Raz, dwa, trzy, cztery…
Każde kolejne
uderzenie było coraz precyzyjniejsze, kopnięcia niepokojąco silniejsze, zmysły
bardziej wyostrzone. Umysł zamknął się na otaczający świat. Żaden bodziec nie potrafił
wytrącić jej z równowagi. Perfekcja ruchów: połączenia czystych myśli i
idealnego refleksu. Uzyskanie takiego stanu było niezwykle trudnym wyzwaniem.
Trzeba udowodnić samemu sobie, że można panować nad każdym milimetrem swojego
ciała. Całkowita kontrola odruchów, zero niechcianych sytuacji.
Agnieszka
ćwiczyła to latami. Kiedy po raz pierwszy Rafał zabrał dziewczynkę na prawdziwy
trening, spotkało ją wielkie rozczarowanie – zamiast młócić worek, chodzić po
pięciocentymetrowej belce zawieszonej kilka metrów nad ziemią czy opanowywać
podstawy wschodnich sztuk walki, kazał jej usiąść na macie, zamknąć oczy i
trwać tak przez kilka godzin. Wtedy nie rozumiała, chociaż, gdy chłopak zadawał
jej takie pytanie – zawzięcie kiwała twierdząco głową. Tak naprawdę zawsze
nurtował ją głębszy sens tych zabiegów…
Mijały kolejne godziny, a dziesięciolatka
trwała w bezruchu, z zamkniętymi oczami, siedząc po turecku na środku sali.
Oddychała spokojnie, miarowo, jakby przez opadnięte powieki widziała panoramę
tropikalnej dżungli za wielką przeszkloną ścianą. W rzeczywistości nie dostrzegała
niczego oprócz czerni w swoim umyśle, a rajski widok pozostawał poza zasięgiem.
Rafał odchrząknął cicho, ale jego uczennica
nie poruszyła się. Nie zrobiła nic. Nadal siedziała przodem do ściany,
wyprostowana jak struna, spokojna jak ciche morze. Chłopak był dość zaskoczony,
bowiem po raz pierwszy udało jej się utrzymać takie skupienie. Miała ADHD –
wytrwanie przez tak długi czas w jednym miejscu, praktycznie się nie ruszając,
było naprawdę wielkim osiągnięciem.
Podszedł cicho i usiadł obok niej. Nie
chciał przeszkadzać. Skierował wzrok na dżunglę, która opiewała niewidoczne
budynki pracowników Siedziby Głównej ISAYSS. Nie musiał zamykać oczu, aby się
skupić, wyczyścić umysł ze wszystkich zbędnych myśli. Robił to już od jedenastu
lat, doszedł do perfekcji.
– Chyba nareszcie rozumiem – wyszeptała
dziewczynka.
– Co rozumiesz?
– Po co nam ta cała medytacja.
– Naprawdę?
– Tak – odparła i otworzyła oczy. Cierpliwie
czekał, aż skończy swoją myśl. Czasami miewała dni wyjątkowo ambitnej
refleksji. Potrafiła zaskoczyć wnioskami wszystkich, szczególnie profesora
Wykuszyńskiego. Im więcej czasu spędzała w jego towarzystwie, tym mniej
emocjonalnie podchodziła do każdej misji, każdego zadania, każdej sytuacji.
Umiejętność pozbycia się wszelkich uczuć była jej bardzo potrzebna. Ona, z dnia
na dzień, przestawała być dzieckiem. Wszyscy to widzieli, a największy wpływ na
te zmiany miał właśnie starszy profesor. Rafał jeszcze nigdy nie widział
takiego przywiązania. Mężczyzna pracował z wieloma agentami, był filozoficznym
mentorem setek, może nawet tysięcy młodych ludzi na świecie. A jednak, dopiero
ta młoda, zbyt dojrzała jak na swój wiek dziewczynka, potrafiła wywołać na jego
zmęczonej twarzy uśmiech. Budowała z nim swoją psychikę, pozbywała się
ludzkiego podejścia do pracy, uczyła się zabijać bez skrupułów. Agent zdawał
sobie sprawę, że będzie umiała zrobić wszystko, wyjść cało z każdej sytuacji.
Potrzebowała w to tylko uwierzyć.
– To jest tak, jakbym chciała zmusić swoje
ciało do ruchu bez wysiłku fizycznego. Tylko umysł ma panować nad rękami,
nogami, a zarazem czerpać z tego przyjemność, nie męczyć się.
Mówiła za mądrze, Rafał to dostrzegł. Była
cholernie dojrzała, jak na dziesięcioletnią dziewczynkę, która powinna bawić
się z rówieśnikami, a nie próbować ratować świat.
– Tak jakbyś miała stać z boku i patrzeć na
to, co robi twoje ciało – odparł chłopak. Agnieszka odwróciła głowę w jego
stronę, a w niebieskich oczach pojawiło się zaciekawienie. – Często uznajemy to
za oddzielenie umysłu od ruchów. Masz działać, kontrolować swój organizm, ale o
tym nie myśleć. Właśnie dlatego zamiast kierować nowych rekrutów od razu na
sale treningowe, najpierw godzinami próbują usiedzieć w jednym miejscu.
– Potrzebowałam pięciu lat…
– To jest niesamowity sukces – przerwał jej
Rafał, uśmiechając się lekko. – Większość nie jest w stanie opanować takiej
podstawy przez całą swoją służbę. Masz dziesięć lat, a potrafisz się ruszać
nawet o tym nie myśląc. Powinnaś być dumna. Ja jestem.
Uśmiechnęła się na te słowa.
– Chcę być taką agentką jak ty.
