
    4. Uh, Ners! Ty wredny Świstaczku mały! ;p Musisz, prawda? xD

      Usuń
    5. Tak, jestem wredna i mam wieeeeele do ukrycia, jak na razie. Ale wszystko w swoim czasie...

      Usuń
    6. Wredota do kwadratu ;p

      Usuń
  2. Dodałam do obserwowanych. Świetne piszesz, masz taki poważny styl. Chyba będę miała rację, jeśli stwierdzę, że dokładnie planowałaś to opowiadanie?
    Czekam na następne rozdziały. Zdarza mi się niezwykle rzadko, że coś mnie od razu tak bardzo zainteresuje. Gratuluję opowiadania.
    Jak chcesz to wpadnij do mnie.
    http://slodki-flirt-moje-opowiadanie.blogspot.com/
    Trochę bardziej lekkie opowiadanie na podstawie gry.

    Twoja nowa czytelniczka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy raz słyszę, że mam poważny styl, ale może faktycznie o.o
      Nie powiem, że nie, bo opowiadanie jest zaplanowane. I to bardzo dokładnie :)
      Cieszę się, że przypadło do gustu.

      Usuń
  3. Przyznam się ze wstydem, ze cały czas czekałam na Agnieszkę. Nie żebym jakoś nie lubiła Anity, ale trochę mnie ona czasami irytuje. A Agnieszkę lubię.

    Tak czy inaczej z niecirpliwoscia czekam na dalszy ciąg:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona jest irytująca, to fakt ;] Ale nie martw się, Agnieszki w kolejnych rozdziałach nie zabraknie.

      Usuń
  4. Bardzo dziękuję za przeczytanie ;]
    Odnośnie tej "ogolonej brody" - sama nie wiem. Jakoś nie wydaje mi się być to dziwne, ale może faktycznie wystarczy sama broda. A nad tym drugim muszę podumać :D


    OdpowiedzUsuń
  5. Coraz bardziej podoba mi się to opowiadanie ! Miałaś świetny pomysł, każdy Twój opis jest idealny. Ciągle chce się więcej i więcej. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojejku, dziękuję bardzo za ten komentarz i wszystkie poprzednie. Bardzo się cieszę, że Ci się spodobało <3
      Chociaż do idealnych opisów to mi jeszcze mnóstwo brakuje...

      Usuń
    2. Jak dla mnie są idealne ;)

      Usuń

  6. Na początku dziękuję za miłe komentarze, cieszę się, że Ci się podobało ;).
    A poza tym, to kiedy następny rozdział? Cały czas sprawdzam i nic ;(. Musisz wiedzieć, że odkąd przeczytałam "Mistrza i Małgorzatę" fascynuje mnie wszystko co ma powiązanie z piekłem. Dlatego też pasjonuję się Ao no Exorcist i Twoim opowiadaniem! Ach, rozbudowany świecie na tym blogu, wróć. Musiałam napisać ten komentarz, żeby Ci przypomnieć, że fani Twej twórczości czekają (fani, bo mojemu koledze też się spodobało ;]).
    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, nie spodziewałam się, że mam fanów :D całkiem przyjemne uczucie xd
      Rozdział pojawi się w tym tygodniu na pewno, może jeszcze dzisiaj albo jutro.

      Usuń
  7. Ktoś chyba wspomniał, że nie przepada za Anitą - podpisuję się pod tym obiema nogami! Niesamowicie mnie ta dziewczyna irytuje. Zdecydowanie wolę Agnieszkę, której rzeczywiście nieco mi zabrakło w tym rozdziale. Chociaż jak już się pojawiła, to w wielkim stylu. ;)
    Mniemam, że w następnym rozdziale ujawnisz jakieś informacje, o których istnieniu do tej pory nie mamy pojęcia, bo jakoś mi się wydaje, że takie bezproblemowe przyjęcie zdrajców jest nieco podejrzane.
    Nie mam pojęcia, do czego mogłabym się przyczepić, więc na tym skończę. ^^
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy pierwszy raz ktoś mi wspomniał, że Anita jest strasznie irytująca, cieszyłam się jak głupia, ponieważ dokładnie taka miała być :D Szkicując sobie charakterki postaci na początku, tak bardzo chciałam, żeby była wkurzająca i tak cholernie się cieszę, iż się udało <3
      Mogę zdradzić, że na dokładnie wytłumaczenie przyjęcia zdrajców do ISAYSS będziesz miała za... kilka rozdziałów, ale już jest :)

      Usuń

Cieszę się, że postanowiłeś/aś zostać dłużej na moim blogu. Bardzo Ci za to dziękuję! Jeśli masz chwilę wolnego czasu, byłabym dozgonnie wdzięczna, gdybyś zostawił/a po sobie komentarz, a w nim szczerą opinię na temat przeczytanego rozdziału. Miłego dnia!