Od tamtego
dnia minęło pięć lat. Długie, brązowe włosy związała wcześniej w kucyk, żeby
nie przeszkadzały w treningu, chociaż pojedyncze kosmyki opadające na twarz
potrafiły ją zirytować. W dużych oczach można było wyczytać determinację,
zawziętość. Usta ściągnęły się w cienką linię, gdy ich właścicielka musiała
przyśpieszyć tempa, aby nie oberwać od specjalnego treningowego robota. Na
szczupłym ciele znajdowało się wiele zadrapań i siniaków, co nie przeszkadzało
jej jednak w kontynuowaniu fizycznych działań. Większość ran i tak ukryta była
pod koszulką oraz długimi getrami.
Musiała się
poświęcić, żeby dojść do formy sprzed pobytu w szpitalu. Te wszystkie
zastrzyki, kroplówki, lekarstwa i badania sprawiły, że wyszła z wprawy. Z dnia
na dzień czuła się lepiej, krew szybciej płynęła w żyłach, kondycja była coraz
wytrzymalsza. Delikatne zadrapania, uderzenia, po których pozostały siniaki na
całym ciele – pochodziły z pierwszego tygodnia treningów, kiedy nie była w
stanie jeszcze pokonać robota dla dzieci. A teraz?
Minęły trzy
tygodnie od rozmowy z Eweliną Skoczyńską. Była wdzięczna psycholog, że zgodziła
się na wystawienie jej urlopu. Nie miałaby możliwości w tak krótkim czasie
dojść do siebie, chodząc pomiędzy treningami do szkoły. A tutaj, w Siedzibie Głównej
ISAYSS, pod okiem swojego byłego mistrza i nauczyciela Rafała, mogła być
jeszcze lepsza niż wcześniej. W agencji otrzymanie kilku dni wolnego nie
należało do łatwych zadań. Bez przekonania lekarza, iż faktycznie się go
potrzebowało, nie było co liczyć na pozytywne rozpatrzenie prośby o urlop. W
jej przypadku, będąc przewodniczącą sektora Szóstego (najważniejszego w
agencji), musiała mieć naprawdę wiarygodny powód.
Cieszyła się,
iż Rafał jej pomagał. Pomimo ukończenia służby w agencji postanowił w niej
zostać i, jako jeden z pomocników Głównej Szefowej, szpiegować FBI oraz
dostarczać do ISAYSS informacje o działaniach znanych służb. Zawdzięczała mu
wiele; nie wiedziała, kim by była bez niego. Nauczył ją wszystkiego, co sam
umiał. To dzięki niemu wybrano dwunastolatkę na Przewodniczącą Sektora
Szóstego. To dzięki niemu za każdym razem tak łatwo i szybko dochodziła do
siebie. To dzięki niemu była jedną z najlepszych agentek na całym świecie…
– Młoda, to
się robi nudne.
Tak, a teraz
dzięki niemu zaczynała się irytować. Z upływem lat był coraz bardziej złośliwy,
częstował ją kąśliwymi uwagami, typu: Mogłabyś
się postarać; Moja babcia szybciej
się rusza; Chciałbym dzisiaj wrócić
do domu. Starała się nie zawracać sobie tym głowy, ale – denerwowało ją.
Nie była przyzwyczajona do poprawiania przez innych.
Wykorzystując
odwrócenie się maszyny w stronę mężczyzny, dwoma nieprawdopodobnie szybkimi
ruchami zaszła robota od tyłu i nacisnęła czerwony guzik. Miała wyłączyć jedną
z najlepszych maszyn treningowych w całym ISAYSS i zarazem nie dać się zabić.
Spojrzała na
Rafała.
– Ty jesteś
nudny. Ględzisz jak stara Hensu, tylko bardziej damskim głosem – ucięła krótko,
biorąc z jego dłoni butelkę z wodą i wypijając kilkoma łykami całą zawartość. Stara Hensu była Szefową Japońskiego
Wydziału ISAYSS. Nikt jej nie lubił, wszyscy omijali szerokim łukiem, a
skrzekliwy głos siedemdziesięcioletniej Japonki było słychać dosłownie
wszędzie.
Rafał pokiwał
ze zrezygnowaniem głową, gdy oddała mu pustą butelkę.
– Schlebiasz
mi.
Usiadła koło
dwudziestotrzylatka i odetchnęła głęboko. Musiała z nim porozmawiać, ale odkąd
tylko przybyła na wyspę – nie potrafiła się zdobyć na tę konwersację.
Potrzebowała informacji, których teoretycznie nie mógł udzielić. Miała jednak
cichą nadzieję, że jej pomoże, że złamie te kilka zasad, że oleje Zarząd i
stanie po stronie dziewczyny.
– Te
wstrząsy, które ostatnio się pojawiły – zawahała się, widząc jego uniesione
brwi. Aczkolwiek po chwili przestały obchodzić ją konsekwencje. Nie była typem
osoby, która bała się Zarządu ISAYSS, chociaż – nie oszukujmy się – powinna. Ta
rada złożona z kilkudziesięciu
dorosłych ludzi kierowała wszystkimi oddziałami na świecie. Słowo Zarządu było
święte, co powiedział, tak miało być zrobione. Kontrolował najważniejsze służby
na każdym kontynencie, miał wpływ na decyzje o wagach międzynarodowych, mógł
rozpętać wojnę za pomocą jednego słowa. Rządził Ziemią, czy się to komuś
podobało, czy nie. Nikt nie miał tak wielkiego wpływu na funkcjonowanie
Niebieskiej Planety jak Zarząd. A ona? Miała daleko w tylnej części ciała każdą
rozporządzoną przez niego rzecz. Gdyby nie fakt, że była najlepiej
poinformowaną i najcenniejszą dla tamtych ludzi agentką na świecie, już dawno
leżałaby w grobie. Zabiliby ją za pierwszy wyskok, pierwsze przeciwstawienie
się, które nastąpiło, kiedy miała jedenaście lat. Robert wstawiał się za nią
bez przerwy, ale wiedziała, jakim ciężarem staje się jej niesubordynacja. –
Podejrzewają Diabła, prawda?
Młody
mężczyzna westchnął.
– Wiesz, że
nie mogę…
– Tylko pytam.
Nie będziesz musiał mi niczego tłumaczyć. Odpowiadaj tak lub nie.
– Nawet
jeśli…
– Diabeł?
Rafał
westchnął ze zrezygnowaniem. Świetnie zdawał sobie sprawę, że jeśli już
zaczęła, to będzie chciała dowiedzieć się wszystkiego, czego potrzebowała. Jej
dociekliwość potrafiła być niebezpieczna, a wolał oszczędzić sobie
nieprzyjemności.
– Diabeł –
odparł krótko. – Przynajmniej tak podejrzewają. Zarząd nie ma stuprocentowej
pewności.
Agnieszka
prychnęła, ale jej serce zabiło mocniej.
Diabeł –
najbardziej znienawidzona przez nią osoba, jaka chodziła po tym świecie. Od
wielu lat zaciekły wróg agencji i wszystkich możliwych służb specjalnych. Za
jego głowę władze poszczególnych państw wystawiały miliony dolarów nagrody. Aczkolwiek
oni nie byli w stanie go złapać. Dysponował bowiem równie nowoczesną
technologią co ISAYSS. W końcu – sam kiedyś był w agencji, na dodatek w polskim
wydziale. Jego wiedza i umiejętności pozwoliły na zbudowanie imperium Diabła,
najniebezpieczniejszego człowieka na świecie.
Dziewczyna
darzyła go jednak nienawiścią nie tylko z tych powodów. Głównym był fakt, iż
kiedyś próbował ją zabić. Gdyby ograniczył się do jej samej, pewnie teraz nie
musiałaby się niczym martwić. Tyle że Diabeł postanowić załatwić to inaczej –
porwał jej młodszą siostrę, torturował, a nakręcone podczas tych zabiegów
filmiki wysyłał do Siedzib ISAYSS na całym świecie. Kasia miała wtedy niecałe
cztery latka. Widok tak cierpiącego, małego dziecka poruszył nawet bezwzględny
Zarząd. Agnieszka pragnęła zamordować go gołymi rękami. Cóż, prawie by się jej
to udało, gdyby Rafał nie zrobił tego za nią. Ówczesny Przewodniczący Sektora
Szóstego zastrzelił dziada. Wszyscy byli pewni, że zginął. Świat odetchnął z
ulgą, nie mogąc uwierzyć, iż to koniec. Trwali w tej błogiej świadomości do
dnia, w którym, w różnych częściach Polski, brutalnie zamordowano trzy osoby:
dziadka Agnieszki, jej pięcioletnią kuzynkę oraz wujka.
Nienawiść do
Diabła była od zawsze kierowana zemstą, niczym więcej. Dziewczyna nie potrafiła
znieść tego, że zginęli przez nią. Było to niezwykle bolesne doświadczenie,
biorąc pod uwagę fakt, iż miała wtedy niecałe jedenaście lat, a dziadek był
bezkonkurencyjnie najbliższą jej sercu osobą.
– Dlaczego
FBI wsadza swój zasrany nos w nieswoje sprawy? Bez urazy, oczywiście – dodała
szybko, patrząc na Rafała. Ten uśmiechnął się na te słowa.
– Nie ufają
wam.
– A ty mi
ufasz?
Ich
spojrzenia się spotkały. Agnieszka wydoroślała. To nie była tamta mała
dziewczynka, która nie mogła się doczekać kolejnych zajęć ze stosunków
międzynarodowych. To nie była tamta mała dziewczynka, która wzbudzała
rozbawienie wśród wrogów agencji swoją drobną posturą (po czym śmiech szybko
gasł na ich ustach, gdy tracili przytomność, często już jej nie odzyskując). To
nie była tamta mała dziewczynka, której trzeba było dawać leki na uspokojenie,
bo entuzjazm i ADHD tworzyły niebezpiecznie wybuchową mieszankę. Teraz
siedziała obok niego piętnastolatka uważana za najlepszy nabytek ISAYSS w historii; potrafiąca z uśmiechem na ustach zabić
wroga, życząc niskiej temperatury w piekle; mająca, jako jedna z pięciu osób na
świecie, pozwolenie na uśmiercanie ludzi bez kompletnie żadnych konsekwencji.
Tak młoda, tak dojrzała, tak bezwzględna.
– Zawsze ci
ufałem, niezależnie od tego, co robiłaś. To się nigdy nie zmieni.
Na jej
ślicznej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
– Mam
nadzieję.
Brwi
mężczyzny powędrowały w górę, gdy dotarło do niego, co właśnie powiedziała.
Znał to spojrzenie zbyt dobrze, żeby nie zareagować.
– Co ty
chcesz zrobić? – Mówił powoli, ważąc kolejne słowa. Bał się o nią odkąd tylko
pamiętał. Była jego młodszą siostrzyczką, którą chciał chronić za wszelką cenę
– pomijając fakt, że raczej się nie dało.
– Zrobić? A
co bym mogła zrobić? – Była świetną aktorką, tyle że cały czas zapominała o
jednym. To on ją wytrenował.
– Agnieszka...
Udawała, iż
nie słyszy ostrzegawczej nuty w jego głosie. Kiedy ona sobie coś zaplanowała,
musiała to zrobić. Mogła zrealizować wszystko, niezależnie od konsekwencji.
Wierzyła w to, jak działała. Nie potrzebowała żadnych motywacji, żadnych
pokrzepiających słówek, żadnych form zachęty. Osiągnięcie upragnionego celu nie
było niczym trudnym.
Nie odrywał
od niej spojrzenia. Było niewiele osób, z którymi przegrywała wzrokowe
pojedynki.
– Nie traktuj
mnie jak małe dziecko!
– Nie traktuję…
– Znowu
próbujesz mnie powstrzymać.
– Chcesz
zrobić jakieś głupstwo, dziwisz się?
Prychnęła.
– Zawsze
uważacie wszystko co robię za głupstwa.
Rafał był
zaskoczony. Rzadko dawało się od niej usłyszeć narzekanie.
Westchnął
cicho.
– Poczekaj na
polecenia dla agencji, nie rób nic na własną rękę. Sama… – urwał. Chciał
powiedzieć Sama nie dasz rady, tyle
że ona była w stanie sama zrobić więcej niż z pomocą innych. – Sama nie
powinnaś się za to zabierać. Jestem pewien, że już niedługo Robert postanowi
się wtrącić. W końcu, polski ISAYSS i tak najwięcej robi.
Agnieszka
pokiwała powoli głową.
– Poczekam
dwa tygodnie. Jeżeli do tej pory nikt nie zacznie działać, sama się za to
zabiorę.
Wstała, nie
zwracając uwagi na reakcję Rafała. Ten odetchnął z ulgą.
– Uważaj na
siebie.
Dziewczyna
uśmiechnęła się kpiąco.
– Jak zawsze,
mamo.
Tkwił na
najniższej gałęzi drzewa, rewelacyjnie zamaskowany, niemożliwy do wykrycia
przez niedoświadczone oko. Jego oddech dostosowywał się do silnych podmuchów
wiatru, a delikatne ruchy mające na celu lokalizowanie uciekinierów, za którymi
tutaj przybyli, ograniczały się do dotykania małego panelu umieszczonego na
kolanach chłopaka. Cztery czerwone kropki przesuwały się w nieprawdopodobnym
tempie coraz bardziej na północ. Skrzywił się nieznacznie. Niebieskie i zielone
punkciki symbolizujące jego ludzi podążały śladami agentów Diabła. Dawid nie
wiedział jednak, dlaczego tak trudno ich złapać. Kluczyli między drzewami,
często zmieniali kierunki ucieczki, chcąc zgubić prześladowców w gąszczach ciemnego
lasu, ale poruszali się odważnie, zbyt pewnie. Jakby to była pułapka. Tylko...
On się jej spodziewał. Byłby nawet zdziwiony, gdyby wrócił do agencji bez
żadnych przygód, bardziej ekstremalnych wrażeń (pochodzących, na przykład, z
uciekania przez jakimś genetycznym mutantem, skoku z urwiska wprost do górskiej
rzeki i innych, podobnych sytuacji). Na razie jednak, nudził się.
Wyłączył
panel i rozglądnął dookoła. Nikogo nie zauważył, nikogo nie usłyszał. Słuch
absolutny wyłapywał jedynie odgłosy leśnego życia, plusk wody, gdy w strumieniu
oddalonym o kilkanaście metrów na południe podskoczyła ryba. Żadnych
nienaturalnych dźwięków.
Był ciut
zirytowany całą sytuacją.
Około godziny
dziesiątej dostał wiadomość od Roberta, że agenci Diabła próbowali wysadzić
jeden z radarów należących do ISAYSS. Nie dość, iż musiał użerać się ze
znienawidzoną nauczycielką matematyki, to jeszcze pojawiły się dodatkowe
problemy. Wyszedł z klasy w środku lekcji, machając na pożegnanie zszokowanej
profesor Lipnickiej, uśmiechając się do rozbawionych kolegów oraz oczarowanych
koleżanek, i w wielkim stylu opuścił szkołę. Zdawał sobie sprawę, jaką naganę
otrzyma od dyrektora, ale miał ważniejsze sprawy na głowie. Czasami trzeba było
poświęcić naukę w cudownej placówce edukacyjnej, jaką było VIII Gimnazjum im.
Józefa Piłsudskiego w Opolu, na rzecz ratowania świata. W szczególności, że był
to jego ostatni rok w tej budzie - za dwa tygodnie miały zacząć się wakacje, a
po nich mógł stać się dumnym uczniem najlepszego liceum w mieście.
Zeskoczył z
gałęzi, nie wydając przy tym praktycznie żadnych odgłosów. Bezszelestne
poruszanie się miał opanowane do perfekcji. Lata ćwiczeń i treningów nie poszły
na marne – teraz był w stanie zrobić co tylko chciał, będąc przez cały czas
niezauważonym. Ta niezwykła, wręcz magiczna umiejętność była bardzo przydatna w
codziennym życiu: nikt nie dostrzegał go, gdy wkradał się do szkolnego
sekretariatu i wyłączał kamery, żeby można było podmienić sprawdziany; nikt nie
dostrzegał go, gdy wychodził wieczorami z domu; nikt nie dostrzegał go, gdy
myszkował w nocy po kuchni… No, prawie nikt. Nie licząc jego starszej siostry,
Anity, mającej równie wyczulony słuch i łatwość poruszania się w ciemnościach.
Ale poza nią raczej nikt.
– Dawid,
debilu, weź rusz dupę i trochę pomóż, bo zaczyna mnie irytować twoja
bezczynność.
Stanowczy,
dziewczęcy głos rozległ się niespodziewanie w słuchawce umieszczonej przy uchu
chłopaka. Wytrącony z równowagi, nadepnął na gałąź, a odgłos łamanego drewna,
wśród wszechobecnej ciszy, wydawał się co najmniej wybuchem bomby. Zacisnął
zęby, cofając się powoli ze źródła hałasu.
– Haaaaaaaaaalo, jesteś tam?
– Nudzi ci
się? – syknął Dawid, powstrzymując się od rzucenia kilku przekleństw w kierunku
malutkiego mikrofonu zaraz przy słuchawce. Ich sprzęt był skonstruowany tak,
aby mogli mieć go ze sobą niezależnie od sytuacji, nawet w szkole. Niektóre
były bardzo przydatne, między innymi słuchawka, dzięki której byli w stanie
porozumiewać się kiedy tylko zechcieli, ale w takim momencie, jak ten, żałował,
iż miał ją ze sobą.
– Tobie musi,
skoro przysypiasz gdzieś w środku lasu.
Chłopak
mruknął coś niezrozumiałego. Wolał nie rozpoczynać niepotrzebnej wojny na
słowa. Nie teraz.
– Co tam
mamlasz pod nosem?
– Gówno cię
to obchodzi – warknął.
– Też cię
kocham, ale teraz przydałoby się, żebyś tu podszedł na chwilkę. Pewien synek
Lucyfera jęczy, że zniszczy mu się fryzura przy transportowaniu do naszej
siedziby.
– Macie
kogoś? – spytał zaskoczony chłopak. Dziećmi Lucyfera nazywali agentów Diabła.
Było to dość pogardliwe określenie, biorąc pod uwagę fakt, iż obie strony
szczerze się nienawidziły. Tamci nazywali natomiast ludzi z ISAYSS trochę mniej
delikatnie.
– Niejaki
Adrian Stadnicki, fajny jest, więc mogę go zatrzymać dla siebie.
Dawid
zakasłał cicho.
– Dominika?
– Słucham
cię? – zaszczebiotała.
– Łapy precz,
jest nam potrzebny.
Nie
odpowiedziała. Usłyszał tylko ironiczny śmiech agentki. Zamiast zastanawiać się
nad tym, co przyjaciółka miała na myśli, namierzył polanę, na której czekała
reszta i podążył w jej stronę.
– A więc,
panie Stadnicki – zaczęła Dominika. Agent Diabła siedział po turecku na trawie,
całkowicie pozbawiony swojego sprzętu. Teraz wyglądał jak normalny nastolatek.
Jeszcze chwilę wcześniej przypominał zawodowego mordercę. – Z natury nie jestem
brutalną osobą. Mam jedynie skłonności do bycia agresywną w stosunku do
mężczyzn, kiedy zaczynają mnie irytować. Nie powiesz, co chcieliście zrobić
dobrowolnie, a ja cię do tego zmuszę.
Chłopak
niezbyt się tym przejął, ale uniósł głowę i spojrzał jej w oczy. Na jego twarzy
pojawił się szczery uśmiech, co trochę zbiło z tropu agentkę.
– Przecież
wiecie, po co to roztrząsać?
Dominika
zazgrzytała zębami. Starała się podchodzić do wszystkiego spokojniej niż
Agnieszka, ale powoli zaczynała rozumieć, dlaczego ona woli użyć siły, niż
bezsensownie gadać.
Odetchnęła
cicho. Naprawdę nie miała ochoty robić mu krzywdy. Był wesoły, zabawny, o czym
przekonała się chwilę wcześniej, gdy zamiast martwić się swoim zdrowiem oraz
życiem, opowiadał innej agentce sprośne żarty o blondynkach. Chociaż… Rozumiała
aluzję. Ona była blondynką.
– Wystarczy.
Odwróciła
się. Dawid podążał szybkim krokiem w ich kierunku. Rok starszy chłopak wyglądał
na opanowanego, spokojnego, jak zwykle zresztą. W tych nielicznych sytuacjach,
kiedy się denerwował, to ona najczęściej była przyczyną wytrącenia z równowagi.
Ciemnobrązowe włosy sięgały mu do nasady szyi, chociaż od dawna namawiały go na
ścięcie. Niebieskie oczy, dokładnie w tym samym odcieniu co jego siostry i
kuzynki, miały w sobie coś z buntownika. Pomimo tego, kim był, nie dostosowywał
się do zasad. Będąc zastępcą przewodniczącej sektora Szóstego musiał się powstrzymywać. Nie żeby ona tego nie robiła,
biorąc pod uwagę fakt, iż była drugim. Wysoka, dobrze zbudowana sylwetka
chłopaka nie poświadczała o jego wieku. Dziewczyny zawsze myślały, że jest
minimum dwa lata starszy niż w rzeczywistości. I lgnęły do niego jak pszczoły
do słodkiego.
Ona nie –
taka była prawda. Dla niej był najlepszym przyjacielem, bratem, bo prawdziwego
nie miała. Osobą, która wiedziała o niej absolutnie wszystko. To był dowód na
istnienie przyjaźni damsko-męskiej nawet, jeśli nadal wydawała się
nieprawdopodobna. Zresztą, Dominika Krasicka deklarowała, że jest lesbijką. Zdanie innych miała zazwyczaj głęboko w tylnej części ciała, więc chamskie docinki na ten temat nie ruszały ją kompletnie. Była szczera w stosunku do siebie i innych.
– Nie
zrobiłam mu krzywdy – powiedziała Dominika.
– Widzę, w
końcu jeszcze żyje – odparł agent, stając obok niej.
Synuś
Lucyfera spojrzał na niego podejrzliwie.
– A mógłbym
nie? – spytał, zanim dziewczyna zdążyła cokolwiek rzec. Zaśmiała się wesoło,
słysząc te słowa.
– Nie
uwierzyłbyś, gdybym powiedziała ci, co mogę z tobą zrobić – zaszczebiotała.
– Chętnie się
przekonam.
– Ja wolałbym
na to nie patrzeć – mruknął Dawid, przerywając tę istnie intymną i romantyczną
sytuację. – A teraz masz jakieś trzynaście sekund na powiedzenie, co wy tu do
cholery robicie?
Adrian
westchnął.
– Powtarzam:
przecież wiecie. Mieliśmy zniszczyć radar i wrócić do Diabła. To, że akurat
teraz musieliście nas namierzyć, jest okropnym błędem naszych nawigatorów.
– Uważaj, bo
ci uwierzę – warknął Dawid. Uciekinier prychnął.
– Niezbyt
obchodzi mnie w co wierzysz, w co nie, ale wolę nie zagłębiać się w tematy
twojej wiary. Porozmawiajmy o bardziej przyziemnych rzeczach. Bóg ci niewiele
pomoże w takiej sytuacji.
– To pułapka,
tak? – W głosie agenta ISAYSS pobrzmiewało zrezygnowanie. Ku jego zaskoczeniu,
Adrian jakby posmutniał. Nagle zniknęła cała pewność siebie widoczna na twarzy
człowieka Diabła. W jego oczach można było dostrzec niezdecydowanie, zawahanie.
– To dość
nietypowe, ale…
Przerwało mu
powstałe zamieszanie na krańcu polany. Spojrzenia całej trójki skierowały się
na grupkę ludzi wyłaniających się z lasu. Dawid rozpoznał w nich swoich agentów
z Szóstki i kilkoro z Jedenastki.
Kiedy
podeszli bliżej, Dominika zauważyła dwójkę Dzieci Lucyfera. Jeden z nich –
brązowowłosy chłopak – trzymany był za nadgarstki przez Grześka z sektora
Jedenastego. Dziewczyna, ubrana w identyczny strój co siedzący na trawie
Adrian, szła sama, nikt jej nie trzymał. Dziwne
pomyślała.
– Został
ostatni – powiedział jeden z agentów. Dawid pokiwał z uznaniem głową.
– Świetna
robota.
– Tylko że –
chłopak zawahał się – oni chcą z wami rozmawiać.
– Rozmawiać?
– Ja wiem, że
to jest dziwne – wtrąciła się ciemnowłosa córeczka Lucyfera. Wszystkie
spojrzenia skierowały się na nią. Dominika miała wrażenie, iż na jej twarz
wpełznął lekki rumieniec, jakby zmieszała się obecnością takiej ilości ludzi. –
Naprawdę potrzebujemy pomocy. Spotkania z szefem polskiego wydziału.
Głośny śmiech
Dominiki przerwał ciszę, która zapadła po jej słowach. Dawid spojrzał na nią
krytycznie.
– Opanuj się.
– Mam się
opanować? – Dziewczyna była zła. – Nie widzisz, co oni kombinują? Odkąd to
ludzie Diabła zawzięcie potrzebują pomocy? Szczególnie, rozwalając przy okazji
nasz radar…
– Musieliśmy
przykuć jakoś waszą uwagę – powiedział Adrian, wstając z ziemi. – Raczej nie
przyszlibyśmy tak sobie do waszej Siedziby, pomijając fakt, że nie wiemy, gdzie
jest, nie zapukalibyśmy i zawołali: Cześć,
macie chwilę, bo potrzebujemy porozmawiać!
Dawid
spojrzał na ciemnowłosą dziewczynę. W jej oczach dostrzegł strach, przerażenie,
całkowite zagubienie. Trudno było uwierzyć w to, iż szukali pomocy. Więc to prawda, pomyślał chłopak.
Zrozumiał, że przegrał zakład z Robertem,
a mężczyzna miał rację. No i bardzo dobrego szpiega…
Uniósł dłoń,
dając znak Dominice, żeby się uspokoiła. Dziewczyna zamilkła, wkurzona.
– Ściągnijcie
tylko swojego kolegę. Zabierzemy was do agencji.
– Chyba sobie
żartujesz – warknęła przyjaciółka, patrząc na niego z niedowierzaniem. Chciał
wpuścić ich największych wrogów prosto do najbardziej strzeżonego miejsca w
polskim ISAYSS – Siedziby Głównej. Nie mogła uwierzyć w to, co słyszała. On się
złamał.
– Nie –
odparł spokojnie, wytrzymując jej natarczywe spojrzenie. – Wyruszamy, jak tylko
znajdziemy czwartego…
– O niego
chodzi?
Anita rzuciła
brutalnie zgubionego synusia Lucyfera na ziemię. Nie liczyła się z tym, że
mogło go zaboleć – wszyscy usłyszeli głośny jęk wydobywający się spod kasku.
Nawet Dominika się skrzywiła.
Piękna
siostra Dawida przewróciła nogą leżącego koło niej chłopaka na plecy.
– Ściągnij to
– syknęła przez zaciśnięte zęby. Jej ofiara uniosła się lekko na łokciach i
zdjęła z głowy ciemny kask. Zimne, pełne nienawiści, prawie czarne oczy
chłopaka wyglądały, jakby właściciel chciał zabić Anitę własnymi rękami.
– Tomek,
uspokój się – mruknęła cicho agentka Lucyfera. Ten warknął coś o cholernych
dzieciach z ISAYSS i wstał, chociaż z widocznym trudem. Splunął krwią.
– Helikopter
czeka.
*****
Niewiele się
tutaj zmieniło od pierwotnej wersji. Tekst jest właściwie krótszy, ponieważ
usunęłam kilka fragmentów. Pojawiło się jednak jedno zdanie, które wytłumaczy
większość rzeczy w następnych rozdziałach. Z dziewięciu stron zeszło mi na
osiem, ale przynajmniej pozbyłam się paru niepotrzebnych elementów.
omg! tak zacznę swój komentarz! wow, jestem pod wrażeniem Twojego opowiadania bo robi się coraz ciekawiej! aa i Twój styl pisania nie jest jak 6-klasisty! :D aw, mam nadzieję, że nigdy nie zwątpisz w dalsze pisanie tego opowiadania! 3mam kciuki aby nigdy nie zabrakło Ci weny! <3
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję, ciszę się, że ci się spodobał :D a wena zawsze się przyda.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń
OdpowiedzUsuńNo to po pierwsze. zaczyna się robić ciekawie! Naprawdę. Podobają mi się nazwy "Diabeł", "Dzieci Lucyfera"... O bohaterach na razie za wiele nie mogę powiedzieć, ale kiedy pojawi się więcej rozdziałów...
A propos twoich odczuć - mam identyczne odczucia co do moich umiejętnosci, kiedy czytam kilka z moich ulubionych blogów, albo chociażby biorę do ręki książkę :) Więc nie martw się tym:)
Nawiasem, na moim blogu pojawił się nowy rozdział i zapraszam do przeczytania.
Ech, chyba każdy tak ma, jak czyta teksty innych. Ja zawsze.
UsuńCóż, faktycznie bohaterowie na razie jakoś szczególnie 'rozpracowani' nie są, ale na wszystko przyjdzie czas. :)
"[...] życząc niskiej temperatury w piekle[...]" <-- pierwszy raz spotykam się z takim 'określeniem'(nie wiem jak to nazwać, moja wiedza z polskiego jest malutka). Świetny pomysł z tym zdaniem. Wywarłaś na mnie ogromne wrażenie, ale nie tylko tym, że użyłaś zwrotu, którego nie znam, ale z fantastycznej treści. Świetnie piszesz. Wszystko się dobrze czyta. Nie mam żadnych zastrzeżeń, naprawdę jesteś dobra. "mój tekst jest jak wypracowanie szóstoklasisty" <- nie wiesz co piszesz w tym momencie, szóstoklasisty? Weź mój stary zeszyt z podstawówki to zobaczysz się się mylisz. Nawet biorąc jakąkolwiek moją pracę teraz i tak piszesz o 100% lepiej!
OdpowiedzUsuńRzeczywiście długi rozdział, ja to chyba w twoim jednym zawarłabym swoje 3 albo 4 haha:D
Zastanawia mnie fakt co te lucyferki chcą od nich.
Czekam na następny! :*
Ach, zdanie, nad którym myślałam z 10 minut, bo nie wiedziałam, jak to ująć w słowa xd
UsuńMam na twarzy wielkiego banana, gdy czytam takie komentarze, DZIĘKUJĘ <3
A cel bachorów Lucyfera nie pojawi się w całości w następnym rozdziale, ale po części.
Ach, dziękuję <3
UsuńWłaściwie to w następnym rozdziale po części wyjaśni się, czego oni chcą, no ale musisz poczekać :D
ciekawe dialogi takie prawdziwe. czekam na kolejny rozdzial, wpadaj do mnie
OdpowiedzUsuńcovenantofsouls.blogspot.com
Ciekawa historia, nie powiem, przeczytałam ją z przyjemnością, bowiem kręcą mnie tego typu tajne organizacje i walki dobra ze złem, czyli wszystko, co odbiega od normalnego, codziennego życia.
OdpowiedzUsuńChociaż w pewnych momentach wydało mi się to wszystko przerysowane, gdy uświadomiłam sobie, że to są osoby o przeciętnej wieku, wynoszącej piętnaście lat, zajmujące się naprawdę poważnymi sprawami. Może to tylko moje przyzwyczajenie. Wiadomo, że w filmach zazwyczaj, mamy dorosłych agentów, toteż akcja na polanie długo, wklepywała się do mojej głowy, ale w końcu jakoś się przekonałam, co do wieku bohaterów, a zadań im powierzanych. Ale jest dobrze, podobało mi się i pozostaje poczekac mi na więcej.
Rzeczywistość tego opowiadania trochę odbiega od naszego świata, to nie jest do końca nasza Ziemia w tym 2015, ale ciut zmodyfikowana. Dlatego niekiedy może wydawać się nierealne to, co robią.
UsuńCieszy mnie, że się podoba :]
Od dziecka marzyłam żeby być tajną agentką, ale niestety nie wyróżniałam się aż tak jak twa bohaterka. Ciekawi mnie jaką wielowymiarowość dodasz powiadaniu odnośnie walki ze złem. Pozdrawiam (miłoby mi było gdybyś zajrzała do mnie...). Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńTak, moje marzenia też opiewały bycie super agentem :D ją ziściłam to w opowiadaniu, po prostu.
UsuńZ przyjemnością zajrzę :)
Rozdział boski jest. Dzieci Lucyfera - no ta nazwa jest od dzisiaj mą ukochaną po wsze czasy < 3 W tym miejscu: "- Te wstrząsy, które ostatnio się pojawiły – zawahała się, widząc jego uniesione brwi. " musiałam przeczytać dwa razy, bo w pierwszej chwili nie skumałam, brawa dla mnie ;p
OdpowiedzUsuńAdrian jest po prostu genialny, już go kocham :D Zaklepuje go sobie! ;p
Weny kochana ;*
Adrian jest Twój, o to się martwić nie musisz :D
UsuńZakochałam się po uszy w tym opowiadaniu ;) Teraz się mnie już tak łatwo nie pozbędziesz. Diabeł i Agnieszka - coś z tego będzie. Tak coś czuje...Ale jak wyjdzie? zobaczymy ;)
OdpowiedzUsuńPS zyskałaś nową czytelniczkę ;)
zaniemówiłam. normalnie nie wiem, co napisać.
OdpowiedzUsuńchyba wiesz, że masz talent i bardzo oryginalny pomysł - tego nie trzeba ci tego dwa razy powtarzać. :)
od razu polubiłam twoje opowiadanie. czyta się bardzo przyjemnie i szybko. nie ma arcytrudnych słów/ sformułowań/ zdań. :)
rozdział jest bardzo dłuugi, widać, że bardzo się nad nim napracowałaś - nie ma błędów.
dzieci Lucyfera... ciekawa nazwa. :)
Agnieszka "zdobyła" dla mnie nieosiągalną rzecz - możliwość siedzenia kilku godzin w jednym miejscu, chociaż po tylu latach ćwiczeń to chyba też bym tak potrafiła. :)
wiesz, aż się zdziwiłam, że dawid i dominika (sorry, jeśli pomyliłam ich imiona) są przyjaciółmi. jeszcze nie spotkałam się z przyjaźnią damsko-męską. no dobra, spotkałam się. miałam przyjaciela, ale on dorósł i ważniejsza dla niego stała się piłka nożna... ech, life is brutal... ;/
nie wiem, czy pisałam, ale powiem - chwała ci za to, że robisz akapity. :) wiesz, o ile łatwiej i przyjemniej się czyta? nie? to wiedz, że duuuuużo lepiej . :)
lecę czytać dalej, ale nie wiem, czy wyrobię się jeszcze dzisiaj. :)
pozdrawiam :*
Z tym talentem to bym polemizowała, na pomysł się zgodzę, bo sama jestem w tym względzie z siebie dumna xd
UsuńTak, ja też bym nie dała rady przesiedzieć tyle w jednym miejscu. Najwyżej 10 minut, chociaż z tym też ciężko :D
Ja wierzę w przyjaźń damsko-męską, bo sama mam najlepszego przyjaciela, więc opisywanie czegoś takiego to dla mnie nie problem :)
Po twoich komentarzach jakoś tak gęba mi się sama cieszy, strasznie mu humor poprawiasz <3
bardzo się z tego powodu cieszę, lubię poprawiać ludziom humor :* ( rączka na bioderko; a'la Dżoana Krupa) ;D
Usuńale jeśli mogę, to mam do ciebie małą prośbę.
nie pogniewaj się na mnie, gdy nie skomentuję pozostałych rozdziałów.
będę nadrabiała czytanie w nocy na telefonie i możliwość komentowania spada do zera. :/
na chwilę obecną nie widzę innego sposobu na przeczytanie całości. ;-(
przepraszam i obiecuję poprawę. i proszę cię Nersi o rozgrzeszenie :*
pozdrawiam, Jagoda :*
Weź, czuję się, jak przy konfensjonale xd rozgrzeszam cię, nie musisz się martwić :D miło mi, że w ogóle czytasz, nie musisz za nic przepraszać :)
Usuńjeeeeeeeeeeeeeeej! dostałam rozgrzeszenie! dziękuję! :* dziękuję! :*dziękuję! :*dziękuję! :*dziękuję! :* dziękuję! :* dziękuję! :*dziękuję! :*dziękuję! :*dziękuję! :*dziękuję! :*dziękuję! :*dziękuję! :*
Usuńpostaram się w następnych komentarzach dalej poprawiać ci humor, jeśli pozwolisz oczywiście :D i jeśli mi się uda :)
+ sorry, że tak późno
Haha, ja też czasami mam taką prędkość odpowiadania na komentarze, w pełni zrozumiałe ;) I poprawiaj sobie mój humor na swój sposób, to akurat nie jest trudne <3
UsuńHm, hm... Akcja się rozkręca, jak widzę. :) No, całkiem to sobie zgrabnie wymyśliłaś z tymi Dziećmi Lucyfera potrzebującymi pomocy, nie powiem. Mój mózg wyczulony na teorie spiskowe węszy w tym jakąś grubszą sprawę. Chociaż trochę trudno mi uwierzyć, że ten Dawid tak szybko się zgodził na zabranie ich ze sobą. Łatwiej jest mi się zgodzić z Dominiką - ja też byłabym nieufna w takiej sytuacji!
OdpowiedzUsuńJak już ktoś napisał, dziwnie mi pomyśleć o tym, że te wszystkie akcje, zabijanie i cała ta otoczka jest udziałem młodych dzieciaków. Ciekawy to pomysł, całkiem oryginalny, aczkolwiek dosyć szokujący. :P No bo jakby na to nie patrzeć - to są dzieci. Biedne dzieci. *chlip chlip* Żadnych księżniczek Disneya w dzieciństwie - zmarnowane życie! Chociaż z drugiej strony chyba i tak na brak nudy nie narzekają, więc bajki im nieptrzebne. :P
Boru, jakie te moje skojarzenia są adekwatne... -.-
Coby się dalej nie kompromitować -
Pozdrawiam
Tu próbowała się akcja rozkręcić XD
UsuńWiesz, TEORETYCZNIE, większość z tych dzieci może niektórych klasyków Disneya nie kojarzyć... Chociaż nie, to byliby już idioci. Może teraz tego nie widać, ale później (a przynajmniej tak mi się wydaje) ta cała sytuacja, otoczenie tych ludzi trochę będzie tłumaczyć sposób takiej a nie innej "służby w ISAYSS". Aczkolwiek, zabijać będzie bardzo niewiele osób.
Uff, uspokoiłaś mnie. ;)
OdpowiedzUsuńW takim razie czekam niecierpliwie na te wyjaśnienia, bo cały ten pomysł wydaje mi się bardzo ciekawy i nie mogę się doczekać, żeby dowiedzieć się czegoś od kuchni. ^^